di Rovigo, drugi także zielony Venceslao Rangoni da Modena, a trzeci czerwony Pietro Marocello di Ferrata. Na miejscu spotkania się z monarchą trzymano przepyszny baldachim. Cesarz okazał się bardzo łaskawym, toteż Borso gościł go przez dziesięć dni z licznym orszakiem i starał się go zabawić szeregiem bankietów i giostrów, a dźwięki muzyki prawie nie ustawały przez cały czas pobytu monarchy w Ferrarze. W otoczeniu cesarza znajdowali się także posłowie miasta Strasburga ze swymi ludźmi. Pozostawili oni opis przyjęcia w Ferrarze, w którym się zachwycają gościnnością Borsa. Markiz przysłał im do mieszkania aż szesnaście gatunków wina, chleba tyle, ile dwóch pachołków tylko udźwignąć mogło, dziesięć skrzynek konfektów, trojakie świece woskowe, trzydzieści kapłonów, dwa żywe cielęta i owsa dla koni pod dostatkiem. Co więcej, kapitan orszaku i jego syn dostali po złotym pierścieniu, a każdy z towarzyszy kosztowny różaniec. Samemu cesarzowi podarował Borso pięćdziesiąt najpiękniejszych koni ze swych stajen i pięćdziesiąt jak najlepszych sokołów. Toteż Borso tak ujął cesarza, że monarcha z powrotem z Rzymu znowu wstąpił do Ferrary i nadał markizowi ów upragniony tytuł księcia Modeny i Reggio. Tytułem księcia Ferrary nie mógł go obdarzyć, gdyż zależało to od papieża, którego markiz był lennikiem. Papieże zaś niechętnie spoglądali na wzmaganie się potęgi Estów, przeciwnej interesom rzymskiej kurii.
Uroczystość nadania markizowi książęcego tytułu odbyła się w dzień Wniebowstąpienia. W wigilię święta urządzono wielki festyn w zamku, na którym sam cesarz tańczył, a całe miasto było oświetlone i smolne beczki gorzały na placach. Przed katedrą, przed wieżą Rigobollo, ustawiono namiot z płótna malowanego w rozmaite „historie", pod którym stał tron przykryty złotym brokatem. Na inne siedzenia pozarzucano egipskie kobierce. Cesarz przywdział płaszcz haftowany złotem i klejnotami i włożył na głowę koronę ozdobioną drogimi kamieniami, jak mówiono wartości 150.000 florenów. Na trybunach, w oknach pałacu biskupiego i pałacu delia Ragione zgromadziło się takie mnóstwo rycerstwa, pięknych kobiet w przepysznych strojach, i takie tłumy ludu zalegały sąsiednie ulice, że cesarz nawet zadziwił się tą wspaniałością i miał powiedzieć, że imperium mogłoby być dumne z takiego miasta jak Ferrara. Borso wjeżdżał na plac z Castello Vecchio przez Borgonuovo w ubraniu ze złotolitego brokatu, błyszczący od klejnotów, z łańcuchem na szyi, wartającym 20.000 florenów. Cztery klejnoty na jego ubraniu szczególnie zwracały uwagę, dwa na lewym ramieniu, a dwa na berecie: kamienie niewidzianej piękności. Przed księciem jechało czterystu szlachty na przepysznych koniach, za nim niósł miecz książęcy jeden z najznakomitszych obywateli Ferrary, Cristin Francesco Bevilacqua. Gdy książę na plac wjeżdżał, lud zaczął krzyczeć:
Borso! Borso! Duca! Duca! Przed namiotem cesarskim zsiadł książę z konia i wyszedł po stopniach trybuny przed monarchę, a rycerstwo ustawiło się w półkole. Borso ukląkł przed Fryderykiem, który go zamianował księciem Modeny i Reggio, tudzież hrabią Rovigo. Po czym ubrano nowego księcia w długi płaszcz karmazynowy, obszyty gronostajami, i w czerwony beret, do rąk dano mu złote berło i nagi miecz, a u stóp złożono mu trzy sztandary miast, nad którymi miał panować, po czym cesarz ucałował Borsa i posadził obok siebie. Po skończonej ceremonii pasował cesarz jeszcze kilku rycerzy, a pomiędzy nimi N. da Correggio, jednorocznego dzieciaka, siostrzeńca Borsa, i czternastoletniego Galeotta delia Mirandola.
