Dwór w Ferrarze (Chłędowski Kazimierz) str. 47

Sponsorzy:


alt
alt
alt
W zimie r. 1568 wyjechał Torquato na jakiś czas z Ferrary do Mantui, albowiem jego ojciec ciężko zachorował, w drodze zaś twarz tak odmroził, że mu dwa zęby wyjmować musiano. W czasie swego w Mantui pobytu miał Torquato nieprzyjemny wypadek; leżąc w łóżku zaczytał się w nocy i zapomniał zgasić świecę. Od palącej się świecy zajęły się książki i suknie, a poeta spał tak mocno, że dopiero się wtedy obudził, gdy mu się broda tlić zaczęła. Wtedy wyskoczył przez okno, przy czym zranił się w nogę, i przywołał ludzi, którzy ogień ugasili, ale bielizna mu się spaliła, co dla biedaka niemałą było katastrofą. Szczęściem księżna mantuańska Leonora d'Austria ulitowała się nad jego nader krytycznym położeniem i przysłała mu dwanaście skudów i płótna na bieliznę, aby mógł sobie choć w części wynagrodzić poniesioną szkodę. W Mantui źle mu się powodziło, w jesieni bowiem ciężko zachorował na febrę, a chociaż po niejakimś czasie przyszedł do siebie, to przecież pozostało mu po tej chorobie wielkie osłabienie pamięci, na które już całe życie narzekał.
Stary Bernardo, który jako siedmdziesięciopięcioletni starzec już nie był w stanie z powodu swego zdrowia jeździć z poselstwami, prosił księcia mantuańskiego, aby mu dał jakie spokojne utrzymanie. Książę mianował go zatem podestą małej mieściny nad Padem, Ostylii, gdzie miał imizerną płacę i musiał oddychać malarycznym powietrzem. Wkrótce też zaniemógł i umarł w nocy z czwartego na piąty września 1569 r. sterawszy życie na służbach dworskich. Dano znać synowi, który bawił wówczas w Ferrarze, ale gdy Torquato przyjechał do Ostylii, nie zastał już ani ojca przy życiu, ani sprzętów w mieszkaniu, gdyż służba wszystko rozkradła, co się tylko ukraść dało. Nie miał też środków, aby zmarłego pochować, i dopiero Duca Gulielmo, chcąc zatrzeć przykre wrażenie, jakie mogłaby sprawić śmierć dyplomaty dworzanina w nędzy i opuszczeniu, kazał urządzić mu świetny pogrzeb, sprowadzić ciało do Mantui i pochować w kościele S. Egidio.
Z długiego życia poświęconego na usługi świetnych dworów pozostało po Bernardzie, obok znacznych długów, zaledwie kilka flamandzkich arrasów, kupionych za dobrych czasów, i waza arabska, łup wojenny z wyprawy do Tunisu. Torquato więc nie miał się czym zbogacić, owszem zadłużył się na podróż do umierającego ojca, pozastawiał swoje ubrania i inne przedmioty, i dopiero kardynał wydobył go z wielkich kłopotów rozkazując, aby mu zaliczono na płacę dwadzieścia skudów. Kardynał nie pozwolił jednak wręczyć tych pieniędzy samemu poecie, ale kazał je oddać wierzycielowi Tassa, izraelicie Isachinowi da Fano. Złe języki utrzymywały, że Luigi tylko dlatego zgodził się na wypłatę zaliczki, aby Tasso miał się w co ubrać na wesele księżniczki Lukrecji z Franciszkiem Marią delia Rovere, które się odbyło 18 stycznia 1570 r.
