tromba eterna rozgłaszał losy rycerzy i ich walki. Jego przyjaciele wiedzieli o tych zamiarach, a Bembo radził mu, aby swój poemat napisał po łacinie, gdyż w volgare nie miał dość wprawy pisząc w młodości wiersze tylko w klasycznym języku. Ariosto jednak rad tych nie posłuchał. Widząc, że język włoski nie jest dość wyrobionym, sądził, iż ten z poetów dobrze się zasłuży narodowi, który pierwszy poprawnie zacznie pisać w volgare. Pisać po łacinie — znaczyłoby nosić drzewo do lasu.
Lodovico miał już przeszło trzydzieści lat, gdy w roku 1506 pierwsze księgi Szalonego Orlanda ukończył. Przeczytał je swemu kardynałowi, który miał się go zapytać: Dove avete trovato, messer Lodovico, tante corbellerie? — Skąd nabraliście, panie Ludwiku, tyle bajek? To zapytanie stało się powodem mniemania, że Hipolit lekceważył poemat Ariosta. Wprawdzie potomności bardzo mało zależy na krytyce kardynała, który więcej się zajmował kobietami, końmi i polityką aniżeli literaturą, ale ze względu, że biografowie Ariosta do tych słów Hipolita pewną wagę przywiązują, należałoby je sprowadzić do tej miary, na jaką tego rodzaju sąd zasługuje. Podobną uwagę można było wypowiedzieć nie lekceważąc bynajmniej poematu. Ze tam bajek bez liku, to prawda, ale sam kardynał uznał, że to bajki niepospolite, skoro zaraz początek poematu posłał w odpisie siostrze, markizie mantuańskiej, której się rzecz nadzwyczaj podobała. Izabela podziękowała za przesyłkę listem, w którym powiada, że poemat Ariosta wielką jej sprawił radość i że czytając go przepędziła dwa bardzo przyjemne dni.
Że Ariosto chwycił się myśli, którą snuł Bojardo, rzecz prosta. Romans poety ze Scandiano miał wielkie powodzenie, odpowiadał literackim pragnieniom społeczeństwa, a gdy Bojardo swych historyj nie mógł do końca doprowadzić, gdy nadto jego język już się przestarzał, przeto każdy poeta większego talentu musiał dążyć do urzeczywistnienia ideału rycerskiej powieści. Wszak już Agostini starał się tej literackiej potrzebie zadość uczynić, ale nie miał sił po temu, społeczeństwo stojące na wysokości Odrodzenia wymagało czegoś lepszego. Zresztą świat rycerski wybornie się wówczas nadawał do tej epopei, świat ten stał już przed okiem poety w całym swym historycznym rozwoju jako całość skończona, zaczynał nawet powoli zamierać i w co innego się przetwarzać, z drugiej zaś strony istniały jeszcze warunki po temu, które pozwalały wyobrazić go sobie i odmalować w całej pełni i świetności. Wprawdzie w bitwie pod Rawenną grały już armaty Alfonsa i zapowiadały wcale inne polityczne i wojenne czasy, ale jeszcze walczył w niej młody wódz, który składając hołd miłości dla pięknej kobiety rzucał się na nieprzyjaciela z jednym obnażonym ramieniem, a nikt tego za śmieszność nie uważał.
Cavalleria — rycerstwo było jeszcze osłonięte pewną świetlaną aureolą. Gdy Karol V podczas swej koronacji w Bolonii pasował rycerzy dotykając ich głowy mieczem i wymawiając dawną formułę: esto miles — taki tłum młodzieży, pragnącej tego zaszczytu, zaczął się garnąć do cesarza, że zmęczony monarcha zwrócił się do swego otoczenia mówiąc, że mu już sił nie starczy: no puedo mas, a nie mogąc sobie inaczej poradzić, machnął szpadą w powietrzu ponad cisnącym się tłumem, wołając: Estote milites, todos, todos!, „Bądźcie rycerzami wszyscy, wszyscy!" Nieświadomie cesarz zapowiedział Don Kichota, a bawiący wówczas w Bolonii Aretino zbierał już wzory do wyśmiewania rycerstwa, pomimo że sam jak paw się nadymał, gdy mu Karol V zawiesił na szyi przepyszną kolanę.