Następnie cały orszak udał się do katedry i tam przed wielkim ołtarzem złożył nowy książę przysięgę wierności cesarzowi i ofiarował monarsze na znak hołdu klejnot z siedmioma kamieniami wartości 40.000 florenów. Borso mógł używać cesarskiego orła w swym herbie, miał tytuł Principe del S. R. J. i Duca con suprema giurisdizione.
Po uroczystości przemówił z rozkazu cesarskiego Eneasz Sylwiusz Piccolomini, biskup sieneński, do zgromadzonego ludu, wyjaśniając znaczenie nowej godności nadanej Borsowi i podnosząc jego cnoty i zasługi rodu Estów. Na tym zakończył się pamiętny dzień w historii Ferrary. Cesarz wyjechał dziewiętnastego maja do Wenecji, gdzie zamieszkał w pałacu Estów. Po odjeździe monarchy Borso wybrał się w triumfalną podróż po nowym księstwie, otoczony rycerstwem i tysiącem zbrojnej eskorty. Upajał się wszędzie po drodze okrzykami: Duca! Duca!, biciem dzwonów, śpiewem, muzyką, pochwalnymi oracjami, a w Modenie i w Reggio przyjmowano go nadzwyczaj świetnie, tysiące dzieci z kwiatami wychodziło naprzeciw niego, najsłynniejsi mówcy głosili jego chwałę, a wozy triumfalne przeciągały ulicami. Autorem i reżyserem alegorycznego festynu w Reggio był Malatesta Ariosti, notariusz w Ferrarze, członek rady Saviich i okolicznościowy poeta.
Borso naśladował Alfonsa Neapolitańskiego, który także urządzał sobie podobne triumfalne przyjęcia. Te oracje i triumfy nowego księcia odbiły się w jednym z wierszów Bojarda, w którym wielki poeta przemawia do niego: „Witaj, ozdobo Estów, sławo święta, Borso!"
Marzeniem Borsa było jeszcze zostać księciem Ferrary, a gdy Pius II przybył na zjazd do Mantui, aby przygotowywać wyprawę przeciw Turkom, sądził Este, że nadeszła sposobna chwila, aby to marzenie urzeczywistnić. Przyrzekł też papieżowi, przejeżdżającemu 17 maja 1459 r. przez Ferrarę, aż 300.000 florenów na wyprawę turecką, nie myśląc bynajmniej zapłacić tak wielkiej sumy. Przyjmował papieża z przepychem, na jaki tylko zdobyć się umiał. Wyjechał naprzeciw niego z panami z Forli,
Coseny, Rimini, Mirandoli, Correggio i Carpi, tudzież siedmioma bastardami Estów, pomiędzy którymi było trzech braci Borsa, Francesco, bastard Leonella, i trzech synów Meliadusa. Przed bramą Porta di San Pietro zsiadł książę z konia, ukląkł przed papieżem i nogi mu ucałował ofiarując klucze miasta. Wśród bicia dzwonów przejeżdżał papież ulicami oświeconymi tysiącami pochodni. W Ferrarze bawił Pius II dni jedenaście i tam uświetnił procesję Bożego Ciała. Na wyjezdnym ofiarował jeszcze Borso papieżowi srebrną zastawę stołową wartości 8.000 dukatów.
