Dwór w Ferrarze (Chłędowski Kazimierz) str. 34

Sponsorzy:


alt
alt
alt
 
z wiatrem te talary, które mu śp. ojciec pozostawił, gdyż go papież i cesarz oskubią według swej woli" — le Pape et l'Empereur le plumeront a leur vouloir. Ercole oddał się teraz zupełnie cesarzowi, postanowił popierać politykę cesarską i zerwać z Francuzami.
Podczas gdy książę przechodził do obozu cesarskiego, pani Soubise w jego nieobecności prowadziła na własną rękę politykę Ferrary, a pragnąc osłabić wrażenie, jakie sprawiła we Francji podróż Ercola do Neapolu, wymyśliła podróż Renaty do Francji, do Lyonu, gdzie bawił Franciszek I. Gdy się Ercole w Rzymie dowiedział o tej intrydze, wrócił natychmiast do Ferrary i stanowczo się oparł temu projektowi, a nawet listy Franciszka I, zapraszające Renatę do Lyonu, na nic się nie przydały; Ercole odpowiedział szorstko, „że we Włoszech jest zwyczajem, aby matka dzieci pilnowała, a nie bawiła się w podróże, zwłaszcza że uciążliwa droga do Francji przez góry i niespokojne kraje mogłaby zaszkodzić słabemu zdrowiu Renaty". Panią Soubise zmusił zaś Ercole, mimo oporu Renaty, do natychmiastowego wyjazdu, tak że francuska intrygantka już dwudziestego marca 1536 roku opuściła krainę żab i komarów. Księżna hojnie ją na drogę obdarzyła, sprawiła jej wygodną lektykę i dała gotówką 3500 lir.
Przymusowe rozstanie się z panią Soubise głęboko dotknęło Renatę, miała ona z tego powodu wielki żal do męża, przez dłuższy czas po wyjeździe towarzyszki nie wychodziła ze swoich pokoi, nie chciała nikogo widywać i żyła tylko w towarzystwie francuskich panien.
Wyjazd pani de Soubise nie uwolnił jednak Ercola od niebezpiecznych Francuzów, pozbycie się ich nie było tak łatwą rzeczą, jak mu się zdawało. W ostatnich miesiącach swego pobytu w Ferrarze sprowadziła tam pani Soubise, imieniem Renaty, poetę Klemensa Marota, który z powodu tak zwanej affaire des Placards musiał z Francji uciekać. W październiku roku 1534 poprzylepiano w Paryżu na murach Luwru plakaty znieważające religię, wymyślające na msze św., a śmiałość heretyków doszła do tego stopnia, że plakaty te podrzucono nawet w pokojach królewskich w Blois. Marota, który piastował godność d'un valet de chambre du Roi, podejrzywano, że także należał do sprawców tych obelg religii, więc poeta, nie chcąc być spalonym na stosie, jak kilku innych współwinnych, czym prędzej wyjechał z Paryża i schronił się do królowej Nawarry. Ale Margeryta bała się obrazić brata, Franciszka I, i niechętnie dała przytułek heretykowi. Wtedy Marot skorzystał z zaproszenia pani de Soubise, przybył do Ferrary ze swym piętnastoletnim synem, z przyjacielem poetą, Lyonem Jamet, i kilkoma innymi literatami i teologami, wygnanymi również za herezję z ojczyzny.
 
