którzy brali udział w Sacco di Roma, w owym zbrodniczym niszczeniu wiecznego miasta, i że obecnie pielgrzymują skruszeni, w pokorze, aby tam, na świętym miejscu, odpokutować za swe niegodne czyny. Loyola wysłał także i do Ferrary najzręczniejszych swoich towarzyszy: Francuza Claude Jay, Rodrigueza i kilku innych, aby tam miewali kazania na placach publicznych i zjednywali ludność dla swych dążności. W Rzymie wzbudzała zrazu „Compania di Jezus" wielką nieufność, osobliwie Caraffa był jej nieprzychylny, już i z tego powodu, że występowała pod protekcją kardynała Contariniego, będącego przedstawicielem łagodniejszego, więcej humanitarnego kierunku w odrodzeniu Kościoła. Caraffa przewidywał, że ten nieznany Hiszpan, Loyola, stanie się niebawem ważną osobistością w katolickim świecie, jego współzawodnikiem w walce z reformacją. Przewidywania kardynała okazały się słuszne, gdyż hiszpański żołnierz-asceta prześcignął go swą rozwagą, znajomością ludzkich słabości, nie namiętną, ale powolną, skuteczną pracą. Loyola nie prowadził zrazu ludzi na stos, ale całym subtelnym systemem stosowanej psychologii i wychowaniem młodzieży w myśl swoich zamiarów zmieniał społeczeństwo na korzyść Kościoła. Toteż kontrreformacja niesłychanie wiele zawdzięczała kompanii Jezusowej, podczas gdy inkwizycja, ulubione dzieło Caraffy, przynosiła jej tylko szkodę, gdyż wzbudzała swymi okrucieństwami nienawiść w społeczeństwie, postępując wbrew wszelkim tradycjom ducha włoskiego narodu, który do walk religijnych nie miał skłonności. Inkwizycja zresztą nikogo nie przekonywała, owszem, po niedługim działaniu ośmieszała się tylko swymi wyrokami lub tworzyła męczenników badawczej, sceptycznej umiejętności. Spaliła Cecca d'Ascoli, ponieważ wszedł na drogę krytyki przyrodniczej, skazała na stos Giordana Bruna, ponieważ podobną rewolucję, jak Kopernik w astronomii, chciał przeprowadzić w filozofii, a byłaby ten sam los zgotowała Galileuszowi, gdyby się już nie bała okryć śmiesznością. Wyrok, który inkwizycja wydała na Galileusza, skazując go na więzienie i na odmawianie przez trzy lata z rzędu siedmiu psalmów pokutnych za to, że w książce swej Dialogo su' due massimi sistemi del mondo Tolemaico e Coperniciano utrzymywał, iż się ziemia obraca, a słońce stoi, wytrącił z rąk Sant' Officio berło, którym ta władza chciała zawładnąć ludzką kulturą. Cały ten pochód gwałtownej, namiętnej reakcji pociągnął za sobą najsmutniejsze skutki nie tylko dla kultury, ale' i dla religii, bo roznamiętniał umysły przeciw Kościołowi i budził niewiarę. Tam, gdzie owa reakcja zwyciężyła, zostawały gruzy, Włochy cofnęły się w oświacie na czas dłuższy, Hiszpania zamarła, francuskie królestwo, stłumiwszy hugonotów, ugrzęzło w niemoralności i zbytku.