Wracającemu Piusowi II wyrządził Este również wspaniałe przyjęcie, wyjechał na przyjęcie papieża Padem na wspaniałym bucentaurze, otoczonym tysiącem bark z chorągiewkami i muzyką, które zajmowały całą szerokość rzeki. Na brzegach oczekiwały papieża grupy dzieci biało ubranych, rzucających wieńce i kwiaty. Ulice miasta, którymi papież przejeżdżał, były wysypane kwiatami, przyozdobione zielenią i płatami różnobarwnych materii, które wisiały na sznurach, poprzeciąganych pomiędzy domami. Na placu przed katedrą zrobiono długi pomost, po którym papież mógł z zamku iść do katedry. Ale te wszystkie przygotowania i koszta na nic się nie przydały, Pius pozostał tylko jeden dzień w Ferrarze, odmówił Borsowi żądanego tytułu księcia Ferrary i dopiero po śmierci Piccolominiego Paweł II, bardzo przychylny Estom, rzecz na korzyść Borsa rozstrzygnął.
II
Po otrzymaniu nowej godności wybrał się Borso na wiosnę roku 1471 do Rzymu z królewskim prawie orszakiem. Towarzyszyli mu Albert d'Este, signori z Carpi, z Correggio, z Mirandoli i ze Scandiano, wierny doradca, Teofil Calcagnini, a nadto pięciuset innych rycerzy i dworzan, ubranych w brokaty i aksamity, należało do tej kawalkaty. Trzynastego marca ruszyło z Ferrary siedemset koni w pysznych rzędach, dwieście pięćdziesiąt mułów przykrytych derami z karmazynowego sukna lub aksamitu z haftowanymi herbami Estów. Mułom zawieszono srebrne dzwonki, których odgłos metaliczny wesoło wtórował muzyce trębaczów i piferrarów, należących także do orszaku. Obok mułów szło ośmdziesięciu pachołków w biało-czerwono-zielonych barwach z wyszytą dewizą di Sua Eccellenza, a każdy z nich prowadził dwie sfory psów myśliwskich najrzadszej rasy.
Podróż na Ravennę, Rimini, Pesaro, Perugię, Todi i Narni trwała dni siedmnaście, a gdy orszak zbliżał się do Porta del Popolo, cały Rzym wyległ na jego spotkanie. Siedmnastu kardynałów witało nowego księcia, ulice, którymi dostojny gość przejeżdżał, zasadzone były umyślnie w tym
celu sprowadzonymi świeżymi drzewami, pomiędzy które poprzeciągano girlandy z liści i kwiatów. Okna kamienic ubrano w dywany i bogate materie, gdzieniegdzie wystawiano tarcze z herbami Borsa i papieża. Kilka łuków triumfalnych z odpowiednimi napisami wzniesiono naprędce, a na uciechę ludu fontanny biły tego dnia winem, nie wodą. Nigdy cesarza nie przyjmowano w Rzymie tak uroczyście. Wdzięczny książę Ferrary kazał rozrzucać przed sobą srebrne monety.
Na mieszkanie przeznaczył papież dla swego gościa piękny pałac w pobliżu Watykanu, wybudowany dla kardynała Longueil. Uroczystość nadania Borsowi książęcej godności odbyła się w dzień Wielkiejnocy, w kościele Sw. Piotra. Wrażenie swe opisuje Borso w liście z 15 kwietnia 1471 do wiernego sekretarza Giovanniego di Compagno w Ferrarze. Przedziwny to list, wybornie charakteryzujący pyszałkowatego, żądnego splendoru i rozgłosu księcia; z każdego wiersza przebija szczęście, że go papież tak świetnie przyjmuje, że tysiące ludu podziwia jego stroje, jego przepych, jego bogactwa i jest świadkiem jego triumfów. Przede wszystkim to go napełnia radością, że godność księcia Ferrary otrzymuje od tego, który jest zastępcą Chrystusa na ziemi, że przeto większy zaszczyt spotkać go nie może. Jest on przekonany, że skoro tytuł książęcy spada na niego z woli bożej, więc Bóg i w niebie potwierdzi jego stanowisko, i że nowa godność będzie błogosławieństwem dla niego i dla jego poddanych. Na uroczystość pasowania go na rycerza Kościoła i nadania mu książęcego tytułu w bazylice Sw. Piotra ubrał się Borso w żupan z karmazynowej materii przetykanej złotem, sięgający aż po stopy. Całe otoczenie towarzyszyło mu i podziwiało, jak dla swego zaszczytu i sławy per nostra honorificentia et gloria niósł ogon papieskiego pluviale.
