innych kandydatów do korony polskiej już swe sprawy pozałatwiali i szlachta głosowała na polu elekcyjnym.
Schorowany poseł przynajmniej odetchnął w Warszawie, trochę się wzmocnił, a zdrowie przywróciło mu nie tyle powietrze Północy, ile wiadomość, którą otrzymał z Ferrary, że wszechpotężny minister Alfonsa II, Pigna, umarł. Guarino uważał go za największego swego wroga na ferraryjskim dworze i głównie jemu przypisywał, że książę po raz wtóry powierzył mu poselstwo do Polski, non gid legazione, ma relegazione di Pologna, że go zmusił do podróży, z której ledwie żyw wyszedł z powodu chorób, zarazy, niewygód, rozbójników, morderców i przeróżnych utrapień, których doznał..
Posłowie ferraryjscy doczekali się w Warszawie wyboru Stefana Batorego na króla polskiego, po czym dwóch z nich wróciło do domu, Guarini zaś pozostał jeszcze jakiś czas w Polsce sądząc, że może Batory wyboru nie przyjmie, gdy jednak i te nadzieje go zawiodły, wyjechał także do Ferrary i zdał sprawę Alfonsowi ze swej podróży w dłuższej relacji, która dotąd pozostała jednym z najciekawszych źródeł tych ferraryjsko-polskich stosunków. Dworzanie w Ferrarze przypisywali nieudanie się starań Alfonsa o koronę polską głównie obydwu posłom, których Alfons do Warszawy wyprawił. O Giraldinim mówiono, że urodził się w Sienie Żydem, a w Ferrarze został ochrzczonym osłem, o Guarinim zaś mniemano, że raził w Polsce nieznośną pedanterią, zrażał ludzi swym zachowaniem się i nie był dość poważnym człowiekiem, aby tam dać wyobrażenie o znakomitości i stanowisku rodu Estów.
Staranie się Alfonsa o koronę polską miało w Ferrarze dość komiczny epilog. Jakiś oszust, Turek czy Ormianin, chciał skorzystać z ambicji księcia szukania obcych tronów i przybywszy tajemniczo do Ferrary, ofiarował Alfonsowi imieniem ludności Ziemi Świętej królestwo Jerozolimy. Oczywiście, że dla księcia, wychowanego na poematach Bojarda i Ariosta, nie można było wynaleźć bardziej odpowiedniego królestwa. Alfons gościł też zrazu ową tajemniczą osobistość, gdy jednak poznał szalbierstwo, zamknął Turka do więzienia, z którego tenże wszakże uciec potrafił.
Ku starości, gdy i z trzecią żoną nie miał potomstwa, widząc, że mało jest nadziei, aby Ferrara utrzymała się w rodzinie Estów, stał się Alfons zamkniętym w sobie i zgryźliwym, pozostawił rządy ministrom, którzy, nadużywając władzy, coraz to większe na ludność nakładali ciężary. Złych urzędników nie usuwał, aby nie dać poznać, że nie umie ludzi wybierać, trzej Fattori generali zarządzali wszystkimi dochodami i wzbogacali się wyciskając z poddanych dla siebie podarunki. Ten lub ów gubernator małego miasteczka, mający dwadzieścia pięć skudów miesięcznej płacy,
składał rocznie trzy tysiące i więcej. O dochody książę się nie troszczył, gdyż pieniądze wpływały do kas obficie, rocznie miał on około czterykroć pięćdziesiąt tysięcy skudów dochodu, a same saliny i rybołówstwo w Comacchio przynosiły pięćdziesiąt tysięcy.
W późniejszym wieku ubierał się Alfons zawsze czarno, ale nadzwyczaj starannie, kołnierze i mankiety u bielizny miał zawsze tak sztucznie zrobione, że nie powstydziłaby się ich najbardziej wystrojona kobieta. Z głowy prawie nie zdejmował aksamitnego beretu, a szpadę zawsze miał u boku. Wobec poddanych starał się być ujmująco grzecznym, dlatego też petenci wychodzili od niego z audiencji zachwyceni uprzejmością księcia i dopiero później, gdy zazwyczaj nie osiągnęli tego, o co prosili, zmieniali o nim swe zdanie.
