Dwór w Ferrarze (Chłędowski Kazimierz) str. 3

Sponsorzy:


alt
alt
alt
uciąć. Gonella pojechał do Bolonii, kupił wóz, kazał weń nasypać bolońskiej ziemi i tak powrócił do Ferrary. Markiz się roześmiał i Gonelli winą darował.
Zbytek margrabiów stał się powodem częstych zaburzeń, gdyż ludność przeciążona podatkami i rozmaitymi daninami nie mogła znieść finansowego ucisku, tym bardziej że dyrektorowie skarbu, Fattori generali, nadużywali swego stanowiska, aby się wzbogacać. Za Mikołaja II, syna Obizza III (1338—1388), którego zwano Il Zoppo, doszło z tego powodu do wielkich rozruchów. Trzeciego maja 1385 lud, przyprowadzony do rozpaczy wskutek nadużyć skarbnika Tomasza z Tortony, rzucił się na dom, w którym były przechowane księgi podatkowe, spalił je i zrabował mieszkanie znienawidzonego dygnitarza. Ruchowi przewodniczył notariusz Francesco Montelino, który kazał tłumom krzyczeć: niech żyje markiz! śmierć zdrajcy Tomaszowi! Ale Tomasz uciekł do zamku markiza i tam się schronił. Mikołaj II starał się dobijających się do bram uspokoić, brat jego Albert zeszedł nawet na ulicę, aby wzburzone umysły ułagodzić, ale lud nie chciał ustąpić i żądał wydania finansowej pijawki. Niespodziewanie nadszedł jeden z synów markiza, który nie wiedział, co się dzieje. Lud pochwycił go jako zakładnika, grożąc mu śmiercią, jeżeli markiz nie wyda Tomasza z Tortony. Mikołaj II wolał poświęcić swego ulubieńca aniżeli własnego syna, wydał więc dyrektora skarbu, którego lud posiekał w kawałki.
Działo się to jeszcze przed dawnym zamkiem Estów, przed dzisiejszym pałacem municypalnym naprzeciw katedry. Zamek ten okazał się za mało warownym, więc markiz po przebytym doświadczeniu postanowił wybudować zamczysko, w którym by mógł urągać wzburzonym tłumom. I w ten sposób powstało castello. W dzień św. Michała 1385 położył brat markiza, Albert d'Este, kamień węgielny pod olbrzymie mury, a z budową tak się śpieszono, że w przeciągu szesnastu miesięcy zamek stał gotowy. Pieniądze na budowę, 25.000 dukatów, pożyczył Niccoló u sąsiada, u Franciszka I Gonzagi z Mantui, a nie mając długu z czego oddać, nałożył jeszcze większe podatki aniżeli te, które ludność płaciła za czasów Tomasza z Tortony.
Na castello wybrał markiz miejsce tuż obok murów Ferrary, aby w razie potrzeby mieszkańcy fortecy mogli umknąć poza miasto. Do zamku dołączono później przepyszne ogrody, które się rozciągały aż do rzeki Padu.
Następcą Mikołaja był Alberto d'Este (1388—1393), również jeszcze taka postać stojąca na rozdrożu barbarzyństwa i kultury, złożona z samych sprzeczności. Temu markizowi oddało castello jeszcze lepsze usługi aniżeli jego poprzednikowi, gdy bowiem despota doszedł do rządów po wymordowaniu części swej rodziny, kazał tam siostrzeńcowi Obizzowi
 
Aldobrandino i jego matce głowy pościnać z powodu, że knuli spisek przeciw niemu. Jana z Brescji, który do zmowy należał, włóczył końmi po ulicach, a następnie powiesił, jego zaś żoną, Constanzę de Quintavalli, tudzież własnego brata, bastarda Alberta, spalił na stosie dla odmiany. Innych należących do sprzysiężenia szarpano rozpalonymi obcęgami, a następnie powieszono ich za miastem dla większego wrażenia.
Alberto d'Este ożenił się w r. 1388 z miłości z Giovanną de Roberti, córką Cabriaria, swego kamerdynera, ale nie długo był jej wiernym, gdyż niebawem zakochał się w jej matce, Margerycie dal Sale, najpiękniejszej kobiecie swego czasu, która z nienawiści do córki oddała się zięciowi.
