Dwór w Ferrarze (Chłędowski Kazimierz) str. 14

Sponsorzy:


alt
alt
alt
To były zalety gładkiego kardynała, ale i wad miał on niemało. Gwałtowny, dumny, mściwy, z powodu jakiejś urazy kazał w Ferrarze obić papieskiego posła, a obawiając się gniewu ojca uciekł czym prędzej do Mantui, do swego szwagra Franciszka Gonzagi. O rzeczy religijne zupełnie się nie troszczył, pomimo że biskupstwa i opactwa, które mu nadano, przynosiły rocznego dochodu przeszło czterdzieści siedm tysięcy talarów. Nie z własnej woli został duchownym, więc też zupełnie świeckie życie prowadził i słynął ze swych miłosnych stosunków. Znanym był jego romans z Sancią, żoną Joffra Borgii; opowiadano sobie o jego słabostkach dla jakiejś Weroniki, kobiety z ludu, rodem z Brescji; w Ferrarze Dalila Putti liczyła się do jego licznych kochanek. Miał też córkę naturalną, Elżbietę, której dał dziesięć tysięcy posagu i dobrze wydał za mąż, za Giberta Pio.
Kardynał umarł w Ferrarze w r. 1520 i w tamtejszej katedrze został pochowany.

VI
Im dalej w lata, tym więcej stawał się Ercole I mistykiem, odbywał ciągle pielgrzymki lub posyłał exvota do miejsc cudownych: do Loretto, do św. Mikołaja w Bari, do Santa Maria dell' isola di Tremiti, chciał nawet jechać do San Giacomo di Galizia, ale papież był przeciwny tej podróży. W nowej częścia miasta stawiał coraz to nowe kościoły, z wielką szkodą sztuki, fundusze bowiem rozdrabniały się na nowe budowle, których najczęściej nie można było ani dokończyć, ani artystycznie ozdobić. Za przykładem księcia szli prywatni fundatorowie, budowali kościółki małe, niepokaźne, źle uposażone, będące na przyszłość tylko ciężarem ubogiej ludności. Zakony pomnażały się ze szkodą społecznego ustroju. Niewielka stosunkowo Ferrara miała przeszło sto kościołów, spomiędzy których znacznie większa część połączona z zakonami. Ludność nie była już w stanie wyżywić tylu mnichów, a zazdrość i zawiść pomiędzy samymi zakonami z jednej, a pomiędzy zakonami a duchowieństwem świeckim z drugiej strony, zawiść o chleb powszedni, wpływała szkodliwie na powagę duchowieństwa i przynosiła ujmę religii.
Do jakiego stopnia wybujały w tej mierze marzenia Ercola, świadczy dość zabawne staranie się księcia o sprowadzenie do Ferrary dominikanki, siostry Łucji da Nami, która nie znalazłszy szczęścia w małżeństwie wstąpiła do zakonu i zasłynęła z wielkiej pobożności. Opowiadano sobie o niej, że w dwudziestym roku życia pojawiły się na jej dłoniach takie stygmaty, jakie miała Katarzyna Sieneńska, i że co czwartek się krwawiły.
 
Zakonnica ta żyła w klasztorze w Viterbo, a Ercole pozazdrościł sławy tej mieścinie, że miała w swych murach tak świętą kobietę, a nadto w swej zabobonności sądził, że sprowadziwszy Łucję do Ferrary, sprowadzi tym samym błogosławieństwo boże na swój kraj i na swoją rodzinę. Książę pozyskał więc matkę Łucji, Gentilinę, i wuja jej, Antonia Mei, mieszkających w Narni, zakonnicy zaś samej obiecał wybudować osobny klasztor w Ferrarze, jeżeli się tam przeniesie. Siostra Łucja miała też wielką ochotę dostać się do Ferrary, ale cała ludność Viterba była temu przeciwną, obawiając się, aby z wyjazdem mniszki klęski nie spadły na miasto. Antonio Mei, który głównie całą intrygę prowadził, przekonał się niebawem, że Łucji nie da się otwarcie wywieźć z Viterbo, postanowił więc uprowadzić ją podstępem. Umówiwszy się z zakonnicą przyjechał do niej w przebraniu posłańca z listem z Narni donoszącym, że matka Gentilina umiera i że ją chce jeszcze raz widzieć przed śmiercią. Dostał się do klasztoru o północy, aby z Łucją omówić cały plan ucieczki, nieszczęściem jednak druga zakonnica podsłuchała rozmowę i zaraz pobiegła uwiadomić miejską władzę o całej intrydze. Signori kazali natychmiast uwięzić Antonia, przyprowadzić go na ratusz, a biedak miał niemało trudności, zanim go na wolność wypuszczono. Zręczny wujaszek pozyskał sobie jednak tymczasem spowiednika Łucji, któremu się zwierzył ze swymi dalszymi zamiarami, i kazał mu polecić mniszce, aby podobnie jak dotąd, chodziła zawsze na nabożeństwo do S. Maria delia Quercia, kościółka położonego za murami miasta. Do Ercola zaś napisał, aby mu przysłał do Narni dwudziestu czterech konnych łuczników, a nadto spokojnego konia dla mniszki. List powiózł do Ferrary Giannino, służący księcia, który był od początku wtajemniczony w całą sprawę. Ercole uczynił zadość żądaniu Antonia, a w dzień św. Szczepana r. 1498 wyjechał z Modeny mały oddział balestrierów pod dowództwem Aleksandra da Fiorano, miał dotrzeć do Orte, a stamtąd w nocy zbliżyć się na dwie mile do Viterbo i w ukryciu poza drzewami czekać aż do drugiej godziny po południu. Fiorano zastosował się do rozkazu i z Orte wysłał na miejsce, kędy miała przechodzić zakonnica do S. Maria delia Quercia, czterech dzielnych ludzi i dwie kobiety dla jej towarzystwa, a sam z resztą łuczników czekał z daleka. Ezecz się jednak nie udała, wysłańcy zastali w pobliżu powyższego kościółka tylko spowiednika siostry Łucji, który im powiedział, że w magistracie musiano się dowiedzieć o zamiarach zakonnicy, albowiem nie wypuszczono jej z murów miasta i kazano wrócić do klasztoru. Co gorsza jednak, jakiś pasterz, spostrzegłszy obcych ludzi zbrojnych koło S. Maria delia Quercia, pobiegł do miasta, narobił hałasu i tak ludność przestraszył, że zaczęto bić w dzwony na alarm. Mieszkańcy miasteczka, uwiadomieni już o zamierzonej wyprawie ferraryjskich
 
