humanisty Vittorina da Feltre, tak samo jak on marzącą o Grekach i Rzymianach. Guarino tak się cieszył z tego małżeństwa, że jako podarunek ślubny przetłumaczył Leonellowi dwa życiorysy Plutarcha i w liście do młodego markiza wyraził swą niezmierną radość, że się łączy z tak wykształconą księżniczką. Już w akcie zaręczynowym, spisanym pomiędzy Mikołajem III a Gonzagą, zapewnione zostało Leonellowi następstwo tronu w Ferrarze, o czym Niccoló doniósł weneckiemu senatowi. Węzły przyjacielskie, jakie od dawna panowały pomiędzy Estami a Gonzagami, jeszcze się bardziej zacieśniły wskutek tego małżeństwa, a we dwa lata później ożenił się znowu Carlo Gonzaga, brat Margeryty, z Lucillą, siostrą Leonella.
Margeryta nie była pięknością, ale kronikarze nie mają dość pochlebnych wyrazów, aby podnieść jej dobre wychowanie, jej skromność i dobroć. Do Ferrary wjeżdżała 6 lutego 1435 r., według dawnego zwyczaju — podobnie jak wszystkie młode markizy — na białym koniu, dzień jednak był zimny i pola śniegiem pokryte. Miała na sobie płaszcz z karmazynowego aksamitu, podbity gronostajami, i wyglądała wspaniale pod baldachimem, który nad nią niesiono.
Festyny trwały trzy dni i dużo kosztowały, a gminy i wyżsi urzędnicy państwa, nawet prywatni ludzie, chcąc sobie zaskarbić łaski markiza, przyczynili się znacznymi kwotami do weselnych wydatków. I tak pomiędzy innymi gmina modeńska przysłała Mikołajowi na ten cel 2000 lir, biskup z Modeny 250, słynny uczony i humanista w Ferrarze, Ugo Beci, 166, a architekt dworski, Giovanni da Siena, 100 lir marchezańskich. Wiadomym było powszechnie, że Mikołaj nie miał gotówki, ojcu Gianfrancesca mantuańskiego winien był 44.000 dukatów, które częścią już spłacił, część zaś długu wliczoną została w posag Margeryty.
Młodej parze urządzono w zamku mieszkanie. Małżeństwo miało jeden sypialny pokój na lato od północy i jeden na zimę od południa. W sypialni zimowej, zwanej camera dei pavoni, oprócz dużego łoża z kotarami, znajdował się nowy stół orzechowy, dwie ławki, skrzynia pokryta aksamitem i ozdobami z pozłacanej cyny, świecznik przymocowany do ściany, a do największych ozdób tej komnaty należały dwie ławeczki pokryte czarnym i zielonym atłasem z herbami Leonella i dewizą wyszywaną diamentami. Czarny i zielony kolor przeważał w urządzeniu, a w ogóle było tam pięknie, ale według dzisiejszych pojęć niezbyt wygodnie. Małżeństwo miało jednak łóżko miękkie z materacem wypchanym wełną i wyborne poduszki z puchu, tudzież pierzynę pokrytą materią w paski. Na dzień przykrywano pościel dużą kapą z czarnego i zielonego atłasu, haftowaną w rozmaite ornamenty i figury, z których jedna przedstawiała kobiecą postać grającą na
jakimś instrumencie muzycznym. Obrazy weneckich, ferraryjśkich lub mantuańskich mistrzów musiały zdobić ściany. Do sypialni przytykały guardacamera i guardaroba, pierwsza widocznie na przechowywanie sukien i rozmaitych gratów, pomiędzy którymi znajdował się zegar z cyferblatem z pozłacanej cyny i z aniołem na wierzchu, tudzież szachownica z herbami Leonella, gdyż młody markiz bardzo lubił grę w szachy. W garderobie znajdowała się druga szachownica, bardzo ładnie wykładana białą i czarną kością słoniową z odpowiednim do niej stolikiem. W garderobie stały nadto kufry, ławki, stół orzechowy, miedziane dzbany i miednice. Humanizm wszystko naśladował ze starożytności, tylko czystości od Rzymian się nie nauczył. Podczas gdy w małym Pompei widzimy przepyszną łaźnię, a ołowiane rury rozprowadzały wodę do domów, w czasach Odrodzenia łazienka jest czymś wyjątkowym, a Ferraryjczycy od jesieni czekali do lata, aby się w Padzie wykąpać. Na pochwałę markiza trzeba jednak przyznać, że w garderobie znajdowała się duża miednica z jego herbem do mycia nóg.