 
III
Kardynał Luigi d'Este przygotowywał się w roku 1570 do podróży do Paryża, której celem było staranie się o następstwo w beneficjach francuskich po stryju kardynale Hipolicie. Gdyby się zaś tego zamiaru osięgnąć nie udało, chciał niespokojny prałat zdjąć z siebie purpurę, porzucić kardynalstwo i jak mówiono, scardinalarsi. Do zamierzonej podróży długo nie przychodziło, gdyż Luigi nie miał pieniędzy, a chciał koniecznie jechać z wielkim dworem i zabrać ze sobą część swoich „familiarisów", do których i Tasso należał.
Torquato cieszył się z tej podróży, ponieważ jednak droga była daleka, więc spisał testament, w którym rozporządzał swoją literacką spuścizną, i pozostawił go u przyjaciela Ercola Rondinellego, także dworzanina kardynała; chcąc zaś uczcić pamięć ojca, polecił sprzedać owe pozostałe po nim arrasy, które były u Żydów zastawione, i pomnik mu postawić. Gdyby zaś uzyskane pieniądze na ten cel nie wystarczyły, prosił Rondinellego, aby się udał do wspaniałomyślnej księżniczki Leonory, która może doda, co będzie brakowało.
Dwór kardynała wyjeżdżał do Francji w trzech oddziałach; pierwsze dwa wyruszyły z Ferrary we wrześniu 1570, trzeci, do którego także Tasso należał, dopiero w październiku. W tej samej grupie jechali dwaj księża, teolog i kapelan kardynała, lekarz, dwóch koniuszych, kilku kamerierów i cały zastęp kucharzy, parobków, wszyscy konno. Pasquale Angeluccio był kasjerem i rachmistrzem tej wyprawy i bardzo dokładnie zapisywał wydatki w księdze, która się dotychczas zachowała. Wszystkie trzy oddziały, przebywszy Włochy i południową Francję, połączyły się w opactwie Chalis, gdzie miały oczekiwać przybycia kardynała. Tymczasem nawiedziło Ferrarę owo straszne trzęsienie ziemi, pamiętne w jej dziejach. Estowie musieli przez cały miesiąc mieszkać w namiotach pod gołym niebem, a wskutek powszechnej klęski i wyjazd kardynała się opóźnił. Dopiero 19 stycznia 1571 wyruszył Luigi w otoczeniu dwudziestu sześciu ferraryjskiej szlachty do Francji, a dwudziestego lutego, w bardzo ostrą zimę, przybył do Paryża. Skończyły się tam właśnie wielkie festyny z powodu zaślubin Karola IX z Elżbietą Austriacką, królestwo bawili w Villers Cotterets i dopiero w marcu odbyli swój wjazd do stolicy. Tasso nie był jeszcze wówczas wielkim poetą Jerozolimy wyzwolonej, która wydana została w dziesięć lat później, ale mimo to znalazł w tamtejszych kołach literackich przyjacielskie przyjęcie, gdyż wszystko, co włoskie, było wówczas modnym we Francji; wpływ kultury włoskiej sięgał czasów Karola VIII i Ludwika XII, a zwiększył się jeszcze za
 
Katarzyny Medycejskiej. Na uroczystości weselne Karola IX sprowadzono włoskie towarzystwo aktorskie Gelosich, a literaci francuscy, uważali Włochów niejako za nauczycieli humanizmu, który prawie o wiek pierwej zakwitnął we Włoszech aniżeli we Francji. Jeżeli ten wpływ włoskiej kultury we Francji mógł na Tassa wywrzeć przyjemne wrażenie, to z drugiej strony prześladowania religijne, które właśnie wówczas dochodziły do najwyższego stopnia, rozgoryczyły poetę i jeszcze bardziej podrażnifry w nim owe wątpliwości religijne, które od dawna niepokoiły jego duszę. Była to chwila, kiedy rozszerzano we Francji zakres kościelnego sądownictwa, zaprowadzano niesłychanie ostrą cenzurę, a w Rouen i w Orange urządzono rzeź hugonotów.
