nie namówiono Renaty, by go prosiła o ułaskawienie spiskowca, chcąc więc temu zapobiec, nie namyślał się długo, ale kazał uciąć głowę więźniowi, zanim Renata przybyła do Modeny. W ten sposób usunięta drażliwą kwestię i Alfons nie mógł być narażony na niespełnienie życzeń swej synowej.
Według dawnego niezbyt zaszczytnego zwyczaju ludność włoska rabowała po wyjeździe znakomitych gości całe urządzenie, wszystkie przedmioty, które służyły do ich przyjęcia. Nie chcąc gorszyć francuskich gości tego rodzaju rabunkiem, ogłosił gubernator modeński zakaz, aby się nikt nie ważył uprowadzić mulicy, na której Madama wjedzie do miasta, albo wynieść jej lektyki, albo rozdzierać na kawałki jej baldachimu, lub zabierać broni do jej dworzan należącej, gdyż sam książę ma zamiar rozdzielić te rzeczy pomiędzy młodzież, aby uniknąć ludzkiej obmowy.
Uroczystości, bale, wyścigi, turnieje trwały dziesięć dni, ale prawdziwej uciechy w tym wszystkim nie było, gdyż kraj zaledwie otrząsł się z wielkiego nieszczęścia, z morowej zarazy, a nędza w mieście była tak wielka, że ubodzy w czasie tych festynów zalegali ulice wołając lilości, gdyż z głodu umierają, i nie było dnia, w którym by pod portykami nie znajdywano trupów ludzi z nędzy ginących. Festyny zakłócił zresztą ponowny zamach na życie Alfonsa. Rzym nie spoczywał: legat papieski w Bolonii wysłał już podczas uroczystości modeńskich jakiegoś Paola Luzzesco, aby urządził zasadzkę na księcia, wracającego z Modeny da Ferrary, i tam go zamordował. Alfons nie wyjechał jednak w dzień do wyjazdu przeznaczony i zamach został odkryty.
Obydwaj Estowie, ojciec i syn, niezmordowani byli w staraniach, aby pierwsze dni pobytu Renaty we Włoszech sprawiły na nią jak najprzyjemniejsze wrażenie. Ferrara należała wówczas do większych miast w Europie, liczyła sześćdziesiąt tysięcy mieszkańców, tyle ile Rzym za Leona X, nie mogła jednak równać się z Paryżem, który zaczynał już być najświetniejszą stolicą. Obawiali się więc Estowie, aby ich miasto nie sprawiło na Renacie i na jej otoczeniu smutnego wrażenia, i dlatego starali się ciągłymi festynami uprzyjemniać jej te pierwsze dni pobytu na obcej ziemi. Alfonso był wdowcem, a ponieważ ferraryjski zamek nie miał pani domu, przeto sprowadzono markizę Izabelę z Mantui, aby przyjmowała Francuzkę. Ponieważ po niedawnej zarazie morowej mnóstwo rodzin było w żałobie i miasto wskutek tego smutny przedstawiało widok, rozkazał Alfons, aby na czas karnawału wszystkie rodziny bez wyjątku ubierały się w barwne suknie, a na spotkanie Renaty wyszły w świątecznych strojach nad rzekę. Kto by nie wydawał okrzyków radości na widok
przyjeżdżającej następczyni tronu, podlegał karze pięciu skudów. Niewątpliwie więc Renata u wstępu do Ferrary musiała mieć niezwykle dobre wyobrażenie o żelaznych piersiach ludności.