Ów arcykatolicki dwór Estów stał się ogniskiem francuskich emigrantów, związanych z Lutrem, walczących przeciw papieżowi i rozsiewających niewiarę. Ercole nie wiedział zrazu, kim jest Marot, myślał, że taki sam Francuz jak wielu innych, którzy go trapili, i dopiero poseł ferraryjski w Wenecji ostrzegł go w sierpniu 1535 roku, że Marot należy do zwolenników Lutra, że z tego powodu został z Francji wygnany i że „łatwo mógłby wprowadzić do Ferrary ową zarazę, której Pan Bóg, Pan nasz, sobie nie życzy". Ale książę jeszcze się nie bał owej zaalpejskiej choroby, jeszcze nie miał wyobrażenia o doniosłości reformatorskiego ruchu i ograniczył się na tym, że kazał Marotowi i jego towarzyszom złożyć przyrzeczenie, iż będą żyć w Ferrarze jako dobrzy chrześcijanie. Poeta zresztą zaraz na wstępie starał się pochlebiać tak księżnej, jak i Ercolowi w wierszach im poświęconych. Do Renaty rozpoczął swą rymowaną epistołę pochwałą ferraryjskiej ziemi:
En traversant ton pays plantureux, Fertile en biens, en dames bien heureux, Et bien seme de peuple obeyssant, Le tien Marot (filie de Roy puissant) S'est enhardy, voir et a proteste De saluer ta noble Majeste.
Marot cieszył się już dość głośnym nazwiskiem we Francji z powodu swych poezyj, pełnych kadzideł dla dworskich piękności, miał lat czterdzieści, był mały, brzydki, ale głęboko przekonany, że wszystkie kobiety się w nim kochają, umiał zresztą jowialnością i zabawnymi opowiadaniami ludzi sobie ujmować. Za młodu opiewał w Paryżu wdzięki Diany de Poitiers, następnie składał hołdy Małgorzacie, siostrze Franciszka I, która go umieściła na królewskim dworze, brał udział w wyprawie włoskiej w r. 1525, a wzięty pod Pawią do niewoli, dzielił losy swego króla. Wróciwszy do Francji został jednak uwięziony wskutek podejrzenia o herezję, a przyczyną tego uwięzienia miała być Diana de Poitiers, która go znienawidziła. Jego przyjaciel, Lyon Jamet, potrafił swymi stosunkami uwolnić go z więzienia, ale niebawem obydwa narazili się dworowi i wskutek „plakatów" musieli z kraju uciekać. Renata mianowała Marota swoim sekretarzem z płacą dwustu lir rocznie, z czego poeta tak był zadowolonym, że w jednym ze swych epigramów dał wyraz swojej uciesze. I mógł być zadowolony, gdyż to sekretarstwo nie wkładało na niego żadnych obowiązków, a przez cały czas służby u Renaty nie napisał podobno dla niej ani jednego listu. To mu się jednak zdawało, podobnie jak wielu innym dworskim poetom, zupełnie naturalnym, gdyż za książęcą
 
nourriture odwdzięczał się swoją ecriture. Jak tylko Marot przybył do Ferrary, zakochał się w pani de Pons, a gdy niewiele doznał u niej wzajemności, zwrócił swe afekty do zalotnej Renaty, drugiej córki pani de Soubise. Kobiety go lubiły, korzystał też z tych sympatyj, aby w nie wszczepiać swoje religijne idee, których był gorącym krzewicielem. Przede wszystkim starał się Renatę „nawrócić" na swoją wiarę, co nie było trudnym, gdyż księżna wierzyła we wszystko, co z Francji pochodzi, a nieporozumienia z mężem jeszcze ją bardziej przywiązywały do rodzinnych wspomnień. Renata była wychowana wolnomyślniej aniżeli Ercole i całe jego otoczenie, z mężem nie mogła swobodnie rozmawiać o rzeczach religijnych, gdy przeciwnie, przed Marotem i innymi Francuzami wynurzała się ze swych wątpliwości i krytykowała papieża i religijne obrzędy. Była ona w ogóle poważnego usposobienia, nauki od dzieciństwa bardzo ją zajmowały, przede wszystkim zaś matematyka i astrologia, a bardzo żywy jej umysł przystępnym był dla wszelkich nowych idei i pochłaniał je z całym zapałem. Brantóme w swym dziele Vie des dames illustres opowiada, że Renata mogła gruntownie rozprawiać o wszystkich gałęziach wiedzy, nawet o astrologii. W Paryżu jeszcze poznała Ferraryjczyka Antonia Brasavolę, wówczas ambasadora esteńskiego, który tam wobec Wielkiego zgromadzenia uczonych i innej publiczności bronił stu tez z rozmaitych gałęzi umiejętności. Niebawem też stał się dwór Renaty ogniskiem ludzi przeciwnych Kościołowi katolickiemu, a płomień w tym ognisku podniecał głównie Marot. Poeta nie był teologiem jak Kalwin lub Luter i nie chodziło mu tak dalece o filozofkzno-teologiczne zasady, ile o wolność sumienia. Duch wolności buntował się w nim przeciw kościelnemu uciskowi, przeciw tym uczonym paryskiej Sorbony, przeciw „sorboniquerom", jak ich nazywał, którzy zakazywali nawet czytać po grecku i hebrajsku, obawiając się, że krytyka Biblii i Ojców Kościoła może doprowadzić do herezji.
Est deffendu qu'on ne voyse allegant Hebrieu ny Grec, ny Latin elegant Disant que c'est langage d'heretiques.
Gdy się miało urodzić trzecie dziecko Renaty (1535), Marot napisał do niej wiersz pełen werwy i siły, w którym przepowiada przyszłej dziecinie, że będzie miała życie trudne, gdyż natrafi na walkę rozpoczętą contre ignorance et sa troupe insensee. Poeta wypierał się wprawdzie związku z niemieckimi protestantami, mówił, że z Lutrem nie ma nic wspólnego, ale natomiast był przejęty ideami Kalwina, które zagrażały wszelkim formom zewnętrznym Kościoła katolickiego i uważały mszę za instytucję pogańską.
Pobyt Marota w Ferrarze i całego zastępu tych Francuzów-heretyków, jak Jamet, la Planche, Cornilau, Bouchefort, Pons, Boutiers, nie mógł nie zwrócić uwagi duchowieństwa, które tak z Ferrary, jak z Bolonii donosiło do Rzymu o niepokojących zebraniach na dworze Renaty. Kilku kardynałów pisało do Ercola, aby w jakikolwiek sposób położył tamę temu gorszącemu ruchowi, gdyż papież wiedząc, co się dzieje w Ferrarze, nie mógłby ścierpieć, aby właśnie w państwie podległym kurii rzymskiej krzewiono wrogie Kościołowi idee.
 
