Dwór w Ferrarze (Chłędowski Kazimierz) str. 24

Zapraszamy do czytania!

alt
alt
alt
Skończył się pierwszy dzień uroczystości. Młoda księżna sprawiła na ludności jak najlepsze wrażenie, opowiadano sobie o niej, że smukła, że ma prześliczne jasne włosy i białe zęby, kształtny nos, że pełna wdzięku i uprzejmości, że ma żywe, wesołe oko, którego barwę rozeznać trudno. Cagnola, poseł miasta Parmy na uroczystości ślubne, który bardzo dokładne o wszystkim prowadził zapiski, zauważył, że Lukrecja ma oczy jasne, usta trochę za duże, szyję kształtną i białą, i że w całej jej postaci przebija uśmiech i wesele. Piękną płeć, dolce dera, podnosiła także w swych listach markiza de Cotrone, dama dworu Izabeli, pomimo że dość nieprzychylnie wyrażała się o Lukrecji i sądziła, że zwycięskie palio piękności z tych festynów wyniesie przecież. Izabela, jej padrona. Wszystkie te opisy zgadzają się mniej więcej z wizerunkiem Lukrecji, jaki nam przedstawia medal, zwany z tego powodu a l'amour captif, że na odwrotnej stronie widzimy amorka, przywiązanego do gałęzi wawrzynu, przy której leżą rozmaite instrumenty muzyczne. Medal ten musiał być robiony w pierwszych czasach pobytu Lukrecji w Ferrarze i przekazuje nam jej najbardziej autentyczny portret.
Wobec uroku, jaki Lukrecja roztaczała, zamilkła nawet satyra, która wówczas nie była pobłażliwą, a zamiast krytykować córkę papieża, rozwódkę i wdowę, zaczęto wyrzucać starszemu księciu, że za dużo pieniędzy wydaje na uroczystości. W sali teatralnej pałacu delia Ragione, gdzie grano komedie Plauta, rozrzucano mnóstwo sonetów, gryzących księcia z powodu rozrzutności, która się odbijała na biednych poddanych. Książę zazwyczaj sprzedawał urzędy, aby przysporzyć sobie dochodów, przed ślubem Lukrecji ceny za publiczne posady były wyższe aniżeli zwykle. Tita Strozziego potwierdził wtedy Ercole na stanowisku Giudice de Savi za bardzo wysoką sumę, pomimo że ludność go nienawidziła.
Główną ozdobą uroczystości weselnych były bale, przedstawienia teatralne i turnieje. Na wielkim balu w zamku tańczyła Lukrecja rzymskie i hiszpańskie tańce przy odgłosie tamburynów. Lubiła się popisywać solowymi tańcami, które wówczas bardzo były w modzie. Turnieje zakończyły się bez żadnego ciężkiego wypadku, tylko Guido Vaino da Imola zadał trzy rany koniowi swego przeciwnika, Aldrovandina Piatese, który zań musiał zapłacić pięćdziesiąt dukatów, gdyż rumak był wynajęty.