Ten sam Alberto, po utrwaleniu swej władzy, był jednym z najlepszych książąt Ferrary, wybrał się później jako pokutnik do Rzymu, przywdział na drogę pątniczą siermięgę i trzystu dwudziestu konnych, którzy mu towarzyszyli, w ten sam sposób przystroił. W Rzymie pięciu kardynałów wyszło na jego spotkanie, a papież Bonifacy IX dał mu różę złotą, nagrodę cnoty, i pozwolił założyć w Ferrarze uniwersytet na wzór uniwersytetów w Paryżu i Bolonii. Z Rzymu wrócił Alberto chory, a przypisując swą niemoc Margerycie i sądząc, że go kochanka zaczarowała, kazał ją wrzucić do więzienia w Castelvecchio i tam udusić.
Wdzięczna Ferrara umieściła jego posąg w ubraniu pielgrzyma we wnęce na fasadzie katedry, gdzie jeszcze dzisiaj oglądać go można.
Tacy byli pierwsi markizowie Ferrary.
ROZDZIAŁ DRUGI
MIKOŁAJ III

I
Jedna z miniatur, znajdujących się w bibliotece komunalnej w Ferrarze, przedstawia plac przed pałacem delia Ragione w XV wieku z nadzwyczaj wiernie oddanym aktem tracenia skazańców. Świat ówczesny taki przywykł do tego rodzaju widowisk, iż to nikogo nie raziło, że krwawe egzekucje odbywają się przed oknami zamku, w którym mieszkała rodzina margrabiów. Na dość wysokim pomoście, aby publiczność dobrze przypatrzeć się mogła ostatnim drganiom trupów, stoi silny mężczyzna z rękami związanymi na plecach. Przed nim mnich trzyma duży krucyfiks, a za nim kat opasany białym fartuchem z całym rozmachem topór podnosi. Resztę pomostu zapełniają z jednej strony sędziowie z uzbrojonymi pachołkami, z drugiej członkowie bractwa pogrzebowego w kapuzach, z gorejącymi świecami w ręku. Na deskach leżą już dwie ucięte brodate głowy i ręce trupów zwieszają się na dół. Taki był wstęp mniej więcej do każdego nowego panowania w początkach XV wieku nie tylko w Ferrarze, ale i po wielu innych dworach Odrodzenia.
Serca i zmysły hartowały się.
Po śmierci Alberta nastąpił syn jego, Niccoló III, ponieważ jednak był małoletnim, więc dodano mu radę consiglio, która rządziła, dopóki margrabia nie doszedł do lat dziewiętnastu. W radzie tej chciał mieć i lud swoich przedstawicieli, każdy cech z osobna: piekarze, kowale, krawcy, złotnicy itd. wysłali swoich delegatów. Tego rodzaju sejm nie mógł się okazać praktycznym, więc na tym się skończyło, że władzę objęło czterech opiekunów markiza i sprawowało ją aż do jego pełnoletności, mniej więcej w ten sposób, jak to przedstawia owa miniatura.
Markiz jednak był pełen życia, siły i pragnął czynów. Najgorętszym marzeniem młodego chłopaka było widzieć wojnę. Ponieważ jednak sposobność ku temu długo się nie zdarzała, więc prosił dowódcę swych wojsk, Azza, aby mu w letnim zamku w Belfiore urządził bitwę. Bitwa smutno
 
się zakończyła, gdyż sam Azzo zginął w niej, ugodzony dzirytem przeciwnika.
Z powodów politycznych opiekunowie ożenili trzynastoletniego zaledwie Mikołaja w r. 1397 z piętnastoletnią Gigliolą da Carrara, córką signora Padwy. Małżeństwo było nieszczęśliwe, chorowita Gigliolą nie miała dzieci, młody markiz zemścił się na tych, którzy mu tak wcześnie nałożyli małżeńskie jarzmo, i jak piszą kronikarze, doprowadził w ciągu lat do ośmiuset miłosnych stosunków.
