Dwór w Ferrarze (Chłędowski Kazimierz) str. 19

Sponsorzy:


alt
alt
alt
rozporządzenia dochody z dużych dóbr ziemskich i jego przyszłość zabezpieczyć.
Drukarnia w Novi nie utrzymała się wszakże długo, gdyż brat stryjeczny Alberta, Gibert Pio, opanował Carpi i wygnał Alberta, który się schronił w r. 1496 do Ferrary. Aldo zdołał jednak wydać w Novi Organem Arystotelesa, który poświęcił Albertowi, przemawiając do niego tak czule, jak Horacy do Mecenasa: „O moja opieko, o moja ozdobo!" Aldo pozostał jakiś czas w Ferrarze, ale ostatecznie postanowił prze| nieść swój zakład wydawniczy do Wenecji, gdzie najspokojniej i najbezpieczniej można się było pracy poświęcić. To wszakże nie zakłóciło przyjaznego stosunku pomiędzy nim a Albertem Pio, owszem Pio pozostał już przez całe życie protektorem zakładu wydawniczego Alda i ciągle go pieniężnie wspierał. W styczniu 1513, w ostatnich dniach życia Juliusza II, wyrobił Albert u papieża cenny przywilej dla Alda, że jego książek wcale nie wolno było przedrukowywać pod karą klątwy. Za staraniem też Alberta zatwierdził Leon X ten akt łaski. Alberto tak cenił Alda i tak się do niego przywiązał, że w r. 1504 przyjął go nawet do swego herbu i pozwolił mu używać przydomku Pio. Odtąd drukarz wenecki podpisywał się Aldus Pius Manutius Romanus i używał herbu srebrnego orła w czerwonym polu. Nawet po śmierci Alda wspierał Alberto słynne wydawnictwo, które dalej prowadził teść Alda, Andrzej Asolano.
To jeszcze Alberta nie zadowalniało, był on do tego stopnia przejęty ważnością wydawania klasycznych autorów, że gdy w r. 1505 mógł na jakiś czas osiąść w Carpi i zgromadzić tam kilku uczonych, powrócił znowu do swojej dawnej myśli utrzymywania drukarni. Sprowadził w tym celu Benedetta Dolcibola, najprzód ucznia Alda, a następnie samoistnego już drukarza w Corte maggiore, na dworze Rolanda II Pallaviciniego. Podobnie jak w XV wieku każdy z tych włoskich tyranów starał się o odpisywanie i zakupywanie rękopisów, tak z początkiem XVI stulecia każdy z nich chciał mieć u siebie drukarnię. Alberto Pio komentował wówczas Dunsa Scotta i ogłosił swą pracę w pysznym wydaniu, tłoczonym własnymi czcionkami. Losy Carpi były jednak bardzo zmienne, państewko przechodziło z rąk do rąk, w końcu Estowie zupełnie je pochłonęli. Gdy też w r. 1508 zabrakło Dolciboli możnego protektora, przeniósł się przedsiębiorczy drukarz do Ferrary i tam wydawał klasyczne dzieła.
II
W czasie pobytu Alberta Pia w r. 1498 w Ferrarze bawił tam również Retro Bembo, Wenecjanin, o pięć lat starszy od Alberta (ur. 1470), zagorzały wielbiciel klasycznej literatury, przyjaciel Ercola Strozziego, u którego często na wsi przesiadywał. Wenecja miała od dawna w Ferrarze swego posła z tytułem Vicedomina, którego oczywiście tam bardzo nie lubiano, bo się chciał mieszać do wszystkiego; miał w pewnym zakresie przyznaną sobie władzę sędziowską nad weneckimi poddanymi, mieszkającymi w Ferrarze, i był w ogóle niewygodnym dla księcia kontrolerem ferraryjskich rządów. Trzeba go było wszakże cierpieć ze względu na potęgę i sąsiedztwo rzeczypospolitej. Przy końcu XV wieku zajmował to stanowisko stary Bernardo Bembo, dawniej poseł wenecki we Florencji, członek jednej z najznakomitszych rodzin weneckich, a przy tym człowiek bardzo uczony. U niego to bawił od roku 1498 do 1500 syn Pietro, przystojny, gładki młodzieniec wielkich zdolności.
Pietro znał wybornie język grecki i oddawał się studiom Petrarki, Boccaccia, tudzież prowansalskiej literatury. Gromadził kodeksy prowaasalskich poetów, z których jeden przechowuje do dziś dnia biblioteka narodowa w Paryżu (nr 12.473). Pomimo swej uczoności i filologii był Bembo młodzieńcem pełnym życia, ulubieńcem kobiet, gentiluomo galante e bello, gwiazdą pomiędzy ferraryjską młodzieżą.
Jego marzeniem było wykształcić język ludowy, volgare, i uczynić go godnym literackiej twórczości. Barbaryzmy Bojarda raziły go, przyzwyczajonego do gładkich frazesów starożytnych autorów. W swych zamiarach napotykał jednak pomiędzy uczonymi na niemałą opozycję. Ercole Strozzi zrazu walczył z nim o volgare, mówił, iż Bembo tak mu się wydaje, jakby ktoś przyzwyczajony do jadania dziczyzny naraz zaczął bobem się żywić. Bembo wskazywał na Dantego i odpowiadał, że poświęcając się łacinie odbiera się niejako pożywienie własnej matce na to, aby karmić jakąś obcą kobietę. Włoski język jest mową ich ojców, ich matek, ich sióstr i większym jest wstydem nie umieć tego języka aniżeli greckiego albo łacińskiego. Bembo miał za sobą kobiety.
Młoda generacja musiała także walczyć z innym bardzo groźnym nieprzyjacielem, z pedantyzmem. Pedantyzm, istna choroba, krzewił się na niwie humanizmu i wyrastał w najdziwaczniejsze chwasty. Byle pięknie pisać po łacinie, było hasłem w starszych literackich kołach; co pisać? mniejsza o to. Jeden drukował poemat łaciński o hodowaniu jedwabników, inny wiersz o grze w szachy, w którym się partia rozgrywa pomiędzy Apollinem a Merkurym. Był nawet taki łaciński poeta, który
 
