Dwór w Ferrarze (Chłędowski Kazimierz) str. 32

Sponsorzy:


alt
alt
alt
W prześlicznym języku, w barwności i plastyczności obrazów, w bystrej obserwacji przyrody leży też urok poematu Ariosta. Stał on się najpotężniejszym literackim objawem Odrodzenia. Obok Dantego nie ma dotąd we Włoszech popularniejszego niż Ariost poety, a na całym obszarze półwyspu nie ma dzisiaj rolnika, nie ma studenta, który by przynajmniej kilkudziesięciu wierszy z ukochanego Furiosa nie umiał na pamięć. W Sycylii na owych zgrabnych dwukolistych wózkach widzimy najczęściej malowane sceny z Ariosta lub Tassa, w jego oktawach, wrytych w pamięć włoskiego ludu, przechowuje się dotąd obraz rycerskiej przeszłości narodu.
Rzecz zadziwiająca, że ta mała Ferrara, to zapomniane dzisiaj państewko, wydało w pięćdziesiąt lat po Bojardzie drugi największy poemat rycerski, i że znów w pięćdziesiąt lat później pisał tam Tasso swoją Jerozolimę wyzwoloną. Orlando innamorato ukończony został w roku 1486, Orlando jurioso w roku 1532, a Gerusalemme liberata w roku 1581. Któryś z pisarzy zauważył, że w przeciągu trzech tysięcy lat powstało w ogóle pięciu wielkich poetów epicznych, a z tych dwóch przypada na małą Ferrarę. Homera wydała Grecja, Wirgiliusza Rzym, Miltona Anglia, a Ferrara Ariosta i Tassa.
Epopeja Ariosta miała olbrzymi wpływ na literatury europejskich ludów i pobudzała wielkie talenty do naśladownictwa. W XVI wieku Edmund Spenser pisał swoją Faerie Queen, w XVII Voltaire Pucellę i Wieland Oberona, w XIX Byron Don Juana. Prócz tego wyszło w XVI stuleciu kilka naśladownictw hiszpańskich poematu Ariosta. Tylko nasz Mickiewicz innymi poszedł drogami.
Pierwsze wydanie Furiosa ukazało się w roku 1515. Ów Leon X, po którym Ariosto tyle się spodziewał, a który mu tak mało dotrzymał, wydał przynajmniej bullę, mającą chronić literacką własność poety. Papież rzucał klątwę w swym piśmie na każdego, kto by przedrukowywał albo sprzedawał Orlanda bez pozwolenia autora. Sadoleto kontrasygnował papieski dokument, a biuro Bibbieny zajęło się tegoż wystawieniem i rozesłaniem na koszt autora. Dało to powód poecie do satyrycznej uwagi:
Mi fu, delia quale ora il mio Bibbiena
Espedito m'ha il resto alle mie spese.
 
Część druga
ROZDZIAŁ PIERWSZY
RENATA DI FRANCIA

I
Ferrara, Ferrara, corpo di Dio, ti avró!
„Na rany Chrystusa, będę cię miał, Ferraro!" — powiedział Juliusz II swym żołnierskim sposobem mówienia, ale marzenia wojowniczego papieża się nie spełniły. Alfons I obronił Ferrarę nie tylko artylerią, ale i swą dyplomatyczną zręcznością. Następca Juliusza, Leon X, te same miał życzenia, chociaż je wyrażał w oględniej szych słowach. Ale i ten papież umarł nie dokonawszy swoich zamiarów. Wtedy Alfons kazał z wielkiej radości wybić medal, przedstawiający pasterza wydzierającego jagnię z pazurów lwa, Leona, z napisem wyjętym z Księgi Królów: De manu Leonis.Ferrara wyszła z tych zapasów z dwoma papieżami potężniejszą, aniżeli kiedykolwiek była, jej ziemie rozciągały się od brzegów Adriatyku prawie po Genueńską Zatokę, a cesarz i król francuski starali się o przyjaźń Alfonsa. Państwa Świętej Ligi, zawartej w Cognac, Franciszek I i Florentyńczycy ofiarowali mu dowództwo swych armii, a cesarz także pragnął go mieć swym wodzem. Ucieszony Alfonso śmiercią Leona X, wysłał piętnastoletniego syna Ercola do Rzymu, aby złożył hołd nowemu papieżowi Adrianowi i starał się pozyskać jego łaski. Młodzieniec nadzwyczaj się w Rzymie podobał, papież go uściskał, objawił swe najlepsze chęci wobec Ferrary, a ojciec, uradowany, wykrzyknął: „Boże, dziękuję Ci, żeś mi dał takiego syna!" Ale też Alfonso wszelkich starań dołożył, aby tego syna dobrze wychować, ponieważ zaś sam nie miał literackiego wykształcenia i nieraz nad tym ubolewał, „że nie jest humanistą", więc chciał przynajmniej, aby Ercole był w naukach biegłym, i dał mu najlepszych nauczycieli. Chłopiec pisał też wiersze łacińskie, miał nadzwyczaj gładką wymowę i ćwiczył się we wszystkich gałęziach ówczesnej wiedzy. Gruntownie także uczył się muzyki, albowiem Alfons czytał  w jakiejś starej księdze, że Temistoklesa miano za źle wychowanego
 
