Dwór w Ferrarze (Chłędowski Kazimierz) str. 40

Sponsorzy:


alt
alt
alt
ajentów został ów Francuz, de Noyant, który swego czasu nic nie miał przeciwko temu, aby Ercole miał stosunek z jego żoną.
Ercole II, a osobliwie jego bardzo nietolerancki następca, Alfons II, niemało pomagali w tym dziele zniszczenia, które inkwizycja przeprowadzała. Reformę stłumiono, ale inkwizycja miała w tej mierze we Włoszech daleko łatwiejsze zadanie aniżeli w Niemczech i we Francji. Włosi z usposobienia nie byli fanatykami religijnymi, a większość narodu uważała za niedorzeczność dawać się mordować i włóczyć po więzieniach, skoro w duchu można było nie wierzyć w to, co Kościół wierzyć nakazywał, a na zewnątrz tylko zachowywać przepisane formy. Takich, którzy chcieli ginąć za przekonania religijne, było tam niewielu.
 
IX
W ostatnich czasach panowania Ercola stosunki polityczne we Włoszech były tak trudne, że trzeba było wielkiej zręczności politycznej, aby nie utonąć w powszechnym chaosie. Małe państewka i republiki nie mogły się utrzymać wobec trzech potęg: hiszpańskiej, francuskiej i papieskiej; jednemu tylko księciu Ferrary udawało się ochronić swe ziemie od obcych zaborów. Aby umocnić swoje stanowisko i znowu zbliżyć się do cesarstwa, postanowił Ercole połączyć swego syna, Alfonsa, węzłem małżeńskim z córką Cosima Medyceusza. Renata była przeciwną temu małżeństwu, gdyż pragnęła, aby Alfons ożenił się ze starszą od niego Margerytą, siostrą króla Francji, księżną de Berry, ale Ercole tak smutne zrobił doświadczenie z królewską córką, że w żaden sposób na ten związek przystać nie chciał. Florentynka miała jednak dopiero czternaście lat, a wskutek tego ułożono się, że ślub wprawdzie się zaraz odbędzie, ale Alfons wyjedzie na dłuższy pobyt do Francji.
Stary Ercole już syna więcej nie zobaczył, dwudziestego piątego września 1558 r. ciężko zachorował i trzeciego października umarł. Przed śmiercią starał się wymóc na Renacie, aby jako rejentka przed powrotem syna z Francji wstrzymała się od wszelkich stosunków z heretykami, tudzież aby przerwała korespondencję sekretną z Kalwinem, którą prowadziła za pośrednictwem pocztmistrza małej mieściny Luny w Romanii. Renata przyrzekła spełnić to życzenie umierającego, ale niebawem żałowała swej słabości i tłumaczyła się z tego przed Kalwinem. Zręczny reformator uspokoił ją, „że obraziwszy Boga tą przysięgą, nie jest obowiązaną jej dotrzymać".
Rejencja Renaty trwała niedługo. Alfons powrócił do Ferrary 26
 
listopada 1559 i w zwykły sposób objął panowanie. Na wstawienie się matki uwolnił z więzienia swego stryjecznego dziada, Giulia d'Este, którego Ercole wtrącił do lochów zamkowych przed trzydziestoma laty. Gdy starzec wyszedł na światło dzienne, cała Ferrara oglądała go z wielką ciekawością, gdyż był ubrany po francusku, tak jak się noszono za czasów Alfonsa I. Miał kapelusz o olbrzymich kryzach, kaftan spadający po kolana, z wąskimi rękawami u dołu, a bufiastymi u góry, płaszcz podbity futrem, szerokie pończochy, służące zarazem za kieszenie, i buty z jedwabną frędzlą. Biedny Giulio niedługo się cieszył wolnością, gdyż umarł we dwa lata po wyjściu z więzienia.
Alfons II daleko mniej był toleranckim dla heretyków aniżeli ojciec i raz oświadczył, że wolałby żyć pomiędzy trędowatymi aniżeli pomiędzy hugonotami, a gdy bawił we Francji, namawiał króla, aby się chwycił jak najsurowszych środków przeciw reformatorom i nie ograniczał się do skazywania na śmierć samych tylko przywódców. O zgodzie więc pomiędzy matką-kalwinistką a synem-fanatykiem mowy być nie mogło, stosunki ich nawet bardzo się pogorszyły, gdy Alfons pojechał w lecie roku 1560 do Rzymu, aby złożyć hołd Piusowi IV. Tam zwrócono uwagę księcia na postępowanie Renaty i żądano od niego, aby matkę zmusił do zerwania stosunków z heretykami. Powróciwszy więc do Ferrary, postawił Alfonso matce do wyboru: albo zupełnie zmienić swe postępowanie, albo opuścić Włochy. Stanowczość syna nadzwyczaj zabolała Renatę, postanowiła też w jak najkrótszym czasie wyjechać do Francji. Odjazd odbył się z wielkimi honorami, należnymi matce księcia i byłej rejentce, a Alfons odprowadził matkę do granicy państwa. Renata wyjechała z Ferrary drugiego września 1560 r., w otoczeniu aż trzystu osób i w towarzystwie swego młodszego syna, Don Ludwika, który ją odwiózł do Francji.
Renata była chyba najwybitniejszą kobietą we Włoszech w obozie reformacji, ale nie działała tak jak prawdziwa Włoszka, jak Colonna, jak Julia Gonzaga, została bowiem zawsze z usposobienia Francuzką i kobietą Północy. Cechowały ją wielka prawość i stałość charakteru, niezmierna dobroć i miłosierdzie. Przybyła do Włoch jako szczera katoliczka i byłaby zapewne wytrwała w katolickiej wierze, gdyby z nią postępowano oględniej, z miłością, i gdyby w ogóle nie nastały czasy bezwzględnego terroryzmu religijnego. Buntowała się ona na każdym kroku, gdy ją zmuszano wierzyć w to, w co wierzyć nie mogła, gdy zamiast rozumnego pouczenia spotykała się z rozkazem. Królewska jej duma oburzała się i wtedy stawała się upartą, zawziętą Bretonką. Jest ona jedną z tych niezliczonych charakterów w czasach reformacji, które brutalność postępowania kontrreformacji siłą prawie popchnęła do przeciwnego obozu.
 
