Dwór w Ferrarze (Chłędowski Kazimierz) str. 16

Sponsorzy:


alt
alt
alt
Bojardo, człowiek prawy, rycerski, łagodny, pełen szlachetnych uczuć, „lepszy był do układania wierszy aniżeli do karania zbrodni", musiał się ciągle w długich listach usprawiedliwiać przed księciem z robionych mu zarzutów. Raz posądzono go, że proteguje bandytów, którzy się ukrywali w jego majątkach w Scandiano, innym razem aż od weneckiej Signorii nadeszła skarga na niego, że w Reggio istnieje szajka fałszerzy weneckiej monety. Bojardo więc pisze a pisze listy do swego księcia, to przez posłańca, to przez pocztę „bardzo pilno", par posta, cito, cito, a tytułuje go swym „jedynym", swym „najprzedniejszym panem" meo unico, meo singularissimo Domino. Książę też zawsze jest dla niego łaskawy i musi mu ufać, skoro go podczas wojny z Wenecją przeznacza do oglądania rozmaitych fortec, czy mają potrzebną ilość armat, czy mury dobrze utrzymane. Po wojnie daje mu nawet przywilej na odbywanie dziesięciodniowych jarmarków w Scandiano w czasie Wielkiejnocy, o co Bojardowi bardzo chodziło.
Ale słoneczne czasy minęły już na zawsze dla poety. W r. 1494 zaczął niedomagać na zdrowiu, a nadto na jego ojczyznę zaczęły spadać klęski, które może więcej niż każdy inny odczuwał. W owym pamiętnym roku sprowadził Ludovico Sforza Karola VIII do Włoch. Ercole I, szwagier Sforzy, przyrzekł mu, że pozwoli na przejście wojsk francuskich przez terytorium księstwa Reggio i że im zapewni tam utrzymanie za mierną opłatę. Cały więc ciężar przechodu Francuzów spadł na Bojarda. Boleje on nad tym najazdem, opisuje szczegółowo księciu francuskie wojsko i musi niestety przyznać, że ludzie dobrze uzbrojeni i dobre mają konie, ale nie może się powstrzymać, aby nie dodać, że oddział francuski, o którym mówi, wzywa tylko diabła, że żołnierze krzyczą tylko Diable, podobnie jak wojsko Ercola hasło swego księcia: Diamante. Kompania ta francuska miała nawet dawniej sztandar z demonem z rogami, Demonio cornuto, i dopiero teraz zapewne, aby we Włoszech się tym nie gorszono, kazała sobie wymalować na sztandarze św. Marcina. To wszystko gryzło poetę. Zaledwie oddychał z powodu nieszczęść Italii, śpiewać już nie miał ochoty, ale przecież śpiewał. Starganą duszą dodał jeszcze to pamiętne zakończenie swego Orlanda:
Mentre che io canto, o Dio Redentore,
Vedo 1'Italia tutta a fiamma e foco
Per questi Galii, che con gran valore
Vengon ton, per disertar non so che loco:
Pero vi lascio in questo vano errore
Di Flordespina ardente a poco a poco
Un' altra fiata, se mi fia concesso,
Racconterovvi il tutto per espresso.
 
Podczas gdy śpiewam,
Boże Zbawicielu,
Widzą Italię w ogniu i płomieniach
Wskutek tych Gallów, którzy wielką siłą
Pustoszą miasta i sioła wokoło,
Flordespinie dziś więc mówić nie chcę,
Która goreje potężną miłością...
Za wolą bożą innym jeszcze razem
Opowiem losy jej bardzo ciekawe.