Sala jadalna bardzo duża, zwana salą dwóch kominów, służyła także na wielkie przyjęcia. Stało w niej sześć ławek, dwa kredensy i dwa stoły, z których jeden z drzewa cyprysowego. Cztery duże świeczniki ją oświecały. Oczywiście tak salę jadalną jak sypialne pokoje nadzwyczaj ozdabiały obicia ścian i dywany. Nie wiadomo nam wprawdzie, jak były przybrane ściany komnaty Leonella, ale według ówczesnego zwyczaju sala jadalna musiała dołem być pokrytą rzeźbionym drzewem, a wyżej freskami albo arrasami, które sprowadzano z Flandrii. Na kamiennej posadzce leżały wschodnie dywany, których dostarczała Wenecja. Dworzanie Leonella jadali w mniejszej sali dei liocorni, w sali jednorożców, jednorożec błyszczał bowiem w herbie Leonella. Zdaje się jednak, że najmilszą i najpiękniej urządzoną była camera dei cimieri, pokój, w którym Leonello pracował, jego studio. Tam ustawiono szafę na księgi, która dawniej należała do Pawła Guinigi, signora Lukki. Mikołaj kazał ją kupić, gdy po wypędzeniu tego tyrana rzeczy jego sprzedawano. Musiała to być szafa artystycznie rzeźbiona, skoro ją aż z Lukki do Ferrary wieziono. Dwóch kamerlingów Leonella i czterech służących miało skromne stancje, również jak żeńska służba, którą pomieszczono w dwóch komnatach: w stancji starszych kobiet, stanza delie donne vecchie, i w stancji wdów, stanza delie donne vedove. Margeryta ciągle chorowała, zdaje się, że po ojcu odziedziczyła jakieś ciężkie cierpienie żołądka. Nie mając przez dwa lata dzieci ślubowała dać exvotum do kościoła św. Franciszka w Asyżu, jeżeli będzie miała potomstwo; gdy też 28 czerwca 1438 roku syn się urodził, którego na cześć starego markiza Mikołajem nazwano, wywiązała się ze swego
ślubu i posłała do Asyżu jakiś przedmiot z wosku. Zdrowie jej wszakże coraz więcej się pogarszało, w listach do ojca pisanych skarżyła się, że ,czuje zawsze zimno w głowie", że ma zepsuty żołądek i mięsa zupełnie jadać nie może, a gdyby nie rosół i miękkie jaja, to by się wyżywić nie była w stanie. W Ferrarze powietrze jej nie służyło, pojechała więc na wiosnę roku 1439 do Governolo, letniej rezydencji Gonzagów, ale tam się cierpienie jej jeszcze pogorszyło, a po czteroletnim pożyciu małżeńskim umarła siódmego lipca. Ojciec jej także umarł na żołądkową chorobę w czterdziestym dziewiątym roku życia.
Leonello bardzo kochał Margerytę i tak sobie wziął śmierć jej do serca, że uważał odtąd życie swoje za złamane. Przybierał dewizy, które potwierdzają te smutki, jak miecz ze złamanym dzirytem, kowadło z młotem skruszonym, tarczę ze strzałami, które w niej utkwiły, podczas gdy inne strzały złamane upadły na ziemię.
Pięć lat był Leonello wdowcem, ale względy polityczne, a mianowicie potrzeba szukania związków przeciw grożącej zawsze państwu potężnej sąsiadce, Wenecji, zmusiły go do zawarcia drugiego małżeństwa. Przyszłą markizą Ferrary była Maria Aragońska, córka nieślubna Alfonsa Wspaniałomyślnego i jakiejś Maurytanki z Hiszpanii. Agostino Villa prowadził układy już w r. 1443 imieniem Leonella. Alfonso obiecał dać córce 30.000 dukatów, Leonello zaś połowę tej sumy zabezpieczył swej żonie za jej dziewictwo propter eius virginitatem.
Koszta sprowadzenia przyszłej markizy z Neapolu i uroczystości ślubnych musiały pokryć gminy ferraryjskie, również jak biskupi i inni dygnitarze państwa. Był to uciążliwy zwyczaj, który o wiele zmniejszał uciechę ludności z powodu zaszczytu, że dynastia Estów połączy się z Aragonami.
