stary Tito, Giudice de'dodici Savi, według dawnego zwyczaju berło i miecz jako oznaki panowania. Gdy jednak nowy książę objeżdżał, przybrany w purpurę na białym koniu, ulice Ferrary, dął taki wicher i taka była śnieżyca, że powszechnie mówiono, iż to zapowiedź bardzo burzliwych rządów. Wojny, zarazy, trzęsienia ziemi aż nadto tę przepowiednię potwierdziły.
Także rodziną Estów wstrząsnął niebawem po wstąpieniu Alfonsa na tron niezwykły dramat. Wspominaliśmy o Angeli Borgii, podbijała ona serca całego otoczenia swoją pięknością. W Rzymie jeszcze była zaręczoną z Franciszkiem Marią Rovere, ale zamierzony związek został zerwany, a dziedzic księstwa Urbino ożenił się z Eleonorą Gonzagą. W Ferrarze do szczególnych wielbicieli Angeli należeli kardynał Hipolit d'Este i Giulio, naturalny syn Ercola. Giulio jednak bardziej się podobał Angeli, a żywa dziewczyna chwaliła raz wobec Hipolita jego piękne oczy. Zazdrością roznamiętniony kardynał najął dwóch „brawów" i kazał wyłupi6 oczy swemu przyrodniemu bratu. Oprawcy oczekiwali 3 listopada 1505 r. w zasadzce wracającego z polowania i w przytomności samego Hipolita rzucili się na swoją ofiarę. Zamach udał się tylko do połowy, biedny Giulio stracił jedno oko, drugie zdołali lekarze uratować.
Cały dwór esteński zawrzał gniewem przeciw Hipolitowi, najobojętniej jednak przyjął tę zbrodnię sam książę, który skazał wprawdzie Hipolita na chwilowe wygnanie, ale nie ukarał go tak, jak by na to podstępny okrutnik zasługiwał. Straszny żal pozostał zatem w sercu Giulia, który czekał odtąd tylko sposobnej chwili, aby się zemścić na Alfonsie.
Donna Angela poszła w rok po tym wypadku za mąż za hrabiego Aleksandra Pio z Sassuolo, a jej syn ożenił się później z Izabelą, córką naturalną kardynała Hipolita.
Giulio nie spoczywał, porozumiał się z Don Ferrantem, rodzonym bratem Alfonsa, który także nienawidził księcia i pragnął mu wydrzeć tron Ferrary. Do sprzysiężenia przystąpiło sporo niezadowolonych dworzan, pomiędzy innymi hr. Albertino Boschetti i jego zięć, kapitan gwardii zamkowej. Spiskowcy postanowili zamordować Alfonsa na balu maskowym, a Hipolita zgładzić trucizną. Kardynał jednak, który z powodu swej rozrzutności miał wielu przyjaciół w Ferrarze, został wcześnie zawiadomiony o tym zamachu i oczywiście doniósł o nim Alfonsowi. W lipcu 1506 kazał książę uwięzić Don Ferranta i hr. Boschetti, Giulio zdołał umknąć do Mantui. Gdy Ferranta przyprowadzono do zamku, Alfons w taki wpadł gniew, że laską bratu oko wybił i kazał go wrzucić do lochów. Margrabia Mantui wydał Alfonsowi także Giulia, a obydwu Estom wytoczono proces o zdradę stanu i skazano ich na śmierć.
Ferrara we wszystkim zachowała tradycje świetnych uroczystości i festynów, więc nawet owo tracenie dwóch członków rodu panującego stało się powszechnym widowiskiem. Na podwórzu castella zbudowano podwyższenie, na którym mieli być ścięci obydwaj książęta, a wokoło urządzono trybuny dla publiczności. Gdy jednak więźniów przyprowadzono i postawiono obok kloców, na których głowy mieli położyć, Alfonso, nieodrodny syn wielkiego teatralnego reżysera, Ercola, dał znak katom, aby się usunęli, i ułaskawił braci skazując ich na dożywotnie więzienie w piwnicach tego samego zamku, gdzie jeden z nich chciał panować, Ferrante jęczał tam jeszcze pod następcą Alfonsa, Ercolem II, i umarł w roku 1540. Don Giulio odzyskał wolność dopiero w r. 1559, kiedy już tronowi Ferrary, jako ośmdziesięcioletni blisko starzec, w niczym nie zagrażał.