Słabą stroną Ercola, jak to już wyżej podnieśliśmy, był teatr; wydawał on nań pieniędzy bez liku. W sali, w palazzo delia Ragione, w której urzędował podesta, przygotowano na uroczystości weselne scenę czterdzieści łokci długą i pięćdziesiąt szeroką. Na niej znajdowały się malowane domy, skały, drzewa i przeróżne inne dekoracje. Od widzów przedzielała scenę niska ścianka drewniana. W części sali dla widzów
przeznaczonej siedzieli na przodzie książęta i dwór, dalej zaś publiczność w trzynastu rządach ławek amfiteatralnie ustawionych. Mieściło się tam trzy tysiące osób: w środku kobiety, po obydwu bokach mężczyźni. Salą i ławki wybite były zieloną materią. Na suficie jaśniało pięć tarcz herbowych: przodem tarcza papieża, po prawej herb króla Francji i Estów, po lewej herb Borgiów i dawny esteński. Przed rozpoczęciem przedstawienia kazał książę urządzić wystawę ubiorów, które będą użyte w komediach, aby goście widzieli, że dla każdej sztuki robiono osobne stroje. Było tam razem sto ubrań dla mężczyzn i kobiet, po większej części z lekkich, wełnianych materyj. Nad urządzeniem teatru pracowali literaci i artyści, wymyślali maszyny i przyrządy, malowali dekoracje. Głównie przyczynili się do uświetnienia przedstawienia Fino de'Marsigli, Trullo, Giovanni da Imola, Pelegrino da Udine, tudzież Dosso ze swymi ucznia mi. Muzykę komponował maestro Alfonso delia Vinola, a do głównych śpiewaków i śpiewaczek należeli madonna Dalida, maestro Alfonso Lanto i Giovanni Michele.
Sceniczne przedstawienia tych dni weselnych miały się stać epoką w rozwoju nowożytnego teatru. Ercole posprowadzał, skąd mógł, aktorów . i kazał grać cały cykl, aż pięć sztuk Plauta, które poprzedzał okoliczno ściowy prolog. Z wyjątkiem jednego wieczora, grano komedie codziennie, od trzeciego do ósmego lutego, urozmaicając przedstawienia koncertami i moreskami lub popisami żonglerów. Same Bachidy Plauta trwały pięć godzin, a Izabela Gonzaga nie mogła z nudów wytrzymać i pisała do męża, że całe to wesele takie nużące i chłodne, iż zdaje jej się trwać już lat tysiące. Ale też przedstawienia trwały od szóstej lub siódmej wieczór aż do północy. Jeszcze moreski, rodzaj pantomin z muzyką i tańcami, były dla publiczności wytchnieniem, ale komediami Plauta zachwycał się chyba sam Ercole i profesorowie uniwersytetu.
W jednej z moresek wjechał wielki wóz na scenę, zaprzężony w jednorożca, który był symbolem Estów. Powoziła nim piękna dziewica, a na platformie wozu odgrywała się cała „historia". Nimfa uwalniała kilku jeńców, przywiązanych do drzewa, a ci, ciesząc się z odzyskanej swobody, zeszli na scenę i zaczęli tańczyć przy odgłosie muzyki, podobno wielce jednostajnej i nudnej. Także dziesięciu Murzynów tańczyło trzymając w zębach zapalone pochodnie, a dziesięciu gladiatorów popisywało się wojennym tańcem.
Wielu starszych ludzi gorszyło się tańcem mężczyzn i kobiet w trykotach cielistego koloru, w których tańczący wyglądali, jakby byli zupełnie obnażeni. Tancerki sypały na ziemię sztuczny proszek pachnący, tak że całą salę przedziwna woń zapełniła. Z wyrafinowanym kunsztem
 
chcianodziałać na zmysły i fantazję. Ercole lubił nieprzyzwoite komedie, nawet Izabeli było tych niemoralności na scenie za wiele; po przedstawieniu Cassiny pisała z tego powodu w liście do męża bardzo złośliwe uwagi.
W ściślejszym towarzystwie popisywała się markiza Izabela swym śpiewem, głównie, aby zabawić posła francuskiego, dla którego bardzo była uprzejmą, a rozmawiając z nim długo zdjęła rękawiczki i darowała mu je na pamiątkę.
O jej głosie pisał Trissino w swej kanconie Gentil signora:
Ma quando le sue labbra al canto muove,
Tanta dolcezza piove
Dal ciel, che l'aere si rallegra, e il vento
A si dolce armonia s'afferma intento.
