Dwór w Ferrarze (Chłędowski Kazimierz) str. 18

Sponsorzy:


alt
alt
alt
Umana cosa e, dice la scrittura,
L'errare, e cosa angelica ancor pone
L'emendarsi, e non far qual Faraone,
Con l'ostinata mente cieca e dura.
Więc „Marchesano — kończy Bellincione — porzuć tego Rinalda, który był prawdziwym wyrodkiem natury, che fu proprio uno scandal di natura, a nawróć się do Rolanda".
Izabela szczególną miała sympatię do Bojarda, którego ceniła jako cavaliera-poetę. Według zamiarów autora, I'innamorato miał był poświęcony Izabeli. Pomiędzy dwudziestoletnią zaledwie księżną a poetą, będącym już u schyłku życia, krążyły listy pełne wzajemnych admiracyj.
Bojardo napisał swój romans w języku pełnym prowincjonalizmów, szorstkim, nie odpowiadającym już wymaganiom młodszej generacji, która wprowadzała toskańskie narzecze i gładziła je na klasycznych wzorach. Aretino wyraził się o Zakochanym Rolandzie, że w swoim rodzaju jest to poemat o heroicznej piękności, ale trywialnie napisany i przedstawiony w plebejskich słowach dawnych czasów. Znaleźli się więc zaraz literaci, którzy chcieli poprawiać i przerabiać dzieło Bojarda, jak Berni, jak Ludovico Domenichi, ale publiczność włoska odrzucała owe ulepszone „Bojardy", a wracała tam, gdzie było prawdziwe źródło siły i poezji. Dość powodzenia miał Francesco Bello, zwany Cieco, ciemny, ubogi poeta, przesiadujący najczęściej na dworach Gonzagów, ze swoim romansem Mambriano (1490—1496), opierającym się o Zakochanego Rolanda, ale dopiero Ariosto umiał snuć dalej złotą nić fantastycznych przygód Bojardowskiego bohatera.
ROZDZIAŁ SIÓDMY
MŁODA FERRARA

I
Gdy Erazm Rotterdamski przybył w r. 1508 do Wenecji, aby tam w drukami Alda Manuccia wydawać jedno ze swych dzieł, zdziwił się niemało, że znaczna część tamtejszych uczonych nie chciała z nim mówić po łacinie, pomimo że dobrze władała starożytnym językiem. Bawił wówczas w Wenecji także florentyński historyk Bernardo Rucellai, a Erazm, spotkawszy się z nim w towarzystwie, zagadnął go po łacinie. Florentyńczyk najgrzeczniej mu odpowiedział po włosku, a gdy Erazm odrzekł, że język włoski jest mu tak obcym jak indyjski i że Bernardo będzie do niego mówił jak do głuchego, Florentyńczyk ani słowa już więcej nie powiedział i udawał, że nie rozumie Erazma, pomimo że tak czysto jakby sam Salustiusz pisał po łacinie.
Włosi przyszli do przekonania, że używanie starożytnych języków szkodzi rozwojowi volgare, więc w życiu potocznym i w literaturze wypowiedzieli łacinie zaciętą wojnę. Walka ta językowa rozpoczęła się w ostatnich dziesiątkach lat XV wieku, a jednym z głównych ognisk, w których ją przygotowywano, była Ferrara. Widzieliśmy, że stanowisko Tita Strozziego na tamtejszym dworze, jego talent pisarski i niczym nie zachwiana opozycja przeciw wprowadzaniu języka włoskiego do literatury, wielką były podporą humanizmu, a nie ma wątpliwości, że i sam Ercole I bardzo się na niego oglądał. Strozzi opierał się o uniwersytet, żyjący także duchem humanizmu, zwłaszcza że tam działał bardzo zdolny nauczyciel starożytnych języków, Battista Guarini, syn profesora z Werony. Humanizm jednak, oprawiony w ramy szkolnej, uniwersyteckiej nauki, nie był ową nową zapalającą umysły ideą, którą wszczepiali Filelfo, Valla lub stary Guarino. Korporacje uczonych, akademie, a często i uniwersytety były zwykle tylko konduktami pogrzebowymi wielkich myśli. Gdy jakaś idea wchodziła w grona akademickie, należała już najczęściej do historii, stawała się martwą. Profesorowie śpiewali jej — de profundis.
 
