II
W r. 1413, w czasie kiedy Stella Assassini panowała jeszcze nad sercem markiza, postanowił on wybrać się w podróż do Ziemi Świętej. Nieprzyjaciele dynastii byli pokonani, w małym państwie panował spokój, despocie było więc za ciasno w ferraryjskich nizinach, duch błędnego rycerza odezwał się w młodej jeszcze piersi i jak ongi krzyżowcy chciał pokutować na grobie Chrystusa. W otoczeniu pięćdziesięciu przyjaciół i dworzan wyruszył markiz szóstego kwietnia z Ferrary. Do wyprawy należeli: Alberto delia Scala, Ferraryjczyk, z dwoma towarzyszami, Pietro Rosso, szlachcic z Parmy, także z dwoma ludźmi ze swego dworu, Feltrino Bojardo, dziad wielkiego poety ze Scandiano, z jednym służącym, i kilku innych członków znakomitszych rodzin. Za sekretarza służył markizowi Lucchino del Campo, który nam pozostawił nader barwny opis tej podróży. Wszyscy członkowie wyprawy ubrani byli w czarne płaszcze z czerwonymi krzyżami na piersiach, a rzeczpospolita wenecka dała im jedną ze swych galer do rozporządzenia.
Markiz chciał zwiedzać wszystkie ciekawości po drodze, więc niedługo po wypłynięciu z portu San Niccoló de Lido zatrzymano się w Pola z powodu znajdujących się tam rzymskich zabytków. Oczywiście „Arena" bardzo zajęła markiza, który przynajmniej powierzchownie był już obeznany z humanistycznymi studiami, gdyż nauczycielem jego był słynny Donato degli Albanzani z Pratovecchio. Niccoló nie należał jednak do najlepszych uczniów Donata, a humanista mimo wszelkich starań po łacinie go dobrze nie nauczył. Galera płynęła Adriatykiem wzdłuż wysp Jońskich, następnie Archipelagiem i zatrzymała się w Korfu, gdzie wenecki gubernator przyjął podróżnych obiadem danym w pomarańczowym lesie i gdzie ich zachwycał śpiew greckich mnichów. W dalszej drodze zwiedzali ferraryjscy pielgrzymi wyspę Rodos, płynęli koło brzegów Cypru, a jedenastego maja wylądowali w Syrii, skąd się udali do Jerozolimy. W Jerozolimie bawił markiz cztery dni, od 15 do 19 maja, i dwa razy pielgrzymował do św. Grobu. Raz przeleżał tam krzyżem noc całą, drugi raz dwie godziny gorąco się modlił. Po nabożeństwie u Grobu św. pasował na rycerzy Alberta delia Scala, Feltrina Bojarda i Piotra Rossi, sam im miecz przypasał, a na górze Kalwarii przywiązał im złote ostrogi. Pątników bardzo to gniewało, że w Ziemi Świętej na każdym kroku musieli się opłacać „psom tureckim", jak się wyrażali, że musieli dać konsulom i stróżom na górze Syjon po cztery dukaty, za wejście na dolinę Jozafata, gdzie nostra Donna jest pochowana, pół, a za zwiedzenie Grobu Chrystusa półtora dukata.
Z powrotem zatrzymał się markiz sześć dni na Cyprze, aby odwiedzić
tamtejszego króla, a jako wierny syn Odrodzenia wstąpił do Cytery i oglądał miejsce, gdzie według tradycji porwano grecką Helenę. Pielgrzymi płynęli z Cypru do Wenecji trzydzieści sześć dni i stanęli w Ferrarze szóstego lipca, tak że trzy miesiące potrzebowali na całą wyprawę.
