marmurowy przed katedrą. Tito Strozzi ułożył czterowiersz, wyryty złotymi literami na kolumnie, na której stała postać pierwszego księcia Ferrary.
Hanc tibi viventi Ferraria grata columnam Ob merita in Patriam, Princeps justissime Borsi Dedicat, Estensi qui Dux a sanguine primus Excipis imperium, et placida regis omnia pace.
Pomnik ten przeniesiono później przed główne wejście do pałacu Estów, a podczas rewolucji z r. 1796 potłuczono go w kawałki.
III
Rządy Borsa były klęską dla humanistów. Panowanie łaciny się skończyło; książę zajmował się polityczną intrygą, łowami, urządzał festyny, ale po łacinie nie umiał i o łacinników, a tym mniej o Greków, mało się troszczył, uniwersytet jednak dość wspierał, tak że Studio istniało w rozmiarach za Leonella zakreślonych. Guarino długi czas jeszcze uczył i Aurispa, korzystając ze swych prebend, nie widział powodu opuszczać Ferrary, ale powoli ulubieńcy Leonella albo wymierali, albo szli za chlebem na inne dwory. Ci zaś, którzy się chcieli Borsowi przypodobać, tłumaczyli łacińskie dzieła na język włoski. Sermon moderno zakwitnął w całej pełni. Carlo di San Zorzo tłumaczył dla Borsa głośne wówczas książki, które koniecznie trzeba było czytać, jak Vita di Niccoló Piccinino, jak Decembria Le laudi delia citta di Milano, a poświęcając mu jedną z nich, zauważył, iż nie jest to bynajmniej ubliżeniem, że „fortuna, nieprzyjaciółka każdego człowieka prawdziwej cnoty, nie chciała dodać do rozmaitych zalet księcia także i zamiłowania do literatury".
Mnóstwo autorów piszących po włosku przesyłało swe dzieła Borsowi wiedząc, że tam dla swojej pracy znajdą dobre przyjęcie; i tak Lorenzi Spirito di Perugia złożył u jego stóp swój poemat L'altro Marte, Candido de' Bontempi poświęcił mu poetyczny utwór Il Salvador. Czy Borso czytał te wszystkie bardzo rozwlekłe i nudne pisaniny, to rzecz inna, ale literaci mieli wiele dobrych chęci, aby go wykształcić także i w klasycznej literaturze, i tłumaczyli dlań Żywoty Plutarcha, Listy Cycerona i mnóstwo innych książek starożytnych autorów, jak Appiana, Prokopa, Herodota, Ksenofonta, Plauta, Apuleja itd. Także ulubieńcowi Borsa, Teofilowi Calcagniniemu, tudzież Albertowi i Herkulesowi d'Este poświęcano tłumaczenia greckich i łacińskich autorów, co oczywiście gniewało szczerych humanistów, a jeden z nich, Messer Teofilo, wyrzucał
Karolowi da San'Zorzo, jaką szkodę wyrządza ludzkości pisząc po włosku a nie po łacinie. Język tych tłumaczy nie bardzo był poprawny, raziło w nim mnóstwo f erraryjskich prowincjonalizmów, ale Ferraryjczycy utrzymywali w swej zarozumiałości, że ich dialekt bardzo gładki i może się równać z toskańskim, non ha mancho elegantia da alcuno altro Italiano parlare. Polizmagna z dumą pisze raz do księcia: klejnot Włoch — Ferrara obydwu nas zrodziła i wychowała, nie powinniśmy też inaczej mówić jak po ferraryjsku. Nie umieć po łacinie było zresztą bardzo wygodnym, cała więc Ferrara wstępowała w ślady swego księcia, a gdy jednemu z podestów kazano przysłać accipitrem bene legatum in sacculo, sokoła dobrze w worku zawiązanego, sumienny urzędnik kazał natychmiast schwycić jakiegoś księdza arcypasterza i w worku go posłał według adresu. Może to tylko złośliwa anegdota, ale w każdym razie charakteryzująca upadek łacińskiej kultury w Ferrarze.