Całe jej życie do tego stopnia zajęte było religijnymi ideami, że w przeciwieństwie do włoskich znakomitych kobiet, świat artystyczny prawie jej nie obchodził. Podczas gdy Ercole był prawdziwym mecenasem ferraryjskiego malarstwa i grupował koło siebie takich mistrzów, jak Girolamo da Carpi, jak obydwaj Dossi, Garofalo, sprowadzał Pordenona, Celliniego, Sansovina i kilku Flamandów, Renata, istna kalwinka, bardzo się mało sztuką zajmowała, a jeżeli wspierała kilku artystów niższego rzędu, to dlatego, że byli Francuzami. Natomiast lubiła muzykę, przypatrywała się chętnie popisom żonglerów, a przede wszystkim lubiła błaznów. Miała ich też sporo, ubierała nadzwyczaj starannie w aksamity, srebrne hafty i kosztowne futra. O tej słabostce Renaty widocznie dobrze wiedziano, albowiem gdy powracała do Francji, przysłał jej markiz Pescara swego błazna, aby ją rozweselał w czasie podróży.
Przybywszy do Francji, udała się Renata wprost do Orleanu, gdzie wówczas chwilowo przebywał młody król Franciszek II z matką swą, Katarzyną Medycejską, która właściwie w jego imieniu sprawowała rządy. Ówczesne stosunki polityczne i religijne we Francji były jak najsmutniejsze. Katarzyna nie przychylała się ani ku katolikom, ani ku hugonotom, ale intrygami swymi starała się rozjątrzać obydwa stronnictwa nawzajem przeciw sobie na korzyść tronu. Renata wystąpiła od razu jako szczera kalwinka, jako protektorka hugonotów, ale zarazem jako królewska córka, filie de France, której powołaniem było wspierać dynastię, a przeto namiętności łagodzić. Nie potrzebowała we Francji ulegać tym względom, które krępowały jej ruchy w Ferrarze, nie potrzebowała się oglądać na stosunek do Stolicy Apostolskiej, na konieczność wychowywania swych dzieci w rzymskiej religii, z przekonaniami swymi mogła teraz występować otwarcie i otoczyć opieką swoich współwyznawców. Król niebawem po jej przyjeździe umarł, piątego grudnia 1560, w stosunkach jednak nic się nie zmieniło, gdyż nastąpił po nim brat, Karol IX, dziesięcioletni chłopiec, a Katarzyna została rejentką.
Po krótkim pobycie w Orleanie przeniosła się Renata do swej posiadłości, do Montargis, która wraz z miastem Chartres stanowiła jej dziedzictwo. W Montargis wznosił się niezamieszkały od dawna, zniszczony zamek. Renata zabrała się zaraz do przebudowania i ufortyfikowania tej rezydencji, a pracę architektoniczną powierzyła słynnemu budowniczemu, Du Cerceau, także zwolennikowi kalwińskich nauk. Koszta tego
 