Częste pobożne pielgrzymki książąt w czasie Odrodzenia były w znacznej części tylko formą podróżowania, szukania przygód, zaspokojenia pragnień, aby poznać obce stosunki. Bez ważnego powodu nie wypadało panującemu opuszczać swego kraju, wydawać dużo pieniędzy, obciążać skarb państwa, zawsze więc znalazła się jakaś przyczyna, mogąca usprawiedliwić kosztowne pielgrzymki. Raz książę ślubował, że złoży exvotum w jakimś świętym miejscu z powodu, że morowa zaraza ustała, innym razem zakończona wojna była przyczyną pobożnej podróży.
Niccoló także nie spoczywał, ale w rok po wyprawie do Ziemi Świętej pielgrzymował do Loretto i zawiesił tam model Ferrary zrobiony ze srebra. Jakie szaty kazał wtedy przywdziać swym dworzanom, o tym milczą dzieje, natomiast wiemy, że gdy jeszcze tego samego roku (19 czerwca 1414) odbywał pielgrzymkę do relikwii św. Antoniego we Vienne, w Dauphine towarzyszyło mu dwudziestu czterech dworzan w jasnozielonych ubraniach. Gdy przybył do Francji, „kobiety kochały się w nim bardziej niż we własnych mężach", dodaje kronikarz. Z Vienne udał się do Mont-Saint-Michel w Normandii, a z powrotem doczekał się przecież jakiejś niezwyczajnej przygody. W górach Piemontu zrobił Manfredo del Carreto, markiz de Ceva, przydrożny rycerz, na Niccola zasadzkę i uwięził go wraz z całym otoczeniem spodziewając się wielkiego okupu. Ale hrabia sabaudzki dowiedział się o tym i wysłał oddział wojska, który uwolnił Niccola i wziął rycerza-rabusia do niewoli. Markiz de Ceva głową przypłacił swój zamach na pana Ferrary, a zamczysko Ceva z ziemią zostało zrównane. Gdy po tym zdarzeniu Mikołaj III wrócił do domu, to według słów Caleffiniego, taka była radość w Ferrarze, że wszyscy chorzy wyzdrowieli.
Nie była to ostatnia pielgrzymka Niccola; w Vienne tak mu się podobało, że w r. 1434 znów pojechał do tamtejszego św. Antoniego, w 1435 r. zaś udał się do św. Anuncjaty we Florencji, gdzie zostawił exvotum z wosku, przedstawiające dużego konia, za którego zapłacił artyście pięćdziesiąt florenów.
Markiz był typem tych ludzi Odrodzenia, u których zbrodnia i skrucha dziwnie się ze sobą łączyły. Skrucha trwała jednak krótko, a nieokiełzana niczym gwałtowność i popędliwość charakteru szalały na powrót przy pierwszej zdarzonej sposobności. Brak wszelkiej etyki i rzetelnej moralności cechował wszystkich, religia była piękną formą, odziedziczonym zwyczajem, bardzo często pokrywą zbrodni, złotymi ramami,
oprawiającymi obraz najpospolitszych orgii ludzkich namiętności. Odprawił pielgrzymkę do Ziemi Świętej, do św. Jakuba z Compostelli i sądził, że jest człowiekiem cnotliwym.
Mikołaj III przejęty był jeszcze tradycjami kultury francuskiej, jak wspomnieliśmy, nie umiał po łacinie, a Donato widocznie zwątpił, aby jego uczeń kiedykolwiek mógł rozumieć klasyczny język, gdyż mu przetłumaczył dwa dzieła: Petrarki książkę O sławnych ludziach i Boccaccia rozprawę O sławnych kobietach na język włoski. Najulubieńszą literaturą Mikołaja i całego esteńskiego dworu były romanse francuskie, Istorie francesi, a najlepszym tego dowodem, jak dalece przejmowano się owymi rycerskimi opowieściami, było częste dawanie dzieciom imion bohaterów z cyklu Karola Wielkiego albo Okrągłego stołu, jak Meliaduse, jak Ginewra, Rinaldo, jak Isotta itd. Mikołaj lubował się w pięknych księgach francuskich, które częścią odziedziczył po ojcu, częścią kazał odpisać i ozdabiać miniaturami. W jego bibliotece znajdowały się Historia o św. Gralu, Proroctwa Merlina, Meliaduse, Lancillotto, Chronique de Saint Denis i wiele innych. Katalog książek biblioteki esteńskiej z r. 1474 wymienia aż cztery egzemplarze Lancillotta, dwa egzemplarze romansu Gutifre de Boion, dwa Historii o Aleksandrze. Niecały dwór wszakże rozumiał po francusku, dla donzel i mniej wykształconej młodzieży niedostępne były te rękopisy, większość więc rycerskiego towarzystwa z ciekawością przysłuchiwała się opowiadaniom kantastoriów, którzy przerabiali zagraniczne romanse na język włoski i przysposabiali je dla włoskich umysłów.