Ostatni dzień uroczystości przeznaczony był na wręczanie podarunków pani młodej. Były one dość oryginalne. Król francuski przysłał jej różaniec ze złotych kulek napełnionych piżmem, które wówczas bardzo było kosztowne, a przy tej sposobności załączył dla Don Alfonsa tarczę z emaliowanym obrazem, przedstawiającym Marię Magdalenę, tudzież przepisy na lanie armat. Posłowie innych państw składali u stóp Lukrecji po największej części sztuki brokatów albo srebrne naczynia kunsztownej roboty. Dziwnym podarunkiem obdarzyli ją Wenecjanie. Kazali zrobić dla swych posłów, Mikołaja Dolfini i Andrzeja Foscola, nadzwyczaj kosztowne płaszcze z karmazynowego aksamitu, obszyte gronostajami, a zanim posłowie do Ferrary odjechali, musieli przyjść do sali wielkiej rady i tam się w tych płaszczach pokazać zgromadzonemu senatowi i czterem tysiącom widzów. Na jeden z tych płaszczów spotrzebowano trzydzieści dwa, a na drugi dwadzieścia ośm łokci aksamitu. Otóż te płaszcze ofiarowali posłowie Lukrecji w podarunku. Najprzód przedstawili się w nich księżnej, mówiąc długie oracje, jeden po łacinie, drugi po włosku, następnie wyszli do przedpokoju, zdjęli te kosztowne okrycia i kazali je oddać Lukrecji. Cała Ferrara wyśmiewała Wenecjan.
Izabela Mantuańska codziennie pisywała do męża w czasie uroczystości; listy jej zdradzają zły humor i niezadowolenie z tego, że Lukrecja lepsze robi wrażenie, aniżeli się spodziewano. Natomiast listy osób przychylnych Izabeli przyznają mantuańskiej markizie bezwzględne zwycięstwo co do piękności i zachowania się w całym tym świetnym towarzystwie. Marchesa de Cotrone donosiła swemu narzeczonemu, Franceskowi Gonzadze, że Izabela przewyższała wszystkie kobiety co do piękności i gracji, że w porównaniu z nią wszystkie były niczym — un niente. B. Capilupo pisał markizowi mantuańskiemu, że palma pierwszeństwa należała się
 
Izabeli. Mówiono najwięcej w czasie uroczystości ferraryjskich o pięciu kobietach, o Lukrecji, Izabeli, Elżbiecie z Urbino, Emilii Pio,i markizie de Cotrone. Capilupo, stronniczy świadek, stawia z nich wszystkich Lukrecję na ostatnim miejscu. Gdy Izabela rozmawiała z ambasadorem francuskim, wprowadzała całe towarzystwo w podziw swym doświadczeniem i swą gładkością wymowy. Capilupo dodał złośliwie, że Lukrecja, pomimo iż miała więcej z mężczyznami do czynienia aniżeli markiza i Elżbieta, przecież nie mogła im wyrównać w roztropnej rozmowie.
Ślub w Ferrarze był wielkim zdarzeniem w świecie pięknych strojów; opisywano i rozbierano wówczas każdą nową drobnostkę w kobiecych i męskich ubraniach, jaką zauważono w świetnym zgromadzeniu, zastanawiano się nad pończochami d la sforzesca, beretami a l'antiqua i mnóstwem innych szczegółów. Kobiety zajmowały się szczególnie Hiszpanami, którzy przybyli do Ferrary w orszaku Lukrecji. Była to epoka, kiedy Hiszpanie z wielką szkodą włoskiego obyczaju i włoskiej grzeczności zaczęli rej wodzić w rzymskim towarzystwie.
W miarę wzrostu potęgi Borgiów ciągnęło mnóstwo Hiszpanów do Rzymu szukając tam stanowisk i zarobku. Nawet hiszpańskie kortegiany zaczęły być w modzie; na ulicach i w towarzystwie słychać było co chwilę hiszpański język, czytano hiszpańskie romanse, jeżdżono konno a la spagnola, ubierano się z hiszpańska, przyswajano sobie mnóstwo wyrazów i zwrotów hiszpańskich. Lada kramarza albo sługę tytułowano Don, a pojedynki mnożyły się w nieskończoność.