Czy Ariosto miął w swoim romansie jakikolwiek cel polityczny i moralny i czy cała kompozycja ma wewnętrzną jedność, oto dwa pytania, o które od dawien dawna spierają się wszyscy krytycy Ariosta: Voltaire, Guinguene, Settembrini, De Sanctis, Rajna, Carducci, Monnier, każdy z nich stara się inaczej wyjaśnić te zagadnienia. Sam fakt wszakże, że znakomici ludzie, którzy się nad poematem Ariosta głębiej zastanawiali, nie mogli z łatwością powyższych pytań rozwiązać, najlepszym jest dowodem, że w Szalonym Orlandzie prawie nie ma jedności i że niewyraźne są cele poematu. O coś, co jasne, nikt się nie spiera.
Jeżeli się nie przystępuje do czytania epopei Ariosta z myślą, aby konieczne dopatrzeć się w niej jakiegoś celu, czy to politycznego, czy moralnego, to się wierzy temu, co sam poeta w swej przepysznej początkowej strofie powiedział, że „śpiewa o kobietach, rycerzach, o zbrojnych czynach, o miłości, kortezji i odważnych wyprawach".
Le Donne, i Cavalier, l'arme, gli amori,
Le cortesie, 1'audaci imprese io canto...
Chce on dać wierny obraz rycerstwa, zabawić czytelników. Poeta idzie tylko za artystycznym popędem swego ducha, chce oddać to, co jego wyobraźnię uderzyło, na czym się jego umysł wykarmił. Wyraźniej jeszcze niż w tym wierszu wypowiedział Ariosto myśl swoją w liście pisanym do weneckiego doży, prosząc go o pozwolenie drukowania Szalonego Orlanda. Zapewniał tam dożę, „że długą pracą w bezsennych nocach ukończył swój romans dla zabawy i uciechy signorów, pań i ludzi wykwintnego umysłu" — per spasso e ricreazione de' Signori e persone di animo gentile e madonne i „że w nim opisuje rozmaite historie o miłości i o czynach wojennych, pragnąc, aby je każdy mógł czytać z przyjemnością".
Przedstawić świat rycerski w całej pełni i piękności form, rozwinąć uczucia, które tym barwnym światem władają, a przede wszystkim
uczucia honoru i miłości, wymalować całość na tle przepysznej natury — to był właściwy cel Ąriosta. Nie polityka więc, nie cele moralne pobudziły geniusz poety, ale wewnętrzny prąd umysłu, który każe tworzyć i zużytkować talent wrodzony. A ponieważ Ariosto tworzył przejęty kultem piękna, szczerze i z zapałem, więc wlewał w poemat całą swoją duszę, a jego jestestwo, jego wyobrażenia o współczesnych stosunkach, o polityce, o kobiecie i rodzinie odbiły się same przez się wyraźnie w przedziwnych strofach, chociaż poeta z góry tego nie zamierzał. Pomimo niezmiernej obiektywności w stylu i przedstawieniu rzeczy wyrobił się przeto w poemacie cel sam przez się, a jedność fantazji, jedność geniuszu opromieniła całe dzieło jednakim światłem. Ariost bujał wprawdzie myślą po dalekich światach, ale w istocie był umysłem bardzo pozytywnym, miał zdrowy rozsądek i widział jasno wszystko, co go otaczało. Jego satyry najlepszym są tego dowodem.. Furioso zawiera też mnóstwo zdrowych zasad i zapatrywań, a mimo całej swej fantastyczności daje nam wyborny obraz społeczeństwa czasów Odrodzenia.
Uczony Rajna dowiódł, że Ariost wziął większą część swych opowieści ze starożytnych, średniowiecznych, a nawet współczesnych autorów. Brał z Owidiusza, z Horacego, z Katulla, Tibulla, z Propercja i Stazia, i Salustiusza, Liwiusz, Cycero, Valerius Maximus, Apulejusz dostarczyli mu treści. Oczywiście, że cykl bretoński, a przede wszystkim romans Giron le courtois, stanowił dlań bogate źródło, a spomiędzy niedawnych pisarzy czerpał on z Bojarda, z Cieca da Ferrara i niemało z romansu Tirante el blanco, bardzo rozpowszechnionego w początkach XVI wieku.
To zapożyczanie się u innych pisarzy nie ujmuje wszakże poematowi wartości i uroku, tak samo jak nikomu nie przyjdzie na myśl zarzucać plagiatów Szekspirowi, pomimo że w swych dramatach zużytkował tematy obrobione już przez innych pisarzy. Orlando furioso podobny w tej mierze do pizańskiej katedry, w której zużyto słupy, marmury, pozwożone z rozmaitych stron świata, a przecież powstało z nich jednolite dzieło. Geniusz, podobnie jak ogień w fabrycznych piecach, przetapia różnorodne metale i tworzy z nich jednolity aliaż. W fantazji Ariosta każda historia, każdy fakt pożyczony nabierał „Ariostowskiej" cechy.