Pomiędzy młodszą generacją we Włoszech zaczęły nurtować inne kierunki. Przede wszystkim starano się zyskać zupełnie jasny obraz starożytności, czytać autorów poprawnie wydanych, dobrze ich zrozumieć, porównać starożytną kulturę ze zdobyczami chrześcijańskiego świata, ze wszystkich stron umiejętnie i dokładnie rozpatrzeć ten skarb, który się do rąk dostało. Filologiczną pracę pojmowano już inaczej niż w pierwszych czasach Odrodzenia, kiedy umysły jeszcze tak były olśnione wielkością odkrytych dzieł starożytnych pisarzy, że zapominając o tym, co istniało, chciały niewolniczo naśladować starożytną kulturę. Teraz zaczęto rozmyślać nad tym, jak skorzystać ze zdobytej wiedzy. Epoka bezwzględnego naśladownictwa się skończyła. Młodzież w Ferrarze instynktownie zabrała się do tych badań, do czego jej niemało posłużyła biblioteka Estów, która zawierała obok dzieł klasycznych autorów także rękopisy prowansalskie i inne. Rozpoczęła się praca krytyczna, a obok niej u umysłów wybranych — praca twórcza. Prawie cała ta młoda generacja poetów i literatów zaczynała pod wpływem starszych pisać po łacinie, a kończyła na pisaniu po włosku.
Najbliżej jeszcze dawnej szkoły stał Ercole Strozzi, syn Tytusa Wespazjana, którego ojciec w swoich ideach kultu dla łaciny wychował. Niektórzy historycy Odrodzenia stawiają go jako poetę łacińskiego nawet wyżej od ojca. W każdym razie Ercole miał więcej fantazji i więcej siły aniżeli Tito, gdy przeciwnie ten ostatni co do gładkości wiersza i wykwintności języka łacińskiego równał się prawie starożytnym autorom. Mimo że ułomny na jedną nogę, słynął Ercole z miłostek, które wprawdzie pomnożyły jego zbiór erotycznych wierszy, ale zarazem stały się powodem, jak później zobaczymy, jego tragicznej śmierci. Mówiono o nim, że zajmowały go łatwe romanse i łatwe elegie, i facili amori e intorno a questi, le facili e piu culte elegie. Najsłynniejszym jego poematem, napisanym elegiackim wierszem, był Genethliacon, pełny pochlebstw dla domu Estów, Borgiów i Aragonów. Owo dworactwo, płaszczenie się przed panującymi rodami, toczyło jak rak najwybitnejsze postacie Odrodzenia. Ercole też nie zajął wybitnego stanowiska pomiędzy ludźmi przyszłości. Pomiędzy tymi najznakomitszymi był Giovanni Pico delia Mirandola (1463—1494), który zrazu należał także do humanistycznego koła, nad którym Tito Vespasiano ciężył swą klasyczną przewagą. Pico zasłynął jako polihistor i filozof i o nim mówiono, że duch całego stulecia może wydać tylko jednego męża o takiej jak on wiedzy i wartości. Współcześni nazywali go feniksem pomiędzy geniuszami, fenice degl'ingegni, a Policjan wychwalał go jako światło wszystkich umiejętności, Picus omnium doctrinarum lux. Pico kształcił się w Ferrarze.
 