De le femene qui el dir se tase
Octocento donzele el signore habe in so vitta.
(Caleffino Cronaca)
W tej mierze prześcignął go w państwie tylko opat z Pompozy, któremu naliczono tysiąc związków, nie licujących z poważnym mniszym habitem.
W Ferrarze mówiono, że z tej i z tamtej strony Padu biegają same tylko dzieci Mikołaja: Di qua e di Ia dal Po, tutti figli di Niccoló, ale historia przekazała nam tylko cyfrę dwudziestu dwóch nieślubnych markizów, oprócz dzieci, które Niccoló miał z dwóch żon późniejszych.
Gigliolą umarła w r. 1406, ale za jej życia miał już Niccoló stosunek z piękną Stellą dell'Assassino, a właściwie Stellą de'Tolomei, ze znanej znakomitej rodziny sieneńskiej. Część Tolomeich wyemigrowała z powodu bratobójczych walk z innym możnym rodem Salembenich do Ferrary, a następnie do Assisi. Od tego miasta zwano ich Assisini, z czego powstała nazwa Assassini. Dawny wiersz powiada o nich:
Mutantes patriam, mutabunt nomina: dicent
Namque Assassinos Ptholomea stirpe creatos.
Współcześni nie mają dość słów pochwały dla Stelli, przypisują jej mnóstwo zalet umysłu i serca, nazywają ją pocieszycielką ubogich, sprawiedliwą, roztropną, pogardzającą bogactwem, nadzwyczaj obyczajną, mienią ją być kwiatem wstydliwości pudicitiae flos. Poeta Galeoto Marzio da Narni napisał na jej cześć długi wiersz, w którym się zwraca również z pochwałami do ojca Stelli, Giovanniego Tolomei, a poświęca swe rymy samemu Mikołajcwmi III wiersza tego dowiadujemy się, że jeden z Assassirrew, Giacomo, był podestą Ferrary, znakomitym prawnikiem i sprawiedliwym człowiekiem. Że Stella była niepospolitą kobietą, najlepszy w tym dowód, że niestały w swych stosunkach Mikołaj blisko lat ośmnaście uważał ją prawie za swą żonę. Miał z nią trzech synów: Uga Aldobrandina
(ur. 1405), Leonella (ur. 1407) i Borsa (ur. 1413). To jednak nie przeszkadzało, że markiz przerywał ten stosunek przelotnymi miłostkami i że mu Katarzyna degli Albersani, córka lekarza w Ferrarze, powiła syna Meliadusa (ur. 1406), a mężatka Camilla delia Tavola dwoje dzieci, Alberta i Guronę Marię.
Cała Ferrara i sąsiednie dwory uważały po śmierci Giglioli (1406) Stellę Assassini niejako za przyszłą małżonkę markiza, spodziewano się, że Niccoló ostatecznie połączy się z nią węzłem kościelnym. Trzech synów Stelli wychowywał on jako swych synów legalnych, a chrzest pierworodnego Uga obchodzono w Ferrarze z wielkimi uroczystościami, na które zjechał kardynał legat z Bolonii, a signorowie z Modeny i z Rimini przysłali swoich oratorów. Mimo to Mikołaj się ze Stellą nie ożenił, a może trochę z powodów politycznych, mając lat trzydzieści pięć, w r. 1418 poślubił młodą i piękną Parisinę de Malatesta, córkę Andrzeja de Malatesta i Lukrecji degli Ordelaffi z Rawenny. Stella w rok później ze zgryzoty umarła, a Caleffini pisał o niej: Quanto fo bella e bona! de ogni virtu la porto corona.
Stosunek jednak Niccola do trzech synów Stelli zupełnie się wskutek tego małżeństwa nie zmienił, owszem najstarszego, najulubieńszego, Uga, uważał on za swego następcę na tronie Ferrary i jako takiego wyszczególniał przed Leonellem i Borsem. Ugo zawsze był przy nim, podczas gdy dwóch młodszych synów wyprawiał z domu pod rozmaitymi pozorami.
