Schiavon crudele, onde hai tu il modo appreso Delia milizia?
„Gdzieś się nauczył, okrutny Słowianinie, tego sposobu wojowania?" Do owych zdetronizowanych książąt, zamieszkałych w Ferrarze, należał także Eneasz Pio, który wygnany z Carpi, poszedł w służbę Estów. Mieszkał w pałacu del Paradiso, dzisiejszej bibliotece gminnej, który mu książę oddał do użytku, aby go do siebie przywiązać. Pałac Piów należał również do większych ognisk towarzyskiego ruchu w Ferrarze. Ozdobą tamtejszych zebrań była Graziosa Maggi, krewna Pia, jedna z owych słynnych kobiet, które Ariosto w ostatniej księdze swego Orlanda wymienia. Podobnie jak w Mediolanie u Gallerani albo u Atellanich w ogrodach Brery, i tutaj w ogrodzie del Paradiso zgromadzało się towarzystwo pięknych kobiet i znakomitych mężów, pomiędzy którymi bywał Ariosto i Claudio Tolomei w czasie swego pobytu w Ferrarze. Graziosie Maggi zdawała się wyrywać palmę pierwszeństwa Diana d'Este, a pod jej urokiem był Celio Calcagnmi.
Ii dotto Celio Calcagnin lontana Fara la gloria 'l bel nome di quella.
Uczonych profesorów uniwersytetu ferraryjskiego dobrze widziano w tych towarzystwach, a osobliwie ceniono tam Niccola Leonicena, który — obok Pomponazziego w Bolonii — należał do najpierwszych przedstawicieli nowej, sceptycznej szkoły filozoficznej, charakteryzującej ruch umysłowy ostatniej epoki Odrodzenia. Racjonalna ta szkoła zarzucała średniowieczny mistycyzm i zaczęła powoli otwierać bramy badaniu praw przyrody i doświadczeniu. Niccolo pochodził z Vicenzy, równie jak Trissino, bawił jakiś czas w Anglii, a wreszcie został profesorem w Ferrarze, gdzie miewał publiczne wykłady z matematyki, filozofii i medycyny. Charakterystyczną bowiem cechą ówczesnej umiejętności było łączenie filozofii z medycyną, co się tłumaczy właśnie owym doświadczalnym kierunkiem wiedzy. Leoniceno miał wielką zasługę, że zachwiał nieomylnością zasad i przepisów Galena i Pliniusza, którzy dotąd bezwzględnie panowali nad pojęciami w naukach przyrodniczych. Ferraryjski profesor miał odwagę pójść dalej, opierać się na własnym doświadczeniu. Ruch ten przyrodniczo-doświadczalny więcej zajmował ówczesną publiczność, niż nam się dzisiaj wydaje, mówiono o nim w salonach, a podczas gdy za Leonella, za Borsa, a nawet jeszcze za Ercola, rządziła filologia, teraz ulubionym studium były nauki przyrodnicze — la natura delie cose occulte. Jeden z ówczesnych uczonych
wspomina, że Trissino miał raz bardzo zajmującą rozmowę z Leonicenem o właściwości roślin leczniczych, a w szczególności — o rumbarbarum. Dzisiejszy profesor-lekarz zapewne by o podobnym temacie nie chciał rozprawiać z człowiekiem, który nie zdał co najmniej medycznych egzaminów.
Leoniceno umiał i w praktyce zastosowywać swoją umiejętność, żył nadzwyczaj wstrzemięźliwie i doczekał się lat dziewięćdziesięciu.