Ale ani gorejące stosy, ani zamachy na wolność myśli ludzkiej nie zdołały zgnieść tego kierunku badania, dociekania, który Odrodzenie roznieciło, a śmiało rzec można, że ów wyrok na Galileusza stał się napisem na słupie granicznym pomiędzy kulturą wiary a epoką kultury sceptycyzmu, który się stał cechą charakterystyczną nowożytnych społeczeństw. Groźna reakcja ratowała Kościół, ale zabijała wiarę. Gdyby Renata była żyła za czasów Katarzyny Sieneńskiej, byłaby swą fanatyczną chęcią poprawy Kościoła stała się jedną z najdzielniejszych podpór kurii rzymskiej, ponieważ jednak miała nieszczęście żyć za panowania Pawła III i Pawła IV, popchnięto ją do przeciwnego obozu. Sant' Officio pociągnęło przed swój trybunał inkwizycyjny najszlachetniejsze postacie religijnego ruchu włoskiego, dawnych członków kongregacji del Divino amore, a sama Wiktoria Colonna byłaby musiała przejść przez męczarnie procesu inkwizycji i skończyć może w więzieniu, gdyby jej śmierć nie oszczędziła rzymskim terrorystom tej „nieśmiertelnej" hańby.
Niewypowiedzianą klęską stało się dla społeczeństwa katolickiego, że reforma rzymskich stosunków odbyła się pod wpływem hiszpańskim, a nie ściśle włoskim. Naród hiszpański, najgwałtowniejszy, najmniej tolerancki z romańskich ludów, wybił na wszystkich swoich działaniach piętno pewnej brutalności, która zamiast łagodzić jątrzyła, zamiast goić nowe zadawała rany. Gdyby nie duch hiszpańskiej bezwzględności, niejedna secesja byłaby oszczędzona papiestwu, a nade wszystko wiara w miłosierdzie i humanizm rzymskiego Kościoła nie byłaby zachwianą w szerokich kołach ludzkości. Odnowienie jednak inkwizycji na hiszpańskich podstawach i ciągłe wpływy hiszpańskie, narzucane potęgą Karola V, tak sterroryzowały szlachetnych włoskich mężów Kościoła, jak Contarini, Giberti, a osobliwie Giovanni Morone, który posiadał w wysokim stopniu zalety potrzebne do kierowania uzdrowieniem Kościoła, że mężowie ci, pełni dobrej woli, musieli ustąpić z pola walki lub poddać się kierunkom hiszpańskim, a skutkiem tego zabrakło całej akcji ducha pojednawczego; społeczeństwo katolickie rozdzieliło się na fanatyków i nieprzejednanych. Dla ludzi myślących spokojnie, dla rozsądnych, zabrakło chwilowo miejsca.
VII
W dziesięcioletnim pożyciu z mężem miała Renata pięcioro dzieci, ale z czasem zaczął Ercole swoje monstrum zaniedbywać i zawiązywać coraz to nowe stosunki miłosne. Oczywiście, że Francuzki, będące w otoczeniu Renaty, bardzo pilnie donosiły do Paryża o niewiernościach księcia, a osobliwie gniewał je stosunek Ercola z ich rodaczką, panią de Noyanf, żoną dworzanina Renaty. O stosunku tym dużo nawet mówiono na dworze francuskim, a poseł ferraryjski w Paryżu Terruffini musiał z tego powodu dużo złośliwych nasłuchać się uwag. Raz panny dworskie królowej Eleonory tak się przed nim rozsierdziły na panią de Noyant, iż pełne gniewu zaczęły wymyślać, że gdyby ta zbrodniarka wpadła im w ręce, to by ją spaliły na wolnym ogniu, posiekały w kawałki i, na domiar zemsty, oczy jej wyłupiły. Ercole miał kilkoro nieślubnych dzieci, a pomiędzy innymi jego synem był literat Lodovico Trotti. Sława księcia jako niebezpiecznego uwodziciela tak się ustaliła, że o mało iż jej raz życiem nie przypłacił. W r. 1546 skłonił on siostrę weneckiego patrycjusza, Gian Paola Manfrone, aby wyszła za mąż za jakiegoś Ferraryjczyka niskiego stanu. Manfrone podejrzywał księcia, że małżeństwo to ułożył tylko w tym celu, aby było pokrywą niedozwolonego z nią stosunku, i chciał go z zemsty zamordować. Zamach się nie udał, książę kazał schwycić Monfrona i wtrącił go do więzienia, gdzie biedny Wenecjanin dostał pomieszania zmysłów.