Niestety losów tych swej bohaterki dośpiewać już nie mógł, całą jesień ciężko chory, graviter aegrotans, umarł 19 grudnia 1494.
W latach 1475 do 1478, kiedy Bojardo mieszkał w Ferrarze, pisał pierwsze dwie księgi swego romansu rycerskiego Orlando Innamorato. Atmosfera dworska widocznie go do tego zachęcała. Romans był wtedy równie jak dzisiaj jedną z najulubieńszych form literackich, poetycznym utworem, którym się przemawiało do szerokiego koła czytelników, do dworzan, do pięknych pań, do dzielnych rycerzy: Signori e dame e bella baronia. Co dp treści tych romansów, to po wiek XVI zawsze jeszcze panują we Włoszech owe tematy z cyklu Karola W. i z cyklu bretońskiego, dworu króla Artusa. Tematy te w najrozmaitszy sposób przerabiane, z różnorodnymi dodatkami, żyły w ustach kantastoriów, którzy zarazem przyspasabiali je stosownie do smaku i wymogów wyobraźni swoich słuchaczy. Na przełomie XV wieku głośnym był we Włoszech maestro di canto, Andrea dei Magnabotti, z Barberino w Val d'Elsa, rodzaj Aleksandra Dumasa owych czasów. On to napisał dwa najgłośniejsze rycerskie romanse: Reali di Francia i Guerino il Meschino, które przeżyły wieki i do dziś dnia mają czytelników, podobnie jak: Monte Christo i Trzej muszkieterzy. W Reali di Francia opowiadał ów bard południowy fantastyczne dzieje o pochodzeniu frankońskich królów od Rzymian i o ich rycerskich czynach aż po Karola Wielkiego zużywając mnóstwo francuskich tematów. Nadzwyczaj śmiałym polotem odznacza się jego opowieść o Guerinie, który miał być synem Milona z Tarentu. Gdy Milon utracił swój tron i gdy go
 
nieprzyjaciel osadził w więzieniu, mamka uratowała jego małego syna i zajęła się losem dziecka. Korsarze porwali go jednak, sprzedali do Konstantynopola jako niewolnika, gdzie z czasem został jednym z ulubieńców bizantyńskiego cesarza i słynnym na cały Wschód rycerzem. Odwaga jego nie miała granic, uwolnił Grecję od Turków, wśród najdziwaczniejszych przygód zwiedzał różne kraje szukając uwięzionego ojca. Walczył z Arabami, a wreszcie wybrał się nawet w podróż na słońce i na księżyc, aby zasięgnąć wróżb Apollina i  Diany. Wróciwszy stamtąd udał się do Irlandii, do słynnego cudownego miejsca, do Purgatorium św. Patrycego. Po trzydziestu dwu latach wędrówek i poszukiwań, po krótkim nawet w piekle pobycie, dotarł nareszcie do uwięzionego ojca i zdołał mu wolność przywrócić.
Takie i tym podobne były opowieści kantastoriów, składające się nieraz z bardzo luźnie tylko ze sobą powiązanych historii, pozbawione wszelkiego artystycznego obrobienia. W romansach z XV wieku grają po większej części wielką rolę dwa rody, Chiaramonti i Maganzesi; uczciwi, zacni bohaterowie należą do pierwszej rodziny, podczas gdy każdy Maganzese jest łotrem, oszustem, tchórzem i dostarcza autorowi romansu komicznego żywiołu. Romanse te pisano w XIV i XV wieku po większej części wierszem w oktawach, ale wiersz był niewygładzony, prawie barbarzyński. Pierwszy dopiero Luigi Pulci, Florentyńczyk, urodzony w r. 1432, dał tym romansom, że tak powiem, literackie namaszczenie. W poemacie swym il Morgante, wydanym w r. 1481, zużył on w znacznej części romans Orlando niewiadomego autora, który uliczni bardowie opowiadali ludowi. W romansie tym przeważały opowieści z cyklu Karola Wielkiego, przemawiające więcej do ludowej imaginacji. Bohaterowie tam okrutni i dzicy, o tak zwanym honorze rycerskim niewiele mają wyobrażenia. Wojny, czyny bohaterskie, walki z niewiernymi stanowią główną część opisów. Pulci pisał dla florentyńskiego mieszczaństwa, a nie dla dworów i rycerstwa, dlatego też taki przedmiot więcej mu dogadzał aniżeli odtwarzanie postaci z cyklu króla Artusa, które wówczas w romansach francuskich i północnowłoskich wyraźnie przybierały charakter błędnego rycerstwa. Co więcej, Pulci widział już dużo śmieszności w tym rycerstwie, a gruby jego żart stawał się tu i owdzie jakby satyrą na potomków Lancelottów, zapowiadającą Don Kichota i Sancho Pansę. Gdy olbrzym Morgante ze swoim towarzyszem, także olbrzymem, Marguttem, uwalniają uwięzioną księżniczkę, to już zdaje nam się, że widzimy hiszpańskiego błędnego rycerza z jego giermkiem:
Disse Morgante: amendue siam giganti,
Da te a me vantaggio veggo poco:
 
Noi andiam pel mondo cavalieri erranti
Per amor combattendo in ogni loco...
 
