niehonorowo, nieuczciwie, nie sądzimy. Wszystkie ówczesne panie, jak Renata, jak przez jakiś czas Colonna, jak królowa Nawarry, podpisywały się „bardzo posłusznymi córkami" Stolicy Apostolskiej, ale mimo to starały się wszelkimi sposobami wprowadzić reformy „dla dobra religii i Kościoła". Granice pomiędzy tym, co Kościół pozwala, a herezją, były jeszcze bardzo niewyraźne.
Po życzliwości, jaką papież księżnie okazywał, nie było właściwie powodu trzymać Renaty niejako na rekolekcjach w Consandolo, wszak sama Stolica Apostolska uwolniła ją od wszelkich podejrzeń o herezję. Wypadało więc, aby księżna zamieszkała znowu w Ferrarze, a w tym celu trzeba było usunąć Ponsa. Do tego dzieła zabrał się też Ercole bardzo energicznie. Cierpiał on go dotąd ze względu na Franciszka I, ale nareszcie i pyszałkowatości, i intryg francuskiego szpiega było mu za wiele, prosił więc Renatę, aby go ze swego dworu oddaliła, tym bardziej żeFrancuz rozsiewał o księżnie rozmaite plotki. Renata odmówiła wprawdzie temu żądaniu, ale państwo Pons, nie czując się już dość bezpiecznymi w Ferrarze, cichaczem uciekli do Wenecji. Franciszek I robił wprawdzie przedstawienia księciu, że zasługi Ponsa źle wynagradza, ale Ercole, zamiast odpowiedzi na królewskie listy, kazał zagrabić sprzęty i ubrania Ponsów, pod pozorem, że Żydzi, wierzyciele znienawidzonych Francuzów, roszczą sobie prawo do nich. Pani Pons umarła wkrótce po wyjeździe z Włoch, Pons ożenił się po raz drugi z Marią de Monchenu, szczerą katoliczką, i pod jej wpływem został aż zanadto wiernym synem Kościoła, gdyż jako francuski gubernator w Saintonge najokrutniej prześladował protestantów.
Po wyjeździe pani Pons potrzebowała Renata towarzyszki, więc się udała do królowej Nawarry, aby jej przysłała jaką zastępczynię. Królowa wybrała panią de La Roche, którą, jak mówił Brantóme, bardzo było czuć Lutrem. Pomimo że tej pani dano przy wyjeździe z domu przestrogę, aby w Ferrarze nie miała ani ust, ani oczu, ani uszu, La Roche wdała się niebawem w intrygi i całemu dworowi stała się wstrętną tak, że Ercole musiał ją odesłać do Francji po sześciomiesięcznym pobycie we Włoszech. Po tym zawodzie nie szukała już Renata daleko damy honorowej, ale wybrała sobie na miejsce pani de La Roche Olimpię Moratę, która już od kilku lat należała do jej dworu. Olimpia była córką humanisty ferraryjskiego, Pellegrina Morata, który zwyczajem ówczesnych profesorów przybrał sobie jeszcze łacińskie imię Fulvio. Przez jakiś czas, jeszcze za Alfonsa I, był on nauczycielem młodszych jego synów, Hipolita i Alfonsa, musiał jednak emigrować z powodu, że się skłaniał ku naukom Lutra. W r. 1534 pozwolił mu Ercole powrócić, ale Morato bynajmniej
się nie zaparł swoich reformatorskich idei, owszem, w domu jego w Ferrarze gromadzili się wszyscy nieprzyjaciele papiestwa. Do głównych przyjaciół Morata należał Curion, także literat-humanista, heretyk, człowiek bardzo zdolny i wyjątkowo miłego obejścia. Był on dobrze widzianym na dworze Renaty i jemu zawdzięczała Olimpia, dziewczyna niepospolitego wykształcenia, że ją przyjęto na dwór księżnej. Mając lat piętnaście pisała już Olimpia wybornie po włosku, mówiła po łacinie i po grecku, tłumaczyła Homera i Wirgiliusza, układała wiersze, a przede wszystkim zyskiwała sobie wszystkich swą dobrocią i skromnością. Początkowo powołała ją Renata jako towarzyszkę swej najstarszej córki, Anny, a później oddała jej kierownictwo nauk dwóch młodszych córek, Lukrecji i Leonory. Księżniczki uczyły się klasycznych języków, od czasu do czasu musiały bronić, wobec ścisłego koła uczonych, tez filozoficznych, a Olimpia dawała im do czytania Retoryką Arystotelesa, dzieła Ptolomeusza, Cycerona, Owidiusza, a z nowszych autorów pisma Erazma Rotterdamskiego i sprowadziła dla nich z Wenecji sfery Proclusa i globus, un mappamondo. Olimpii pomagał w kształceniu księżniczek humanista Sinapius, a później Franciszek Porto, mnich, który