W czasie kilkomiesięcznego pobytu we Francji Tasso dużo widział i dużo skorzystał, świadczy o tym nader zajmujący list do hr. Ercola Contrari, w którym opisywał wrażenia, jakie odniósł we Francji. Poznał Burgundię, Lyon, Normandię, Pikardię i Lotaryngię, ale w ogóle Francja mniej mu się podobała aniżeli Włochy. Lud wydawał mu się bardzo ubogi, nędzny, domy były brzydkie i zaniedbane, budowane po największej części z drzewa, i tylko kościoły wspaniałe odbijały od powszechnego ubóstwa. Architektura gotycka katedr francuskich wielkie sprawiła na nim wrażenie. Kobiety francuskie bardzo chwali, gdyż uderzają swą pięknością, ładnymi rysami twarzy, ujmują życiem i uprzejmością, mężczyzn zaś szpecą krzywe nogi, które mają z powodu ciągłej jazdy konnej. Trzy zwyczaje uważał Tasso za bardzo dla ludności szkodliwe, po pierwsze, że matki po większej części nie karmią dzieci, ale je żywią mlekiem krowim, następnie, że szlachta mieszka na wsi, w zanikach, w odosobnieniu, i tylko z chłopami obcuje, wskutek czego staje się nieokrzesaną i gburowatą, a wreszcie, że się nie zajmuje naukami, a uczonymi są tylko ludzie niskiego stanu. Filozofia, owa królowa umiejętności, musiała tam pójść za mąż za wieśniaka i wiele straciła na swej szlachetności.
Głębsze uwagi o Francji aniżeli w tym liście spisał później Tasso w swej rozprawie Discorso intorno alla sedizione nata nel regno di Franzia l'anno 1585, dowodzącej wiele talentu spostrzegawczego, którego by się u poety nie przypuszczało.
Królestwo francuscy mieli się w kwietniu udać do Bretanii i zaprosili także kardynała d'Este, aby wziął udział w tej podróży, kardynał jednak był już w wielkich kłopotach pieniężnych, a nie mogąc utrzymać całego orszaku, z którym przybył do Francji, postanowił tylko część swego otoczenia zabrać do Bretanii, a resztę dworzan odesłać z Paryża do Włoch. Do tych ostatnich należał i Tasso, którego to wyłączenie od znakomitszych dworzan boleśnie dotknęło, tym bardziej że był już od dawna
 
niezadowolony ze swej służby u kardynała. Zdawało mu się, że go Luigi za mało wynagradza, i że u dworu zanadto poślednie zajmuje miejsce. Skargi były niesłuszne, gdyż według ówczesnych zwyczajów Tassa wcale dobrze płacono za to, że właściwie nie miał żadnych obowiązków, kardynał zresztą znanym był rozrzutnikiem, i jego dworzanie na skąpstwo swego pana skarżyć się nie mogli. Tasso jednak postanowił porzucić służbę u kardynała, a istotnym powodem do tego kroku była obrażona duma poety i niestałość usposobienia, która później całkiem go opanowała. Wewnętrzny niepokój gnał go z miejsca na miejsce, Tasso nigdy i z niczego nie był zadowolony. Zdaje się nawet, że w służbie u kardynała tym mniej miał powodu do narzekania, że sobie tam sporo pieniędzy oszczędził, a wróciwszy do Włoch mógł prawie przez cały rok jeździć nie mając żadnego zajęcia przynoszącego jaki taki dochód.
 
IV
Zrażony do kardynała Ludwika, sądził Tasso, że będzie mógł się umieścić na dworze księcia Alfonsa II, przybył więc do Ferrary, ale widząc, że go tam karmią tylko obietnicami, wyjechał za kilka tygodni do Rzymu mając nadzieję, że otrzyma posadę u kardynała Hipolita d'Este, znanego ze swej otwartej ręki dla poetów i literatów. Ale kardynał, stary już i wiekiem znękany, przyjął wprawdzie Tassa kilka razy w swej pysznej willi w Tivoli, nie dał mu jednak spodziewanej posady.