Francuscy autorowie, podnosząc zalety Renaty, powiadają, że księżna bardzo była wyrozumiała na niewierność męża, że nawet jadała czasem obiad w towarzystwie tej pani Noyant, której dworskie panny tak nienawidziły. Z czasem jednak stosunki pomiędzy małżeństwem bardzo się zepsuły, zwłaszcza że Ercole był nieraz szorstkim i przykrym dla księżny, do czego niemało się przyczyniały jej względy dla ludzi podejrzywanych o herezję. Nie dziw więc, że serce Renaty gdzie indziej szukało pociechy. Zięć pani de Soubise, Pons, był wzorem grzecznego, ujmującego francuskiego dworzanina, bardzo przy tym przystojny, nadawał ton elegancji w Ferrarze. Przez sześć lat jego tam pobytu zawiązał się pomiędzy Renatą a nim stosunek, który nie przechodził wprawdzie granic przyjaźni, ale przecież nosił bardzo serdeczny charakter. Rzecz się długo ukrywała i dopiero, „jak zwykle, dowiedział się Ercole o sentymencie swej żony z przejętych listów".
W roku 1539 przyznał wreszcie Paweł III rodowi Estów posiadanie Modeny i Reggio, do których to miast, jak widzieliśmy, kuria rzymska rościła sobie pewne prawa, ale papież kazał sobie za to ustępstwo
zapłacić bezzwłocznie ośmdziesiąt tysięcy dukatów, a następnie przesyłać Stolicy Apostolskiej roczny trybut siedmiu tysięcy dukatów, tudzież dostarczać dworowi papieskiemu dwadzieścia tysięcy worków soli z Comacchio. Gdy się stary kasjer Estów, Girolamo Giliololo, o tych układach dowiedział, wpadł w taką rozpacz, że głośno wymyślał na Ercola, wykrzykiwał, że ojciec księcia raczej byłby Rzym zawojował i zdobył, aniżeli zapłacił tak olbrzymią sumę, i pieniędzy wydać nie chciał. Gdy go zaś Ercole zmusił do otworzenia kasy, stary ciężko ze zmartwienia zachorował. Ugoda ta, wiążąca Estów jeszcze silniej niż dawniej z kurią rzymską, źle była widzianą we Francji, która, nic Estom nie pomagając, zawsze pragnęła mieć ich swymi sprzymierzeńcami. Ercole, nie chcąc więc zupełnie zrywać z Franciszkiem I, postanowił wysłać Ponsa do Paryża, aby króla trochę ułagodził. Franciszek I lubił Ponsa, więc jego wybór zdawał się Ercolowi odpowiednim. Rzeczywiście Pons się dobrze sprawił, ale w czasie jego nieobecności zawiązała się pomiędzy nim a Renatą korespondencja, która się Ercolowi wydawała za częstą. Renata pisywała swe listy w tajemnicy, nad ranem, kiedy jeszcze cały dwór spał, a przekupiwszy pocztmistrzów w pobliskich miastach, nie przypuszczała, aby jej korespondencja mogła się dostać w niepowołane ręce. Pisała codziennie, spowiadając się niemal ze swych czynności, ortografia listów była wprawdzie błędna, ale sposób pisania nadzwyczaj żywy, miły i zajmujący. Dwa z tych listów, które się zachowały w archiwum esteńskim, tchną szczerym uczuciem. Renata zawsze nazywa Ponsa swym dzieckiem, mon enfant, a niektóre ustępy pisze nawet szyframi. Opowiada między innymi, że ze swoimi damigellami jeździ prawie codziennie konno na spacery, że mąż chciał z nią raz jeść kolację, ale ona mu odmówiła tej przyjemności pod pozorem, że już była spóźniona godzina, że raz z nudów odwiedziła Laurę Dianti, kochankę zmarłego księcia Alfonsa. W bardzo wdzięczny sposób maluje mu dziecinę, którą pani Pons właśnie powiła, synek ma usta