się bardzo skłaniał do reformy. W czasie swej dworskiej służby wyszła Olimpia za mąż za niemieckiego uczonego Grunthlera, ale mimo to pozostała dalej u dworu i zajmowała się kształceniem księżniczek. Nigdy wszakże nie zaniedbywała własnych studiów, czytywała starożytnych filozofów, a po dłuższym rozmyślaniu doszła do zupełnego sceptycyzmu. W słynnym swym późniejszym dziele, w Dialogach, spowiada się, że z czasem opanowała ją zupełnie niewiara, że przekonaną była, iż światem rządzi przypadek, i że nie wierzyła w Boga. Czytanie Biblii wróciło jej wprawdzie wiarę, ale jeszcze bardziej oddaliło od Kościoła rzymskiego. W początkach roku 1548 ojciec Olimpii ciężko zachorował, stroskana córka musiała dwór opuścić i wróciła dopiero za kilka miesięcy, w chwili kiedy księżniczka Anna wychodziła za mąż za księcia d'Aumale. Zaledwie jednak na nowo zaczęła uczyć Lukrecję
i Leonorę, została niespodziewanie wydaloną z dworskiej służby, a nikt nie mógł się nawet domyślić powodów tej raptownej niełaski. Renata, zazwyczaj bardzo miłosierna, nie pozwoliła nawet biednej kobiecie zabrać rzeczy, które Olimpia przywiozła ze sobą do zamku, i dopiero po wielkich prośbach i za wstawieniem się Lawinii delia Rovere kazała jej wydać jedną starą suknię. Ta twardość serca dziwne rzuca światło na charakter Renaty, bo jak się z tego faktu okazuje, była ona nie tylko upartą, ale i bardzo zawziętą. Niektórzy domyślają się, że powodem gniewu Renaty było to, że Olimpia bardziej się skłaniała do nauk Lutra aniżeli Kalwina, dzisiaj jednak w tej mierze nic pewnego powiedzieć nie można. Oczywiście, że położenie Olimpii w Ferrarze stało się niemożliwym, musiała więc stamtąd wyjechać z powodu nieprzyjemności, jakich doznawała jako wyrzucona z dworu. Odjechała z mężem do jego rodzinnego miasta, do Schweinfurtu w Niemczech, gdzie ją tragiczne czekały losy. Zaledwie tam przybyła, rozpoczęli biskupi z Wiirzburga i z Bambergu oblegać miasto, w którym się zamknął Albert Brandenburski. Biskupie wojska zdobyły miasto, zrabowały je do szczętu, Olimpia straciła całe swoje mienie i w bieliźnie tylko, uciekłszy z domu za mury miasta, musiała się z mężem błąkać po polach śniegiem pokrytych, dopóki się nie dostała do miasteczka Hameln, oddalonego o trzy mile od Schweinfurtu. W liście do Curiona donosiła, że weszła tam boso, z rozwianymi włosami, w podartym płaszczu, którego jej jakaś kobieta po drodze pożyczyła. Wskutek przeziębienia zapadła na zdrowiu i wkrótce, 7 listopada 1555, w Heidelbergu umarła.
VIII
Tymczasem idee reformatorskie coraz to bardziej szerzyły się w północnych Włoszech, a głównymi ogniskami nowego ruchu stały się Ferrara, Modena i Mirandola. Ruch ten wychodził z Północy, z Niemiec i Francji, i różnił się już bardzo od reformatorskich dążności teatynów, od ideałów neapolitańskich kobiet, od kapucyńskich dążności. Z Niemiec zaczęły napływać najprzód książki, później, około roku 1520, przyjeżdżali ludzie. Zakonnicy, których Rzym wysyłał na Północ, aby działali przeciw reformie, wracali najczęściej do Włoch przejęci doktrynami Lutra. W Ferrarze spotykali się zwolennicy niemieckiego mnicha ze zwolennikami Kalwina, a podczas gdy pierwsi podnosili sztandar rewolucyjny przeciw papieżowi, nie chcąc zresztą naruszać istniejących politycznych stosunków, drudzy demokratyzowali reformę, podżegali lud przeciwko książętom.
Mimo to kalwiniści nie umieli poruszyć szerszych kół ludności, ich doktryny bowiem były zimne, pedantyczne, nie przemawiające do imaginacji. We Włoszech miały też nauki Lutra więcej powodzenia, gdyż głównie były skierowane tylko przeciw nadużyciom Kościoła, ale nie naruszały podstaw społeczeństwa. Książęta bowiem włoscy byli zanadto związani materialnymi interesami z Rzymem, aby sobie życzyć obalenia papiestwa, a lud słuchał wprawdzie z przyjemnością obelg wymierzanych przeciw zakonnikom i biskupom, ale na myśl mu nie przychodziło walczyć przeciw papieżowi.