Z rozwojem sermon moderno powiększało się zamiłowanie do francuskich romansów. Z ksiąg kamery książęcej, w których dokładnie zapisywano, kto wypożyczał książki z dworskiej biblioteki, okazuje się, że rycerskie romanse największe miały powodzenie. Bianca d'Este czytała Gothofred de boion, Conte Ludovico da Canno wypożyczył Galooth le Brun. Jacopo Ariosti i Gian Francesco delia Mirandola mieli u siebie Lancelota, Meliaduse Tristana in lingua Gallica, Francesco d'Arezzo Grala, Merlina, Meliadusa i Lancelota. Galeotto di Campo Fregoso, Sigismondo d'Este, Alberto delia Scala należeli do pilnych czytelników romansów cyklu bretońskiego. Borso widocznie także czytał dużo zaalpejskich książek, gdyż mu francuskie rękopisy wielką sprawiały przyjemność. Kazał ozdabiać miniaturami Merlina i Lancelota, przetłumaczonych na' volgare, Giovanniemu di Niocolo Biondo i Scipionowi Fortuna polecił sporządzić odpisy Storia di Francia i nabył inne podobne książki, jak Spagna, L'Aspromonte, Merchino, tłumaczone na włoski język.
Markizom nie można było większej sprawić przyjemności, jak gdy się ich porównywało do paladynów dworu Artusa. Książęcy panegiryści i poehlebcy, jak Ugo Caleffini, mówiąc o młodych markizach, o Ercolu, o Zygmuncie, o Leonellu albo o Rinaldzie, zawsze starali się im powiedzieć, że są „skończonymi paladynami", che sono paladini perfetti.
Jedynym głośnym humanistą, stojącym blisko Borsa, jego ulubieńcem, był Ludovico Carbone (1435—1482), który napisał przeszło cztery księgi poezyj, a obydwaj Strozzi wychwalają go jako znakomitego poetę i profesora. W rzeczywistości był Carbone typem humanistycznego szarlatana, pyszałkiem, zawistnym zazdrośnikiem, nie znoszącym obok siebie żadnej literackiej wielkości. Cała jego sztuka, podobnie jak u większości humanistów, polegała na gładkiej formie wiersza; toteż w metryce był
nieprześcigniony, zwano go Magister syllabarum. Obok literatury zajęty był ciągle amorami; Węgrzy chcieli go ściągnąć do siebie na profesora, ale nie dał się nakłonić do opuszczenia Ferrary, gdyż tam wiązała go Francesca Fontana, do której wiersze pisał. Sądził, że usta Franciszki więcej warte aniżeli monarsze lub książęce honory.
Fontanina vetat insita pectori,
Quae fixa est animo et visceribus meis
Magnis principibus hanc ego praefero
Regum delitiis regnaque persica,
Franciscae superant oscula dulcia,
Ludentes oculi, risus aureus...
Następnie pokochał się w jakiejś Łucji, a wskutek tego prawie nigdy nie przychodził na zapowiedziane wykłady w uniwersytecie. Uczniowie dobrze wiedzieli powód opieszałości profesora i napisali też epigram: Do najpiękniejszej Łucji, przyszłej żony Ludwika Carbona, która mu na lekcje chodzić nie pozwala. Studenci proszą kochankę profesora, aby go w domu nie zatrzymywała swymi pieszczotami, ale aby z nim razem przyszła na wykłady i swymi pięknymi oczami wynagrodziła im jego lenistwo.
Gdy Pius II przejeżdżał przez Ferrarę, Carbone wystąpił w kościele Madonny degli Angeli z taką przemową, że papież zaraz mu nadał tytuł conte palatino. Poeta taki był dumny ze swych poezyj i swego znaczenia, że utrzymywał, iż cała Ferrara brzmi rozgłosem jego imienia.
Jam mea Ferrariam celebratur jama per urbem,
Cantatur tota nomen in urbe meum.