zupełnie do ojca podobne i tak małe, że ziarno grochu by się w nie nie zmieściło, a oczy pełne słodkiego wyrazu, zupełnie jak ojciec. Pocałowała je aż trzy razy. Renata zdaje także Ponsowi bardzo dokładnie sprawę o jego małym piesku, który w nieobecności swego pana jest jej największym przyjacielem, sypia w jej ramionach, a z zazdrości pisać jej nawet nie pozwala. Pons może być o niego spokojnym. Renata pilnuje, aby go rano i wieczór wyczesano i wyłapano mu pchełki de le faire etoiller et epuceter tous les soirs et matins. Jeżeli piesek był zazdrosny o Renatę, to księżna jeszcze więcej okazywała zazdrości o Ponsa. Zdawało się jej, i nie bez powodu, że jej damigella, Diana Ariosti, kocha się w nim, więc jeden z jej listów przejęła. List zajmujący i serdeczny, w którym piękna Włoszka
przyznaje wprawdzie, że nie umie ortografii, ale i bez tej sztuki ludzi uczonych zdoła bardzo gorąco swe uczucia wyrazić i narzeka, że bez Ponsa nie ma w życiu wesela. List ten zaniepokoił wprawdzie Renatę, ale, jak się zdaje, niewiernostki Ponsa nie zakłóciły jej stosunku do ulubionego dworzanina.
Gdy Ercole z przejętych listów dowiedział się o czułostkach swej żony dla pięknego Francuza, przyjął tę wiadomość dość spokojnie, nie dał po sobie poznać, że śledzi Renatę, i starał się tylko pod rozmaitymi pozorami Ponsa w Paryżu zajmować i jego powrót do Ferrary zwlekać. Półtora roku więc trwało oddalenie Ponsa, a gdy sentymentalny dworzanin wrócił wreszcie w połowie roku 1540 do Ferrary, nie zastał już tam Renaty. Przezorny Ercole wysłał ją na małe wygnanie do Consandolo, do zamku Estów, leżącego w niezdrowym położeniu, nad gnuśnymi wodami Comacchio, gdzie oprócz ptaków w ogrodzie i węgorzy w morzu, żadnego innego nie miała towarzystwa. O potrzebach jej duszy o tyle Ercole nie zapomniał, że dodał jej za kapelana bardzo zręcznego księdza Franciszka Richardot, dworaka o ujmujących pozorach, który wprawdzie dawniej we Francji był zwolennikiem Kalwina, ale obecnie do najzagorzalszych liczył się katolików. Richardot miał widocznie polecenie od księcia, aby nawrócił Renatę na rzetelną katolicką wiarę, ale widząc, że serce Renaty więcej lgnie ku Genewie aniżeli ku Rzymowi, nie chciał się jej narażać i zamiast w katolickiej wierze, utwierdzał ją w naukach Kalwina, radząc tylko, aby ze względu na księcia i na jego stanowisko wobec kurii rzymskiej, zachowywała obrzędy i pozory religii katolickiej. Namawiał ją, aby chodziła na mszę i przyjmowała komunię, ale nie wierzyła w skuteczność kapłańskiego rozgrzeszenia. Kalwin znał widocznie dobrze Richardota, gdyż powiedział raz o nim, że jego słowa tyle są warte, co skrzeczenie sroki. Dwuznaczne rady kapłana nie zaspokajały jednak sumienia Renaty, odniosła się więc za pośrednictwem pani de Pons z końcem roku 1541 do Kalwina, który jej napisał bardzo długi list przestrzegający przed Richardotem, zachęcał do wytrwałości i odwagi, gdyż ludzie bojaźliwi podobni są do umysłowych kalek. Genewski mistrz przysłał jej także swoją rozprawę, De la Cene de notre Seigneur, streszczającą jego nauki. Pismo Kalwina wielkie wywarło wrażenie na Renatę, od tego czasu przestała chodzić do kościoła i spowiadać się.