IV
Postacią na owe czasy bardzo charakterystyczną był młodszy brat Alfonsa II, kardynał Luigi d'Este, wbrew swojej woli książę Kościoła, człowiek nadzwyczaj przystojny, światowy, zawikłany w cały labirynt miłosnych stosunków, pierwszorzędny intrygant, knujący zawsze jakieś spiski przeciw swemu bratu.
W ówczesnych rodach książęcych we Włoszech stało się prawie zasadą, aby jeden z głównych członków familii piastował kardynalską godność, a w ten sposób politycznie i materialnie przyczyniał się do wzmocnienia potęgi rodu. Tradycja ta utrzymywała się osobliwie u Gonzagów i Estów, a ponieważ kardynał Hipolit (młodszy), brat Ercola II, był już starym człowiekiem, kiedy Luigi dorastał, więc Ercole postanowił przeznaczyć go na następcę Hipolita i na dziedzica olbrzymich dochodów kardynała. Hipolit, dzięki protekcji króla Francji, wywierał bardzo potężny wpływ w Świętym Kolegium, wpływ ten miał teraz przejść na Ludwika.
Luigi nie miał ochoty do duchownego stanu, niewiele się go jednak o to pytano, a papież Paweł III, chcąc dogodzić Ercolowi II i kardynałowi Hipolitowi, zamianował piętnastoletniego chłopca biskupem Ferrary. Nie był to zresztą pierwszy przykład w rodzinie Estów, że niedorostki piastowały wysokie kościelne urzędy, gdyż Hipolit d'Este (starszy) miał zaledwie ośm lat, jak został biskupem Granu, a w piętnastym roku życia był już kardynałem. Aby młodego Ludwika, biskupa Ferrary, przygotować do zawodu duchownego, dodano mu za mentora księdza Lepelletier, francuskiego jezuitę, którego sam Ignacy Loyola na to stanowisko przeznaczył. Ale nauki zręcznego jezuity na niewiele się przydały, Ludwikowi nie
podobało się w Ferrarze, postanowił więc cichaczem pójść za przykładem starszego brata i uciec z domu.
Nudziły go nauki i męczyło skąpstwo ojca, który mu dawał nadzwyczaj szczupłą pensyjkę, nie odpowiadającą biskupiemu stanowisku. Luigi wszakże nie pojechał do Francji, lecz chciał się udać na dwór hiszpański, do czego go namówił biskup Trydentu, kardynał Madruzzi, wielki stronnik austriackiego domu, a dopomógł pieniężnie Antonio Maria di Collegna, ajent dyplomatyczny, którego Alfons używał do rozmaitych poselstw. Książę jednak odkrył zawczasu ten spisek, kazał zamknąć młodego biskupa na kilka dni do aresztu, a Collegnę — powiesił in effigie, nie mogąc go schwycić żywego.
Luigi jednak nie zaniechał swych zamiarów ucieczki, lecz jak tylko ojciec się uspokoił, postanowił z wiedzą i pomocą matki Renaty pojechać już nie na dwór cesarski, ale do Paryża. Pożyczył więc pieniędzy od Żyda Izaaka, pozastawiał, co mógł, u innych lichwiarzy i w r. 1558 cichaczem z jednym sługą wymknął się z miasta, aby dopędzić brata, który właśnie dzień przedtem za pozwoleniem ojca do Francji się wybrał. Na wypadek, gdyby go król francuski nie chciał przyjąć, miał Luigi zamiar uciec nawet do Turcji, aby tylko nie wracać do nudnej Ferrary. Ale król, uproszony zapewne listami Renaty, powitał łaskawie Ludwika, z czego, młody biskup skorzystał, aby prowadzić życie wesołe i pożyczać pieniędzy, gdzie się tylko dało.