Przygotowania na przyjęcie Neapolitanki kosztowały niezmiernie dużo. Zmarła markiza była skromną uczennicą Feltrina, ale dla córki królewskiej, przyzwyczajonej do zbytku neapolitańskiego dworu, trzeba było inaczej zamek urządzić. Zresztą Maria Aragońska nie sprowadzała się już do szczupłych komnat następczyni tronu, ale miała zamieszkać apartamenta, które dawniej Mikołaj zajmował ze swymi żonami. Zakupiono więc mnóstwo nowych rzeczy, srebrnych i emaliowanych naczyń stołowych bez liku, sporo kobierców z Flandrii z cudnymi figurami, jedwabnych obić na ściany, srebrnych haftów, cztery tarcze z herbami di Madama, ozdobne łańcuszki do trzymania sokołów, kilka rzędów na konie, artystycznie zrobioną kasetkę na papieskie agnus dei, srebrne ramy do zwierciadeł i obrazów, nieskończoną ilość bielizny i kosztownych sprzętów. Nie tylko pałac miał być na nowo urządzony, ale młoda markiza miała zastać w Ferrarze rozmaite przedmioty do ubrania, niemal całą wyprawę. Zamówiono dla
niej pyszny pierścień z dwoma rubinami i inne klejnoty, przygotowano całe stosy jedwabiów i brokatów, nie zapominano nawet o rękawiczkach ze skóry kozic alpejskich, haftowanych złotem i srebrem, o rękawiczkach do gry w palio, tudzież o ośmiu grzebieniach ze słoniowej kości. Przy tej okazji dostała służba dworska karmazynowe rękawice, równie jak profesorowie uniwersytetu, którzy mieli nieść baldachim nad wjeżdżającą panią młodą. Dla siebie zaś sprawił Leonello ubranie z żółtej materii.
Markiz wysłał brata swego Borsa z całą kompanią rycerzy po narzeczoną do Neapolu. Przygotowano na ten cel dwa okręty uzbrojone, z których jeden, przeznaczony dla narzeczonej, miał żagle z purpury i cały był wewnątrz wybity flamandzkimi arrasami. Signoria wenecka dodała jeszcze kilka swoich okrętów i swoich kapitanów, Vittora Capelli i Franciszka Loredana, a cała flota wypłynęła z Wenecji 24 marca 1444 roku. Niespełna w miesiąc później, 20 kwietnia, Maria Aragońska wjeżdżała do Wenecji, a doża z dogaressą, w otoczeniu mnóstwa ustrojonych bark, pełnych znakomitych pań weneckich, przyjmowali narzeczoną przyjaciela sąsiada i odprowadzali do pałacu Estów. Na Ponte Rialto tyle się zgromadziło ludu, że most się załamał, dwieście osób wpadło do wody, z których dwadzieścia się utopiło, a dwa razy tyle było rannych.
Aby przyszła markiza Ferrary wyniosła dobre wrażenie z Wenecji, ofiarowała jej signoria przepyszny klejnot wartości 300 dukatów. Gdy w kilka dni później Aragonka z całym orszakiem zbliżała się morzeni do ferraryjskiej ziemi, wypłynął naprzeciw niej brat narzeczonego, Meliaduse, z rycerstwem i najpiękniejszymi kobietami Ferrary, których barki wieńcem otaczały okręt Meliadusa. Osobliwie zwracała uwagę duża barka, w której płynęły same urodziwe wiejskie dziewczęta z Polesiny, świątecznie wystrojone. Wśród bicia dzwonów, śpiewów i strzałów z moździerzy wjeżdżała Aragonka 24 maja do Castelnuovo, do dawnego pałacu Filippy delia Tavola, kochanki Mikołaja III. Tam odpoczęła trzy dni, a triumfalny wjazd do Ferrary odbył się 27 maja. Narzeczona wjeżdżała na białym koniu pod baldachimem z brokatu, który nieśli profesorowie uniwersytetu w owych karmazynowych rękawicach, które im niedawno sprawiono. Nieskończona ilość muzyk przygrywała, gdy kawalkata poruszała się ulicami miasta, a zabawy trwały dni piętnaście: bale, giostry, turnieje następowały po sobie. Meliaduse przemienił cały plac przed zamkiem w gaje i łąki, kazał tam wpuścić dzikie zwierzęta i urządził polowanie, któremu się Neapolitanka z okna wieży zamkowej mogła przypatrywać. Jednego dnia znów na placu przed katedrą zasadzono cały gaj dębowy, w którym patron Ferrary, św. Jerzy, zabijał strasznego smoka.
Bankiet ślubny należał do najświetniejszych, jakie Ferrara zapamiętała.
Świec było tyle, że cała sala gorzeć się zdawała, a potraw trudno się było doliczyć. Osobliwie kuchnia markiza popisała się wielką rozmaitością mięsiw. Półmiski wnoszono za półmiskami, a na nich bażanty, kuropatwy, pawie i rozmaite inne ptactwo, nie mówiąc o wołowinie, cielęcinie i kurczętach.
W ciągu całego wesela spożyto około tysiąca wołów i cieląt, 40.000 kurcząt, 15.000 funtów cukru, bez liku ptactwa, a samego wosku wyszło 12.000 funtów.