W pierwszych tygodniach pobytu synowej w Ferrarze urządzał Alfonso kawałkaty, bale i rozmaite inne rozrywki, najwspanialej jednak wypadło zakończenie uroczystości, a mianowicie festyn, który Ercole wydał na podziękowanie ojcu za jego trudy i pełne miłości przyjęcie Renaty. Uroczystość zaczynała się od przedstawienia Cassarii Ariosta, ponieważ jednak księżna nie rozumiała po włosku, więc wątpić się godzi, czy się tym teatrem dobrze ubawiła. Następujący jednak po przedstawieniu bankiet przechodził wszystko, co się w tej mierze kiedykolwiek w Ferrarze widziało. Sam główny stół był już wart widzenia. Dwadzieścia pięć dużych figur z cukru, przedstawiających prace Herkulęsa, z daleka zwracało na siebie uwagę, a cóż powiedzieć o srebrnych zastawach, o olbrzymich kandelabrach ze świecami z białego wosku, o niezliczonej ilości półmisków z zimnymi potrawami, którymi stół był ubrany. Na pierwsze danie wniesiono przy odgłosie trąb dziesięć potraw po dwadzieścia pięć półmisków, a podczas gdy je obnoszono, śpiewała madonna Dalida z akompaniamentem wybornego kwartetu. Następnie sześć, mówię, sześć razy przynoszono po dziesięć potraw i po dwadzieścia pięć półmisków. Razem więc podano siedmdziesiąt potraw, a podczas każdej serii półmiskowej inny przygrywał koncert. Nadto sławny hiszpański błazen przyjechał na dromaderze, aby swymi żartami rozweselać gości. Po wetach, nie objętych powyższą kuchenną statystyką, wniesiono olbrzymi pasztet, w którym się znajdowały podarunki dla uczestników bankietu: kolany, bransolety, kolczyki, ozdoby do beretów, wszystko wartości dwustu pięćdziesięciu skudów.
Na biedną Renatę, słabego zdrowia, zmęczoną, musiały te kilka tygodni przymusowych festynów przygnębiające robić wrażenie. Od tych stołów, uginających się pod ciężarem potraw, dziwnie odbijał pałac, który jej przeznaczono na mieszkanie. Cały gmach znajdował się w takim opuszczeniu, że księżna musiała jednej nocy czym prędzej uciekać z sypialnego pokoju, gdyż sufit groził zapadnięciem. Francuzki, które z Renatą przyjechały, nie miały dość czarnych barw do opisania Ferrary. Jedna z nich donosiła do Francji, że Ferrara jest wielkim śmieciskiem, zbiorowiskiem pcheł i pluskiew, z dodatkiem niezliczonej ilości komarów, gdzie koncert żab i kruków słychać całymi nocami. Pomimo czternastu panien honorowych i mnóstwa francuskiej służby, Renata czuła się bardzo osamotnioną i tak obcą wśród nowego otoczenia, że nawet nie miała ochoty uczyć się po włosku. Cała ta paryska kolonia wraz z samą księżną sądziła w swej francuskiej zarozumiałości, że jest czymś wyższym od
Włochów i ofiarą polityki. Co więcej, Renata sama nie uważała się za włoską panującą, ale niejako za wysłannicę króla francuskiego, za dyplomatkę, która na swym nowym stanowisku miała wspierać interesa Francji.