Ten żywioł hiszpański był istną klęską Włoch. Hiszpanie stali pod względem rzeczywistej kultury i właściwości charakteru daleko niżej aniżeli Włosi. W kilkuwiekowych walkach z Maurami przejęli oni na zewnątrz wyszukaną grzeczność i rycerskość Maurów, ale nie mieli rzetelnych cnót i wysokiej kultury podbitego narodu. Długotrwałe religijno-szczepowe walki wyrobiły w nich krwiożercze, prawdziwie tygrysie instynkty, które się kryły pod pozorną ogładą. Religia zmieniła się u nich w szereg zabobonów, honor był pokrywą zemsty i wendety, o rzetelnej moralności nie mieli wyobrażenia. Słynęli z nieuczciwości i najbrzydszych nałogów.
Młode Włoszki ulegały jednak najczęściej urokowi cudzoziemskiej galanterii i przez długie czasy wyszczególniały Hiszpanów. Podczas uroczystości weselnych w Ferrarze zauważono, że donzelle Lukrecji jeździły „gęsiego", jedna za drugą, chcąc szczegółowo pokazać swoje stroje Hiszpanom, którzy mieli zwyczaj stawać tam, gdzie kobiety przejeżdżały, i natrętnie im się przyglądać.
Po skończonych festynach goście się rozjechali, tylko donna Adriana, wraz z kilkoma rzymskimi paniami i z całą swą świtą, nie zabierała się
 
do odjazdu. Ercole I był w rozpaczy, musiał żywić z tego powodu czterystu pięćdziesięciu ludzi i trzysta pięćdziesiąt koni. Zapasy żywności i paszy wyczerpały się już w czasie zjazdu weselnego, ciężar więc utrzymywania licznych gości przez czas dłuższy stawał się niemożliwym do zniesienia. Ercole pisał nawet w tej sprawie do swego posła w Rzymie, aby papież wezwał Adrianę do powrotu, ale byłej ochmistrzyni Lukrecji widocznie bardzo się podobało w Ferrarze, gdyż wyjechała dopiero w maju z powrotem. Ludność Ferrary narzekała, same dni weselne kosztowały 25.000 dukatów.
Młodzi księstwo zamieszkali w Castel Vecchio. Niewesoła rezydencja, z więzieniami w piwnicach i mnóstwem komarów, które krążyły nad stojącymi wodami otaczającymi zamek. Papież dowiadywał się, czy Lukrecja szczęśliwa, gdy mu zaś doniesiono, że Don Alfonso tylko w dzień szuka przyjemności poza domem, noce zaś spędza przy małżonce, był zadowolony. Słynny chevalier Bayard, wielki wielbiciel Lukrecji, stwierdza w jednym ze swych listów to zadowolenie papieża dodając, że Aleksander pochwalił Don Alfonsa. Il signor Don Alfonso va a piacere in diversi loci come giovane, il quale, dice sua Santita, fa molto bene.
 
IV
Czy Lukrecja zupełnie się zgadzała z tym postępowaniem męża, to rzecz inna, ale córka papieska czuła silną rękę nad sobą, z Alfonsem żartować nie było można.
Bonaventura Pistofilo, długoletni sekretarz, powiernik i biograf Alfonsa, il dotto, il fedelę, il diligente segretario Pistofilo, pisze o nim, że książę był silnym, wysokim mężczyzną, lubiącym fizyczne trudy. Bardzo bystry, łagodnego usposobienia, uczył się dużo, podróżował w młodości po Francji i Anglii, znał wybornie muzykę, grał nawet sam pięknie na skrzypcach, ale przede wszystkim lubił zabawy rycerskie, polowanie i konie, a pływał jak jesiotr w swym Padzie. Licznego towarzystwa unikał, ale z ludźmi niższego stanu chętnie przestawał, z inżynierami, robotnikami, którzy mu pomagali w jego zajęciach. Coraz to nowe bowiem wznosił budowle, pracował nad udoskonaleniem armat, nad rozwinięciem fabryki fajansów. Nadzwyczaj sumienny panujący był sam sprawiedliwym i żądał sprawiedliwości od swoich poddanych.