W ogóle kapitał pomysłów, imaginacyj, zasób treści w literaturach ludzkości jest dziwnie mały, mniejszy, aniżeliby się na pozór spodziewać można. Od ksiąg nad księgami, od Biblii, od Homera aż do Goethego i Dumasów są pewne motywy, które się ciągle powtarzają, i tylko ich przystrojenie, ich ornamentacja się zmienia.
Ariosto pisał w chwili, kiedy mahometanizm zagrażał chrześcijaństwu, a Karol V łączył ludy zachodniej i środkowej Europy z myślą utworzenia
państwa, które by się mogło oprzeć grożącemu od Wschodu niebezpieczeństwu. Czasy były pod tym względem podobne do owej epoki, kiedy Karol Wielki dzierżył potężne berło i staczał walki z Saracenami. Tematy cyklu Karola Wielkiego stały się znowu czymś zbliżonym do rzeczywistości, a poeta mógł w nie nowe wlać życie. Rzecz więc prosta, że wielka idea oparcia się tureckim najazdom snuje się w poemacie jako główna myśl polityczna. Obok niej przewija się inna idea ściślejsza, patriotyczna włoska. Już Bojardo przerwał swój poemat bolesnym okrzykiem z powodu nieszczęść, jakie na Włochy spadają; najazd Francuzów dotknął go w najgłębszych jego uczuciach. Za czasów Ariosta stan polityczny Włoch bynajmniej się nie polepszył, cudzoziemski wpływ coraz bardziej zagralał narodowi. Ród Estów jest dla poety pewnego rodzaju kotwicą, o którą Włosi oprzeć się powinni. Ariost więc apoteozuje szczep książąt Ferrary częścią może z tego powodu, że w ich służbie stoi, w znacznej wszakże części z tego względu, że Alfons jest przedstawicielem najsilniejszej, najstarszej dynastii włoskiej, pod której sztandarem naród gromadzić się może. Tak jak Wirgiliusz apoteozował gens Julia, tak on stawia Estów na wysokości rodu przeznaczonego przez opatrzność do odegrania pierwszorzędnej roli w walkach z nieprzyjaciółmi chrześcijaństwa. Zagrobowy głos Merlina przepowiada Bradamancie, że stanie się matką tego potężnego szczepu, z którego wyjdą silni rycerze i dowódcy.
W dzień ślubu z Bradamantą zabija Rogier ostatniego nieprzyjaciela chrześcijaństwa, Rodomonta, a chrześcijaństwo i ród Estów triumfują.
Jeżeli Voltaire powiedział, że Orlando furioso jest Iliadą i Odyseą zarazem, że jest poematem heroicznoreligijnym jak Iliada, a obok tego roztacza cały obraz prywatnego życia w romansie i małżeństwie Rogiera z Bradamantą, co znów stanowi właściwość podobną do Odysei, to wielki Francuz miał zupełną słuszność. Żywioły publicznego i prywatnego życia czasów Odrodzenia łączą się tutaj, aby stworzyć niezmiernie obszerny poetyczny obraz. Carducci dziwi się, że ten Ariost, który żył tylko w Ferrarze i w jej okolicach, w małym zaledwie skrawku szerokiego świata, a wskutek tego bardzo ciasny miał przed sobą horyzont, mógł pomimo to stworzyć romans pełen przepysznych obrazów natury, których poeta nigdy nie widział. Carduoci znalazł na wyjaśnienie tego faktu piękne powiedzenie, że podobnie jak w krajach Karola V słońce nigdy nie zachodziło, podobnie i dusza Ariosta niezmierzone miała świetlane horyzonty.
Ariost miał zdrowe oko i z łatwością odkrywał ludzkie śmieszności. U niego miłość nie jest już początkiem wszelkiego wielkiego czynu i zwyciężającym wszystko uczuciem, które opromieniało cały poemat
Bojarda. Dla Ariosta jest miłość czymś więcej, podstawą rodziny, potęgą społeczeństwa. Boska miłość Danta, platoniczna Petrarki zaczyna przybierać formę więcej ludzką. Kilkuwiekowy śpiew trubadurów ustaje, osobiste uczucie musi się poddać jeszcze innym uczuciom, przywiązaniu do rodziny, do ojczyzny, aby tak nie wybujało jak pnące rośliny, liany w lasach Południa, które obejmując najpotężniejsze drzewa swymi splotami mszczą ich siłę żywotną. Jeden z włoskich pisarzy sądzi, że zbyteczne zajmowanie się miłością było największym błędem Włochów Odrodzenia, przygłuszało w nich ważniejsze publiczne cele, czyniło ich zniewieściałymi wobec walk o polityczne istnienie narodu.