Bazylika była tak pełna rzymskiego ludu i cudzoziemców, że zaledwie się można było poruszać w tym tłumie. Po rozmaitych przedwstępnych uroczystościach wielka msza się rozpoczęła, a wtórował jej przepyszny chór papieskich śpiewaków. Po Kyrie eleison papież zbliżył się do ołtarza, aby Borsa pasować na rycerza, a po ewangelii, którą odczytano po łacinie i po grecku, książę ukląkł przed papieżem i złożył przysięgę wierności według przepisanej formuły, po czym papież przemówił do niego uroczyste słowa: accipe gladium... a równocześnie Tomasz, despota Morei, brat ostatniego cesarza Wschodu, opasał go mieczem, a jenerałowie świętego Kościoła, Konstanty Sforza i signor Napoleon Orsini, przymocowali mu złote ostrogi na znak prawdziwego rycerstwa, in signum verae militiae. Wreszcie papież złożył na jego czole pocałunek pokoju, osculum pacis, a Borso wymienił uścisk przyjaźni ze wszystkimi kardynałami po porządku według ich godności. Borso tak był przejęty tą uroczystością, że gdy później o niej
myślał, uważał ją za coś nadzwyczajnego, coś co mu do śmierci żywo zostanie w pamięci. Po ceremonii pasowania na rycerza Kościoła przyjmował Borso św. komunię z rąk samego papieża i dopiero wtedy nastąpił właściwy akt nadania mu tytułu księcia. Ubrano go więc w płaszcz z karmazynowego adamaszku, otwarty tylko na prawym boku, bardzo szeroki, „z nadzwyczaj długim ogonem — dodaje Borso — jak wymaga godność książęca". Na ramionach zawieszono mu duży kołnierz gronostajowy, a na głowę włożył księciu sam papież mitrę oveta formy śpiczastej, z klapami spadającymi na uszy, ozdobioną perłami i niezwykle pięknym rubinem. Wkładając mu to godło książęce mówił papież przepisaną w takich razach formułę: accipe insigne ducalis proeminentiae.... a wręczając berło wielkiej artystycznej wartości, dodał słowo directionis et justitiae. Wreszcie ofiarował mu Paweł II przepyszną kolanę na szyję, tak że nowy książę „wyglądał jak kardynał".
Po nabożeństwie papież lud błogosławił trzymając sudarium św. Weroniki, ogłosił powszechny odpust, a kronikarz opowiada, że zgromadził się tam tłum dwakroć stutysięczny, co chyba uważać trzeba za przesadę. Dość, że ulice, okna i dachy domów sąsiednich aż po zamek Św. Anioła pełne były ciekawych, a gdy Borso wracał do swego pałacu w orszaku wszystkich kardynałów, mógł się rozkoszować zewsząd dochodzącymi go okrzykami: Duca! Duca! Borso! Borso! Mimo całego szczęścia przyznaje nowy książę, że uroczystości trwały za długo i że bardzo zmęczony i głodny wrócił do domu. To go tylko pocieszało, że takich świetności nie urządzono w Rzymie dla żadnego króla i dla żadnego cesarza.