ułożył dydaktyczny poemat De morbo gallico, w którym podawał środki lecznicze przeciw nowej chorobie. Nawet w prozie starali się ci łacinnicy tak ściśle trzymać starożytnych wyrażeń, że się usprawiedliwiali, gdy musieli użyć nazw, które u klasycznych autorów nie istniały, jak dux, comes lub marchio. Oczywiście do ideałów tych frazeologów należał Cycero. Bembo nie był poetą, ale mimo to układał wiersze po łacinie i po włosku, które się odznaczają brakiem treści. Głośnym stał się jego poemat Gli Asolani, który autor rozpoczął pisać w Ferrarze. Są to rozmowy o teoriach miłości. Rzeczpospolita wenecka darowała zdetronizowanej królowej Cypru, Katarzynie Cornaro, bardzo piękną posiadłość na mieszkanie, Castel Asolo w Trewizańskiem. Cornaro przyjmowała tam mnóstwo gości i roztaczała królewski przepych. Bembo bawił także jakiś czas w Asolo i na jej dwór przeniósł swe opowiadanie. Tam więc spotykają się trzej młodzieńcy i trzy młode kobiety z Wenecji, należące do dworu królowej. Po obiedzie schodzi to małe towarzystwo do ogrodu i siada w chłodzie przy źródle, pod wawrzynami. Jeden z młodzieży, Gismondo, podnosi pytanie, czy miłość jest dobrem, czy złem. Melancholiczny Perrottino jest nieprzyjacielem miłości i sądzi, że wszystko złe na świecie z niej wynika. Na drugi dzień Gismondo broni miłości, trzeciego zaś dnia sama królowa bierze udział w rozprawie; najmądrzej rozumuje Lavinello dowodząc, że miłość ani jest złem, ani dobrem, ale może być jednym albo drugim, stosownie do przedmiotu, do którego jest skierowaną. Dobrą jest miłość, której ideałem piękna dusza i ciało, złą, zwierzęcą — miłość wyłącznie zmysłowa, o ile nie ma na celu utrzymania rodu ludzkiego. Lavinello opowiada także o rozmowie, jaką miał w tej mierze z jakimś eremitą, którego zdaniem jest tylko jedna miłość prawdziwa, miłość Boga. Mamy więc znowu przed sobą teorie Petrarki, pomieszane z ideami Platona. W ogóle Bembo w swej włoskiej poezji ściśle trzyma się wzorów Petrarki, formę dialogu w Asolanich bierze z Boccaccia, tylko ją rozwadnia, rozwleka. Zawsze kogoś naśladuje: w prozie Cycerona i Boccaccia, w poezji Petrarkę. Wiersze jego nie wynikają z potrzeby poetyckiej duszy; do Weroniki Gambary pisze strzeliste sonety, pomimo że jej nigdy nie widział. Z Bembą rozpoczyna się owa literacka choroba, która jak grzyb niszczący wszelkie organizmy rozrasta się we Włoszech, osobliwie w XVI wieku, zabijając wszelką literacką samodzielność. Chorobę tę nazwano pe trarkizmem. Petrarka stał się literackim bożyszczem, poza Petrarką nie widziano nawet Dantego i nieraz dziwić się przychodzi, że na dworach książąt włoskich prawie się nie czyta dzieł wielkiego florentyńskiego poety. W przeciągu trzech wieków od wynalezienia druku aż po wiek XVIII wyszło we Włoszech zaledwie kilkanaście wydań dzieł Dantego,
 