Jeżeli te interesa kazały nienawidzieć papieża, Renata była nieprzyjaciółką Rzymu, jeżeli król francuski nie był zadowolony z księcia Ferrary, Renata stawała się prawie nieprzyjaciółką własnego męża, wiązała się z jego wrogami i wspierała ich, gdzie mogła. Mimo nienawiści do papieża trzymała się jednak na razie bardzo ściśle wszelkich przepisów religijnych, była zabobonną, nosiła zawsze pod ubraniem sznurek, którym się miał przepasywać św. Franciszek a Paulo; z Chartres kazała sobie przysłać dwie koszule, zrobione na sposób, w jaki była uszyta koszula Matki Boskiej, przechowywana w skarbcu tamtejszej katedry. Te pozory przywiązania do rzymskokatolickiej wiary nie przeszkadzały, że zaraz w początkach swego pobytu w Ferrarze zaczęła wspierać i protegować francuskich wychodźców, hugonotów. Wskutek tego dwór jej stał się przytułkiem emigrantów i rósł w nieskończoność. W roku 1529 miała blisko dwieście osób do utrzymywania, w otoczeniu jej znajdowało się czterech sekretarzy, siedm panien honorowych, trzech kapelanów i trzech kleryków, dwóch śpiewaków kościelnych, sześć panien pokojowych, sześciu kamerdynerów, trzech tapicerów, lekarz, aptekarz, cały sztab służby stajennej, kuchennej i kredensowej. Utrzymywanie tej armii kosztowało 50 909 lir rocznie. Najważniejszą osobistością tej francuskiej kolonii była pani de Soubise, towarzyszka Renaty. Anna Bretońska umarła, kiedy Renata miała zaledwie trzy lata, i poleciła na łożu śmierci opiekę dzieciny pani de Soubise, pochodzącej również z Bretanii. Soubise stała się odtąd nieodstępną towarzyszką księżniczki, w Ferrarze zaś jej złym duchem: nie dozwalała jej przejąć się interesami księstwa i pilnowała, aby Renata na każdym kroku pamiętała o tym, że jest pionierem francuskiego wpływu we Włoszech. Nie pozwalała jej nawet ubierać się na sposób portugalski, jak się wówczas powszechnie we Włoszech noszono, ale namówiła ją, aby nosiła suknie francuskie „bardziej przyzwoite i bardziej wcięte".
Przechodzące wszelkie granice wydatki na dwór i na „biednych Francuzów", którzy się zewsząd do Renaty garnęli, stały się początkiem nieporozumień pomiędzy małżeństwem, zwłaszcza że pani de Soubise buntowała księżnę przeciw mężowi. Ercole, widząc ten wpływ szkodliwy, chciał koniecznie odesłać francuską ochmistrzynię do Francji, ale nie było to tak łatwą rzeczą, gdyż dwór paryski uważał ją za swoją tajną dyplomatyczną ajentkę, a stary Alfons polubił zabawną Francuzkę, która go swymi dowcipami i swą żywością rozrywała.
Ercole musiał na razie cierpieć panią de Soubise, zwłaszcza że kongres
boloński, który także stanowił o przyszłości Ferrary, zwracał jego myśli i jego czynności w inną stronę. Ferrara miała w Klemensie VII również zawziętego nieprzyjaciela jak w Juliuszu II i Leonie X, papież całego swego wpływu używał na kongresie, ażeby nie tylko Ferrarę zagarnąć, ale i Modenę przyłączyć do posiadłości Kościoła. Karolowi V było jednak państwo esteńskie potrzebne do utrzymania równowagi we Włoszech, skłonił więc Stolicę Apostolską do udzielenia Alfonsowi nadal inwestytury na Ferrarę pod warunkiem, że książę zapłaci papieżowi bezzwłocznie sto tysięcy dukatów, a następnie będzie mu uiszczał trybut w ilości siedmiu tysięcy. Modena, Reggio i Rubiera miały nadal należeć do Estów jako lenna cesarstwa. Wreszcie miał papież udzielić Alfonsowi rozgrzeszenia za wszystkie winy, których się tenże dopuścił wobec kurii rzymskiej, oczywiście jeżeli książę będzie prosił o ich darowanie. Alfonso zastosował się najzupełniej do cesarskiego postanowienia, a papież wziął wprawdzie pieniądze jako „depozyt", ale nie przyjął kompromisu, pozostawiając sobie na przyszłość rozwiązane ręce. Alfons jednak faktycznie pozostał przy swych posiadłościach, a z tego powodu wielka była radość w Ferrarze i dwór się znowu nadzwyczaj ożywił. Bankiety, maskarady, komedie, moreski, turnieje, koncerty następowały prawie ciągle po sobie, literaci, uczeni gromadzili się w zimie niemal co wieczór na pokojach Ercola, tak że Ferrarę nazwano salonem Włoch.