Wyspawszy się i odpocząwszy musiał się Borso przygotować na inną uroczystość; honory, które go w Rzymie spotykały, nie miały końca. Papież ofiarował mu w drugie święto Wiełkiejnocy złotą różę cnoty per nostra gloria et exaltatione, jak się Borso wyraża. Książę Ferrary wybrał się też po nowy zaszczyt do św. Piotra w płaszczu z gronostajowym kołnierzem, który mu widocznie wielką sprawiał radość, w mitrze na głowie, z berłem w ręku, przystrojony kosztowną kolaną. W kościele wysłuchał z nabożeństwem mszy św. i przemówienia, w którym papież tłumaczył znaczenie złotej róży. Taką różę — pisze Borso do swego sekretarza — daje się tylko najgodniejszemu panującemu na świecie. Róża była ozdobiona klejnotami wartości pięciuset dukatów, a gdy Borso jechał z kościoła do pałacu św. Marka, gdzie papież urządził dla niego wspaniałą ucztę, trzymał przez całą drogę w ręku nowy znak papieskiej łaski, a lud ponownie przyjmował go okrzykami. W tej uczcie wzięło udział aż piętnastu kardynałów, a książęta Kościoła żywo się zajmowali domysłami, z jakiego powodu Paweł II tak honoruje ferraryjskiego księcia. Rozciekawienie jeszcze
bardziej wzrosło, gdy papież przyjął Borsa na tajemnej audiencji, a nikt nie wiedział, o czym z nim rozmawiał. Później dopiero domyślano się, że chodziło o zwołanie nowego koncylium do Ferrary, na którym miała być wytoczona sprawa ulepszenia hierarchii kościelnej i postawione wnioski co do zniszczenia tureckiej potęgi. Papież przewidywał, że pomiędzy kardynałami zamiary jego zwołania koncylium napotkają na wielką opozycję, dlatego utrzymywał je w tajemnicy. W doprowadzeniu ich do skutku miał mu Borso być pomocny.
Borso nie przewidywał, że ten tytuł książęcy, otrzymany od papieża, stanie się kiedyś prawną podstawą pozbawienia Estów Ferrary. Borso stał się bowiem ponownie lennikiem Kościoła, uznał najzupełniej swą zależność od papieża, ścieśnił węzły łączące Ferrarę z Rzymem, podczas gdy za Obizza II, wybranego w r. 1264 „z woli ludu", węzły te bardzo rozluźnione zostały. Toteż w przeszło wiek po nadaniu Borsowi książęcego tytułu, Rzym, odbierając w r. 1598 Ferrarę Don Cezarowi d'Este, oparł się głównie na tym, że Paweł II Borsa księciem Ferrary zamianował.
Książę bawił blisko miesiąc w Rzymie, a wyjeżdżając kazał rozdzielić cztery tysiące dukatów pomiędzy papieską służbę. Przez czas pobytu Borsa w stolicy Kościoła pałac jego był ciągle ogniskiem dyplomatycznego i towarzyskiego ruchu, co księciu taką sprawiało radość, że do swego kochanego Giovanniego pisał, iż zadziwiłby się, gdyby wiedział, ile go tam odwiedza kardynałów i innych prałatów, ilu ludzi obojej płci stara się z nim mówić, jak go tam przyjmują, pomimo że są przecież oswojeni z widokiem cesarzy i królów. Także Francesco Ariosti pisał, że triumf Borsa w Rzymie równał się triumfowi rzymskich cezarów.
Upojony radością nie myślał Este, że pobyt w Rzymie będzie dla niego zabójczym. Nabawił się tam febry, której miał ulec za kilka miesięcy. Wracając do domu, mógł jeszcze wstąpić do Loretto, ale już chory przybył do Ferrary, a następnie tak szybko upadał na siłach, że 19 sierpnia umarł. Paweł II już nie żył, gdyż niespełna w miesiąc przed Borsem uległ apoplektycznemu napadowi 26 lipca 1471.
Borso poczynił wszelkie możliwe zarządzenia, aby Ercole, którego bardzo lubił, mógł spokojnie po nim nastąpić na tronie Ferrary.
Śmierć każdego prawie panującego przypisywano wówczas truciźnie: tak samo też i o Borsie mówiono, że powodem jego śmierci było powolne działanie trucizny, którą mu w Rzymie zadano. Wieści te nie miały jednak najmniejszej podstawy, febra była wówczas jedną z najpospolitszych i najgroźniejszych chorób.
Borsa pochowano w Certozie, gdzie jego trumna do dziś dnia istnieje. Ferrara jeszcze za życia księcia w r. 1451 postawiła mu pomnik