Tasso pozostał kilka miesięcy w Rzymie w roku 1571 i wyniósł stamtąd bardzo silne wrażenie, gdyż wówczas rozegrała się słynna bitwa pod Lepanto, a stolica papieska wrzała pod wrażeniem politycznych i wojennych wiadomości. Tasso, jak pisał do jednego ze znajomych, prosił Boga o zwycięstwo chrześcijan, a nie był pomiędzy ostatnimi, którzy za nie dziękowali. W wojnie tej brał także udział krewny Torquata, Antonio Tasso, z linii flamandzkiej, i tak się swą dzielnością odznaczył w walce pod Curzolari, że Filip II zamianował go później w nagrodę zasług ambasadorem w Paryżu. Torquato nie miał wprawdzie żadnych stosunków ze swymi flamandzkimi i hiszpańskimi krewnymi, ale dumny z rodu swego, cieszył się sławą Antonia, a owe wypadki i częściowe złamanie potęgi tureckiej pobudziły go do dalszej pracy nad poematem o uwolnieniu Jerozolimy, który bardzo był na czasie i mógł zajmować umysły.
Środki pieniężne jednak Tassa się wyczerpały, bez możnej protekcji nie mógł się dłużej utrzymać, zwrócił się więc przez swoich rzymskich znajomych do księcia Ferrary, aby go przyjął na swój dwór. W tym celu
 
pojechał do Urbino, do księżnej Lukrecji, na której poparcie zawsze liczył. Tym razem się nie zawiódł, księżna wyjeżdżała właśnie z Casteldurante, gdzie wówczas przebywała, do rodzinnej Ferrary, zabrała go ze sobą, a co więcej, uprosiła brata, Alfonsa II, że go na swoim dworze umieścił. Książę udawał się wtedy do kąpiel błotnych do Sant' Elena koło Padwy, z powodu bólu w kolanie, którego się nabawił jeszcze za młodych lat w wojnach we Francji, zabrał więc z sobą dla tpwarzystwa kilku dworzan, a pomiędzy innymi i Tassa. Poeta musiał dobre na księciu zrobić wrażenie, gdyż w Sant' Elena kazał mu Alfons jechać ze sobą do Comacchio, gdzie się właśnie miał odbywać jesienny połów ryb. W styczniu 1572 r. wpisano go w rejestr płatnych dworzan, z pensją pięćdziesięciu ośmiu lir marchezańskich, odpowiadających dzisiejszym stu dziesięciu lirom. Niewielka to suma, ale wartość pieniędzy była wówczas większa aniżeli dzisiaj, a zresztą dano Tassowi mieszkanie i wikt, tak że gotówka służyła na ubranie i inne potrzeby. Obowiązków nie miał Tasso żadnych, książę tylko objawił życzenie, aby poeta pisał, oprócz swego wielkiego poematu, także wiersze okolicznościowe, na co Tasso z chęcią przystał i bardzo na razie był zadowolony ze swego ozio letterato, miał bowiem cztery razy większą płacę aniżeli u kardynała. Wyraziwszy swą wdzięczność księciu w gładkim wierszu, uspokoiwszy się po dwuletniej włóczędze, zaczął pracować nad Gerusalemmą.