Tymczasem umarł stary Ercole II, Alfons czym prędzej wrócił do domu, aby objąć panowanie, Luigi natomiast tak sobie upodobał w rozwiązłych obyczajach francuskiego dworu, że ani myślał o Ferrarze. Na próżno wzywał go brat w listach bardzo cierpkich i ostrych, aby przecież pamiętał na swoje obowiązki, które przyjął wobec Kościoła i rodziny, na próżno nawet donosił, że papież gotów mu dać kapelusz kardynalski, na próżno wreszcie stary kardynał d'Este sierdził się i zżymał na nieposłusznego bratanka, Luigi nie chciał słyszeć ani o biskupstwie, ani o kardynalstwie, a wymawiał się tym, że tyle ma długów, iż nie byłby w stanie przyzwoicie piastować godności, którą mu papież chce nadać. Właściwym powodem jednak, że Luigi nie chciał słyszeć o kościelnych urzędach, była donzella na dworze królowej, Liwia, Włoszka, córka Galeotta Pica delia Mirandola, w której się prałat zakochał, a nawet przyrzekł się z nią ożenić. Romans ten wszakże bardzo się nie podobał francuskiej rodzinie młodego Ludwika, gdyż Liwia ani familijnymi stosunkami, ani majątkiem mu nie dorównywała i nie mogło być o tym mowy, aby się z nią ożenił. Chcąc więc młodzieńcowi wybić z głowy Liwię, podsunięto mu myśl innego małżeństwa, odpowiedniego jego wielkiemu rodowi. Zawiązano układy
pomiędzy nim a Marią de Bourbon, hrabiną de Saint-Paul, młodą wdową po Janie księciu d'Enghien, która miała czterdzieści tysięcy skudów rocznego dochodu. Małżeństwo to popierała bardzo Renata, która nie życzyła sobie, aby jej syn należał do hierarchii Kościoła rzymskiego.
Projekt ten niemało przeraził Alfonsa i stryja kardynała, którzy w interesie dynastii esteńskiej bardziej pragnęli, aby Luigi zajmował wybitne stanowisko w kurii rzymskiej, aniżeli aby zamieszkał we Francji i pobierał rocznie czterdzieści tysięcy skudów. Alfons więc wysłał do Paryża jednego ze swych zaufanych dworzan, aby starał się Ludwika przekonać
o słuszności ich zapatrywań i, jak się zdaje, poczynił mu obietnicę spłacenia długów, jeżeli do Włoch powróci. Niebezpieczeństwo też na razie zażegnanym zostało, gdyż sama hr. de S. Paul nie życzyła sobie wchodzić w stosunki z lekkomyślnym Luigim i za kilka miesięcy poślubiła księcia de Nevers. Postąpienie to hrabiny tak ubodło Ludwika, że po jej ślubie stał się przystępniejszym namowom Alfonsa, tym bardziej że i dwór francuski, któremu bardzo na tym zależało, aby mieć swego stronnika w Świętym Kolegium, wszelkich w owej chwili dołożył starań, aby go skłonić do przyjęcia kardynalskiej godności. Zakochany biskup kapitulował i za kilka miesięcy, na konsystorzu z dnia 26 lutego 1561, został zamianowany kardynałem. Miał wówczas lat dwadzieścia trzy, ale nigdy nie potrafił się pogodzić z duchownym stanem i przez całe życie miał żal do Alfonsa, że go prawie przymusił do kościelnej kariery, a stryja Hipolita zawsze z tego powodu nienawidził. Także papieżom, Piusowi IV, który go kardynałem mianował, i Sykstusowi V, któremu dużo zawdzięczał, nie mógł w duchu darować nieproszonej protekcji i przy każdej sposobności okazywał swą niezależność i swe złe humory wobec Stolicy Apostolskiej.