III
Ferrara była zresztą od dawna co do panującego tam ruchu umysłowego źle widzianą w Rzymie. Na tamtejszym uniwersytecie i w kołach ludzi uczonych panował jeszcze za czasów Ercola i Alfonsa I duch bardzo liberalny i jak widzieliśmy, kwitły tam szczególnie matematyczne i astrologiczne studia. Z północy przyjeżdżało dużo szkolarzy, wskutek czego wymiana myśli pomiędzy Niemcami, Francją a uniwersytetem ferraryjskim/była bardzo żywą.
Kardynał Hipolit poznał na Węgrzech i sprowadził do Ferrary około roku 1518 Jakuba Zieglera, słynnego niemieckiego astronoma, a poprzednio, z początkiem wieku, doktoryzował się Kopernik w Ferrarze, wówczas, kiedy dobiegały do kresu ostatnie chwile renesansowej wolności myślenia i pisania. Już w roku 1521 rozkazał Alfons wskutek przedstawień inkwizytora bolońskiego zrobić rewizję u wszystkich księgarzy i drukarzy w Ferrarze, czy nie mają książek przeciwnych wierze, a w kilkanaście lat później został spalony Cecco d'Ascoli, ponieważ zajmował się badaniem przyrody. Kto wie, czy i Kopernika nie byłby ten sam los spotkał, gdyby nie był poświęcił swej książki osobistości, której nazwisko go zasłoniło, Pawłowi III. Ale w tych ostatnich chwilach wolności myśli ludzkie gwałtownie wrzały i burzyły się. Pietro Pomponazzi, słynny filozof, który najprzód wykładał na uniwersytecie w Bolonii, a następnie do roku 1510 w Ferrarze, zaprzeczał nieśmiertelności duszy. Kwestia ruchu ciał niebieskich zajmowała umysły. Ferraryjski profesor i wielki uczony, Celio Calcagnino, bronił swych sławnych tez o ruchu ziemi, do których, jak się zdaje, posłużyła mu wiadomość o odkryciach Kopernika .
 
Sława uniwersytetu w Ferrarze, jako ogniska matematycznych i astronomicznych studiów, tak się ustaliła, że Paweł III rozpoczynając reformę kalendarza, ukończoną później pod rządami Grzegorza XIII, powołał do grona uczonych, którzy tą kwestią mieli się zajmować, także profesora ferraryjskiego, Insoniego.
Życie naukowe zajmowało także Renatę, która, uważając swe wiadomości z astrologii za niedostateczne, wezwała Łukasza Gaurico, neapolitańskiego uczonego, profesora ferraryjskiego uniwersytetu, aby ją wprowadził w tajniki swej tajemniczej wiedzy. Gaurico był znanym ze swych astrologicznych przepowiedni, które mu nie zawsze na dobre wychodziły, gdyż Bentivoglio kazał mu dać trzy cięgi powrozem za niekorzystną wróżbę o swoim rodzie. W łaskach u Renaty był także inny, bardzo rewolucyjnie usposobiony profesor uniwersytetu, Palingenio Stellato (Manzoili), a w Rzymie wywołało to wielkie zgorszenie, gdy ten uczony poświęcił Renacie swoją książkę Zodiacus vitae, w której w najsprośniejszych wyrazach rzucał się na zakonników, papieża zwał poganinem, a Lutra mścicielem wiary. Że Renata z pewną przyjemnością tego rodzaju książkę przeglądać musiała, tego dowodzi jej Livre d'heures, przechowana w bibliotece modeńskiej, w której jedna z miniatur przedstawia jakiegoś kardynała, jak w obecności papieża zbiera talię kart, i mnichów grających w kości. Podczas gdy papież z kardynałem tak się zabawiają, w głębi obrazka widać, jak płomienie buchające z ziemi obejmują przepyszny kościół, na którego posadzce leży zegar wskazujący ostatnią godzinę, koniec czasów.
Postępowanie i stosunki Renaty z nieprzyjaciółmi Kościoła musiały powszechną zwrócić uwagę i niemałą być troską dla Ercola.
 