Rodzina Piców z Mirandoli należała do tych rodów, które okrążały dwór  i Estów, jeździły często do Ferrary, uważały się po części za ich wasali; mieli oni posiadłość Corbulę na ferraryjskim terytorium, a z Ercolem I związki ich były tym ściślejsze, ponieważ naturalna siostra księcia, Bianca Maria, wyszła za mąż za Galeotta Pica delia Mirandola. Młody też bratanek Galeotta, Giovanni, syn Gianfrancesca Pica i Giulii Bojardo ze Scandiano, udał się na studia do Ferrary, gdzie był pilnym słuchaczem Guarina i zaprzyjaźnił się z Titem Vespasianem Strozzim. Giovanni uczył się nie tylko po grecku, ale i po chaldejsku, i po hebrajsku, kazał sobie w Ferrarze odpisywać dzieła starożytnych pisarzy i niebawem doszedł do mistrzostwa w klasycznych językach. Tito Strozzi mówił o nim, że nie było bieglejszego od niego uczonego w grece i w łacinie, że nikt bardziej nie zgłębił praw przyrody i nikt nie rozumiał lepiej biegu gwiazd. Pico mistrzem był  w matematyce, a pomimo swej uczoności tak łatwo mówił, że nikt mu w oratorstwie nie zrównał. „Kto cię słyszał rozprawiającego o kwestiach z teologii — pisze do niego Strozzi — zdaje się mieć przed sobą wytrawnego starca, a przecież zaledwie lekki zarost pokrywa twoje różowe policzki." Te różowe policzki, długie jasne włosy bardzo musiały zdobić Giovanniego, był on najprzystojniejszym pomiędzy ówczesną ferraryjską młodzieżą i z równą łatwością jak wiedzę o gwiazdach zdobywał serca kobiece.
Oczywiście, że miłosne przygody pociągnęły za sobą cały szereg erotycznych poezyj, Giovanni jednak, praktyczniejszy od Strozziego, przemawiał do kochanek w języku dla nich zrozumiałym, po włosku. Widocznie jednak wstydził się jeszcze tego przekroczenia przeciw zasadom starszych humanistów, a może i zbyt lubieżnej treści swych elegii, gdyż później spalił te wybryki młodzieńczej fantazji, jak powiadają, religionis causa.
Z Ferrary udał się Pico na nauki do Bolonii, a później do Paryża i do Florencji, gdzie się zaprzyjaźnił z Wawrzyńcem Medyceuszem. Pochłaniał on wszelką wiedzę, a nawet sprowadził sobie w wielkiej tajemnicy ze Wschodu uczonego w kabalistyce, który mu przy drzwiach zamkniętych wyjaśniał nauki przez Kościół potępione. Zapatrywania swe na wschodnią kabałę zebrał później w dziele Conclusiones Cabalisticae.
Z Florencji przesłał Giovanni do wszystkich wybitnych uczonych dziewięćset tez, których wobec całego świata zobowiązał się bronić w Rzymie w r. 1486, zapraszając uczonych, aby tam na jego koszt przybywali.
Wywoławszy ogromną wrzawę swym wystąpieniem, narobiwszy sobie wielu nieprzyjaciół w uczonym świecie, zwróciwszy przeciwko sobie podejrzenie o herezję i gniew Innocentego VIII, zniechęcił się do świata, oddał się zupełnie teologicznym studiom i żył odtąd jako zakonnik,
 
częścią w swej posiadłości wiejskiej w Carbula w Ferraryjskiem, częścią w swej willi Quarceto koło Fiesole. Zaczął się biczować, umartwiać postami, rozdawać majątek pomiędzy ubogich i zamierzał wstąpić do zakonu dominikanów i iść boso, w siermiędze głosić słowo boże. Ciało jednak nie mogło podołać tak gwałtownemu rozwojowi ducha i Giovanni umarł w Quarceto, w trzydziestym pierwszym roku życia, 14 listopada 1494.
Giovanni Battista Mantovano napisał na jego zgon dystychon, który streszcza przełom w duszy tego niepospolitego człowieka. Z uczonego został świętym.
Picus Joannes, coelos elementa Deumque
Doctus, adhuc iuvenis, sanctificatus obit.
W Giovannim z Mirandoli rozpoczyna się szereg owych chorych dusz Odrodzenia, które, niezadowolone z siebie i ze stosunków religijnych i społecznych, kończyły w mistycyzmie. Z dzieł, które Giovanni po sobie pozostawił, przebija człowiek niesłychanej pamięci, który pochłonął całą współczesną książkową wiedzę, stracił jednak wątek zdrowego rozsądku i ugrzązł w najzupełniejszym chaosie teologii, filozofii, kabalistyki, magii i nauk przyrodniczych, nie mogąc z niego wybrnąć. Chciał równie jak wielu innych współczesnych pogodzić filozofię Platona z chrześcijaństwem, wiedzę z wiarą. Zadanie niemożliwe, które prowadziło wrażliwsze umysły do zupełnego rozstroju.
Rodziny północnowłoskich dworów były po większej części ze sobą spokrewnione. I tak siostra Giovanniego Pico z Mirandoli, Katarzyna, była zamężną za bliskim sąsiadem, za Leonellem Pió z Carpi, z owej cichej dzisiaj mieściny, w której wspaniały zamek Piów i kościoły świadczą o tym, że i tutaj było ongi siedlisko renesansowej kultury. Obydwa te dwory, Mirandola i Carpi, współzawodniczyły ze sobą w zamiłowaniu nauk i sztuki. Piowie z Carpi należeli do dawnych gibelińskich rodów i bywali w wojskowej służbie cesarskiej. Katarzyna z Mirandoli Pio była, podobnie jak jej brat Giovanni, nadzwyczaj wykształconą kobietą, wcześnie owdowiała, a mając dwóch synów, Alberta i Leonella, starała się o jak najlepsze ich wychowanie. Do czteroletniego zaledwie chłopaka Alberta sprowadziła z Rzymu młodego humanistę, Alda Manuzia, na nauczyciela, który już zasłynął z gruntownej znajomości języka greckiego. Kilka lat uczył Aldo Alberta w domu, w Carpi, około 1481 r. przeniósł się jednak z nim do Ferrary, gdzie jeszcze bawił wuj młodego chłopaka, Giovanni Pico. Przybycie Alda Zanuzia ze swym uczniem do Ferrary zwiększyło jeszcze tamtejszy zastęp humanistów, a Ercole Strozzi zaczął się zaraz uczyć po
 