Tymczasem na Lukrecję spadał cios po ciosie; wielkość Borgiów szybko minęła. Cezar zginął 12 marca 1507 w Hiszpanii, w pobliżu Pampelony, jako awanturnik, na cudzym żołdzie będący kondotier walcząc za obcą sprawę. Dworscy pochlebcy widząc, że wywyższanie Cezara nic już Alfonsowi nie szkodzi, zaczęli pisać hymny pochwalne na cześć zabitego. Ercole Strozzi ułożył w r. 1508 poemat bohaterski, w którym podnosi wielkie czyny Cezara, przedstawia go jako męża zesłanego przez opatrzność, aby wskrzesić cesarstwo i świetność Rzymu, jako człowieka, który miał zjednoczyć rozbite Włochy, jako księcia, którego przepowiedział Machiavelli. Nawet o Aleksandrze VI mówi Strozzi, iż zmarły papież zasługuje na to, aby był kiedyś nazwany wielkim. Iatnqua novos titulos nobis, nova regna parabat Sextus Alexander, merito qui nomine quondam maximus apellandus erat...
Jowisz powołał za wcześnie Aleksandra na Olimp! Gdy bogowie radzili nad losem Cezara, Pallas padła na kolana przed Jowiszem i prosiła, aby pozwolił wzmagać się jego potędze i długim go życiem obdarzył. Ale Wenera oparła się temu, by panowanie nad Rzymem przeszło na ród obcy, hiszpański, gdyż wrzała z zazdrości, że ją już teraz Hiszpanka Lukrecja Borgia swoją pięknością zwycięża. Wenus przemogła Palladę Cezar musiał umrzeć jak Achilles, ale odwaga jego i duch potężny nie zaginie, z połączenia bowiem obydwu szczepów, których początków szukać trzeba w Helladzie, z Estów i Borgiów powstanie bohater, który zbawi Włochy. Strozzi w swych zapatrywaniach co do polityki i podbojów księcia Valentino idzie dalej niżeli Machiavelli, gdy bowiem florentyński sekretarz dość chłodno się wyraża o podboju Umbrii, Marchii i Romanii, Strozzi pełnym jest z tego powodu uniesień dla Cezara i mówi o nim:
Qui rem romanam ingenio et praestantibus armis restituit... Caesenam et multa in tumulis castella propinguis Debellavit agens properanti milite castra.
Poemat swój poświęcił Ercole Strozzi Lukrecji, alla diva Lucrezia l'epicedio.
Kiedy Strozzi ten poemat pisał, nie kochał się już w Lukrecji, ale miał stosunek z Barbarą Torelli, wdową po Ercolu Bentivoglio, kobietą wielkiej piękności i wdzięku, która od czasu do czasu pisała sonety, jak wszystkie ówczesne panie. Torelli powiła właśnie córeczkę, której ojcem był Strozzi. W Ferrarze podobała się młoda wdowa bardzo, o jej łaski starał się sam Alfonso I. Torelli wybrała jednak tego, za którego mogła pójść za mąż, Ercola Strozzi. Ślub jej odbył się 24 maja, w trzynaście zaś dni później, szóstego czerwca 1508, znaleziono Ercola zamordowanego, w południe, w pobliżu S. Francesco. Leżał zawinięty w płaszcz, miał przecięte gardło i dwadzieścia dwie ran na ciele, całe pęki włosów wydarto mu z głowy i rozrzucono po ziemi.
Jeden z jego przyjaciół poetów widział trupa strasznie zeszpeconego:
Vidi ego divulsos crines a vertice, humique
Undique dispersos...
Cernite quam turpes nunc sunt in pectore plagae.
W dzień morderstwa pisał Bernardino Prosperi do Izabeli Mantuańskiej, że przy trupie leżała laska, na której się Strozzi zwykle opierał, i jego kapelusz. Zdaje się, że Ercola gdzie indziej zamordowano, a ciało przyniesiono tylko na plac publiczny, aby zatrzeć ślady zbrodni. Sądząc z listu Bernardina, zdawałoby się, że Strozzi poślubił Barbarę zaraz po narodzeniu się dziecka. W Mantui musiało to morderstwo bardzo Gonzagów oburzyć, gdyż markiz ofiarował się, że będzie trzymał do chrztu sierotę, i rzeczywiście polecił poecie Tebaldeowi, aby go przy tej ceremonii zastąpił. W ogóle rzecz stała się głośna w całych Włoszech. Strozzi przecież należał do najznakomitszych postaci w Ferrarze, dwa lata jeszcze przed śmiercią piastował urząd Giudice de'Savi, a więc był pierwszym dygnitarzem państwa. W Ferrarze domyślano się winnych, oczekiwano bezzwłocznego śledztwa. Ale Alfonso, który zwykł był w takich razach postępować z całą surowością, nakazał sprawiedliwości milczenie. Byli tacy, którzy posądzali Lukrecję Borgię, że ona kazała Ercola zamordować z obawy, aby nie zdradził przed Alfonsem jej stosunku z Bembem, o którym więcej wiedział aniżeli inni. Posądzenie jednak nie miało najmniejszej podstawy; niebawem całe miasto wskazywało na mordercę na tronie.