Ów Margutte jest postacią przemawiającą do fantazji ludu: chytry, łotr, przyznaje się do siedmiu grzechów głównych, cieszy się, gdy kogo zręcznie potrafi okraść lub oszukać, od czasu do czasu dobroduszny. Obydwaj towarzysze żarłoki jak Gargantua Rabelais'go. Morgante na jedno posiedzenie zjada bawołu, jednorożca, bazyliszka, wielbłąda i słonia, a zęby wykłuwa sobie złamaną sosną, silny taki, że mury swoją pięścią wali, bramy żelaznej za tarczę używa, a na okręcie, stanąwszy mocno na pokładzie, służy za maszt w potrzebie. Towarzysz jego, Margutte, kończy śmiercią żarłoka: najadłszy się raz zobaczył małpę, jak się ubrała w żółte buty, zaśmiał się z całej siły i pękł.
Dla markizów i pań na dworze Estów romans taki był za dziki, za rubaszny, za mało wiązał się z rycerską przeszłością wielkich rodów, za nisko stawiał kobietę, za mało mówił o miłości, o pięknych królewnach i o rycerskich przygodach. Tym aspiracjom lepiej odpowiadał MatteoBojardo, poeta dworak, wychowany w rycerskich tradycjach i wykołysany pieśniami trubadurów. Rozpoczął on pisać swój romans cokolwiek później aniżeli Pulci Morgante, ale zupełnie niezależnie od florentyńskiego poety. Wyobraźni Bojarda i pań dworu esteńskiego bliżsi byli, jak wspomniałem, bohaterowie bretońskiego cyklu, opowieści okrągłego stołu króla Artusa aniżeli dzikie jeszcze postacie romansów o Karolu Wielkim. Dwór wielkiego cesarza zamykał wrota przed miłością, a zajmował się tylko wielkimi ideami walki o wiarę i ojczyznę:
Perche tenne ad Amor chiuse le porte
E sol si dette alle battaglie sante.

Im bardziej łagodniały obyczaje, tym wyraźniej miłość zyskiwała sobie prawa w literaturze. Cykl bretoński zwyciężał. Wnikanie elementu miłosnego i awanturniczego do cyklu opowieści o Karolu Wielkim rozpoczęło się pierwej we Francji aniżeli we Włoszech. Widać to już w romansach francuskich z końca XII wieku, jak Huon de Bordeaux, jak Jehan de Lanson.
Dwa żywioły, dwa cykle, będące wynikiem długowiecznego procesu imaginacji ludów północnych i południowych, zaczęły się przenikać wzajemnie, tworzyć jedną organiczną całość. Rzecz zaś szczególna, że w poematach rycerskich panowanie miłości wychodzi z Północy, z koła króla
 
Artusa, a nie z Południa. Tristan staje się ideałem późniejszego rycerstwa, przewodnią zaś gwiazdą jego miłość, którą zdobywa męstwem i grzecznością wobec kobiet. Świat, w którym żył Matteo, nie byłby zrozumiał cnoty czystości zdobiącej dawnego Rolanda. Bojardo bierze go wprawdzie za swego bohatera, ale każe mu zapomnieć o wierności dla Karola Wielkiego, o obronie chrześcijaństwa i poddaje zupełnie pod panowanie miłości.
Poemat swój nazwał Bojardo Zakochanym Rolandem, Orlando Innamorato, i czuje się niejako w obowiązku usprawiedliwić przed swoimi czytelnikami, dlaczego się zwraca do tematów bretońskich i dlaczego Roland się zakochał. Do Bretanii idzie po treść do swego poematu, gdyż tam źródło kultu miłości i tam żyli rycerze broniący honoru kobiet w rozmaitych przygodach.
Fu gloriosa Bretagna la grande
Una stagion per l'arme e per l'amore,
Onde ancor oggi il nome suo si spande
Si che al re Artuse fa portare onore,
Quando i buon cavalieri a quelle bande
Mostrarno in piu battaglie il suo valore,
Andando con lor dama in avventura,
Ed or sua fama al nostro tempo dura.
 