grecku u słynnego Florentyńczyka. Aldo nie mógł jednak tym razem zbyt długo przebywać z Albertem w Ferrarze, musiał bowiem, uciekać przed weneckimi wojskami, które w r. 1482 miasto oblegały. Zawiązane tam stosunki Alda z Estami utrzymały się jednak i później, a i Alberto bywał częstym gościem w Ferrarze, gdzie go wiązało nie tylko pokrewieństwo z Ercolem I, ale i interesa jego małego państewka Carpi, na które Ercole czyhał od dawna, aby je całe zagarnąć i z Ferrarą połączyć.
Aldo pozostał na razie w Carpi, a stosunek nauczyciela do ucznia, do Alberta, zmienił się z czasem w przyjaźń, która trwała przez całe ich życie i stała się ważnym czynnikiem w rozwoju starożytnych języków we Włoszech. Nauczyciel i uczeń pełni byli zapału do nauki, a Carpi stało się na chwilę ważnym ogniskiem naukowej pracy. Żywy umysł Alberta nie zadowalniał się jednak li tylko klasycznymi studiami, ale pragnął poznać i nauki przyrodnicze, astronomię i astrologię. Do dziś dnia znajduje się w bibliotece watykańskiej łaciński kodeks, tłumaczenie hebrajskiej książki francuskiego Żyda, Izaaka, o astrologii, który Alberto Pio kazał dla siebie przepisać. Z każdej sposobności korzystał on, aby zdobyć wiedzę. W Carpi bawił o lat piętnaście od Alberta starszy syn tamtejszego chirurga, Jacopo Berengario, który się zajmował anatomią; on to w zamian za lekcje greki, których mu Aldo udzielał, uczył Alberta anatomii, a przedmiotem wykładu był wieprz zabity. Berengario był później słynnym lekarzem i jednym z najznakomitszych ówczesnych anatomów.
W r. 1485 bawił także Giovanni Pico jakiś czas w Carpi, a wtedy, jak się zdaje, powstała pomiędzy trzema młodzieńcami myśl założenia osobnej drukarni celem wydawania poprawnych edycji greckich i łacińskich klasyków, których wielki brak czuć się dawał. Łacińskich książek wprawdzie już sporą ilość drukowano, ale wydania były pełne błędów, wydania zaś greckich autorów prawie nie istniały.
Z jakim zapałem brał się Aldo do pracy, świadczy jeden ustęp z jego dedykacji greckich wydań: „Bóg mi świadkiem — pisze on — że niczego więcej nie pragnę, jak być pożytecznym, czego, jak sobie pochlebiam, dowiodłem moim dotychczasowym życiem i czego dowieść będę się starał, jak długo mi Bóg pozwoli istnieć na tym padole płaczu i nędzy. Chociażbym mógł prowadzić życie spokojne i trosk pozbawione, przecież wolę mozoły i trudy, albowiem zadaniem człowieka nie są rozkosze i uciechy, niegodne uczonego, ale jego przeznaczeniem jest żmudna praca..."
Nową drukarnię założyli przyjaciele nie w samym Carpi, ale w małym miasteczku Novi, także do Piów należącym; Carpi zaś miało się stać siedliskiem akademii, ogniskiem humanistycznych studiów. Były to śmiałe projekty, Albert Pio obiecał Aldowi na wydatki drukarni dać do