I tak gdy w r. 1563 papieskie zbiry pobiły się z pachołkami kardynała, którzy zamordowali jakiegoś właściciela gospody, Luigi w żaden sposób nie chciał wydać winnych, a papież musiał wnieść sprawę na radę kardynałów i ukarać krnąbrnego Esta domowym aresztem. Dopiero za wstawieniem się księcia Ferrary i kardynała Karola Boromeusza, który lubił burzliwego kolegę, uwolnił go papież od przymusowego mieszkania w pałacu na Monte Giordano.
W kilkanaście lat później, za Grzegorza XIII, przyjaciela Estów, znowu miał Luigi jakieś zajście z Watykanem z powodu swej rozpasanej służby, a papież do tego stopnia się na niego rozgniewał, że kazał mu natychmiast wyjeżdżać z Rzymu, a jeżeliby nie wyjechał, zagroził mu uwięzieniem w jego willi w Tivoli. Nie było to wszakże łatwo poradzić sobie z kardynałem, który miał za sobą króla Francji. Luigi wyjechał wprawdzie z Rzymu na jakiś czas, ale Henryk III tak się gorąco za nim ujął, że papież
musiał cofnąć swój zakaz, a kardynał, lubiany pomiędzy publicznością z powodu swej rozrzutności, wracał jak triumfator, witany okrzykami ludu.
Podczas gdy za paryskich czasów starała się rodzina wszelkimi siłami, aby Ludwika odwieść od małżeństwa, teraz w r. 1581, gdy kardynał miał lat czterdzieści cztery i piastował tak wysoką w Kościele godność, pracował Alfons II nad tym, aby go ożenić. Nie mając dzieci sądził książę, że Luigi mógłby jeszcze obdarzyć ród Estów potomkiem, który by zasiadł na tronie Ferrary. Jako narzeczoną wybrał mu Alfons córkę Leonory d'Este, a zamiar ten wkrótce się tak rozgłosił, że już w Rzymie o nim mówiono. Ale teraz już i sam kardynał nie chciał chodzić nowymi drogami i odpowiedział, że zanadto jest schorowanym i cierpiącym, aby mógł brać na siebie obowiązki małżeńskie, a zresztą będąc już in sacris, z trudnością, otrzymałby od papieża potrzebną do małżeństwa dyspensę. Zdaje się wszakże, że te przez niego przytoczone powody były tylko wymówką i że chętnie byłby jeszcze spróbował pożycia małżeńskiego, gdyby mu nie było chodziło o utratę olbrzymich dochodów połączonych z duchownym stanowiskiem. Dochody te wynosiły wówczas 120 000 skudów, gdyby zaś porzucił swe kościelne urzędy, miałby był rocznie tylko 22 do 23 000 skudów do wydania. Kardynał dał jednak bratu do zrozumienia, że gdyby mu zapewnił część tych dochodów, które by utracił, rezygnując z kardynalskiej purpury, to może by się skłonił do zawarcia owego małżeństwa. Książę nie miał jednak ochoty płacić tak wysokiej pensji, a zresztą papież Pius V był przeciwnym temu projektowi, gdyż według jego zdania małżeństwo to zanadto wielkie wywołałoby zgorszenie.
W ten sposób został już Luigi naprawdę kardynałem, i to „najświetniejszym", gdyż prowadził dwór gościnny, pełen blasku, rozrzucał pieniądze na podróże, na grę w karty, na podarunki dla monarchów, aby tylko pozyskać sobie ich względy, obsypywał kosztownościami piękne, znakomite panie w Rzymie, w Ferrarze i we Francji, wspierał poetów, przyozdabiał swój pałac Diamanti w Ferrarze i kończył budowę wspaniałej willi Estów w Tivoli.