człowieka, ponieważ nie umiał grać na cytrze. Uczono więc Ercola, jak pisze współczesny kronikarz, wszystkich trzech rodzajów muzyki: „enharmonicznej", „diatonicznej" i „chromatycznej", według naszych więc pojęć mógł młody Este być jeżeli już nie kompozytorem, to przynajmniej dyrygentem orkiestry. Ale nie tylko na kształcenie umysłu zwracano uwagę wychowując młodzieńca. Nikt z rówieśników nie prześcignął go w ćwiczeniach gimnastycznych, przeskakiwał on najszersze rowy, ujeżdżał najdziksze konie, bił się na szpady i władał lancą tak, że w każdym turnieju bywał zwycięzcą. Obok tych zalet był Ercole bardzo urodziwym, rosłym, silnym mężczyzną i nadzwyczaj układnym w obejściu. Ojciec wcześnie go wprawiał w sprawy publiczne, tak że i w tej mierze w młodzieńczych latach nabył już potrzebnego doświadczenia.
Dla takiego syna nietrudno było znaleźć żonę, a jak tylko Ercole skończył lat siedmnaście, zaraz zaczęto się starać o stosowną partię dla niego. Wybierać można było pomiędzy trzema księżniczkami: Małgorzatą Austriaczką, naturalną córką Karola V, Katarzyną Medycejską, która później zasłynęła jako królowa Francji, i Renatą, córką Ludwika XII i królowej Anny Bretonki. Alfons czuł się dość potężnym księciem, aby mógł prosić dla syna o rękę księżniczki krwi francuskiej. Ród Estów uważał się za starszy od królewskiego rodu Francji, gdy bowiem ten ostatni sięgał zaledwie roku 862, był Bonifazio Este, hrabia na Lucce, książę Toskany, już z początkiem dziewiątego wieku potężną osobistością. Franciszek I, panujący właśnie we Francji, kiedy się Alfonso zgłaszał o rękę Renaty dla syna, przyjął ten projekt bardzo życzliwie, gdyż spodziewał się zyskać w Estach silnych sprzymierzeńców do opanowania księstwa mediolańskiego, które posiąść było jednym z jego najgorętszych marzeń.
Układy przyszły więc szybko do skutku, a Ercole wybrał się do Francji po żonę trzeciego kwietnia 1528 z orszakiem stu pięćdziesięciu pięciu osób, w sto dziewiętnaście koni i trzydzieści siedem mułów. Orszak powiększył się jeszcze po drodze, gdyż sporo szlachty ferraryjskiej chciało towarzyszyć młodemu księciu do Paryża. Ercole jechał na Spezzię, Genuę, Savonę, aby ominąć księstwo mediolańskie i nie wpaść w ręce cesarza, który nie był zadowolony z połączenia się Estów z dworem francuskim i mógł pod jakimkolwiek pozorem zatrzymać Ercola i uwięzić.
Dwudziestego drugiego maja przyjmował Franciszek I w Saint-Germain młodego księcia, który wystąpił na tę uroczystość w przepysznym stroju na czele stu pięćdziesięciu świetnych rycerzy. Tam po raz pierwszy zobaczył Renatę, która nie sprawiła na nim zbyt przyjemnego wrażenia. Poseł ferraryjski pisał do Alfonsa, że „jak się zdaje, młody książę wolałby,
 