przedsiębiorstwa były olbrzymie i niemało się przyczyniły do zwichnięcia równowagi w budżecie Renaty i do późniejszych jej finansowych kłopotów.
Księżna pozostawała ciągle w stosunkach z Kalwinem, radziła się go w ważnych sprawach, a ostatni list, jaki reformator genewski pisał w swym życiu, był skierowany do Renaty, jako opiekunki nowej wiary. Całe otoczenie księżny też było kalwińskie, a dworscy pastorowie, fanatyczni hugonoci, niemało jej sprawiali kłopotu, gwałtownie bowiem chcieli nawracać ludność katolicką w Montargis i w Chartres i mimo woli buntowali ją przeciw Renacie.
W miarę jak na dworze francuskim przeważały wpływy bardziej lub mniej toleranckie wobec hugonotów, położenie Renaty stawało się mniej lub więcej trudnym. Każda burza jednak owych strasznych walk religijnych odbijała się o Montargis, po każdym wybuchu prześladowań chroniły się rozbitki hugonotów pod opiekuńczy dach Renaty, tak dalece, że często po kilkuset wygnańców zbierało się około jej gościnnego stołu. Montargis nazwano niebawem Niche de huguenots, gniazdem hugonotów.
Mimo nader pojednawczego zachowania się Renaty, spokoju w tym gnieździe być nie mogło, a skoro tylko nad niższą Loarą zawrzały namiętności i rozpoczęły się mordercze walki, zakotłowało się i w Montargis, gdzie katolicka ludność była liczniejszą aniżeli protestancka. Leśniczy Michel Bareau, katolik, człowiek gwałtowny i wielkiego wpływu, chciał wymordować całą kalwińską rzeszę. Przestraszona Renata prosiła księcia Kondeusza, który właśnie zajmował Orlean ze swą protestancką armią, aby jej przysłał oddział wojska do utrzymania porządku. Ale żołnierze Kondeusza byli wyuzdanymi fanatykami kalwinizmu i jak tylko przybyli do Montargis, wrzucili do studzien kilkunastu księży i zakonników, zaczęli zdzierać obrazy w kościołach, spuszczać z wież dzwony, rabować kielichy, monstrancje i ornaty, niszczyć kościelne metryki. Oczywiście, że i Michel Bareau ze swymi katolickimi zastępami starał się odwdzięczyć najeźdźcom, a Renacie z największą tylko trudnością udało się oddalić wojsko Kondeusza i przywrócić spokój.
Po zwycięstwie katolików pod Dreux, 19 grudnia 1562, domagał się własny zięć Renaty, diuk de Guise, u króla, aby księżnę zmusił do opuszczenia Montargis i wyznaczył jej na mieszkanie jeden z zamków królewskich w Fontainebleau, w Saint-Germain en-Laye, albo w Bois de Vincennes. Ale na przysłany jej w tym celu rozkaz odpowiedziała Renata, że z Montargis nie wyjedzie i że w razie potrzeby potrafi się obronić. Guise, który ze swoją armią zajmował Orlean, wysłał wskutek tej odmowy
 
oddział wojska pod dowództwem jenerała Malicorna, aby zdobył to znienawidzone gniazdo hugonotów. Gdy jednak Malicorne przybył pod Montargis, Renata kazała mu oświadczyć, iż powinien się dobrze zastanowić, co czynić zamyśla, gdyż we Francji nie ma nikogo prócz króla, któremu by wolno było jej rozkazywać, i że w razie gdyby rozpoczął jej zamek oblegać, ona sama stanie na murach i będzie oczekiwała owego śmiałka, który się odważy zamordować córkę królewską. Na takie dictum Malicorne się zawahał i zażądał z Paryża królewskich rozkazów. Tymczasem zaszły ważne wypadki, 18 lutego 1563 został zamordowany diuk de Guise, największy nieprzyjaciel hugonotów, ten, który straszył mieszkańców Orleanu, że ich razem z kotami każe wymordować; wskutek jego śmierci stronnictwo katolickie stało się skłonniejszym do pokojowych rokowań. Król kazał Malicornowi odstąpić od oblężenia zamku, Renata chwilowo triumfowała. Ale ten triumf musiała okupić 'uczuciem wielkiej goryczy, Diuk de Guise był przecież jej zięciem, więc ją to bolało i obrażało, gdy zewsząd z obozu hugonotów, gdy nawet z najbliższego otoczenia dochodziły ją głosy radości z powodu popełnionego morderstwa, gdy o uszy jej obijał się dźwięk pieśni bezczeszczących pamięć katolickiego wodza. Pewna reakcja obudziła się w duszy Renaty, zaczęła bronić Guise'a, a nie mogąc inaczej uniewinnić jego okrucieństw, którymi się splamił w walce z hugonotami, utrzymywała, że co uczynił, czynił z obowiązku względem króla, ale że w duszy nie był szczerym katolikiem i skłaniał się do reformy. Pastor Morel, przyjaciel Renaty, donosił wtedy Kalwinowi, że księżna przechodzi ciężkie chwile, gdyż pragnienie dobra prawdziwej religii Chrystusa walczy w niej z uczuciem przywiązania do córki, z uczuciem urazy, którą jej rodzinie zadano. Traktat, zawarty w Amboise, który zapewniał protestantom wolność sumienia, wolność zgromadzeń i publiczne wykonywanie praktyk religijnych, na chwilę uspokoił Renatę, życie jej stało się przez jakiś czas łatwiejsze, zaczęła znów częściej grywać na lutni, bawiła się ze swoją karlicą, Agnieszką, zajmowała się papugą, której kazała zbudować klatkę o sześciu piętrach, tudzież ulubionymi pokojowymi psami. Ośmielona jednak przyznaniem owych wolności hugonotom, pragnęła tym goręcej, aby nauki Kalwina zyskiwały coraz to więcej zwolenników, a nawet chciała całej ludności w Montargis narzucić swą wiarę. Kalwin doradzał jej, aby zaprowadziła podobną policję religijną, pewien rodzaj łagodniejszej inkwizycji, jaką on urządził w Genewie, ale podstępny terroryzm religijny sprzeciwiał się usposobieniu Renaty.
Spokój pomiędzy stronnictwami we Francji trwał jednak bardzo krótko. Katarzyna Medycejska coraz bardziej zaczęła się odwracać od hugonotów,
 