IV
Pani Soubise, pani Pons i Marot sądzili, że Renata już dostatecznie się przejęła, duchem reformy i że przeto czas nadszedł, aby sprowadzić do Ferrary Kalwina, z którym potajemnie w ciągłych byli stosunkach, i rozpocząć działanie we Włoszech na większe rozmiary. Kalwin skończył właśnie swoją głośną rozprawę Christianae religionis Institutio z przedmową do króla Francji, w której chciał przekonać monarchę, jak błędnymi
 
drogami postępuje prześladując reformatorów religii. Wpływ jego w Szwajcarii, w Sabaudii i we Francji rósł coraz bardziej, coraz więcej uczniów gromadziło się koło nowego apostoła. Do Ferrary przybył on z jednym z najwierniejszych swoich uczniów, z kanonikiem Tillet, i przybrał tam obce nazwisko, aby mógł w skrytości działać. Renata przyjmowała go w wielkiej tajemnicy, w nocy, obdarzyła pieniędzmi, a w dłuższych rozmowach takie powzięła do niego zaufanie, że odtąd na zawsze zostawała już pod jego wpływem.
Zwolennicy Kalwina trzymali się tej taktyki, aby w miejscowościach, w których już wielu liczyli przyjaciół, w czasie kościelnych uroczystości, a przede wszystkim w Wielki Tydzień i Wielkanoc, wpadać do kościołów, sprawiać zamieszanie, deptać sprzęty kościelne, a jeżeli ludność, która oczywiście pierwej już była pozyskana, nie stawiała oporu, zaprowadzać tam zaraz nową religię.
Jeżeli się tego rodzaju napad nie udał, sekciarze uciekali, często nie bez bolesnych pamiątek.
Zdaje się, że w kole ferraryjskich przyjaciół Kalwina uważano już chwilę za odpowiednią, aby w kościele wywołać rozruch i z zamieszania skorzystać. W Wielki Piątek bowiem, gdy śpiewano Passie w jednym z głównych kościołów, w chwili gdy kapłan podawał krzyż do pocałowania zgromadzonym wiernym, młody Francuz Gianetto, którego także Marot przywiózł ze sobą, zaczął głośno bluźnić „przeciw takiemu pogaństwu" i wyszedł z kościoła. Czy wskutek tego przyszło do jakiego zaburzenia, nie wiemy. Gianetto był śpiewakiem dworskim i prowadził życie bardzo niemoralne, tak że go chciano kilkakrotnie z Ferrary wydalić, ale na wstawienie się Renaty znów go w służbie zatrzymano.
Po gorszącym zajściu w kościele kazał książę Gianetta zaraz uwięzić, a wskutek wdania się inkwizytora, wzięto go w drugi dzień Świąt Wielkanocnych na tortury, chcąc się dowiedzieć, czy miał wspólników. Gianetto wymienił kilku dworzan Renaty, a gdy ich chciano uwięzić, zasłaniali się tym, że są poddanymi króla francuskiego, widząc jednak, że ich wymówki nie na wiele się przydadzą, pouciekali z Ferrary, zapewne za radą osób blisko księżnej stojących. Na tym się jednak całe zajście nie skończyło, Gianetto stał się powodem bardzo żywej akcji dyplomatycznej. Renata gorąco się za nim ujęła, rozesłała natychmiast posłańców do króla, do Lyonu, do królowej Nawarry, do posła francuskiego w Wenecji, żądając ujęcia się za uwięzionym, a natomiast Ercole zdał sprawę do Rzymu o całym zajściu. Wdanie się Renaty o tyle skutkowało, że ambasador francuski w Wenecji zażądał od Ercola wydania młodego przestępcy jako poddanego francuskiego, ale książę bardzo stanowczo odmówił temu