Dwór w Ferrarze (Chłędowski Kazimierz) str. 20

Sponsorzy:


alt
alt
alt
Jednym z głównych przedstawicieli tego kierunku na dworze w Ferrarze, do pewnego stopnia jego twórcą, był Antonio Tebaldi, któremu to nazwisko za mało było poetycznym, więc przezwał się Tebaldeo. Urodził się w Ferrarze w r. 1463, tam się kształcił i tam pierwsze swe pisał wiersze, wskutek których doszedł wcześnie do takiej sławy, że został nauczycielem poezji małej Izabeli d'Este. Nauczyciel był zadowolony ze swojej uczennicy i mówił raz o niej, że zaczyna cuda działać w poezji, ad jare miraculi in poesia, czego znowu nie należy brać zbyt dosłownie. Do sonetów trzeba było treści, więc Tebaldeo zasłynął ze swych stosunków miłosnych i opiewał je w swych sonetach, a jego wiersze tak się podobały, że jeden z dworskich poetów esteńskich pisał do niego:
Remembrati di noi tu che trascendi,
Con l'ali snelle d'un stil raro e bello,
Dal mondo al cielo: tal che questo e quello
Stupiscon del gran ben che fra noi prendi.
Gdy jednak Izabela wyszła za mąż za Gonzagę, Tebaldeo przeniósł się na dwór Bentivogliów w Bolonii, tam studiował medycynę i tylko od czasu do czasu posyłał sonety swej dawnej uczennicy. Ale markesana zatęskniła za nim, miała chwile, kiedy chciała zostać poetką i zapragnęła, aby Tebaldeo otworzył jej wrota do Parnasu. Zresztą lubiła towarzystwo Antonia i wyrażała się o nim, że jest człowiekiem di tanto honore et piacere. Przyjemny dworzanin przeniósł się więc z Bolonii do Mantui i tam nie tylko że uczył markesanę, jak ma naprawdę zostać poetką, ale co więcej, pisał cichaczem sonety dla markiza, który je wydawał za swoje.
Umieć układać sonety należało, jak wiemy, do dobrego wychowania, biedny markiz w żaden sposób nie mógł podołać temu zadaniu, więc radził sobie, jak mógł, a nawet później, kiedy już Tebaldeo wyjechał z Mantui, jeszcze kazał mu przysyłać sobie sonety do własnego użytku.
Poeta wywiązywał się ze swego zadania ku zupełnemu zadowoleniu markiza, ale Gonzaga nie wynagradzał Tebaldea stosownie do jego mizernych potrzeb. Antonio w ciągłej znajdował się potrzebie, a żywiono go na dworze jak najgorzej, dawano mu „najsmutniejsze" wino i nieświeże mięso. Prosił więc markiza, aby mu wyznaczył przynajmniej dziesięć dukatów miesięcznie, gdyż inaczej nie będzie się mógł w Mantui utrzymać i gdzie indziej poszuka sobie służby. Markiz nie zgodził się na dziesięć dukatów, a Tebaldeo wrócił do Ferrary, został na razie dworzaninem kardynała Hipolita d'Este (1498), a następnie zaczął hołdować nowej gwieździe na ferraryjskim dworze, Lukrecji Borgii, i otrzymał u niej posadę sekretarza.
 