Z panią de Soubise zaostrzyły się tymczasem stosunki. Miała ona, oprócz syna, dwie córki, z których starsza, Anna de Parthenay, zaręczoną była z Antonim de Pons, hrabią de Marennes, szlachcicem, należącym do dworu króla francuskiego. Anna bawiła przy matce w Ferrarze, de Pons we Francji, a zawarcie małżeństwa pomiędzy nimi przeciągało się, ponieważ, jak utrzymywała pani de Soubise, Ercole nie życzył sobie mieć de Ponsa w Ferrarze. Rzecz oparła się aż o króla i o papieża, który bawił wtedy w Marsylii i w dość niezwykły sposób wyraził swe względy dla „swej kochanej córki, Anny de Parthenay, pełnej cnót i nauki". Osobnym brewe z dnia 10 listopada 1533 nadał papież jej i hrabiemu de Pons, tudzież czterem innym osobom, które oni sami oznaczą, prawo wybrania sobie spowiednika mającego władzę rozgrzeszania „zabójstwa, cudzołostwa, świętokradztwa, gwałtów popełnianych na osobach duchownych (z wyjątkiem biskupów), w ogóle zbrodni wszelkiego rodzaju, jakich by się dopuszczać mogli". Papież więc przypuszczał dużo i przebaczał jeszcze więcej, a małżonkowie de Pons mogli sobie pozwalać na wiele grzechów, w przekonaniu, że im to wszystko będzie darowanym. Papież nie wiedział wówczas, a może jeszcze nie oceniał doniosłości faktu, że pani de Soubise i jej córka Anna były przyjaciółkami Jana Kalwina.
Wobec takich względów papieża nie mogło już być przeszkód do zawarcia owego małżeństwa, a hr. Pons udał się bezzwłocznie do Ferrary. Trafił on tam na powszechną radość, bo Renata powiła 22 listopada 1533 Alfonsa II, który miał zostać ostatnim księciem Ferrary. Trzymał go do chrztu arcybiskup Hipolit d'Este w zastępstwie króla Francji.
Ślub de Ponsa z Anną de Parthenay odbył się w pierwszych dniach roku 1534, Ercole nie chciał być świadkiem tej uroczystości i wyjechał na krótki czas do Wenecji. Państwo de Pons zamieszkali w Ferrarze, pani de Soubise odniosła zupełny triumf, zwłaszcza że jej zięć był prawie oficjalnym ajentem króla francuskiego.
Od niejakiego czasu Alfons pragnął zbliżyć się do Wenecji i zawrzeć przymierze z rzeczpospolitą. Podróż więc Ercola do miasta dożów miała poniekąd ten cel, a nawet później wysłali tam książęta Renatę w towarzystwie arcybiskupa Hipolita i Franciszka d'Este, aby sobie ująć możną sąsiadkę. Rzeczpospolita przyjęła świetnie córkę domu francuskiego, a doża Andrea Gritti witając ją zdjął swój beret, co było niezwykłym odznaczeniem, rada dziesięciu pozwoliła rozebrać część mostu Rialto, aby bucentaur wiozący Renatę mógł przepłynąć do pałacu Estów; tańczono, strzelano z moździerzy, oświetlono wielki kanał pochodniami, ale rząd wenecki nie chciał domyślić się, że Estom chodzi o przymierze.
II
Klemens VII i Alfons I zmarli prawie równocześnie, papież 25 września, Alfons 28 października 1534 roku. Ferrara straciła jednego z najrozumniejszych, najdzielniejszych swoich panujących, ale zarazem uwolnioną została od jednego ze swych najzaciętszych wrogów. Umierając miał jeszcze Alfons tę pociechę, że nowym papieżem wybrany został Farnese, jego przyjaciel, pod nazwą Pawła III.
Renacie zapisał Alfons „w dowód serdecznej miłości" cenny klejnot, godny jej osoby, który wykonawcy jego ostatniej woli mieli wybrać pomiędzy skarbami po nim pozostałymi.