Biblioteka Mikołaja była już tak dużą, że markiz przeznaczył na nią osobną komnatę w Torre de Rigobollo, gdzie się także znajdowało tajne archiwum Estów. Za niego sporządzono pierwszy inwentarz rękopisów, który się do dziś dnia przechował. Do ozdabiania ksiąg miał Niccoló miniaturystów, Giovanniego Faleoni i Jakuba d'Arezzo.
Ubierano się także na dworze na sposób francuski, a sporo rzeczy potrzebnych do garderoby lub urządzenia komnat sprowadzano z Paryża lub z Flandrii. W stolicy Francji zaopatrywano się w piękną bieliznę, w Bruges zamówił Niccoló arrasy ze swoimi herbami i ze swoją dewizą, srebra stołowe najczęściej kupowano w Paryżu. Ponieważ jednak nabywanie arrasów we Flandrii dużo kosztowało, więc Niocoló założył w Ferrarze fabrykę kobierców na sposób flamandzki, która przeszło jeden wiek istniała. Z Flandrii sprowadził także śpiewaków kościelnych, którzy się stali zawiązkiem słynnego chóru, jakim się szczycił dwór ferraryjski. Dwa świetne pałace przybyły rodzinie esteńskiej za czasów Mikołaja, a mianowicie Belriguardo i Consandollo, a prócz tego markiz odrestaurował i
przyozdobił pałac Estów w Wenecji, który senat rzeczpospolitej ofiarował w r. 1382 Mikołajowi II za oddane jej sąsiedzkie przysługi. Pałac ten przechodził najrozmaitsze koleje. Po Estach kupił go w XVII wieku kardynał Aldobrandini, a następnie pod nazwą Fondaco dei Turchi, która się jeszcze do ostatnich czasów utrzymywała, służył za mieszkania i składy tureckich kupców, przyjeżdżających do Wenecji, aż wreszcie od r. 1880 przeznaczony został na pomieszczenie zbiorów Correra, z których powstało dzisiejsze Museo Civico. Ów gmach, skromnie w ostatnich czasach odnowiony, znany każdemu z podróżnych zwiedzających Wenecję, był w XIV i XV wieku świetną rezydencją Estów. Ilekroć który z członków tego rodu przybył do Wenecji, aby układać się z rzeczpospolitą albo rozerwać się w ognisku zbytku i w stolicy pięknych kortegian, mieszkał w tym pałacu. Niccolo III przebywał tam kilka razy, a najokazalej wystąpił w Wenecji w r. 1415, kiedy przypłynął w towarzystwie dwustu rycerzy i wziął udział w przepysznie urządzonym turnieju na placu św. Marka.