Z dworem mantuańskim utrzymywał zawsze stosunki, posyłał tam wier-
sze nie wymagając zbyt wygórowanej za nie zapłaty. Raz prosił, markizę, aby mu darowała przynajmniej cztery koszule, choćby z lichego płótna, zapłaci jej wierszami, gdyż na co innego go nie stać.
Wreszcie w roku 1513, po wstąpieniu na tron Leona X, w czasie pospolitego ruszenia wszystkich poetów i artystów ku Rzymowi, przeniósł się Tebaldeo także do stolicy papieskiej, został księdzem, żył w towarzystwie Castigliona, Bemby i Rafaela, a marzenia jego po części się spełniły, gdyż się dostał na Parnas — wprawdzie tylko Parnas malowany. Rafael umieścił bowiem jego portret we fresku w Stanzach watykańskich, przedstawiających Parnas. Jemu to zapłacił raz Leon X 500 dukatów za jeden epigram. Podczas Sacco di Roma stracił poeta całe swoje mienie, ale żył dalej w Rzymie, wymyślając na Karola V i jego żołdactwo. Umarł 4 listopada roku 1537.
Zbiór jego poezji wydał Jacopo Tebaldi w r. 1498, podobno bez wiedzy autora w Modenie, i poświęcił go Izabeli Mantuańskiej. Sam poeta nie chciał powierzać publiczności swych miłosnych wynurzeń do jakiejś Flawii. Poezje charakterystyczne swą przesadą. Porównania w nich obrażają smak dzisiejszy, pobudzają do śmiechu. Gdy poeta łzy leje, to tak rzęsiście, że ziemia rozmięka tam, kędy przechodzi, gdy miłość się w nim rozżarzy, to suknie zapalają się od tego ognia i dym widać wznoszący się ku obłokom; niepewny, czy go miłość zupełnie nie strawi, prosi przyjaciela, aby dla przezorności adresował do niego list: do żyjącego jeszcze albo już zmarłego Tebaldea. Gdy opisuje uczucia Franciszka Gonzagi, to opowiada, że markiz tak płakał z miłości, iż łzy, które wylewał, utworzyły owe jeziora, które otaczają Mantuę, co więcej, z łez tych wezbrały wody Padu, a biedny Gonzaga tak wzdychał, że wiatr powstały wskutek jego jęków złamał maszt na barce, którą płynął do swej ukochanej. Sam Tebaldeo tak razu pewnego zmizerniał z miłości, że w czasie karnawału mógł chodzić bez maski, gdyż nikt nie byłby poznał jego twarzy podobnej do kościotrupa.
Jego sonety polityczne, pisane z powodu nieszczęść, jakie spadały na Włochy, odznaczają się jednak gorącym duchem patriotycznym, chociaż prostoty uczucia na próżno byśmy w nich szukali.
III
Obok tej stanowiskiem społecznym i klasyczną kulturą błyszczącej młodzieży poniewierał się pomiędzy służbą Estów, po kuchniach i przedpokojach, w wyszarzanym ubraniu, wielce oryginalny poeta, Antonio Cammelli (1440—1502), zwany Pistoją. Przez niego mówiły: dowcip biedaków i satyra ludu.
Prawie każdy dwór miał wówczas takiego poetę, siadającego przy stole wyżej od błazna, a niżej od franciszkańskiego kwestarza; wszyscy nim poniewierali, najmniej może sam książę, ujęty jego pochlebstwami. W Mediolanie na dworze Ludwika Moro podobne stanowisko społeczne zajmował Bernardo Bellincioni, pełen sarkazmu i dowcipu, szczerze do swego pana przywiązany. Pistoja miał liczną rodzinę, a nie mając w Ferrarze żadnego stałego zajęcia czekał tylko, czy mu nie spadnie jaki okruch z pańskiego stołu. Co chwila żebrał, aby mu ze skarbu wydano trochę zboża lub innej żywności, raz pisał w pokornym liście, że jak dziecko od matki oczekiwać będzie od księcia nieco pożywienia. Zdaje się, że musiał pobierać jakąś miesięczną zapomogę, gdyż skarży się w jednym z sonetów, że „z końcem miesiąca" ma podarte pończochy, że wszystko pozastawiał u Żydów i żyje na kredyt, do jego biednego mieszkania mają wolny przystęp deszcz i promienie słońca, na podłodze rosną grzyby, a sól z wilgoci ściany pokrywa. Książę więcej łask wyświadcza tym, co muły popędzają, aniżeli tym, co piszą sonety. Gdy mu czasem w zamku jeść dadzą, to musi siadać do stołu z błaznami i furmanami w zimnej, brudnej, walącej się oficynie, przy zawalanym stole, nakrytym obrzydliwym obrusem, i połykać sałatę z zepsutą oliwą, chleb suchy, spleśniały, wino skwaśniałe i męczyć szczęki rozdzieraniem nie dogotowanego mięsa ze starej krowy.
Wreszcie książę zlitował się nad nim i dał mu — posadę. Mianował go w roku 1487 kapitanem bramy di Santa Croce w Reggio z jakąś małą pensyjką. Ale cóż? biedny poeta musiał mieszkać w walącej się wieży, której Ercole nie kazał naprawiać i nie dawał mu najpotrzebniejszych artykułów żywności. Capitano żebrał i wypraszał sobie u mieszczan trochę chleba i wina, nazwano go też „sługą księcia na cudze koszta", servo del duca all'altrui spese. Płacę wprawdzie książę obiecał, ale pieniędzy nigdy nie wypłacano. Po dziesięciu latach stracił Pistoja i tę posadę, ale w r. 1499 otrzymał ją na powrót za wstawieniem się mantuańskiej markizy, Izabeli, która bardzo ceniła jego wiersze. Za rok jednak kazano mu się znowu wyprowadzić z walącej się wieży, a biedny poeta błąkał się po dworach w Correggio, w Mantui, w Novellarze albo i w Ferrarze, zawsze głodny,
 