Ruch reformatorski ograniczył się więc tak w Ferrarze, jak i w innych miastach Włoch północnych do klas zwanych dzisiaj „inteligencją", do profesorów, literatów, zakonników, którzy się stali niewiernymi swoim przepisom, i do wykształconych kobiet.
Renata była otoczona „heretykami". Jej lekarz nadworny, Jan Sinapius, profesor uniwersytetu, Celio Curione, obydwaj przyjaciele Olimpii Moraty, tudzież Chilian Sinapius, który się ożenił z damigellą księżnej, Franciszką Bucyronią, wszyscy byli gorącymi zwolennikami reformy. Do najciekawszych osobistości należał Celio, uczeń Melanchtona. Był on dwudziestym trzecim synem Giacoma di Chieri i Garlotty Montrolier, damy dworu księżniczki Bianki di Sawoia. Bardzo wykształcony, wymowny, miły w obejściu, wcześnie się dostał w Turynie do więzienia, ponieważ w kościele, w chwili kiedy jakiś dominikanin niestworzone rzeczy wymyślał na Lutra, zawołał: „kłamiesz!" Niedługo wszakże był zamknięty, gdyż z wielką zręcznością uciekł z więzienia, po czym przechodził najrozmaitsze koleje, a zapoznawszy się w Wenecji z Pellegrinem Moratem, pojechał z nim do Ferrary, gdzie wkrótce stał się ulubieńcem Renaty. Nie mógł tam jednak długo bawić, ścigany bowiem przez Sant' Officio, musiał się schronić do Szwajcarii, pod skrzydła Bullingera, jednego z przywódców reformatorskich w Zurychu. Renata jednak utrzymywała z nim ciągłe listowne stosunki, a nawet przesyłała na jego ręce wsparcia dla prześladowanych kalwinistów.
Pod wpływem tych osobistości, stojących blisko Renaty, był nawet lekarz samego Ercola, Angelo Manzollini, autor jakiegoś poematu satyrycznego przeciwko papieżowi, nadto Lilio Giraldi, kronikarz, pochlebca domu Estów, a przede wszystkim Marcantonio Flaminio, człowiek wielkich zdolności, który wszakże zmieniał swe religijne zapatrywania i raz był kalwinistą, raz zagorzałym katolikiem. Na dworze księżnej przebywał zresztą zawsze jeszcze ów Francuz poeta, Leon Jamet, który pomimo że umiał sobie pozyskać łaski Ercola, był z przekonania reformatorem. Kilka wreszcie wybitnych kobiet, jak Lawinia delia Rovere, wnuczka
Juliusza II, jak hrabina Julia Rangone di Bentivoglio, gorąco popierały cały ten ruch kalwiński. Prześladowany w Niemczech reformator, Alciat, schronił się do Bolonii, a następnie do Ferrary, skąd pisał 7 lipca 1540, że „w tym niebie ferraryjskim" zastał nadzwyczaj wykształcone towarzystwo, że tam nie prześladują nowatorów i że mu w Ferrarze daleko lepiej aniżeli w Bolonii.
W porównaniu z Modeną była Ferrara jeszcze spokojnym ogniskiem reformatorów. W Modenie niejaki Paolo Ricci zupełnie otwarcie miewał heretyckie kazania i doszedł do wielkiego wpływu. Mała Mirandola, siedziba Piców, stała się także przytułkiem zwolenników Lutra i Kalwina, gdyż hr. Gabotto bardzo ich popierał, a Renata posyłała mu tych Francuzów hugonotów, którym w Ferrarze groziło niebezpieczeństwo. Tym ruchem zaniepokojono się wreszcie w Rzymie, a osobliwie postępowanie profesorów uniwersytetu ferraryjskiego wywołało wielkie zgorszenie. Przysłano też inkwizytorowi tamtejszemu formularz „oświadczenia", które winni byli podpisać profesorowie podejrzani o sprzyjanie reformie. W tym dokumencie wyrzekali się oni wprawdzie wszelkiej herezji, ale czcza formalność na nic się nie przydała, rozprawy religijne i agitacje heretyckie trwały dalej, a osobliwie w licznych „akademiach" rozbierano najdrażliwsze kwestie religijne.