Do najświetniejszych chwil rządów Mikołaja należało przyjęcie cesarza Zygmunta w Ferrarze, w grudniu r. 1433, gdy monarcha wracał ze swej koronacji. Pasował on wtedy na rycerzy Leonella, Borsa i Ercola, a Zygmunta trzymał do chrztu. Ważniejszym jednak zdarzeniem było zebranie się w Ferrarze w r. 1437 słynnego koncylium, które miało za zadanie na nowo połączyć Kościoły grecki i łaciński, rozdzielone od r. 858, czasów Focjusza, tudzież obmyśleć środki do zwalczenia Turków, którzy zagrażali Wschodniemu Cesarstwu. Do powodów, jakie skłoniły papieża do wybrania Ferrary na siedzibę soboru, miał i ten należeć, że wówczas kwitnęło tam studium greckiego języka i że łatwiej w Ferrarze aniżeli gdzie indziej było się można porozumieć ze wschodnimi uczonymi.
Na koncylium przybył sam papież Eugeniusz IV, cesarz Wschodu, Jan VII Paleolog, Demetriusz, despota Morei, Józef patriarcha konstantynopolitański, i mnóstwo posłów i prałatów. Ani papież jednak, ani Niccolo nie byli w stanie przez dłuższy czas ponosić olbrzymich kosztów połączonych z utrzymaniem gości, koncylium więc po roku przeniesiono do Florencji, która się obowiązywała dać potrzebne na to fundusze. Zresztą zaraza nawiedziła Ferrarę, rzucając popłoch pomiędzy zgromadzonych, którzy koniecznie chcieli opuścić miasto, przestraszeni nagłą śmiercią jednego ze wschodnich biskupów. Niccolo wraz z innymi udał się także do Florencji, a w trzy lata później zmarł w Mediolanie 26 grudnia 1441 r. w czasie chwilowego tam pobytu, mającego za cel zawarcie pokoju pomiędzy Mediolanem a Wenecją. Następcą na tronie Ferrary wyznaczył Leonella, w razie tegoż śmierci — Borsa, a dopiero po nich miał tron przypaść synom prawego łoża, Ercolowi i Zygmuntowi. W testamencie wyraził się markiz
o Leonellu, że go uważa za najgodniejszego panowania, in quem praeclarissimum suum natum semper totam suam mentem et totas cogitationes locavit et fixit.
Zwłoki markiza sprowadzono do Ferrary, włożono je obnażone do trumny, stosownie do woli zmarłego, i pochowano w S. Maria di Belfiore bez wszelkiej pompy. Kondukt pogrzebowy poruszał się w nocy wśród powszechnej ciszy ulicami miasta i tylko tysiące pochodni i niezliczone tłumy ludu świadczyły o powadze chwili. Na dworze esteńskim długo zachowywano ciężką żałobą po śmierci tego niezwykłego panującego, a jeszcze w rok później ściany i meble rezydencji były pokryte czarnym suknem, a margrabiowie i wszyscy dworzanie nosili ubrania z czarnego aksamitu, czarne berety i rękawice.
Na śmierć markiza napisano bez liku epitafiów, gdyż każdy z ferraryjskich humanistów poczuwał się do obowiązku wystąpić z pochlebstwami, które dla synów markiza mogłyby być przyjemnymi. Sam Guarino ułożył aż cztery napisy na nagrobek.
Niccoló miał dużo zalet, ale zalet wynikających z dobrze zrozumianego interesu swego rodu. Nie ma silnej dynastii bez silnego państwa, o tym zawsze pamiętał i w tym duchu działał. Jednym z owych przymiotów było usilne staranie się o wzrost nauki i sztuki, sprowadzanie uczonych
i artystów, aby blaskiem otoczyć swój dwór i zadośćuczynić temu prądowi umysłowemu, który dodawał wówczas każdemu księciu powagi i wpływu. Szczególnie też dbał Niccoló o wychowanie swych synów, czemu przypisać należy sprowadzenie do Ferrary Guarina Guariniego z Werony, najznakomitszego wówczas humanisty we Włoszech, z którego przybyciem dwór Estów stał się jednym z najważniejszych ognisk humanizmu.