W czasie kiedy Renata najzupełniej była przejęta naukami Kalwina, przybył 2? kwietnia 1543 r. papież Paweł III do Ferrary. Wyjechał on z Rzymu na spotkanie się z Karolem V, który właśnie wylądował w Genui. Chciał uzyskać u cesarza nadanie księstwa mediolańskiego swemu synowi Pier Luigiemu albo swemu wnukowi Oktawowi. Starania te nie
odniosły pożądanego skutku, ale będąc już w Bolonii, przyjął papież zaproszenie Ercola do Ferrary tym chętniej, że dwojaki miał cel, aby tam pojechać: po pierwsze, chciał u Ercola zaciągnąć pożyczkę w sumie pięćdziesięciu tysięcy skudów, a po wtóre, rad był zobaczyć córki Renaty, z których jedną przeznaczył już w myśli dla swego wnuka, Orazia Farnese. Na przyjęcie papieża Renata zjechała do Ferrary, udała się do Pawła III w pysznej lektyce, w towarzystwie siedmdziesięciu panien ze znakomitych ferraryjskich rodzin, ubranych w czarne suknie ze srebrnymi haftami, na koniach, mających także czarno-srebrne rzędy. Kalwinka, heretyczka ucałowała pantofel papieski, a Paweł III obdarzył ją kosztownym diamentem i kwiatem lilii, zrobionym z diamentów wartości tysiąca pięciuset talarów. Ażeby dogodzić jej życzeniom, pozwolił nadto papież, aby zakonnica Suranna opuściła klasztor augustianek, zamieszkała w pałacu księżnej i uczyła jej córki haftować. Na każdym kroku okazywał jej papież swą łaskę, tak dalece, że chcąc ją uwolnić od prześladowań inkwizycji w Ferrarze, wydał brewe, którym poddawał ją pod bezpośrednią protekcję samego papieża i wielkich inkwizytorów Sant' Officio. Renata otrzymała więc zupełnie wyjątkowe stanowisko wobec inkwizycji Jako powód łaski papieskiej podawało brewe szczególną pobożność Renaty i udowodnioną szczerość jej wiary, wskutek której księżna zasługiwała, aby żyła w spokoju i nie była wystawiona na niepotrzebną kontrolę władz inkwizytorskich. Ani więc inkwizytorzy w Ferrarze i w Bolonii, ani biskupi, ani legaci papiescy nie mogli pod karą klątwy papieskiej wdawać się w jej religijne sprawy. Brewe to wydanym zostało na prośbę ambasadora francuskiego w Rzymie, bez wiedzy Ercola, było przeciw niemu skierowane, ponieważ nie okazywał dość względów w swym postępowaniu wobec córki króla Francji. Głównym jednak powodem łask papieskich była chęć ujęcia sobie Renaty, aby nie odmówiła ręki swej córki, Anny, Horacemu Farnese, któremu to związkowi Ercole był przeciwny. Książę wiedział, że pokrewieństwo z papieżami nie zawsze przynosi dość korzyści za życia papieża, z którym się wchodzi w stosunek pokrewieństwa, a po jego śmierci zawsze się staje szkodliwym. Co więcej, Orazio był papieskim bastardem, a więc nie dość znakomitym pretendentem do ręki córki domu Estów. Gdy więc Paweł III chciał stanowczej odpowiedzi co do owego związku Anny d'Este z jego wnukiem, Ercole zaczął pod różnymi pozorami zwlekać ostateczną decyzję i zawsze umiał jakąś nową przeszkodę wymyślić, dopóki papież nie umarł.
Czy Renata, okazując swą uległość papieżowi i starając się o powyższe brewe, chciała podejść Stolicę Apostolską i czy w ogóle postępowała