Gdy na rok wyjechał do Bolonii i wrócił do Ferrary, porównywał się w publicznej oracji do Achillesa, który się cofnął na swój okręt, a Studio ferraryjskie do wojska greckiego, pozbawionego swego wodza, gdyby na powrót nie odzyskało il suo ardente Carbone. W roku 1469 przybył Fryderyk III do Ferrary. Carbone znów miał wielką mowę, tym razem na cześć cesarza, a oczywiście i na własną swoją pochwałę. Szczycił się, że w swoim życiu ułożył 10.000 wierszy i że za jego czasów nie umarł żaden sławny człowiek, ani żadna panna ze znakomitego domu nie wyszła za mąż, aby on nie napisał poezji na ich cześć. Ufny w swoją orację, prosił cesarza o potwierdzenie mu tytułu hrabiego i o dodanie jeszcze do tego zaszczytu wawrzynu poety. Pochlebca wszystko to osiągnął. Jeszcze Leonello życzył sobie mieć Carbona nauczycielem swoich dwóch braci, przeznaczonych do duchownego stanu. Po śmierci markiza powierzyli jednak ministrowie to stanowisko jakiemuś notariuszowi z Ferrary. Profesor się zemścił i z okazji
wyboru nowego rektora uniwersytetu miał mowę wobec Borsa, całego dworu, wobec profesorów i studentów, w której w sposób przechodzący wszelkie granice przyzwoitości rzucał obelgi obecnym ministrom mówiąc, że dwaj z nich są monstra turpissima, zdrajcy, niszczyciele rzeczypospolitej, gdyż sfałszowali wolę Leonella, który wysokie miał wyobrażenie o geniuszu Carbona.
Wielce charakterystycznym jest jego dialog pomiędzy Ferrarą, a Bolonią, napisany zapewne w r. 1460, kiedy Carbone bawił w Bolonii. Ferrara skarży się tam, że Giacomo Grati, poseł boloński w Ferrarze, porwał jej ukochanego, wymownego Carbona, Bolonia odpowiada, że Ferrara posiada tylu ludzi znakomitych, tylu mówców, że przecież może jej pożyczyć słynnego profesora, ale Ferrara broni się: powiada, że wprawdzie pozostali jej jeszcze inni literaci, ale są to po większej części zarozumialcy i warchoły albo takie gbury, takie bydlęta i tak grzęzną w złych obyczajach, że miasto wstydzić się ich musi. Tymczasem ukochany Carbon, łaskawy, grzeczny, uprzejmy, dobroduszny, został Ferrarze wydarty. Natura zapewne go na to stworzyła, aby opisywał i ilustrował nieskończone cnoty wielkiego, rozumnego Borsa. Bolonia zgadza się na pochwały księcia i wyraża nawet życzenie, że byłaby najszczęśliwszą, gdyby się raz mogła wydobyć spod jarzma tego „błogosławionego Kościoła", który nie wiedzieć na jaką biedę chce się utrzymać przy świeckiej władzy. Gdyby nie obawa przed Rzymem, z przyjemnością rzuciłaby się w ramiona tego Borsa, tego szlachetnego, spokojnego, sprawiedliwego, pobożnego panującego.
Carbone wydał także żartobliwe fraszki na podobieństwo facecyj Poggia Braccioliniego, pod tytułem Le Cento trenta novelle o facetie de Ludovico Carbone. Są one pierwszym włoskim naśladownictwem łacińskich tego rodzaju utworów, bardzo pospolitych w czasach Odrodzenia.
Mówiąc o ludziach otaczających Borsa, nie możemy zapomnieć o jednej z bardziej zajmujących postaci, o nadwornym lekarzu i profesorze uniwerstytetu w Ferrarze, Michale Savonaroli, którego, jak wspomnieliśmy, sprowadził jeszcze Mikołaj III. Nadzwyczaj poważny człowiek ten Savonarola, wielki moralista, religijny do tego stopnia, że w późniejszych latach stał się ascetą, dbały o dobro społeczeństwa i rozpowszechnienie swej medycznej wiedzy, pisał mnóstwo rozpraw. Estowie hojnie wynagradzali jego zasługi, Leonello dał mu dziesięciny sanctae Helenae, Borso feudum Madelane, papież Mikołaj V mianował go rycerzem jerozolimskim. Najgłośniejszym dziełem Savonaroli była księga Practica major, niejako encyklopedia ówczesnej medycznej wiedzy; daje on tam już higieniczne przepisy, zwraca uwagę na pożywienie, uczy, jak potrawy przyrządzać należy, spisuje recepty na lekarstwa i zastanawia się nad wszystkimi chorobami,
od głowy aż do stóp, de omnibus aegritudinibus particularibus a capite usque ad pedes et earum curis. Zajmował się on także bardzo balneologią, De balneis, która od dawna we Włoszech rozbudzała zajęcie tak dalece, że nawet w czasach największego barbarzyństwa jeżdżono do kąpieli w Abano, Porretta i wielu innych, osobliwie w Toskanii. Savonarola towarzyszył słynnemu kondotierowi Gattamelacie do wód w Abano, Mikołaja III leczył kąpielami na podagrę, w ogóle uważał kąpiele za ważny czynnik w przywróceniu zdrowia pacjentom, i to nie tylko kąpiele w zimnej i ciepłej wodzie, ale i w winie, oliwie, mleku itd. W swej księdze daje on także przepisy na destylowanie akwawity, którą uważa za najznakomitszy środek leczniczy, nazywa ją medicarum calidarum magistra ac parens i sądzi, że jest ona sanitatis humanae conservatrix optima ac deperditae mirabiliter restaurativa, jeżeli się jej miernie używa. Savonarola znał całą ówczesną literaturę medyczną, grecką, łacińską, ale najwięcej hołdował Arabom, a Awicennę wyżej stawiał aniżeli Galena.