zawsze narzekający, dopóki nie umarł w nędzy w roku 1502. Jedyna markiza Izabela zajęła się za pośrednictwem Niccola da Correggio zebraniem jego poezji.
W tych poezjach dużo siły, dużo sarkazmu i dużo szczerej boleści nad publicznymi klęskami. U ówczesnych poetów tak rzadko o wyraz oburzonego sumienia, wszyscy toną w pochlebstwie, ten wyszarzały biedak ma odwagę wypowiedzieć prawdę. Do Aleksandra VI zwraca się w pełnym siły sonecie:
Ruina de'Christian, tu, falso prete,
Per simonia comprasti il divin culto,
Da cui e fatto il templo santo stulto
Con omicidi, stupri e con monete.

Ruino chrześcijaństwa, ty fałszywy księże,
Symonią kupiłeś kult boży,
Święty Kościół zbezcześciłeś
Zabójstwami, rabunkami i pieniędzmi...
 
Il femelico verme iniquo e tristo,
Che divora la Croce e Jesu Christo.

Głodny, zły, ponury robaku,
Toczysz krzyż i Chrystusa.

Przywiązany do Ferrary, nienawidził Pistoja Wenecji, której zarzucał chciwość zaborów i złą wiarę; „San Marco nie zna przyjaźni", powtarzał.
Każde ważniejsze polityczne zdarzenie, każda wybitniejsza osobistość współczesna odbija się w sonetach Pistoi. Gdy pisał, wzburzony namiętnością, używał formy krótkich pytań i odpowiedzi, nader silnie na czytelnika działającej. Wyborny w tej mierze jest sonet, w którym poeta opisuje, jak osławiony Lucca Gregorio Zampante, znienawidzony przez całą ludność w Ferrarze, chce wejść do nieba, ale św. Piotr go odsyła do piekieł, dokąd go diabeł Fanfarello prowadzi:
Toc! Chi batte? Amici, aprimi un poco.
Come ti chiami? Da Lucca Gregorio.
Ah, ah! io el so, il tuo nome e notorio;
Su, su, a la forca, a la manara, al foco.
Per te non ju fondato questo loco:
Piu giu te aspetta un altro concistorio.
Lasciami venir qui col tuo aiutorio.
 