podczas gdy Canzoniere Petrarki doczekał się od końca XV do początku XVII  wieku stu pięćdziesięciu siedmiu przedruków.
Że petrarkizm rodzi się na włoskich dworach, łatwo się tłumaczy. Dwory szukały we wszystkim wyrafinowanej sztuki, gładkości, wykwintnej formy. Dla takiego społeczeństwa jedynie Petrarka godnym był stanąć obok Owidiusza lub Horacego. Dante był dla książąt i dworzan za ciemnym, za filozoficznym, za brutalnym. Monsignor Delia Casa powiedział w swym Gabocie, że z Boskiej komedii nie można się nauczyć dworskiej układności, l'arte di essere grazioso. O to pojęcie grazioso chodził przede wszystkim, a Canzoniere Petrarki zupełnie mu odpowiadał. Petrarkizm stał się też zaklętym kołem, z którego przez dłuższy czas umysły wyzwolić się nie mogły. Doszło do tego, że nie tylko naśladowano Pętrarkę, ale go przerabiano, poprawiano. Jakiś pokątny poeta z Mediolanu napisał w pierwszej połowie XVI wieku poemat Il bel Laureto na chwałę donny Laury, sądząc, że Petrarka za mało ją chwalił, za mało podnosił jej piękność i cnotę. Dorównać Petrarce, a nawet przewyższyć go, oto powszechne ówczesne hasło. Pietro Aretino nie posiadał się z radości, gdy mu markiz mantuański napisał, że w jakiejś kanconie przewyższył samego mistrza.
Nie dziw, że Bembo, przejęty dworszczyzną, pracujący zresztą nad tym, aby ogładzić język włoski, stał się bezwzględnym czcicielem Petrarki. Wygrzebał go ze szpargałów, z zapylonych rękopisów, zrozumiał, że Petrarka powinien się stać ideałem wieku. Aldo Manuzio utrzymuje, że Bembo właściwie uczynił Petrarkę popularnym, że przed nim prawie nie znano w Wenecji i Lombardii Canzoniere wielkiego poety.
Bembo pisał bez liku sonetów, różnica tylko pomiędzy nim a mistrzem na tym polegała, że podczas gdy Petrarka szukał natchnienia w czystej miłości do Laury, ideałem Bemba była prosta Rzymianka, słynna Morosina, z którą miał troje dzieci.
Zadanie spetrarkizowania społeczeństwa najzupełniej się Bembie udało. Gdy się zestarzał, mógł z lubością patrzeć, jak wszystkie rzymskie i weneckie kortegiany chodziły z Petrarchinem, z małym wydaniem Canzoniera w ręku, niby z książką do nabożeństwa, i jak Petrarchino stał się nieodstępnym towarzyszem każdego eleganta. W Wenecji widać było sporo złotej młodzieży z kwiatami za uchem, w perfumowanych rękawiczkach, z Petrarką wyglądającym z kieszeni, jak się przechadzała po placu św. Marka przestępując powoli z nogi na nogę i miłosne spojrzenia rzucała na przechodzące kobiety. Tak jak w dzisiejszych czasach niejako do dobrego wychowania młodzieży zalicza się grę na fortepianie, tak wówczas „rymowanie", pisanie poezji, stało się znamieniem wyższej kultury. Na stole
 
każdego „poety" leżały słowniczki i spisy rymów, ułożone z Canzoniere Petrarki.
Po śmierci Bemba głosił jeden z jego uczniów, wenecki poeta Domenico Veniero, że z oczu ludzkich tyle łez spłynęło, że istny potop świat zalewał.
Per la morte del Bembo un si gran pianto
Piovea da gli occhi de l'umana gente,
Ch'era per affogar veracemente,
Come diluvio, il mondo in ogni canto.
Prawdziwych zasług Bemba, i to wielkich zasług, trzeba szukać nie w poezji, ale na polu językowym, na polu wykształcenia mowy ludowej. Ariosto przemawia w Orlandzie do Bemba:
(...) Pietro
Bembo, che puro e dolce idioma nostro
Levato fuor del volgare uso tetro
Quale esser dee, ci ha co 'I suo esempio mostro.
 