Rzecz szczególna, że ten lekarz, ten uczony, zajmujący się przyrodą, zoI stawił pomiędzy swoimi pismami dwie książki o spowiedzi: Confessionale i Delia Confessione. Pierwsza pełna uwag i przepisów, jak się do spowiedzi przygotować i jak się spowiadać należy, druga zawiera nauki, w jaki sposób prosić Boga o przebaczenie za swe winy.
Savonarola pisał jeszcze sporo innych książek moralnej i politycznej treści, nie mających dzisiaj żadnego znaczenia.
ROZDZIAŁ PIĄTY
ERCOLE
I
Ercole, równie jak wielu z jego poprzedników, musiał rozlewem krwi okupić spokój na ferraryjskim tronie. Syn Leonella, Niccoló, uważał się za prawego następcę po Borsie, a zebrawszy swoich stronników, chciał zdobyć władzę i Castello. Dwa hasła się spierały: żagiel — vela, znak Niccola, i „diament", godło Ercola. „Diament" był jednak bardziej popularnym; Ercole gładki, uprzejmy, wesoły, bardzo przystojny, otoczony zresztą w wyobraźni ludu aureolą wychowania w Neapolu i stosunkami z dynastią andegaweńską, odniósł łatwo zwycięstwo. Piszą, że siedmdziesiąt tysięcy ludu za nim się oświadczyło, a pospólstwo takie było szczęśliwe z jego zwycięstwa, że korzystając z tradycyjnego zwyczaju, wpadło do Palazzo delia Ragione i pogruchotało sędziowskie stale i podpaliło sądowe papiery. Widocznie ówczesne sądy nie cieszyły się powszechną sympatią.
Niccoló zwinął swój „żagiel", schronił się do Mantui, do swego krewnego, Ludwika II Gonzagi, i tam osiadł, a Ercole chcąc okazać, że zapomina wszelkich uraz, posłał mu w podarunku piękne żałobne ubranie, którego Niocoló potrzebował po śmierci stryja. Podarunek ten nie polepszył wszakże wzajemnych stosunków pomiędzy księciem a pretendentem do tronu, więc Ercole, obawiając się niespodziewanej napaści, wysłał do Mantui hrabiego Mikołaja di Rinaldo Ariosti, aby starał się otruć Niccola. Ariostowi obiecał książę za tę „usługę" dwa zamki, pałac w Ferrarze i roczną jeszcze pensję. Pod pozorem zawiezienia od Ercola podarunków mantuańskiej markizie wybrał się Ariosti i już udało mu się pozyskać marszałka dworu Niccola, Cezara Pirandoliego, który miał w potrawach zadać swemu panu truciznę. Dziwnym jednak zdarzeniem sam Pirandoli zachorował właśnie tego wieczora, kiedy miał wykonać swój zbrodniczy zamiar, a przypuszczając, że się przypadkowo sam otruł, wyznał wszystko Mikołajowi i Federicowi Gonzadze. Ariosti zdołał wymknąć się z Mantui i wrócił do Ferrary, Pirandoli zaś został stracony na publicznym placu.