— No, no, altro ti vuol cociere il coco.
Bu, bu! Chi abaia? Pier, fammi ragione.
Chi sei tu che mi chiami? Farfarello.
Che cosa vuoi da me? Questo latrone,
Che al ciel per crudelta si je' rebelio;
Io ti dico da parte di Plutone,
Che gli e per carta suo: ecco il libello.
Io non voglio esser quello,
Che a nissum patto l' altrui preda toglia:
Piglialo, menal via la tua voglia.
Cdvati for la spoglia,
Cammina, traditor, che ogni martire,
Sara poca vivanda al tuo jallire.
Zapewne, aby się przypodobać Ercolowi I, Pistoja napisał nawet tragedię w pięciu aktach pod tytułem Filostrato e Panfila, do której wziął treść z noweli Boccaccia o Ghismondzie i Guiscardzie. Tutaj go jednak zwykły dowcip opuszcza, nie umie chodzić na koturnach. Rzecz pełna z jednej strony fałszywej przesady, z drugiej trywialności. Mimo to tragedia ta była przedstawioną w Mantui, w poście r. 1499.
Puk, puk! — Kto tam! — Otwórz, przyjacielu.
— Jak się nazywasz? — Łukaszów Gregorio.
— O, o! wiem już, twoje imię znane;
Tam, tam, do diabła, pod siekierę, do ognia,
Niebo nie dla ciebie zbudowane:
Tam pod spodem inna cię oczekuje rada.
— Pozwólże, abym tutaj wszedł za twoją pomocą.
— Nie, nie, tobie inny ma gotować kucharz.
Bu, bu! — Kto tam szczeka! — Piotrze, sprawiedliwości!
— Kto mówi? — Farfarello.
— Czego chcesz ode mnie? — Tego rozbójnika,
Który swoim okrucieństwem zbuntował się przeciw niebu.
Pluto każe ci powiedzieć,
Że on do niego należy — oto skrypt.
— Nie chcę być tym,
Który innym ich zdobycz zabiera:
Weź go, prowadź, zrób swoją powinność.
Śpiesz się, zdrajco, nie ma męczeństwa,
Które by było dostatecznym za twoje zbrodnie.
 
IV
Równocześnie z pracą nad rozwojem włoskiego języka powstawało dążenie do stworzenia włoskiego teatru. Dawne misteria nie wystarczały, cofały się w mury klasztorne, a ludowe przedstawienia, jakie grano w Sienie, nie odpowiadały smakowi towarzystwa wykształconego na klasycznej literaturze. Nowa generacja pragnęła komedii na wzór starożytnej; pragnęła sceny, która by oddawała życie ludzkie i ludzkie ułomności. Oczywiście, w tej mierze musiano się na razie zapożyczyć u Plauta i Terencjusza, dopóki się nie zapoznano ze sceną i jej wymaganiami. Przedstawiać starożytne komedie nie było łatwym, a przede wszystkim rzecz to była bardzo kosztowna; dwory włoskie zrozumiały, że inicjatywa w tej mierze do nich należy, zamożni książęta byli jedynymi, którzy mogli podjąć te próby.
Powiadają, że Ercole I, jako młody chłopak, w czasie dłuższej choroby rozczytywał się w starożytnych pisarzach i wtedy już marzył o wskrzeszeniu teatru. On też stanął na czele tego ruchu i jemu się rzeczywiście należy największa zasługa w zorganizowaniu nowożytnej sceny. Lubił on namiętnie przedstawienia teatralne i z całym zapałem zabrał się do ich urządzenia nie szczędząc ani kosztów, ani trudów. Pragnął, aby Ferrara miała pierwszą scenę we Włoszech, i celu swego dopiął z wielkim pożytkiem dla literatury:
Quae fuerat Latiis olim celebrata theatris Herculea... scena revixit ope.
Ercole zachęcił całą legię f erraryjskich literatów do tłumaczenia i przerabiania starożytnych komedyj, do układania eklog, do reprezentacyj pasterskich i baletów. W porozumieniu z nim pracowali nad dziełem odrodzenia sceny: Bojardo, Battista Guarino, Niccolo da Corregio, Collenuecio, Tebaldeo i wielu innych, a architekci i malarze, jak Fino de'Marsigli, Trullo, Segna, Giovanni da Imola, Pellegrino da Udine, a później bracia Dossi ze swymi uczniami wymyślali aparaty sceniczne, rysowali ubiory i malowali dekoracje.
Szereg przedstawień, dawanych przy sposobności rozmaitych dworskich festynów, rozpoczął Ercole w r. 1486 Menechmami Plauta i kazał urządzić scenę na zamkowym podwórzu. Przedstawienie było tak wspaniałe, że kosztowało tysiąc dukatów. W rok później, z okazji ślubu Lukrecji d'Este z Hannibalem Bentivoglio, odegrano już oryginalną komedię Correggia, Cefalo, z wielkim przepychem. Scena przedstawiała rodzaj zamczyska, w którym grali aktorzy. Okazała się jednak niepraktyczną, gdyż z powodu deszczu jednej z reprezentacyj dokończyć nie było można. Później