Sama Torelli zdawała się także mieć przekonanie, że sprawcą zbrodni był Alfonso, czego dowodem jej sonet, napisany na śmierć męża, w którym, mimo całej boleści, jaka nią miota, nie śmie wyjawić mordercy. Sonet ten liczą do najpiękniejszych, jakie napisała kobieta, Włoszka, w czasach Odrodzenia.
Literaci ferraryjscy widocznie także dobrze wiedzieli, kto kierował morderczym sztyletem, prawie wszyscy pisali żałobne wspomnienia
o Ercolu, ale żaden z nich nie śmiał się domyślać sprawcy zbrodni, ani Ariosto, ani Celio Calcagnini, ani Aldo Manuzio, ani Bembo.
Dla Bemba była jednak śmierć Ercola groźną przestrogą, czuł on, że lada chwila zazdrość Alfonsa może mu ten sam los zgotować; niebawem też po owym wypadku wyjechał z Ferrary i odtąd bawił częścią na dworze w Urbino, częścią w Bolonii, a wreszcie w Rzymie i Padwie.
Stosunek Lukrecji z Bembą był ostatnim błyskiem tego serca, które dużo kochało i dużą swą słabością grzeszyło. W życiu córki Aleksandra ważny nastąpił przełom, powiła ona 4 kwietnia 1508 syna, którego ku pamięci dziada nazwano także Ercolem, a tym samym ściśle się już złączyła z dynastią Estów. Następnego roku urodził się drugi jej syn, Hipolit, a dużo później, w latach 1515 i 1516, miała jeszcze córkę Eleonorę i syna Franciszka.
Lukrecja szybko tyć zaczęła i w tej mierze nie potrzebowała zazdrościć swej rywalce, Izabeli Mantuańskiej, która także za wcześnie zbyt okrągłe kształty przybierała. Portrety Lukrecji z owych czasów, a mianowicie portret znajdujący się w muzeum w Nimes, mający — według Yriarta — przedstawiać Lukrecję, dalej obraz, który był w posiadaniu p. Gugenheima w Wenecji, jeżeli w ogóle mają cokolwiek prawa do autentyczności, przedstawiają Lukrecję już bardzo zmienioną, od czasów kiedy, jak niesie tradycja, Pinturicehio malował ją jako św. Katarzynę Egipcjankę, w owych freskach zdobiących komnaty Borgiów w Watykanie, i jak wybito jej medal d l'amour captif.
Na owych portretach, złych kopiach nie istniejącego już oryginału, Lukrecja wygląda niesympatycznie, ociężale. Włosy jasno-chatain, o złocistych połyskach, uczesane a la lombarde, z charakterystycznymi dwoma lokami po obydwu stronach twarzy, oko jasne, blade. Że oko miała jasne, nieuchwytnej barwy, potwierdzają wszystkie jej opisy, ale w tym oku musiał być wyraz i urok, którego owe nędzne portrety zupełnie nie oddają. Daleko więcej autentyczności przypisywałbym portretowi Pinturicchia, już z tego powodu, że pomiędzy twarzą na nim przedstawioną a rysami głowy modelowanej na wspomnianym medalu niezaprzeczenie istnieje pewne pokrewieństwo. Jeżeli się zważy, że Pinturicchio
malował bardzo młodą, rzymską jeszcze Lukrecję, medal zaś pochodzi już z jej czasów ferraryjskich, to pewne różnice zachodzące pomiędzy tymi dwoma portretami dadzą się łatwo wytłumaczyć.
Cechą jej była dobroć, a z czasem nabrała księżna wiele taktu i roztropności. Francuz, biograf Bayarda, nie może się jej nachwalić z powodu przyjęcia, jakie zgotowała francuskiemu wojsku. Umiała ona tak ująć Francuzów swoją uprzejmością, festynami i bankietami, iż mówili, że w owej epoce nie było księżnej tak pięknej, tak słodkiej, tak uprzejmej dla wszystkich i że Lukrecja tymi swymi zaletami wielkie usługi oddawała swemu mężowi i Ferrarze.
Stosunki ze Strozzimi i z Bembą pociągnęły to za sobą, że otoczenie Lukrecji stało się z czasem bardzo literackim i że oprócz owych bliższych przyjaciół i Ariosta, sporo się koło niej zaczęło grupować ludzi głośnych w ówczesnym świecie umysłowym. Zresztą sama Lukrecja miała więcej upodobania do literatury aniżeli do sztuki, którą się Alfons zajmował.