stawała się zawziętą ich nieprzyjaciółką, a równocześnie i większość społeczeństwa nie chciała uznać przyznanych im wolności i burzyła się przeciw heretykom.
Po śmierci Kalwina, który umarł czwartego kwietnia 1564 roku, uważał i Alfons Ferraryjski chwilę za stosowną, aby na matkę działać w duchu katolickim, przedsięwziął też podróż do Francji, sądząc, że potrafi księżnę odciągnąć od hugonotów, tudzież że w porozumieniu z Emanuelem Filibertem, księciem Sabaudii, zdoła skłonić króla i jego otoczenie do wystąpienia z całą surowością przeciw protestantom. Radził on królowi, aby bezzwłocznie kazał ściąć pięciu czy sześciu przywódców heretyckiego ruchu i w ten sposób rzucić postrach w szeregi hugonotów. Na razie jednak nie przyszło do tych gwałtownych środków, Katarzyna sądziła bowiem, że powoli i w łagodniejszy sposób potrafi zwalczyć reformatorów, a równocześnie przygotowywała cios, który miał osłabić wpływ Renaty na jej współwyznawców. Obmyśliła ona małżeństwo Anny d'Este, wdowy po zamordowanym Guise'ie, z Jakubem księciem de Nemours, katolikiem, jednym z najzagorzalszych wrogów hugonotów. Katarzyna tak zręcznie prowadziła intrygę, że Renata dowiedziała się o zamierzonym związku, gdy rzecz już zupełnie była ułożona i kontrakt ślubny prawie podpisany. Takie postępowanie królowej jeszcze bardziej rozgoryczyło Renatę przeciw katolickiemu stronnictwu, zamknęła się więc w swym Montargis i z podwojoną energią rozpoczęła protestancką agitację, a otoczona dawnymi dworzanami, do których jeszcze i Leon Jamet należał, przeistaczała z pomocą kilku pastorów całe Montargis w protestanckie księstwo nie zważając na żadne królewskie rozkazy. Założyła tam nawet kolegium celem kształcenia protestanckich pastorów. Toteż hugonoci uwielbiali jej energię, sława Renaty rozchodziła się poza Francją pomiędzy protestanckimi ludami, a w Niemczech uważano ją za bohaterkę reformacji. Do popularności księżny przyczyniała się jej wyjątkowa dobroczynność, pochodząca z szczerej litości, gdyż Renata nie widziała wobec prawdziwego ubóstwa ani hugonotów, ani katolików, ale wspomagała zarówno mnichów francuskich, jak i szwajcarskich pastorów.
Dwór paryski tak dalece zaniepokoił się działaniem Renaty, że Karol IX wznowił dawny rozkaz, aby księżna opuściła Montargis i przeniosła się na mieszkanie do Fontainebleau albo do Vincennes. Gdy zaś Renata opierała się królewskiej woli, podpisał król dekret odbierający jej zarząd posiadłości dziedzicznych i oddający komendę i administrację Montargis gubernatorowi Orleanu, panu d'Entragues. Pozbawiono ją wszelkich dochodów i skazywano na to, aby żyła z dobroczynności swych dzieci. Renata założyła protest przeciw temu dekretowi, a mieszkańcy miasta