Do wielkich wielbicieli Lukrecji Borgii, o których Alfonso wszakże nie potrzebował być zazdrosnym, należał Jacopo Caviceo, wikariusz biskupstwa, prałat o bardzo burzliwej przeszłości. Był on urodzony w Parmezańskiem (1443), w latach młodzieńczych udał się na nauki do Bolonii, Gwałtownego jednak charakteru, a przy tym silny i skłonny do robienia sobie pięścią sprawiedliwości, stał się bohaterem jakiejś nocnej burdy ulicznej, wskutek której musiał uciekać z miasta i wracać do Parmy. Po niejakim czasie został księdzem, ale usposobienia swego nie zmienił, owszem, gorszył wszystkich swym wyuzdanym życiem. Gdy na domiar złego uwiódł jakąś zakonnicę, ranił kogoś śmiertelnie i sporo innych popełnił przestępstw, musiał uciekać z rodzinnego miasta i schronił się, da Wenecji, skąd się wybrał na morze, błąkał się po Wschodzie, po Konstantynopolu i po wyspach Archipelagu. W roku 1469 widzimy go z powrotem w ojczyźnie, jak prowadzi wojnę z arcybiskupem na czele zbuntowanego duchowieństwa. Biskup zamyka go do więzienia, przyjacieleksięża uwalniają go wszakże siłą z biskupiej wieży. Caviceo jedzie do Rzymu, walczy dalej przeciw swemu nieprzyjacielowi, który bojąc się widocznie przegrać sprawę przed papieżem, posyła zbira do Rzymu, aby cichaczem zgładził zbuntowanego księdza. Ów bravo rani wprawdzie Cavicea sztyletem w rękę, ale zręczniejszy od niego padre zabija mordercę nożem na miejscu. Idzie wtedy do papieża, upada mu do nóg, tłu., maczy się, że zabił przeciwnika w obronie własnego życia, i otrzymuje przebaczenie. Triumfujący wraca do Parmy i myśli, że sprawę wygrał, nie liczy się jednak z potęgą arcybiskupa, który ma za sobą księcia Mediolanu Galeazza Sforzę. Niebawem więc siedzi znowu zamknięty za żelazną kratą, ale umie się stamtąd wydobyć i uciec. Po rozmaitych burzliwych przejściach otrzymuje wreszcie w r. 1477 probostwo S. Michele w Padwie i odtąd zaczyna spokojniejsze życie. Zyskuje coraz to lepsze prebendy, wzrasta w duchowne zaszczyty, w roku 1489 imieniem swego rodzinnego miasta wita przejeżdżającego do Włoch Fryderyka III, a akta publiczne nazywają go już doktorem praw. W r. 1494 dostaje w Ferrarze wikariat biskupi, umie się przypodobać Ercolowi I i jest w wielkich łaskach u dworu.
Podczas pobytu swego w Ferrarze napisał Caviceo romans Peregrino, który poświęcił alla savia ed accostumata Lucrezia Borgia. Peregrino stał się jednym z najgłośniejszych romansów z początku XVI wieku, gdyż nie był osnuty na czczych wymysłach, ale autor sporo tam zamieścił wypadków, które sam przeżył, i opisów zdjętych z natury. Był to romans współczesny.
Caviceo zawinął z czasem do spokojnego portu i jako poważny prałat nie pisał więcej powieści, ale pouczenia dla spowiedników — il Confessionale.
Literackie otoczenie Lukrecji bardzo się zmniejszyło wskutek wyboru Leona X na papieża; poeci i uczeni z całych Włoch wędrowali wtedy do Rzymu jak do kraju obiecanego, spodziewając się po Medyceuszu honorów i złotego deszczu. Przenieśli się wtedy na dwór papieski Tebaldeo i Bembo, który bawił w Urbino. Bembo został sekretarzem papieża, a jego korespondencja z Lukrecją przerywa się w roku 1513. Sekretarz Leona X zakochał się wtedy w szesnastoletniej Morosinie, Rzymiance niskiego pochodzenia, z którą miał z czasem troje dzieci. Żył z nią już do śmierci, a piękna Morosina pomściła swymi humorami i swym gminnym zachowaniem się wszystkie niewierności, którymi uczony poeta za młodu wobec innych kobiet nagrzeszył.
Wojna Ferrary z Wenecją, klęski, jakie na kraj spadały, rodzinne tragedie, wychowanie dzieci, wszystko to sprawiło, że płocha w młodocianych latach Lukrecja coraz to bardziej poważniała, a jak zwykle kobiety, które dużo żyły i dużo zawodów doznały, zaczęła szukać pociechy w dobroczynnym działaniu i religii. W ostatnich latach religijność jej przeszła w bigoterię. Córka Aleksandra VI codziennie się spowiadała, a komunię przyjmowała trzy albo cztery razy na miesiąc. Nie mogła tego cierpieć, aby kobiety w Ferrarze dawnym zwyczajem nosiły otwartą szyję aż po piersi i ramiona. Zaprowadziła więc rodzaj chustki gorgiere, którą zakrywała u kobiet pospolitych gorszące ją nagości. Czasy się zmieniły. Gdy Lukrecja przyjechała na ślub do Ferrary, nosiła koszulę w ten sposób haftowaną, że piersi przez nią przeglądały, co wówczas tak gniewało markizę Izabelę, że z oburzeniem pisała o tym do męża.