III
Guarini był pierwszym Włochem, który uczył po grecku. Bawił on dłuższy czas w Konstantynopolu, a powróciwszy do ojczyzny, został nauczycielem greckiego i łacińskiego języka we Florencji, Wenecji, Weronie, a wreszcie w Ferrarze. W Wenecji przyjmowano go w r. 1414 jak udzielnego księcia albo wojennego triumfatora. Ówczesny panegirysta pisze, iż zdawało się, że cesarz przyjeżdża do Wenecji, tyle ludu wyruszyło na spotkanie słynnego uczonego, a chociaż w tych słowach może być cokolwiek przesady, to przecież świadczą one o tym powszechnym zapale, jaki wówczas panował dla nowej nauki. Tradycja opowiada o Guarinim, że wracając z Grecji wiózł ze sobą dwie paki rękopisów, gdy zaś jedna z tych pak
zatonęła w morzu wskutek rozbicia się okrętu, biedny uczony posiwiał. Gdy Guarino z powodu zarazy wyjechał w r. 1416 z Wenecji do Werony, rodzinne miasto dokładało wszelkich starań, aby go zatrzymać, a nie mogąc go inaczej do Werony przywiązać, postanowiło go tam ożenić. Z pomocą matki Guarina, która w Weronie mieszkała, intryga się udała, wyswatano go z Taddeą Cendratą di Niccoli, a nieszczęśliwy humanista skarży się, że go tak uwikłano, iż dał swoją rękę ita ut manus dederim. Guarino założył tam bardzo uczęszczaną szkołę prywatną, ale z powodu powtarzającej się morowej zarazy musiał trzykrotnie przenosić się w góry do Valpolicella, gdzie jego żona posiadała jakąś realność. Niocoló d'Este skorzystał z tej sposobności, aby go ściągnąć do Ferrary, w czym mu dopomagał jego doradca, Giacomo Giglioli, który także miał synów i pragnął ich lepiej wykształcić. Oczywiście Werona nie chciała tak łatwo Guarina ze swych murów wypuścić, po dłuższych jednak układach pozwoliła uczonemu przenieść się wraz z rodziną na nową posadę.
W kwietniu r. 1429 przybył sześćdziesięcioletni już Guarino do Ferrary, ale i tam panowała zaraza, uciekł więc z miasta czym prędzej i przez ośm miesięcy musiał się tułać po wsiach ferraryjskiej ziemi, włócząc ze sobą jedenaścioro dzieci, żonę, spodziewającą się jeszcze przyrostu rodziny, i kilka sług. Co więcej, Giacomo Giglioli powierzył mu swoich synów bojąc się o ich zdrowie w Ferrarze, tak że znękany pedagog miał ze sobą cały pensjonat i cały szpital, bo część towarzystwa ciągle chorowała. Wreszcie w zimie niebezpieczeństwo minęło, Guarino zawinął w Ferrarze do spokojnego portu (1429), a jak pisze jego panegirysta:
Mansurum placida statione recepit Pacis et aligeri Ferraria mater amoris.
Guarino założył w Ferrarze prywatny konwikt, a wkrótce powierzył i mu markiz wykształcenie Leonella i kazał mu wypłacać 350 dukatów rocz nie, świetne wynagrodzenie na owe czasy. Guarino był znakomitym pedagogiemnauczycielem, pisał jednak oschle, nudno, a jego mowy i listy podobne są pod tym względem do wszystkich innych literackich utworów humanistów. W słynnym jego liście, pisanym do Leonella po śmierci Mikołaja III, przebija się owo płaszczenie się przed nowym księciem, które cechuje ówczesnych dworskich pismaków. Co nam czyni Guarina wielce sympatycznym, to ów zapał do greckiej kultury, owego ideału ludzkości, o którego odzyskanie trzeba było walczyć tak, jak krzyżowcy walczyli o grób Chrystusa. Dla Guarina i dla pierwszych humanistów Grecja była ziemią świętą, ziemią obiecaną.