Parisina, pełna życia i dobroci, pozyskała sobie szybko miłość swego otoczenia. Namiętnie lubiła zwierzęta, zwłaszcza konie, zaprowadziła własną stajnię wyścigową, posyłała swe bieguny na Palia do Verony, do Mantui i Modeny, do Bolonii i Mediolanu, a ulubiony jej żokej, Giovanni da Rimini, odnosił wszędzie zwycięstwa. Kolory jej, biały i czerwony, znane były na wszystkich torach. Rzadkie ptaki kazała kupować w Wenecji, co wówczas było modą po wielkich dworach, a zbytek i stroje należały do jej słabostek. Sprowadzała bogate materie, klejnoty, pachnidła z Mediolanu i z Wenecji. Panny dworskie damigelle były do niej przywiązane, gdyż im dawała podarunki i świadczyła rozmaite dobrodziejstwa. Osobliwie lubiła Pelegrinę, córkę Giacoma Rubina, poufnego dworzanina Mikołaja, a gdy donzela za mąż wychodziła, obsypała ją różnymi darami. Jak wszystkie panie wielkiego świata, rozczytywała się Parisina w rycerskich romansach, losy Tristana i Isotty bardzo dobrze były jej znane, czytała romans Girone il Cortese, a z całą namiętnością oddawała się muzyce; osobliwie grze na lutni. Oczywiście pilnie chodziła do kościoła, domowy kapelan, Fra Maginardo, psałterz jej czytywał, modliła się z pięknej książki do nabożeństwa, oprawnej w czarny aksamit.
Parisina miała troje dzieci, syn żył jednak bardzo krótko, pozostały więc
 
tylko dwie córki, Ginewra i Łucja, którymi się matka szczerze zajmowała i wcześnie kazała je uczyć muzyki. Z synów Stelli dell'Assassino wyszczególniała osobliwie Uga, który ciągle bawił w Ferrarze i był ulubieńcem ojca. Markiz nie szczędził na Uga wydatków, kupował mu najdroższe stroje, konie, sokoły, podczas gdy Leonella, Borsa i Meliadusa przyzwyczajał do oszczędności. Gdy w r. 1424 wybuchła w Ferrarze morowa zaraza, Niccoló wysłał Meliadusa do Modeny, a Borsa do Argenty, wydając ścisłe przepisy co do ilości służby, jaką im trzymać wolno, ich camerlingom zaś przykazał, aby młodzi panowie nie przyjmowali przyjaciół na obiady. Ugowi sprawiła Parisina niespodziankę dając mu piękną harfę, widocznie więc i on lubował się w muzyce.
Kronikarze opowiadają, że Parisina zrazu nie lubiła Huga, i że to tak ojca bolało, iż wyprawiając małżonkę w pielgrzymkę do Loretto, dał jej syna za towarzysza, aby miał sposobność łaski jej pozyskać. Zbliżenie to miało zanadto pomyślne skutki, jakich markiz nie przewidywał; Hugo i Parisina wrócili z pielgrzymki jako kochankowie i dalej w Ferrarze mieli ze sobą miłosny stosunek. Jest to tylko legenda, a w faktach, które wiemy o Parisinie, nie ma najmniejszej wskazówki, aby pomiędzy nią a Hugiem istniało zrazu jakieś nieporozumienie. W jaki sposób pomiędzy nimi miłość powstała, to zanadto subtelne pytanie, aby historycy na nie odpowiedzieć mogli. Wszystko, co dotąd pisano o początkach tej miłości, zrodziło się w fantazji poetów i romansopisarzy. Dość, że Hugo i Parisina się pokochali i że mieli ze sobą miłosny stosunek; powiernikiem Huga był Aldobrandino Rangoni, jego dworzanin i przyjaciel, powiernicą markizy jedna z jej panien, która tajemnicę zdradziła Giacomowi Rubino, ulubionemu słudze markiza. Rubino natychmiast poszedł do Niccola i całą rzecz opowiedział. Vendetta tyrana była bezzwłoczna i straszna. W nocy z dnia 20 na 21 maja 1425 kazał Niccoló uwięzić kochanków. Parisinę zaprowadzić do wieży, zwanej dzisiaj Torre Marchesana,  Huga do „lwiej wieży" w castello.  Na postanowienia markiza długo nie czekano, w kilka godzin skazał tyran na śmierć najukochańszego swego syna i żonę, matkę dwóch małych córek. Jeden z najwierniejszych jego doradców, Ugaccion Contrario, o którym mówiono, że wszystko wymoże na markizie, i stary zasłużony minister, Alberto dal Sale, na klęczkach, ze łzami w oczach błagali Mikołaja, aby powstrzymał swój wyrok. Niccoló nie dał się przebłagać, ani syna, ani żony już więcej widzieć nie chciał, a kat następnej nocy z 21 na 22 maja krwawego dzieła dokonał. Hugo pierwszy zginął, po czym Rubino, ów zdrajca dworzanin, udał się do więzienia Parisiny i wezwał ją, aby poszła za nim. Parisina myślała zrazu, że ją prowadzą do traboccetto,  do ciemnicy, i zapytała, co się stało z Hugonem. Gdy jej powiedziano, że
umarł, odrzekła, że i ona więcej żyć nie chce. W lochach kat czekał już na nią, a widząc go, sama zdjęła klejnoty i szyję obnażyła pod topór.