Jak długo żył syn Lukrecji Rodrigo, którego miała z Aragońskim Don Alfonsem, tak długo istniał jeszcze ostatni węzeł, który ją wiązał z przeszłością. Rodrigo, książę Bisceglii, wychowywał się najprzód pod opieką kardynała Ludwika Borgii, a następnie ciotki, Izabeli Aragońskiej, wdowy po Giangaleazzu Sforzy z Mediolanu. Rodrigo umarł jednak wcześnie, w trzynastym roku życia, a ostatnie wspomnienia burzliwej młodości Lukrecji z jego śmiercią rozwiane zostały. Z Vanozzą nie utrzymywała
Lukrecja, jak się zdaje, żadnych stosunków i chyba dopiero wiadomość o jej śmierci przypomniała księżnie Ferrary, że do niedawna miała jeszcze matkę. Vanozza umarła 26 listopada 1518 w Rzymie, a że zapisała znaczne fundusze na pobożne fundacje i należała do bractwa del Gonfalone, więc pochowano ją z takim przepychem jakby kardynała i cały Rzym duchowny brał udział w żałobnym obrzędzie.
Szczególnym zrządzeniem losów Lukrecja została powinowatą Juliusza II, który nienawidził Borgiów, a zarazem był największym nieprzyjacielem Estów. Julia Farnese, z początkiem XVI wieku młoda jeszcze i pełna uroku kobieta, potrafiła tak się przypodobać papieżowi, że Juliusz II zezwolił na małżeństwo swego bratanka, Mikołaja Rovere, z jej córką Laurą, owym pięknym dzieckiem, któreśmy widzieli w Rzymie, w domu Lukrecji. Związek ten wszakże bynajmniej się nie przyczynił polepszenia stosunków pomiędzy dworem w Ferrarze a papieżem.
Lukrecja umarła w młodym jeszcze wieku, w trzydziestym dziewiątym roku życia, 24 czerwca 1519, wydawszy na świat nieżywe dziecko. Przeczuwając bliską śmierć napisała dwa dni przed skonem list do Leona X, który w sposób charakterystyczny na owe czasy zakończa jej żywot. Temu papieżowi, który pragnął zagarnąć Ferrarę dla Medyceuszów, polecała się jako naczelnikowi Kościoła, w chrześcijańskiej pokorze. Po dwumiesięcznych cierpieniach, jak pisze w tym ostatnim swoim liście, urodziła 14 czerwca o świcie córkę nieżywą i spodziewała się, że to ją uwolni od dalszych cierpień. Widzi jednak, że zamiast ulgi, jej choroba się wzmaga, i że umrzeć musi. Czując, że za kilka godzin może to życie porzucić, prosił jako grzesznica w pokorze o święte błogosławieństwo i poleca papieżowi swego męża i dzieci.
W nocy 24 czerwca już nie żyła; Alfonso był obecny przy jej śmierci.
ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY
ARIOSTO
I
Pomiędzy młodzieżą, która ożywiała Ferrarę za czasów Ercola I, wyrósł i wykształcił się Lodovico Ariosto.
Nie był on pierwszym poetą w swej rodzinie; za czasów Leonella poznaliśmy wierszopisa Francesca, a za Borsa Malatestę Ariostów, którzy grzeszyli okolicznościowymi poezjami. Ojciec tylko Lodovica Niccoló chodził chętniej po ziemi aniżeli po Parnasie. Był to zresztą brzydki, znienawidzony, gwałtowny człowiek, goniący za tytułami i zagarniający pieniądze, gdzie je tylko zagarnąć było można. Gdy cesarz Fryderyk III przejeżdżał w r. 1460 przez Ferrarę, Niccoló wystarał się o tytuł di conte del sacro lateranense palazzo e del santo romano imperio. Cesarz pozwolił nowemu hrabiemu dać do rodzinnego herbu, do trzech wstęg srebrnych w niebieskim polu, także orła czarnego z koroną na złotym tle. Odtąd więc Ariostowie mieli bardzo arystokratyczną pieczęć z cesarskim znakiem. Niccoló umiał się zresztą książętom przypodobać i zdolny był do wszelakich posług. Ercole I zamianował go swoim ochmistrzem, maggiordomo, używał do poselstw do papieża, do cesarza, do króla Francji, a nawet powierzył mu w roku 1471 ową zbrodniczą misję otrucia Niccola di Leonello d'Este, swego rywala, knującego spiski w Mantui.