gdyby miał piękniejszą narzeczoną". Renata była niska, nikła, miała okrągłą twarz, małe, niebieskie oczy i bardzo małe usta, a nadto nogi od dzieciństwa wykrzywione wskutek rachitycznych cierpień. Jedyną jej ozdobę stanowiły długie włosy, ładna płeć i łono śnieżnej białości; oprócz tych zalet ciała nawet dworscy poeci innych wdzięków u niej wyszukać nie mogli. Francesco Maria delia Rovere, książę Urbino, nazwał ją un monstro, ale książę miał bardzo złośliwy język i chętnie przesadzał. „Potworem" więc nie była, ale portrety jej, zachowane w Musee Conde w Chantilly tudzież w zbiorach książąt Czartoryskich, dają nam autentyczne świadectwo, że Ercole, przyzwyczajony patrzeć na piękne włoskie kobiety, musiał doznać niemałego zawodu zobaczywszy przyszłą swą żonę. Co ją zdobiło, to żywość umysłu, un esprit tout de feu, bardzo staranne wychowanie i pewien wdzięk w rozmowie.
Ów „rycerski" Franciszek I, przyjąwszy przyszłego swego „kuzyna" z wielką wspaniałością, obiecawszy spory posag Renacie, zaczął zaraz po ślubie pożyczać od Ercola pieniędzy. Robiąc przygotowania do wyprawy lombardzkiej pragnął wydobyć od Estów na ten cel pięćdziesiąt tysięcy talarów. Biedny Ercole przeraził się, gdy zamiast spodziewanego posagu musiał jeszcze płacić za owo monstrum francuskie. Do ojca nie śmiał się już udawać o pomoc, gdyż sama wyprawa do Paryża pochłonęła trzydzieści tysięcy talarów, a za sto tysięcy dał podarunków narzeczonej. Nie wiedząc, jak sobie poradzić, sprzedał część koni, sporo drogocennych sprzętów i klejnotów, i co mógł, pozastawiał, tak że zebrał sumę potrzebną królowi. Ale Franciszek, wydawszy już za mąż siostrzenicę i mając złoto Estów w kieszeni, zaczął się targować o posag i zmniejszać przyobiecane jej sumy. Zachowywał się jak lichwiarz; zrazu obiecywał Renacie dwakroć sto tysięcy talarów i drugie tyle za zrzeczenie się matczynych praw do księstwa Bretanii, po zaręczynach dawał już tylko czterdzieści tysięcy posagu i dwanaście tysięcy rocznej pensji, pomimo że samo księstwo przynosiło rocznego dochodu przeszło dwakroć sto tysięcy talarów.
Mimo tych targów i wielkiego braku pieniędzy na francuskim dworze, uroczystości ślubne były huczne i trwały bez końca; król wydał bankiet tak wspaniały, że nawet dworzanie, przyzwyczajeni do podobnych festynów, nie mogli wyjść z podziwu. Nużące zabawy przechodziły już nawet siły państwa młodych, tak że Ercole dostał febry, a Renata uporczywego bólu głowy. Dworski poeta, Clement Marot, pocieszał ją w długim wierszu ślubnym, aby nie płakała za utratą panieńskiego wianka, gdyż jabłoń więcej warta, jeżeli rodzi owoce, a nie same tylko kwiaty.
 
Filie de roy, adieu ton pucelage,
Et toutesfoys tu n'en dois faire pleurs;
Car le pommier qui porte bon fructage
Vault mieulx que s'il ne porte que fleurs.
Marot pisał te wiersze w szczęśliwą godzinę, bo największą zasługą Renaty było pięcioro dorodnych dzieci, dwóch synów i trzy córki, czego się chyba nikt nie spodziewał po małej, rachitycznej księżnie.
W miesiąc dopiero po ślubie wybrało się młode małżeństwo do Ferrary. Francuskie otoczenie Renaty składało się ze stu pięćdziesięciu osób, orszak Ercola liczył trzysta ludzi. Cały oddział furierów jechał naprzód, aby ściągać potrzebną żywność i wyrzucać po drodze spokojnych mieszkańców z ich domów celem pomieszczenia dworu. Podróż była utrudzająca, orszak musiał przebywać Mont Cenis i Piemont, a dopiero na granicy esteńskich posiadłości czekał sam Alfons na synową, która z takim upragnieniem chciała poznać księcia, że „gdyby nie ta nadzieja, to by ze zmęczenia nie była żywa dojechała". Tak przynajmniej utrzymywał jeden z dworzan esteńskich w liście do księcia pisanym. Jakie wrażenie Renata na Alfonsa sprawiła, o tym nie mamy wiadomości, zdaje się jednak, że dobre, był bowiem później dla niej jak najlepszym ojcem i opiekunem.
Szczyt umęczenia i trudów czekał jednak Renatę dopiero w Modenie, gdzie na jej cześć urządzono uroczyste przyjęcie. Tamtejszy gubernator Giacomo Alvarotti nadzwyczajne porobił przygotowania: kazał powynosić śmiecie z miasta i kamienie, które od wieków leżały na ulicach; postarał się, aby naprawiono figury dwóch aniołów na wieży, które powinny były wybijać godziny na miejskim zegarze, ale od lat dwudziestu obowiązku swego nie spełniały; przygotował łóżka dla dwóch tysięcy osób i stajnie dla tysiąca pięciuset koni; sprowadził niesłychaną ilość żywności, a pomiędzy innymi tyle cukru i wosku, iż do przewiezienia tego ładunku potrzeba było dwanaście mułów. Zarządzenia te były potrzebne, gdyż oprócz państwa młodych, księcia Alfonsa z ogromnym dworem, mieli do Modeny zjechać: książę mediolański, markiz mantuański i oboje księstwo z Urbino.
Alfons chciał jak najświetniej przyjąć swoją synową i spełnić wszystkie jej życzenia, był jednak w tej mierze nader przezornym człowiekiem. Trzymał on w modeńskim więzieniu bardzo niebezpiecznego sąsiada: Girolama Pio di Sassuolo, który spiskował przeciw życiu księcia z namowy biskupa di Casalo, komisarza papieskiego w Piacenzy. Rzym różnych używał środków, aby uprzątnąć Alfonsa celem łatwiejszego zajęcia Ferrary i przyłączenia jej do państwa papieskiego. Otóż książę obawiał się, aby