Że zaś mówi o Rolandzie „zakochanym", to rzecz prosta. Turpin, ów kronikarz biskup, który opowiadał dzieje bohaterów Karola Wielkiego, przemilczał o miłosnych wyprawach Rolanda, „aby nie uwłaczać jego honorowi". Przed miłością wszakże nawet ci bohaterowie ochronić się nie zdołali, porywa ona każdego do swego tańca, młodych i starych, prosty lud i dumnych panów, na miłość i na śmierć nie ma lekarstwa.
Gioveni e vecchi vanno alla sua danza,
La bassa plebe col signore altiero:
Non ha rimedio amor e non la morte;
Ciascun prende ogni gente, e d'ogni sorte.
W Zakochanym Rolandzie szukalibyśmy na próżno jakiejś jednolitej akcji, zmierzającej do pewnego celu. Jest to cały snop przeróżnych opowieści o wojnach i przygodach miłosnych. Miłość jest głównym uczuciem, główną sprężyną, która porusza tym wyimaginowanym światem fantastycznych postaci, a jeżeli poeta po bohaterów sięga do dawnych
rycerskich historii, to uczucie, które ich wiąże i spaja, wypływa z jego własnego serca, ze wspomnień pierwszej potężnej miłości. Nie wzywa on na wzór starożytnych pisarzy olimpijskich bogów, aby podniecali jego fantazję, ale zwraca się do bohaterki swych snów młodzieńczych, do Caprary, aby go natchnęła do opowiadania dziejów miłości. „Światło moich oczu — woła on — życia mego serca, dla którego śpiewałem dawniej gładkie rymy i składałem piękne wiersze miłości, natchnij mnie, abym opowiedział tę historię":
Luce degli occhi miei, spirto del core,
Per cui cantar solea si dolcemente
Rime leggiadre e bei versi d'amore,
Spirami aiuto alla storia presente.
 
Główną bohaterką świętego uczucia jest w poemacie Bojarda Angelika, córka Galafrona, króla Tatarów w Catajo, która na dworze Karola Wielkiego i gdziekolwiek się ukaże, podbija wszystkie serca. Kobieta staje się tutaj po raz pierwszy najważniejszą postacią rycerskiego romansu.
W maju, a la Pasqua rosata, zwołał Karol Wielki całe swe rycerstwo na wielki turniej do Paryża. Zjechali się chrześcijańscy i niewierni rycerze. Potężny monarcha zasiadł na złotym tronie, a wokoło niego ucztuje dwadzieścia dwa tysiące trzydzieści gości: chrześcijanie przy stołach, Saraceni, poganie, jak psy na ziemi, na kobiercach. Wśród uczty wchodzi niespodziewanie do sali przecudnej urody dziewica, „jak gwiazda poranna,, jak lilia w ogrodzie, jak róża w gaju".
La qual sembrava mattutina stella
E giglio d'orto e rosa de' verzieri.
Towarzyszy jej czterech dworzan olbrzymów i młody rycerz w przepysznej zbroi. Angelika przedstawia go cesarzowi jako swego brata, Uberta del Lione, i prosi dla niego o pozwolenie, aby mógł wziąć udział w turnieju. Kto go zwycięży, otrzyma jej rękę w nagrodę.
Całe rycerstwo zapłonęło żądzą posiadania cudownej kobiety: naprzód zrywa się Ferragu, dziki Saracen, za nim paladyni, ognisty Rinaldo i krewny jego, Roland, wnuk Karola Wielkiego po stryjecznym bracie, najpierwszy rycerz chrześcijaństwa, i wielu innych. Los rozstrzyga, w jakim porządku mają iść w szranki. Ferragu najszczęśliwszy, pierwszy ma walczyć z cudzoziemskim rycerzem; Roland niestety będzie dopiero trzydziesty. Ale Ferragu nie zwycięża, gdyż ma do czynienia z przeciwnikiem nie