W nagrodę zapewne za ową niebezpieczną wyprawę zamianował go Ercole I w następnym zaraz roku kapitanem cytadeli i dyrektorem skarbu w Reggio. Niccoló pobierał tam 137 lir miesięcznie, ale miał z tej pensji utrzymywać trzydziestu żołnierzy, licząc na głowę po cztery liry. Skąpy, chciał na biedakach robić majątek i źle ich żywił, a gdy o tym doniesiono księciu, musiał się usprawiedliwiać. Niccoló lepiej się ożenił, aniżeli na to zasługiwał. We wrześniu 1473 pojął Darię, córkę Gabriela Malaguzzi, szlachcica z Reggio, za którą otrzymał tysiąc dukatów, spory posag na owe czasy. Pieniędzy tych oczywiście nie stracił, ale zakupił za nie grunta w Gavassetto, w okolicy Reggio.
Daria była niepospolitą kobietą, Lodovico mawiał, że sztukę pisania poezji po niej odziedziczył. Znana z dobroci, jak mogła, starała się łagodzić bezwzględność męża, zyskiwała sobie wszędzie ludzkie serca, ale charakteru jego zmienić nie zdołała.
Lodovico był pierwszym dzieckiem Ariostów, urodził się w Reggio, 8 września 1474, i tam przepędził lata dziecinne. Ercole I przeniósł wprawdzie Niccola chwilowo w r. 1481 z Reggio na kapitanat Polesiny di Rivigo, ale po roku rozkazał mu znowu objąć dawny urząd w Reggio. Tam sprawował Ariosto swą władzę aż do roku 1486, po czym zamieszkał w Ferrarze, Ercole bowiem powierzył mu najważniejszy urząd w państwie, zamianował go prezydentem dwunastu Savich. Nominacja ta bardzo złe sprawiła wrażenie, mówiono powszechnie, że była nagrodą za usługę pieniężną, którą Ariosto wyświadczył księciu pożyczając mu dwieście skudów w złocie na pielgrzymkę do św. Jakuba di Compostella.
Cała Ferrara znienawidziła nowego Giudice de'Savi, a nawet koledzy w urzędzie ścierpieć go nie mogli. Mnóstwo złośliwych o nim wierszy krążyło w mieście, a Pistoja napisał aż dwadzieścia trzy sonety, które wyrażały powszechne oburzenie z powodu zdzierstw i nadużyć, jakich się dopuszczał Ariosto. W tych sonetach nazywa go poeta głupim prezesem dwunastu rozumnych, dławicielem Ferrary, nienasyconym rozbójnikiem, powszechną plagą i daje mu jeszcze mnóstwo innych obelżywych nazw, które by nawet trudno było przetłumaczyć z ferraryjskiego narzecza. Pistoja sądzi, że żołądek Ariosta wszystko strawić potrafi;, drzewo, marmur, piasek, a nawet żelazo.
Tu mangi il legno, il marmore, il sabbione,
Il ferro, e s'egli e cosa ancor piu dura.
Gdy nowy Giudice de'Savi idzie ulicą, wszyscy z wściekłością wołają za nim: „Ty rozbójniku, łotrze, ty zdrajco!"
Che ti gridano dietro a gran furore:
Al ladro, al manigoldo, al traditore!
W jednej z satyr, które krążyły pomiędzy ludem, skarży się poczciwa Daria przed mężem, że się już z nim wstydzi wychodzić na miasto, gdyż czuje, jak każdy, kto ją zobaczył, powtarza sobie: oto żona tego najstraszniejszego rozbójnika.
Magnifico marito mio dolcissimo,
Io non ardisco piu di casa uscire,
Perch' io mi sento diętro a ciascun dire:
Ecco la moglie del ladro atrocissimo.