Maria d'Aragona pozyskała sobie szybko serca ludności i męża umiała do siebie przywiązać, więcej wszakże błyszczała pięknością i uprzejmością aniżeli nauką, pomimo że była bardzo bystrego umysłu. Żyła jednak niedługo. Zdaje się, że niezdrowe położenie Ferrary jej nie służyło; umarła po pięciu latach małżeńskiego pożycia, 9 grudnia 1449. Niespełna w rok po niej, 1 października 1450 r., umarł i Leonello, który od dawna cierpiał mocne bóle głowy. Kronikarz Caleffini powiada, że ból ten stał się przyczyną jego śmierci. El male de la testa el condusse a morte. Pozostawił po sobie dwóch synów, Francesca, syna naturalnego, który się wychowywał na dworze księcia Burgundii, i Niccola z Margeryty Gonzagi, małego jeszcze dzieciaka.
Leonel był w czasach Odrodzenia może pierwszym prawdziwie ludzkim panującym; charakteryzuje go rodzaj przedmowy do statutu sądowego, wydanego dla Ferrary. Mówi on w nim, że wszystko, co ludzie zbudują, w proch się obraca, jedynie mądrość jest wieczna i zawsze światem rządzi. Panujący powinni się przeto nią powodować i starać o dobro poddanych zapominając o własnych interesach.
Poeta Janus Pannonius napisał o nim:
...cultam studiis Leonellus cultior alma Sic in pace regit patriam, sic iure quieto Temperat, ut, reliquies late cum ferrea volvat Urbibus, huic uni vehat aurea tempora Titan.
(J. Pannonius, Paneg. p. 25.)
II
Po śmierci Mikołaja III nastąpił złoty wiek humanistów w Ferrarze. Leonello wprawdzie pisał włoskie poezje za młodu, ale później zajmowały go głównie filozoficzne i teologiczne studia, tudzież literatura klasyczna, w której doszedł do takiej biegłości, że pierwszy zwrócił uwagę uczonych
na nieautentyczność korespondencji pomiędzy św. Piotrem a Seneką, która wtedy zajmowała humanistów. Rzecz prosta, że wskutek tego rozmiłowania się w klasycznym świecie zbierał, gdzie mógł, starożytne księgi i bardzo powiększył ojcowską bibliotekę. Przyjął bibliotekarza, który odpisywał dla niego pomiędzy innymi książkę De re uxoria, komentarze Cezara; oprawiał książki i skórek dostarczał introligator Nigrisolo dei Nigrisoli.
Leonello wzbogacił także swój księgozbiór odpisami komedii Plauta, właśnie co w Niemczech odnalezionymi, które później, jak zobaczymy, ważną rolę odegrały w dworskiej kulturze Ferrary. Leonello do tego stopnia przejął się studiami klasycznymi, że klasycyzm przebijał się nawet w jego rozporządzeniach rządowych, jak np. w owym dekrecie, którym darował lekarzowi Savonaroli dochody z jakiejś realności. Usprawiedliwiając niejako swój szacunek i swoją hojność wobec ferraryjskiego medyka, powołuje się on na przykłady najznakomitszych mężów starożytności od Aleksandra Wielkiego do Paula Emilia, którzy medyków i uczonych w wielkim mieli poważaniu.
Humaniści garnęli się do markiza, wskutek czego uniwersytet w Ferrarze stał się pod jego panowaniem jednym z najbardziej kwitnących w całych Włoszech. Leonel powołał tam wielu znakomitych ludzi, jak Teodora Gazę z Saloniki, nauczyciela greckiego języka, jak Basinia di Panna, Francesca d'Arezzo, Leonella i Ludwika Lardich. Humanistę Angela Decembria tak wyszczególniał, że tenże z wdzięczności postawił mu rzeczywiście pomnik w swym dziele Politia litteraria. Zaprzyjaźnił się także z Leonem Baptystą Albertim, jednym z tych geniuszów Odrodzenia, którzy obejmowali całą ówczesną wiedzę. Alberti przyjechał do Ferrary w r. 1438 na słynne koncylium, jako tłumacz greckiego języka i jako sekretarz Eugeniusza IV, zbliżył się do Leonella, poznał w nim jednego z książąt włoskich, któremu rzeczywiście chodzi o uszczęśliwienie poddanych. Poświęcił mu też w r. 1442 swoją książkę Teogenię, w której nad tym się zastanawia, co więcej szkodzi państwu, czy klęski, czy ciągłe powodzenie, czy przewrotność ludzi, czy też polityczne rewolucje. Teogenia była niejako zapowiedzią dłuższego pobytu Albertiego w Ferrarze, przybył on tam bowiem wkrótce z powrotem i wyniósł z państwa Leonella jak najlepsze wrażenie. „Tam rozumiałem — pisał po tych odwiedzinach — jak przyjemnie mieszkać w państwie, w którym nic nie zakłóca umysłowego spokoju, w którym ma się najlepszego ojca nad sobą, przestrzegającego prawa i zwyczajów". Leonello zasięgnął wtedy zdania Albertiego co do dwóch modeli, które miejscowi artyści wykonali na pomnik Mikołaja III na koniu, a sposobność ta posłużyła wielkiemu uczonemu do