Charakterystyka Alfonsa, którą nam przekazał Pistofilo, zupełnie się zgadza z wrażeniem, jakie sprawia portret księcia w galerii esteńskiej w Modemie, będący kopią oryginalnego obrazu Tycjana. Książę, silny,
 
barczysty mężczyzna o podłużnej twarzy, bujnej brodzie, opiera się prawą ręką o armatę, może o jedno z tych trzech dział, które stanowiły jego chwałę: Grandiavolo, Terremoto i Giulia. To ostatnie ulane z olbrzymiego posągu Juliusza II, dzieła Michała Anioła, które lud bołoński, nienawidzący papieża, pogruchotał podczas rewolucji w dniu 30 grudnia 1511.
W owych czasach Ferrara potrzebowała takiego poważnego, silnego panującego. Trzej papieże godzili jeden po drugim na całość państwa esteńskiego: Juliusz II siłą i podstępem, Leon X i Klemens VII wiarołomstwem i intrygą. Czasy były bardzo ciężkie, trzeba było nie tylko bronić się przed papieżami, ale ciągle szukać oparcia u jednego z dwóch potentatów europejskich, u króla Francji lub u króla Hiszpanii, prowadzących ze sobą ustawiczne wojny. Istny taniec wśród mieczów.
Alfonso przetrwał to wszystko: były chwile, kiedy utracił Modenę, Reggio, Polesinę, kiedy na nim ciążyła klątwa Juliusza II, kiedy morowa zaraza dziesiątkowała ludność Ferrary, a trzęsienia ziemi niszczyły majątek narodowy albo kiedy sam książę, ranny w czoło po bitwie pod Bastią kamieniem, wyrwanym strzałem własnej armaty, leżał prawie martwy na ziemi. Były to czasy ciężkie, kiedy u Jacoma d'Ambrogio, bankiera w Weronię, musiał zastawić za 450 lir 2883 medali, które jego przodkowie zbierali, kiedy następnie poszły w zastaw i klejnoty Lukrecji; wszystkiemu stawił czoło mężny Alfonso, obronił się przed papieżami, wygrał pamiętną bitwę pod Rawenną (11 kwietnia 1512), wykupił medale i klejnoty, odzyskał stracone posiadłości i zostawił państwo swemu najstarszemu synowi, Ercolowi II, w roku 1534, po długim i — rzec można — świetnym panowaniu.
Tak czynnemu księciu nie pozostawało wiele czasu i ochoty do zajmowania się literaturą, zwłaszcza że wrodzone zamiłowanie pociągało go raczej do sztuk plastycznych, do architektury i malarstwa. Natomiast Lukrecja starała się stworzyć w czasach spokojniejszych ognisko umysłowego ruchu i rzeczywiście dwór ferraryjski należał za jej życia pod tym względem do najbardziej głośnych we Włoszech i w ogóle do najświetniejszych w czasie Odrodzenia.
Lukrecja wywierała jakiś szczególny urok: całe otoczenie się w niej kochało, a literaci, których było w Ferrarze bez liku, częścią z głębszego uczucia, częścią pragnąc się przypodobać, opiewali jej cnoty, jej rozum, w łacińskich i włoskich wierszach. Swą dobrocią, swą uprzejmością zwyciężyła wszystkich, tylko Izabela Mantuańska była nieprzejednaną i jej sympatii Lukrecja nigdy pozyskać nie zdołała, pomimo że w tym celu ciągle robiła starania.
Aby się przypodobać mantuańskiej markizie, pisała do niej wkrótce