Paweł III wezwał wreszcie Ercola, aby z całą energią wystąpił przeciw temu zgorszeniu, ale książę, zapewne ze względu na Renatę, odpowiedział, że zarzuty Stolicy Apostolskiej są zanadto ogólnikowe, że przysłane mu pismo nie przytacza żadnych faktów, które by mu mogły posłużyć za podstawę do jakiegokolwiek ściślejszego dochodzenia, że zatem prosi o wymienienie osób, przeciw którym mógłby wdrożyć dochodzenie. Wskutek tego zasięgnął papież bliższych szczegółów od inkwizytora w Ferrarze, a po niejakimś czasie uwiadomił księcia, że sama Renata jest obwinioną o utrzymywanie na swym dworze dwóch heretyków, a mianowicie florentyńskiego literata, Brucciolego, i greckiego mnicha, Franciszka Porto. Bruccioli był tłumaczem bardzo rozpowszechnionego wydania Biblii, którą spalono publicznie w Wenecji jako heretycką, pomimo że była poświęconą Franciszkowi I i Renacie. Samego tłumacza zaś skazano na grzywnę pięćdziesięciu skudów. Gdy się Bruccioli przed sędzią tłumaczył, że tak wysokiej grzywny nie będzie mógł zapłacić, gdyż nie posiada ani grosza, sędzia zauważył, że oskarżony potrafi znaleźć pieniądze, jeżeli tylko zechce. „W takim razie — odpowiedział Bruccioli — zróbcie tak, abym znalazł sto skudów, to mi zostanie pięćdziesiąt skudów, których bardzo potrzebuję." Sędzia miał zresztą słuszność, gdyż ową grzywnę cichaczem zapłaciła Renata.
Francesco Porto był Grekiem z Krety, przez dłuższy czas nauczycielem młodych księżniczek, a pomimo iż się bardzo ukrywał ze swymi religijnymi przekonaniami, nie ulegało wątpliwości, że sprzyjał reformie.
Ten sam więc papież, który niedawno bronił Renatę przed nagabywaniami inkwizytora, pisał teraz bardzo energiczne listy do księcia żądające, aby skłonił swą małżonkę do zmienienia postępowania wobec heretyków. Ale książę, który wówczas w lepszych był stosunkach z Renatą, tłumaczył kurii rzymskiej, że gwałtowne działanie żadnego nie wywrze wrażenia i tylko księżnę rozjątrzy, że zmianę w jej postępowaniu potrzeba pozostawić czasowi i rozumnej perswazji. Papież może mieć do niego zupełne zaufanie, jako do człowieka, który dużo w życiu poświęcił dla dobra Stolicy Apostolskiej, że i w tym wypadku postąpi, jak interes Kościoła będzie wymagał. Ercole miał słuszność, gdy bowiem papież skłonił ambasadora francuskiego w Rzymie, pana Gye, aby pojechał do Ferrary i imieniem kurii rzymskiej poczynił Renacie przedstawienia, księżna jak najgorzej przyjęła owego posła i oświadczyła, że cnotliwe życie, jakie prowadzi, jest dostateczną obroną przeciw wszystkim, którzy by ją poniżyć chcieli.
Jezuici w Ferrarze byli jednak niezadowoleni z postępowania Renaty i posyłali ciągle do Rzymu niepokojące sprawozdania, donosili, że księżna nie chodzi do kościoła, że się nigdy nie spowiada, że nie tylko sama nie pości, ale i swoim dworzanom pościć nie pozwala. Ercole zapewne żałował, że sprowadził jezuitów do Ferrary i że ich wspierał na każdym kroku, gdyż teraz był zmuszony łagodzić ich zanadto energiczne postępowanie. Wystarał się też w Rzymie, aby zamianowano inkwizytorem w Ferrarze fra Girolama Pepina z Lodi, człowieka, który w duchu sprzyjał reformatorom i był skłonnym do spokojnego, pojednawczego działania. Stosunki mimo to się zaostrzyły, głównie z powodu sprawy heretyka Fannia, którego z polecenia inkwizycji uwięziono w Bagnacavallo na ferraryjskiej ziemi i przyprowadzono do Ferrary. Fannio Fannino był rodem z Faenzy, w młodym jeszcze wieku stał się przeciwnikiem Kościoła rzymskiego, publicznie głosił reformatorskie nauki i wskutek tego został po raz pierwszy uwięziony. Zrozpaczona uboga rodzina wystarała się o jego uwolnienie i wymogła na nim, aby stosownie do woli inkwizytora, wyparł się publicznie swoich zasad. Fannino to uczynił, ale później tak się wstydził słabości swego charakteru, że bez względu już na wielkie niebezpieczeństwo, na jakie się narażał, rozpoczął na nowo agitację przeciw Kościołowi i w Romanii pozyskał sobie wielu zwolenników. Był to człowiek wielkiego talentu i nadzwyczaj wymowny, inkwizycja uważała go zatem za jednego z najszkodliwszych nowatorów i kazała go spalić na stosie.