Po owych teoriach kłamanego platonizmu, po westchnieniach Petrarki, po sonetach Bemba, z prawdziwą przyjemnością czyta się satyrę Ariosta, którą poeta napisał do swego brata ciotecznego, Hannibala Maleguccio, gdy się dowiedział o jego zamiarach ożenienia się. Pierwszy raz w poezji czasów Odrodzenia spotykamy się tutaj z rozsądnymi słowami o kobiecie i o małżeństwie.
W Orlandzie nie ma praktycznych uwag o kobietach, jak w satyrze, ale czuć tam ową zmianę pojęć o miłości, która nie jest już początkiem wszelkiego dobrego, ale owszem staje się nieraz przeszkodą politycznego powodzenia, przeprowadzenia wielkich czynów, a zarazem źródłem zniewieściałości i szaleństwa.
Che non puo far d'un cor ch'abbia sugetto
Questo crudele e traditore amore,
Poi ch'ad Orlando puo levar del petto
La tanta fe' che debbe al suo Signore?
Gia savio e pieno fu d'ogni rispetto,
E delia santa Chiesa difensore:
Or per un vano amor, poco del zio,
E di se poco, e men cura di Dio.
Miłość Rolanda i Rinalda do poganki Angeliki narażała całe chrześcijaństwo na wielkie niebezpieczeństwa, zrywała węzły rodzinne Rinalda, który miał żonę i dzieci, rzucała niesławę na jego dobre imię i zaciemniała jego jasny umysł.
La gran belta che al gran signor d'Aglante
Macchio la chiara fama e l'alto ingegno.
Poemat Ariosta stoi na przełomie czasów i pojęć; wielki Ferraryjczyk zamyka period poezji rycerskiej, kończy okres ideałów signorów i kapitanów di Ventura, a zarazem zapowiada inną epokę, inne wyobrażenia. Ariost nie jest już Gibelinem jak Dante, nie dąży do wielkości cesarstwa, ale dynastię włoską Estów chciałby postawić na czele narodu. Jako poeta, jako estetyk kocha ten świat rycerski, który znikać zaczyna, umie wielbić jego wielkość, jego cnoty i zalety. W prześlicznej stancy, w której opisuje, jak Saracen Ferragu i Rinaldo po zawziętym, strasznym pojedynku, w którym żaden z nich jeszcze nie zwyciężył, postanawiają udać się w pogoń za Angeliką, aby jej z oczu nie stracić, i w największym do siebie zaufaniu, jako prawdziwi honorowi rycerze, wsiadają na jednego konia -daje Ariosto wyraz swemu uwielbieniu dla cnót dawnych rycerzy.
O gran bonta de'Cavalieri antiqui! .
Eran rivali, eran di fe' diversi,
E si sentian degli aspri colpi iniqui
Per tutta la persona anco dolersi;
E pur per selve oscure e calli obliqui,
Insieme van senza sospetto aversi.
Jedną z najznakomitszych zalet poematu jest przedziwna plastyka, z jaką Ariost każdą scenę, każdy pejzaż przedstawia. Poczucie i miłość przyrody są w najwyższym stopniu w nim rozwinięte, toteż Galilei porównując go z Tassem powiedział, że podczas gdy Tasso pisze słowa, Ariost pisze rzeczy.
Podróż Rogiera na hipogryfie, jego bujanie w przestworzach na skrzydlatym rumaku, to coś tak fantastycznego, tak wspaniałego, a przy tym tak wyraźnego, iż zdaje nam się, że bierzemy udział w tej szalonej jeździe. A cóż dopiero powiedzieć o barwnych, rajskich obrazach przyrody, które się przed nami przewijają, jakie to słoneczne, jakie ciepłe, jakie południowe. Opis pobytu Rogiera na wyspie Aretuzy jest mistrzowskim dziełem.
Ariost miał w roku 1515 czterdzieści jeden lat, gdy ukończył Orlanda, ale pracował nad nim dalej, przez całe życie. Czytywał go swoim przyjaciołom, prosił, aby mu zwracali uwagę na prowincjonalizmy, na chropowatości tego lub owego wiersza. Bembo, Molza, Navagero, Sadoleto, Marc Antonino Magna, wszyscy należeli do tych zaufanych korektorów. Florentyńską mowę uważał Ariosto za ideał włoskiego języka, florentynizował też swój poemat, przemieniał wyrazy z północno-włoskich na toskańskie, gładził, w każdy wiersz wlewał harmonię i śpiewność.