Oczywiście, nie brakło mu wnet zazdrosnych, przed innymi zawistnym patrzył na niego okiem wszechwładny minister Alfonsa II, Giovan Battista Pigna, gdyż sam pisał liche poezje, a nadto kochał się w Lukrecji Bendidio, o której przed kilkoma laty marzył w Padwie Tasso, a teraz ponownie starał się o jej łaski. Lukrecja bawiła ciągle na ferraryjskim dworze i wzniecała naokoło siebie prawdziwe pożary miłości. Oprócz starego Pigny i Tassa kochał się w niej także Battista Guarini i często posyłał jej wierszowane westchnienia. Guariniego łączyła z Tassem wspólna nienawiść do Pigny, pomimo że jako poeci nie bardzo do siebie lgnęli. Obydwaj chcieli ośmieszyć potężnego rywala i gdy Pigna wyjechał na kilka miesięcy z księciem do Austrii, wydali drukiem jego miłosne kancony. Pigna nie mógł się nawet o to gniewać, gdyż Tasso dołączył do jego wierszy bardzo dla autora pochlebny komentarz. Bendidio jednak żartowała i ze starego wielbiciela, i z młodych poetów. Pignę nazywała z przekąsem Io sposo dalia barba bianca, od młodych chętnie przyjmowała hołdy, ale — kobieta praktyczna — zawiązała stosunek z tym, który wprawdzie sonetów nie pisał, ale obsypywał ją kosztownymi podarunkami, z kardynałem Luigim. W listach do kardynała drwiła ze starego Pigny, który ją ciągle prześladował swymi czułościami.
 
 
Z początkiem roku 1573 wybrał się Alfonso II do Rzymu, aby złożyć hołd nowemu papieżowi, Grzegorzowi XIII, i ułożyć sprawę następstwa w księstwie Ferrary. Wyjechał w licznym otoczeniu, do którego należał Tasso, Guarini i słynny znawca starożytności, Pirro Ligorio, książę bowiem zamyślał z jego pomocą pomnożyć jeszcze w Rzymie bogate swe zbiory antykaliów. Alfonso bawił tylko miesiąc w Rzymie i kilka dni w Tivoli, więc Tasso nie miał tam czasu pracować, ale porobił dużo znajomości, a przede wszystkim spotkał po raz pierwszy dziwo piękności,
O którym cały Rzym mówił, Barbarę Sanseverino, hrabinę di Sala, bawiącą tam wówczas z swoją synową, Leonorą di Scandiano. O Barbarze, której panie rzymskie zazdrościły triumfów, powiedziano, że wydarła wszystkim pięknościom palmę pierwszeństwa:
Tolse barbara gente il pregio a Roma.
Wróciwszy na wiosnę do Ferrary zabrał się Tasso znowu do pracy i ukończył swój dramat pasterski Amintę, który książę kazał w lecie przedstawić w zamku Belwederze. Sprowadzono w tym celu towarzystwo aktorskie Gelosich, które wówczas grywało w Wenecji i było rozrywane po dworach w północnych Włoszech. Sam Tasso uczył aktorów; przedstawienia, kilka razy powtarzane, wypadły świetnie i zajęły bardzo całą Ferrarę, zwłaszcza że w niektórych postaciach dramatu domyślano się dobrych znajomych z ferraryjskiego dworu. Alfons II dał wyraz swemu zadowoleniu mianując Tassa profesorem — geometrii i sfery na uniwersytecie w Ferrarze. Poeta miał obowiązek wykładać tylko w dni świąteczne i pobierał za to płacę stu pięćdziesięciu lir marchezańskich, odpowiadających dzisiejszym dwustu ośmdziesięciu trzem lirom. Amintę grano wkrótce potem w Pesaro, dokąd się Tasso udał, aby kierować przedstawieniem sztuki, a po kolei prawie we wszystkich miastach włoskich odnosiła ta dramatyczna sielanka wielkie triumfy.
Gdy Tasso wrócił do Ferrary, nadeszła tam wiadomość o śmierci Karola IX, króla francuskiego; książę polecił poecie, aby ułożył pośmiertną orację i odczytał ją w katedrze na nabożeństwie żałobnym.
Na powitanie zaś Henryka III zabrał ze sobą Tassa, który skorzystał ze sposobności i napisał dwa sonety na cześć Walezjusza podnosząc jego wielkość i cnoty. Później zraził się poeta do króla, brał mu za złe jego niemoralne zachowanie się w Wenecji, spowodowane zresztą, jakeśmy wspomnieli, namowami samego Alfonsa.