Tej samej nocy wyniesiono obydwa trupy do San Francesco, gdzie zostały pochowane. Gdy markizowi powiedziano, że wola jego została spełniona, wpadł w szał rozpaczy, zaczął gryźć laskę, którą trzymał w ręku, płakać i wywoływać ulubionego swego Hugona. Wendety jednak nie zaprzestał. Nazajutrz wydał bowiem rozkaz, aby uwięziono Aldobrandina Rangoniego, który został ścięty w Modenie, a do włoskich dworów kazał wystosować pismo, w którym doniósł o czynie swej zemsty. Gdy doża wenecki, Francesco Foscari, pismo to otrzymał, kazał odroczyć turniej na placu św. Marka, w którym miał markiz wziąć udział. Powyższy dokument nie zachował się niestety w żadnym z włoskich archiwów.
Markiz formalnie szalał w swym bólu i gniewie, niebawem postanowił, aby oddano pod miecz katowski wszystkie kobiety w Ferrarze, które zawiniły tak jak Parisina, „aby sprawiedliwość nie tylko na jego żonie się spełniła". Laudania Romei, żona wysokiego dygnitarza dworu, padła pierwsza ofiarą tej dzikiej sprawiedliwości, ale szał wkrótce ominął Mikołaja i po straceniu Laudanii cofnął on swój rozkaz. Mężatki w Ferrarze mogły grzeszyć na nowo, do czego im sam markiz szczerze dopomagał.
Podstarzały Niccoló miał po śmierci Parisiny jeszcze sporo bastardów, chłopców i dziewcząt. Beatrice, urodzona z Anny de'Roberti, zasłynęła z piękności, stała się królową festynów w Ferrarze, a dawne przysłowie powiada o niej, „że kto chce zobaczyć raj na ziemi, niech się przypatrzy donnie Beatricy". Poszła ona po śmierci ojca za mąż za hr. Niccola da Correggio, a później za Tristana Sforze. Syn jej, także Niccoló Correggio (ur. 1450), zaszczytnie się zapisał w dziejach włoskiego Odrodzenia.
Wreszcie ożenił się Mikołaj III w r. 1431 po raz trzeci, a losy Parisiny nie odstraszyły córki markiza Saluzzo Ricciardi, aby mu oddać swą rękę. W kontrakcie ślubnym zastrzegł sobie jednak Niccoló, że gdyby Ricciarda miała syna, nie będzie tenże następcą tronu w Ferrarze, ale panowanie obejmie Leonel, którego już papież Marcin V był legitymował w roku 1429. I rzeczywiście Ricciarda powiła syna w r. 1431, owego Ercola, który nastąpił po Leonelu i Borsie na tron ferraryjski i stał się jednym z najznakomitszych książąt włoskich przy końcu XV wieku. Ricciarda miała jeszcze w r. 1433 drugiego syna, Zygmunta, a przed samą śmiercią w r. 1440 Biankę Marię, która za czasów Borsa poszła za mąż za kondotiera Gałeotta Pica delia Mirandola.