Gdy w latach 1577 i 1578 bawił w Rzymie, miał ze sobą trzysta czterdzieści dziewięć osób dworzan i służby i nabył dwie trzecie części pałacu Orsinich w Montegiordano. Olbrzymie dochody, których mu mógł pozazdrościć niejeden udzielny monarcha, nie wystarczały na wszystkie zachcianki rozrzutnego prałata; w ostatnich latach życia nie mógł sobie dać rady z wierzycielami, którzy mu ciągle grozili sekwestrem dóbr, a przyzwyczaiwszy się za młodu do zastawiania klejnotów u żydowskich bankierów, zastawiał je aż do śmierci.
Rozmaitymi nadużyciami zniszczył wcześnie swe zdrowie, a nie chcąc sią zastosować do rad przyjaciół i lekarzy, aby prowadzić życie skromne, umarł w styczniu r. 1586. Pochlebcy rodu Estów sądzili, że cała Europa za nim rozpacza, jakiś Sebastian Ardesi wydał w Padwie zbiór tych lamentów, pod tytułem Vari lamenti d'Europa nella morte di Luigi d'Este. Majątek swój, a raczej 200 000 skudów długów, zapisał kardynał Cezarowi d'Este, który przyjął spuściznę tylko dla honoru rodu, pospłacawszy bowiem mnóstwo ciężarów i przeprowadziwszy bez liku procesów, uratował zaledwie jakieś okruchy z tych kardynalskich świetności.
W spuściźnie pozostało jeszcze mnóstwo pięknych masek, podobnie jak po poprzednich dwóch kardynałach z rodu Estów, wszyscy z nich bowiem namiętnie lubili karnawałowe zabawy. Jeden ze współczesnych nazwał kardynała Ludwika giotto di maschere i donosił w r. 1565, że książę Kościoła i D. Francesco d'Este chodzili po ulicy podczas karnawału przebrani za facchinów. Natomiast znajdowało się w pałacach kardynała zaledwie kilka książek, nie zajmował on się bowiem ani literaturą, ani jakąkolwiek umiejętnością, a jeżeli gromadził na swoim dworze literatów, jeżeli dawał przez jakiś czas utrzymanie obydwu Tassom, ojcu i synowi, to tylko dla splendoru swego otoczenia. O stosunku zresztą Tassa do kardynała jeszcze opowiemy.
Ale trzeba być sprawiedliwym, dwaj kardynałowie esteńscy, Hipolit II, syn Alfonsa i Lukrecji, tudzież Luigi, pozostawili po sobie to nieocenione dzieło architektury połączonej ze sztuką ogrodniczą, ową willę d'Este w Tivoli koło Rzymu, typ barokowego wiejskiego pałacu, luogo di delizie, jak ludzie Odrodzenia charakterystycznie tego rodzaju siedziby nazywali.
Hipolit II został mianowany w r. 1550 governatore di Tivoli i zaraz rozpoczął budowę tej przepysznej willi, rozsadzając skały celem przysposobienia terenu, zaprowadzając wodociągi, aby ożywić sadzawkami i wodotryskami puste dotąd miejsce. Budowniczy, Pierro Ligorio, dał plany do tego na wielki rozmiar pomyślanego dzieła, które w r. 1569, a więc w dziewiętnaście lat po rozpoczęciu prac, w głównych zarysach było gotowe. Hipolit umarł w r. 1572, po jego śmierci Luigi pracował dalej nad wykończeniem willi i ogrodów, ale i jemu nie stało czasu i funduszów, aby plany Ligoria w zupełności przeprowadzić. Mianowicie fasada willi nigdy nie została ukończoną i z tego powodu nawet wydają się rozmiary frontowych murów niestosunkowo rozległe w porównaniu z wąskim środkowym ryzalitem. Willa przechodziła różne koleje, była własnością książąt modeńskich, kardynała Hohenlohego, a dzisiaj należy do arcyksięcia Franciszka Ferdynanda, austriackiego następcy tronu.