Studia, którym się Bembo poświęcał w Ferrarze, były podstawą jego późniejszego dzieła Prose delia volgar lingua, dzieła, które stało się podstawą zjednoczenia włoskich dialektów w jeden piękny i harmonijny język. Rozpoczętą w tej mierze pracę prowadził Bembo dalej w Rzymie, gdy został sekretarzem Leona X (1513), w towarzystwie Castigliona, Fregosa, Angela Colocciego, jednego z najznakomitszych erudytów Odrodzenia. Colocci, znający gruntownie języki klasyczne, był również namiętnym wielbicielem delia lingua volgare. Studiował równie jak Bembo poezję prowansalską, a zarazem inne romańskie języki jak hiszpański i portugalski, zbierał greckie, łacińskie, hebrajskie i prowansalskie rękopisy, starożytne monety, a jego nieoszacowane zbiory zostały niestety zniszczone podczas Sacco di Roma. W słynnych ogrodach Colocciego, Orti Colocciani, zbierali się reformatorowie języka i zawiązali się w ową Accademia Romana, która za Leona X była ogniskiem literackiego ruchu w Rzymie. Spotykamy tam większość tych literatów, którzy z końcem XV wieku rozpoczynali swą działalność w Ferrarze, w Mantui i w Urbino.
Do towarzystwa tej ferraryjskiej młodzieży należał także Jacopo Sadoleto (1477—1547), syn znakomitego prawnika z Modeny, późniejszy sekretarz Leona X i kardynał, który wyjątkowo umiał się przejąć pismami Cycerona i zasłynął z gładkiego łacińskiego stylu. Sadoleto chodził razem z Albertem Pio na wykłady głośnego humanisty i lekarza, Niccola Leonicena, który komentował Arystotelesa na uniwersytecie.
 
Szczególnie zaś piękne elegie pisał Celio Calcagnini (1479—1541), dorównujący pod tym względem prawie Ariostowi, a przewyższający wszystkich swych towarzyszy niezrównaną wyobraźnią.
Calcagnini należał do prawdziwie uniwersalnych geniuszów Odrodzenia, sława jego jako prawnika i astronoma rozchodziła się po całej Europie. Gdy chodziło o rozwód Henryka VIII angielskiego, udawano się do niego, również jak do kilku innych wybitnych uczonych ówczesnego świata, o prawniczą opinię. Połowa niemal wielkich ludzi Renesansu była nieślubnymi synami. Calcagnini także do nich się liczył. Ojciec jego, Calcagnino di Francesco Calcagnini, należał do jednej z najznakomitszych ferraryjskich rodzin, o matce, Lukrecji Constantini, prawie nic nie wiemy. Powiadają, że w chwili gdy ojca uwiadomiono, że Lukrecja powiła mu syna, Calcagnini czytał list Cycerona do M. Celia Edila i zaraz uradowanv zawołał, że trzeba chłopca nazwać Celiem. Prawdziwie humanistyczna tradycja. Ale i przy chrzcie miał już Celio okazać przyszłą swą potężną organizację, gdy bowiem kilkudniowe dziecko zaniesiono do chrztu do kościoła, a ksiądz chciał mu głowę wodą polać, chłopak bronił się zawzięcie małymi rączętami przed zimnym dotknięciem i chwycił modlitewnik kapłana. Celio wychowywał się w Ferrarze, jego najznakomitszymi.nauczycielami byli Pietro Pomponazzi, filozof, i Nicolo Leoniceno, słynny medyk. Książęta ferraryjscy wcześnie powierzali mu urzędy i używali do rozmaitych poselstw. Celio towarzyszył kardynałowi Hipolitowi do Węgier i do Polski, jeździł do senatu weneckiego, do Juliusza II i Leona X, udał się znowu do Węgier, aby uśmierzyć wewnętrzne niepokoje pomiędzy magnatami po śmierci króla Władysława; bawiąc zaś w Ferrarze, wykładał w tamtejszym Studio matematykę i astronomię. O jego zasługach na polu astronomii przyjdzie nam jeszcze mówić. Celio miał w późniejszych latach kanonię katedralną w Ferrarze, ale szczególnie przywiązanym był do klasztoru dominikanów. Dominikanom też umierając zapisał swoją bibliotekę, swe instrumenta matematyczne i astronomiczne, tudzież pięćdziesiąt skudów rocznie na utrzymanie tych zbiorów. Mulicę swoją, która go długie lata nosiła, kazał pozostawić w tej samej stajni, do której była przyzwyczajona, póki będzie żyła, i dawać jej chleb łaskawy.
Oczywiście, że dworactwo, przesada w hołdach dla kobiet wyższego towarzystwa bardzo szkodliwy wpływ wywierały na literaturę, zwłaszcza na poezję. Nie umiano nic powiedzieć po prostu, wymyślano pochlebstwa, dziwaczne porównania, będące w sprzeczności ze zdrowym rozsądkiem. Z końcem XV wieku choroba ta zaczęła się szerzyć, a później w XVI i XVII stuleciu przeszła w gwałtowną epidemię, którą nazwano secentyzmem (secentismo).