Zaraz po śmierci Alfonsa zebrał hrabia Sacrato, Giudice de' Savii, wielką Radę i przy odgłosie trąb obwołał Ercola jego następcą. Ercole wyszedł wtedy na platformę schodów zamkowych w zupełnie białym stroju, w płaszczu zarzuconym na ramiona, w berecie ozdobnym w bogate klejnoty, po czym wsiadł na koń i objechał całe miasto mając po prawicy swego stryja arcybiskupa, a po lewej posła mediolańskiego.
Koń książęcy okryty był także białym czaprakiem i miał głowę
przystrojoną białym pióropuszem. Objechawszy miasto, zatrzymał się książę przed katedrą, zsiadł z konia, wszedł do świątyni i tam odebrał przysięgę wierności od sędziego Saviich jako przedstawiciela ferraryjskiego ludu. Do zamku wrócił już piechotą, gdyż lud, według zwyczaju, uprowadził książęcego rumaka, podarł baldachim na kawałki — wszystko na pamiątkę.
Renata tym razem zapomniała o Francji, rozczuliła się i czekała na wracającego męża, ubrana we wspaniałą suknię złotolitą z bardzo długimi, odwiniętymi rękawami, podbitą sobolowym futrem. Księżna otoczona była najpiękniejszymi swymi damigellami i stoma najznakomitszymi paniami Ferrary. Gdy Ercole wszedł na salę, rzuciła mu się na szyję, oboje się uściskali, a tak byli wzruszeni, że mieli łzy w oczach. Były to wszakże przelotne uczucia; po pogrzebie ojca, który się z wielką odbył wspaniałością, niekrępowany już żadnymi względami, Ercole rozpoczął wojnę z zatruwającymi mu życie Francuzami, tym razem już bez względu na Franciszka I, który go zawsze zawodził, nie dotrzymał żadnego przyrzeczenia i otoczył tylko całą zgrają francuskich szpiegów. Przede wszystkim chodziło mu o pozbycie się pani de Soubise. Ercole oskarżał ją, że rozsiewa uwłaczające mu pogłoski i donosi do Francji, jakoby on źle się ze swą żoną obchodził i jakoby ją chciał zupełnie pozbawić francuskiej służby. Pani de Soubise miała się również żalić przed Franciszkiem I, iż Ercole do tego stopnia jej dokucza, że każe nawet płacić cło od sukien, które sobie sprowadza z Francji. To cło kazał Ercole rzeczywiście płacić pani Soubise, okazało się bowiem, że przebiegła Francuzka na wielkie rozmiary trudniła się przemytnictwem, sprowadzając mnóstwo rzeczy z Francji na sprzedaż, pod pozorem, że je sprowadza na własny użytek: Oskarżenia te tak ubodły panią de Soubise, że na razie chciała wyjeżdżać, ale gdy dzień wyjazdu się zbliżał, poczęła się namyślać i została w Ferrarze, zwłaszcza że Ercole musiał się wybrać do Rzymu, aby u nowego papieża, Pawła III, starać się o inwestyturę Ferrary, której Klemens VII, mimo otrzymanych pieniędzy, dać nie chciał. Ale i Paweł III wszedł na tory polityki swego poprzednika, żądał pieniędzy, ale o udzieleniu inwestytury nie myślał. Znudzony targami z papieżem, Ercole opuścił niespodzianie Rzym i pojechał do Neapolu, do Karola V, który tam właśnie przybył. Cesarz przyjął księcia bardzo uprzejmie, gdyż także potrzebował pieniędzy, a po krótkich układach udzielił mu inwestyturę na wszystkie ziemie, które książę posiadał. Ercole zapłacił dużo, a część ojcowskiej gotówki przeszła tym razem do cesarskiego, a nie dopapieskiego skarbu. Francesco Rabelais, Francuz, który bawił na dworze kardynała du Bellay w Rzymie, pisał wówczas do Paryża, „że książę będzie musiał puścić