Pod urokiem Lukrecji stał Antonio Tebaldeo, o którym powyżej mówiliśmy, nie był on wszakże niebezpiecznym rywalem Bemby, gdyż miał wówczas około lat czterdziestu i nie dorównywał mu towarzyskimi zaletami. Do jej czcicieli należał także Celio Calcagnini, rodzaj polihistora o rozległej wiedzy. Celio pisał poezje, badał starożytność, był łacinnikiem, filozofem, historykiem, znał się na numizmatyce, a nawet zajmował się naukami przyrodniczymi, w razie potrzeby zaś tłumaczył starożytne komedie dla teatru w Ferrarze. Celio musiał być zresztą i w miłosnych sprawach bardzo biegłym, gdyż należał do wiernych towarzyszy kardynała Hipolita i jeździł z nim do Węgier. Dworak, chciał się dobrze polecić Lukrecji, zanim przekroczyła bramy Ferrary, napisał bowiem wiersz pochwalny na jej przyjazd.
Bardziej jeszcze zajmującą postacią, która dłuższy czas należała do otoczenia księżnej, był Giangiorgio Trissino, pochodzący ze znakomitej patrycjuszowskiej rodziny z Vicenzy, wielki bywalec, późniejszy poseł dyplomatyczny Leona X i Klemensa VII. Trissino przyjechał po raz pierwszy w kwietniu r. 1512 do Ferrary, wiązały go bowiem z tym miastem stosunki rodzinne. Urodzony w r. 1478, miał wówczas przeszło trzydzieści lat, był młodym wdowcem, gdyż niedawno stracił żonę, diletissima consorte, i tak co do wychowania i obejścia, jak co do wykształcenia należał do najświetniejszych postaci tamtejszego świata,
prestantissimo per nobilta di natali e moltiplicita di dottrina. Trissino podróżował już po Niemczech i bawił dłuższy czas w Mediolanie, skąd wywiózł bardzo ciekawe wspomnienia. Częstym gościem bywał tam bowiem za młodu w domu Cecylii Gallerani, słynnej piękności, kochanki Ludwika Mora, której prześliczny portret Leonarda da Vinci znajduje się, jak się zdaje, w muzeum książąt Czartoryskich w Krakowie.
U Cecylii spotykali się wieczorami prawie wszyscy znakomici ludzie Mediolanu, grano tam, śpiewano, poeci deklamowali swe najnowsze utwory, uczeni rozprawiali o filozofii i naukach przyrodniczych, architekci, rzeźbiarze i malarze pokazywali rysunki swoich artystycznych projektów. Dominikanin, nowelista Bandello, należał do częstych gości pięknej kobiety. Trissino poprawiał nieraz sonety Gallerani, która także pisała poezje.
Dla Lukrecji był zatem Trissino pożądaną osobistością już z tego powodu, że mógł opowiadać o Cecylii, którą się wówczas wszyscy zajmowali, gdyż podstarzała już piękność, wyszedłszy za mąż za hr. Bergamina, dalej jeszcze prowadziła otwarty dla poetów i uczonych dom w San Giovanni in Croce pod Kremoną. Trissino bardzo się księżnie podobał, nauczyła się ona cenić jego rozum i doświadczenie do tego stopnia, że w czasach burzliwych, kiedy Alfonso prawie ciągle żył w obozie, radziła go się w bardzo ważnych sprawach familijnych. Listy do niego adresowała: Al amico nostro carissimo. Trissino zamieszkał w Ferrarze u Obizzich, jednej z najbardziej arystokratycznych rodzin, należących do otoczenia Lukrecji. Siostra Trissina, Maddalena, była zamężna za Antonim Obizzim, bardzo oddanym rodowi Estów. Z Obizzimi w przyjaźni żyła rodzina Castelmo, książąt di Sora w Neapolitańskiem, którzy wygnani z ojczyzny zamieszkali w Ferrarze. U Obizzich i Castelmich zbierało się nadzwyczaj świetne i zajmujące towarzystwo. Z dowcipu i wymowy słynęła tam Margherita Moroscelli, matka owego Ercola Castelma, którego tragiczna śmierć poruszyła całe Włochy.
W wojnie Ferrary przeciw Wenecji walczył młody Castelmo pod wodzą Hipolita d'Este po stronie Alfonsa i wpadł w ręce słowiańskich żołnierzy, stojących na żołdzie Wenecji. Dzika horda, nie mogąc się pogodzić, do którego z jej oddziałów miał bogaty więzień należeć, głowę mu ucięła. Owo okrucieństwo dało powód Ariostowi do kilku pięknych strof, wymierzonych przeciw slawońskim barbarzyńcom. Zaczyna je poeta pełnym siły zapytaniem: