1494 wśród ulewnego deszczu i zamieszkała w ulubionej siedzibie swego męża, w Gradara. Aleksandrowi VI ciężyło na sercu to rozłączenie się z córką, żądał więc ciągle od niej wiadomości, a z owych czasów zachował się własnoręczny list papieża do niej, pełen wyrazów ojcowskiego przywiązania. Papież poleca Lukrecji, aby dbała o zdrowie i pilnie modliła się do Madonny.
Polityka papieska szybko jednak na inne zeszła tory; Hiszpania załagodziła naprężenie, jakie istniało pomiędzy Aleksandrem VI a królem Ferdynandem Neapolitańskim, wskutek czego papież zerwał przymierze z Ludwikiem Moro i Wenecjanami. Stanowisko Sforzów na dworze papieskim od razu się zachwiało, Aleksander VI połączył się z dynastią aragońską i stał się przeciwnikiem projektowanej wyprawy Karola VIII do Włoch, nad którą Moro pracował. Nawet ulubieniec papieża, Ascanio Sforza, nie czuł się wskutek tego bezpiecznym w Rzymie i umknął do Colonnów, do Ganezzano, którzy stali na żołdzie Francji.
Giovanni Sforza, jako kondotier Kościoła, bawił jeszcze jakii czas w obozie neapolitańskiej armii, ale i jego stanowisko stało się niemożliwym. Musiał albo walczyć przeciw Francuzom i działać wbrew interesom własnej rodziny, której naczelnikiem był Moro, albo zerwać z papieżem. Aleksander VI ułatwił mu sprawę, gdy bowiem Giovarmi do Rzymu przyjechał, gdzie i Lukrecja wówczas się znajdowała, zażądał papież od niego dobrowolnego zezwolenia na rozwód z żoną i zeznania, że małżeństwo z jego winy spełnionym nie zostało.
Giovanni nie chciał na to przystać, ale poza papieżem stał już Cezar Borgia, który podobne sprawy załatwiał trucizną albo sztyletem. Miał on wprost oświadczyć siostrze, że się znajdą sposoby, aby ją od niedogodnego dzisiaj małżonka uwolnić. Lukrecja szybko zawiadomiła o grożącym mu niebezpieczeństwie Giovanniego, który wsiadł na tureckiego bieguna i w przeciągu dwudziestu czterech godzin dojechał do Pesaro. Koń padł od zmęczenia, ale Sforza życie uratował.
Opowiadają, że gdy Cezar przyszedł do siostry, aby ją uwiadomić, iż rozkaz zamordowania jej męża już wydany, bawił u niej właśnie Jacomino, dworzanin Sforzy. Lukrecja ukryła go za kotarą, aby słyszał jej rozmowę z Cezarem, a gdy tenże wyszedł, wysłała czym prędzej Jacomina, aby doniósł Sforzy o zamiarach Borgiów. Lukrecja postąpiła uczciwie wobec swego męża, którego może nigdy nie kochała, ale którego ostatecznie była żoną. Po ucieczce Sforzy zamieszkała w klasztorze S. Sisto w Rzymie, dokąd się przeprowadziła 4 czerwca 1497. Czy się tam cofnęła z własnej woli, czy z rozkazu papieża i Cezara, którzy musieli się dowiedzieć, że ułatwiła ucieczkę Giovanniemu, nie wiadomo.
We wrześniu 1497 papież zwołał komisję rozwodową, która orzekła, że małżeństwo było nieważne, gdyż nie zostało consummatum. Lukrecja musiała oświadczyć, że fakt ten zaprzysiąc może.
Gdy się Sforza o tym dowiedział, nie czuł się już nawet w Pesaro bezpiecznym i uciekł stamtąd przebrany do Mediolanu. Zrazu protestował przeciw zeznaniom przekupnych świadków, ale z Borgiami nie można było wojny prowadzić. Ludovico Moro i Ascanio Sforza nalegali na niego, aby się poddał rzymskim żądaniom. Giovanni więc uległ ich namowom i wystawił pisemne oświadczenie, że twierdzenia Lukrecji są prawdziwe.
Dwudziestego grudnia 1497 ogłoszono sądowy rozwód, a Sforza oddał Lukrecji jej posag, 31.000 dukatów. Odtąd stał się największym nieprzyjacielem swej dawnej żony i rozpuszczał najohydniejsze wieści o jej stosunku z papieżem. Wobec braku komunikacji i gazet, wszelkim plotkom, nawet najmniej do prawdy podobnym, łatwo wówczas wierzono. Wieści te dostały się do listów, do kronik i przetrwały do dziś dnia.
Najdosadniejszym zaprzeczeniem kazirodczych stosunków Aleksandra VI z Lukrecją jest to, że papież był najlepszym ojcem, a wielkie jego wady wynikały właśnie z tej miłości i z zaślepienia ku dzieciom. Zresztą Aleksander był bardzo normalną, zdrową naturą, tylko oczywiście nie stworzonym na papieża. Trucie lub mordowanie nieprzyjaciół lub ludzi niewygodnych nie było wówczas u panujących jakąś niemoralną właściwością charakteru.
Widoki polityczne papieża, a w szczególności Cezara Borgii, wymagały bliższego połączenia z neapolitańskim dworem. W tym celu Lukrecja miała się znowu stać pożytecznym narzędziem. Papież zażądał od Federica jego córki, Carlotty, za żonę dla Cezara Borgii. Do takiej ofiary nie chciał się król neapolitański nakłonić, zwłaszcza że na Cezarze ciężyła świeża krwawa plama, podejrzenie, że kazał zamordować swego brata, Gandię. Po dłuższych jednak układach Federico przystał na to, aby naturalny syn Alfonsa II, Don Alfonso, ożenił się z Lukrecją. Siostra Don Alfonsa, Donna Sancia, była już żoną młodszego brata Cezara, Don Joffra.
Alfonso, jak mówiono, najpiękniejszy młodzieniec w Rzymie, miał lat siedmnaście, Lukrecja była o rok od niego starszą. Dwudziestego czerwca 1498 odbył się ślub tej młodej pary, cicho, bez głośnych festynów. Lukrecja za często wychodziła za mąż, aby jej śluby chciano wielkimi uroczystościami zapisywać w pamięci ludu. Córka papieża otrzymała 40.000 dukatów posagu, a król neapolitański dał swemu bratankowi księstwo Bisceglia jako podarunek ślubny.
Małżeństwo było szczęśliwe, Lukrecja szczerze pokochała Neapolitańczyka, który powszechną sobie w Rzymie zyskał sympatię. O ile wiemy,
była to pierwsza miłość córki papieża, której sercem rozporządzano jak workiem złota, leżącym w skarbie watykańskim. Sprzedawano, zastawiano ten cenny klejnot w miarę, jak było potrzeba.
Ale i tym razem okazała się możność lepszego spieniężenia fantu. W rok po ślubie Alfonsa papież stał się nieprzyjacielem neapolitańskiej dynastii Aleksander VI przystąpił do ligi króla francuskiego, Ludwika XII, z Wenecją, mającej na celu wypędzenie Ludwika Sforzy z Mediolanu. Natomiast Francja obowiązała się dopomagać Cezarowi Borgii w zdobyciu Romanii.
Ascanio Sforza uciekł powtórnie z Rzymu obawiając się, aby go nie uprzątnięto, jako niepotrzebnego już kardynała. Młodemu Alfonsowi groził sztylet Cezara, bo Cezar z pomocą Francji marzył i o podboju królestwa neapolitańskiego.
Lukrecja musiała znowu ostrzec swego męża, aby szukał bezpieczeństwa w ucieczce. Tym razem serce jej się krwawiło, przywiązała się do pięknego Neapolitańczyka, za trzy miesiące zresztą spodziewała się potomka. Alfonso uciekł 2 sierpnia 1499, Lukrecja ciągle za nim płakała.
Ale Aleksander VI „dobrym" był ojcem, na pocieszenie zamianował swoją córkę rejentką miasta Spoleto z okręgiem, gdzie dotąd rządzili papiescy legaci, i oddał jej Nepi.
Lukrecja wyjechała z wielkim pocztem dworzan objąć w posiadanie swe lenna, ale bawiła tam krótko, zmuszona wracać do Rzymu na połóg, Pierwszego listopada też 1499 powiła syna, którego na cześć papieża nazwano Rodrigiem.
Tymczasem Alfonso Bisceglia, sądząc zapewne, że niebezpieczeństwo dla niego minęło, powrócił do Rzymu używać rodzinnego szczęścia. Być może, że Lukrecja zawierzyła Cezarowi, może sądziła, iż mąż jej nie stoi już na zawadzie projektom politycznym brata.
Ale w tej mierze myliła się. Cezar nienawidził całej rodziny aragońskiej wraz ze swym młodym szwagrem, a nadto miał już inne dla siostry zamiary. Bisceglia był niepotrzebnym, w ciemnych komnatach Borgiów zapadł na niego wyrok śmierci.
Gdy książę 15 lipca 1500 około jedenastej w nocy wracał z Watykanu, napadło go pięciu zbirów na placu św. Piotra i ciężko raniło. Sądząc, że napad był dziełem Cezara, nie chciał się Alfonso nawet dać leczyć rzymskim doktorom z obawy, aby go nie otruli; sprowadził sobie lekarza z Neapolu.
Uczony Pastor, idąc za Historią papiestwa Anglika Creightona, utrzymuje, że sprawcami napadu byli Orsini, którzy sądzili, że Alfonso wiąże się z ich nieprzyjaciółmi, Colonnami. Alfonso jednak miał przekonanie, że to sztylety Borgii godziły na jego życie, a co do nas, zdaje nam się, że
Alfonso i Lukrecja lepiej te rzeczy musieli wiedzieć aniżeli późniejsi historycy.
Alfonso taką zemstą pałał ku szwagrowi, że widząc raz przechodzącego Cezara w watykańskim ogrodzie, porwał za łuk i wypuścił ku niemu strzałą. Wtedy Cezar posłał swych siepaczy i kazał Alfonsa zamordować. Posiekano go w kawałki.
Lukrecja została wdową. Po strasznych przejściach zachorowała na febrę i wówczas, jak się zdaje, zaszły pomiędzy nią a ojcem jakieś nieporozumienia, co by zresztą dziwnym nie było.
Znękana, wyjechała 20 sierpnia 1500 w 600 koni do Nepi. Ale widocznie albo papież tęsknił za córką, albo Lukrecja nudziła się w prowincjonalnym miasteczku, gdyż we wrześniu albo w październiku wróciła do Rzymu.
II
W listopadzie 1500 zaczęto już o tym mówić, że Lukrecja wyjdzie za mąż za Alfonsa, następcę tronu Ferrary, dwudziestotrzechletniego wdowca. Projekt ten wylęgnął się w komnatach Borgiów, a kardynał Ferrari, Modeńczyk, napisał o tym zaraz do Ercola.
Można sobie wystawić, jak przykre wrażenie sprawiła ta wiadomość w rodzinie Estów. Odmowa mogła ich pozbawić Ferrary, należącej właściwie do krajów papieskich i płacącej trybut Rzymowi. Potęga Cezara tak się wzmagała, że trzeba było największych wysileń, aby się jej oprzeć. Z drugiej strony Ercole i Alfonso nie mogli znieść tego upokorzenia, aby wprowadzać w dom córkę papieża, kobietę, o której jak najgorsze krążyły wieści. W Ferrarze myślano zresztą o tym, aby wejść w koligację z dworem francuskim: Alfonso miał pojąć za żonę Luizę, wdowę po księciu d'Angouleme.
Jeszcze bardziej niż ojciec oburzał się Alfonso na samą myśl o tym związku, a miał on dużo siły woli i w ogóle był charakterem twardym, nieugiętym.
Na list kardynała Ferrarego odpowiedział więc Ercole odmownie. Ale papież tak łatwo nie ustąpił, potrafił nawet pozyskać w tej sprawie poparcie dworu francuskiego, a cała zgraja wpływowych ajentów starała się przedstawić księciu Ferrary korzyści tego związku, a z drugiej strony grozić niebezpieczeństwami, na jakie w razie odmowy naraża się dynastia Estów. Ercole niebawem zrozumiał, że potędze Borgiów nie będzie się można opierać, ale Alfons nie chciał słyszeć o tym związku i dopiero gdy
mu ojciec powiedział, że jeżeli nie syn, to on, Ercole, będzie się musiał z Lukrecją ożenić, zachwiał się w swym oporze.
Najwięcej do przyjęcia zamiarów Aleksandra VI, do ich uskutecznienia, miał się przyczynić gubernator Romanii i powiernik Cezara, Don Ramiro de Lorgna, uomo crudele et espedito, jak go scharakteryzował Machiavelli.
Już 8 lipca 1501 roku kazał Ercole oświadczyć Ludwikowi XII, który występował jako mimowolny pośrednik, że wejdzie z papieżem w układy.
Układy były trudne, Ercole żądał dużo, papież gniewał się, ale folgował, gdyż chciał połączyć swoje dzieci z najbardziej arystokratyczną rodziną we Włoszech. Cezar i Lukrecja napierali zresztą na ojca, aby się za cenę tego małżeństwa skłonił nawet do ciężkich ofiar.
Lukrecja więc miała dostać w posagu 200.000 dukatów, zniżenie trybutu, który Ferrara płaciła Kościołowi, i mnóstwo innych korzystnych ustępstw dla rodziny Estów.
Przygotowując Lukrecję do ważnego stanowiska, jakie zająć miała, ustanowił ją papież, gdy wyjeżdżał w lipcu do Sermonety, swoją zastępczynią w Watykanie. W nieobecności Aleksandra była Lukrecja rodzajem rejentki w rzeczach tyczących się państwa (kościelnego, mogła otwierać listy, a w bardzo ważnych sprawach miała się radzić kardynała Lisbony.
Kontrakt ślubny został podpisany w zamku Estów w Belfiore, dnia 1 września 1501, a gdy wiadomość o tym doszła 4 września do Rzymu, kazał Aleksander bić z moździerzy na zamku św. Anioła i Watykan wieczór oświecić. Nazajutrz udała się Lukrecja w otoczeniu biskupów z eskortą trzystu konnych do S. Maria del Popolo, aby dzięki złożyć Madonnie, do której ojciec pilnie modlić się jej przykazywał. Kosztowną suknię, w którą tego dnia była ubrana, darowała jednemu z błaznów nadwornych, gdyż ucieszony wybiegł na ulicę i krzyczał: Niech żyje księżna Ferrary!
Gdy posłowie ferraryjscy przyjechali do Rzymu, byli nadzwyczaj zadowoleni z uprzejmości papieża, ale Cezar Borgia nie odznaczał się zbyt wielką grzecznością. Pierwszy raz, jeszcze 23 września, przyjął ich wprawdzie, ale leżał w łóżku. Ferraryjczycy myśleli, że Cezar chory, gdyż całą poprzednią noc tańczył, ale później dowiedzieli się, że mu nic nie brakowało i że następnej nocy miał dość sił i humoru, aby znowu całą noc przetańcować. Później wprawdzie starał się naprawić złe wrażenie i wyznaczył posłom u siebie audiencję, co uważano za wielką łaskę, gdyż nie lubił udzielać posłuchań i w ogóle nie cierpiał dworskich ceremonij, ale mimo to ich nie przyjął. Posłowie skarżyli się z tego powodu przed papieżem, Aleksander udawał, że się gniewa na syna, i opowiadał, że z Cezarem nie ma rady, żyje on po swojemu, robi z dnia noc, a niedawno posłowie z Rimini dwa miesiące czekali w Rzymie, zanim mogli się z nim widzieć.
Gdy chodziło o ułożenie listy tych książąt i dygnitarzy, którzy mieli przyjechać po Lukrecję, wymienili posłowie także Annibala Ęentivoglia, syna Giovanniego, którego papież nie lubił. Aleksander się zastanowił, ale wreszcie powiedział, że „choćby Ercole d'Este przysłał mu Turków w poselstwie, to ich dobrze przyjmie". Raz tylko zniecierpliwił się, gdy książę Ferrary coraz to nowe stawiał warunki, i nazwał go „kramarzem", un mercatante.
Już po śmierci Alfonsa Bisceglii napisano niemało, osobliwie w Neapolu, złośliwych wierszy o Borgiach i Lukrecji, a epigramy Sannazara i Pontana przedstawiały ją jako bezwstydną heterę; zaledwie jednak małżeństwo pomiędzy Alfonsem d'Este a Lukrecją zostało ułożone, a znowu pojawiły się liczne paszkwile, które z całą bezwzględnością uderzały na rodzinę Borgiów. Przede wszystkim narobiła hałasu książeczka pisana w formie listu do Silvia Savellego, który się wówczas chronił przed papieżem u cesarza Maksymiliana w Niemczech. Papież skonfiskował był dobra Savellego, a autor broszury winszuje mu, że przynajmniej zdołał życie uratować z rąk rozbójników Borgiów. Radzi on Savellemiu, aby cesarzowi i wszystkim książętom niemieckim opowiedział o zbrodniach Borgiów i o niecnym życiu, jakie papież prowadzi. W tym celu donosi mu o wszystkich członkach znienawidzonej rodziny: o Aleksandrze, Cezarze, Lukrecji i innych. Książeczka zebrała wszystkie plotki i obelgi, jakie tylko rozszerzali nieprzyjaciele Borgiów w Mediolanie, w Wenecji i w Neapolu. Było to dzieło gniewu i wendety. Pomiędzy innymi opowiadał tam autor o owym bankiecie w ostatni dzień października, po którym papież kazał tańczyć wobec siebie i w przytomności Cezara i Lukrecji pięćdziesięciu kortegianom, najprzód w ubraniach, następnie bez ubrań.
Papież przeczytał broszurę, przyzwyczajony jednak jeszcze jako kardynał do rzymskich satyr i paszkwilów, śmiał się z owych obelg wraz ze swym otoczeniem. Ale Cezar takich żartów nie rozumiał, wyśledził autora broszury, którym miał być Neapolitańczyk, Jerenimo Mancione, i kazał mu uciąć rękę i wyrwać język. Zarazem kazał ukarać innego paszkwilanta, rbata Gian Lorenza, papieskiego bibliotekarza, a jakiegoś Wenecjanina uwięzić za to, że jedno z pism skierowanych przeciw papieżowi przetłumaczył z greckiego na język łaciński.
Na czele poselstwa, które przybyło do Rzymu po Lukrecję, stał kardynał Hipolit d'Este, brat Alfonsa, ów wykwintny salonowiec, zręczny dyplomata, wielbiciel kobiet, słynny myśliwy. Prócz niego pięciu jeszcze członków rodziny Estów należało do owego orszaku: Don Ferrante, Don Sigismondo, Niccoló Maria, biskup z Adrii, Meliaduse d'Este, biskup z Comacchio, i Don Ercole, siostrzeniec księcia. Najznakomitsi członkowie