ników i przygotowani do oporu, w jednej chwili zebrali się za murami, a wkrótce dwieście konnych wypadło z miasta i otoczyło Fioraniego z garstką jego ludzi. Wysłaniec ferraryjski niełatwo wytłumaczył napastnikom, że nie miał żadnych złych zamiarów, że wracał z Rzymu i że tylko kilku jego żołnierzy i dwie kobiety, należące do towarzystwa, udało się do S. Maria delia Quercia, aby się pomodlić. Viterbianie nie uwierzyli wprawdzie tym wymówkom, ale pozwolili Fioraniemu dalej jechać oświadczając, że to, co się księciu posiadać spodobało, i im się mieć podoba, radzą więc, aby Ercole zaniechał swoich fantastycznych planów, w przeciwnym bowiem razie postępować z nim będą jak z nieprzyjacielem miasta.
Gdy się w ten sposób cały plan uprowadzenia zakonnicy nie udał, pojechał Fiorano do Rzymu, aby tam z pomocą kardynała d'Este w inny sposób dopiąć celu, na którym księciu tak bardzo zależało. Kardynał polecił sprawę monsignorowi Felino, sekretarzowi Aleksandra VI, który się nią gorąco zajął i niebawem wyrobił u papieża brewe do priorów miasta Viterbo, grożące im niełaską papieża, jeżeli nie pozwolą siostrze Łucji wyjechać do Ferrary. Nadto nakazał Aleksander VI prokuratowi zakonu dominikańskiego, aby rzecz ułatwił. Te papieskie rozkazy nie na wiele się jednak przydały, mieszkańcy Viterbo nie chcieli o tym słyszeć, aby siostra Łucja ich mury miała opuścić, i krótko odpowiedzieli, że zakonnicy nie wydadzą. To nieposłuszeństwo zaczęło gniewać rzymskich prałatów, a kardynał d'Este skłonił papieża, że wysłał ponowne rozkazy grożące klątwą priorom w Viterbo, jeżeliby śmieli nadal zatrzymywać siostrę Łucję. Ale z ludnością zabobonnej mieściny sprawa łatwą nie była, kilku priorów udało się do Rzymu i oświadczyło kardynałom, że lud w Viterbo pod żadnym warunkiem nie pozwoli na wyjazd zakonnicy i że siłą się oprze wszelkim zamiarom jej uprowadzenia, tym bardziej że siostra Łucja, jak mówili, sama jest przeciwną przeniesieniu się do Ferrary. Sprawa więc się zaostrzała, zwłaszcza że Ercole I list za listem pisał, to do kardynała d'Este, to do sekretarza papieskiego, Felina Sandei, aby rzecz prowadzili sino alla desiderata expeditione. Ercole do tego stopnia się zawziął, że chcąc papieża dobrze usposobić, posłał mu czym prędzej trybut roczny z Ferrary i kazał w Rzymie pieniędzy nie szczędzić, gdyż Fiorano się skarżył, że tam za wszystko trzeba płacić, perche ogni cosa val denari qua. Fiorano zaniósł trybut papieżowi, a Aleksander bardzo go dobrze przyjął i cieszył się z pieniędzy, mówiąc quantunque tardi, sempre bene.
Podczas gdy starania te w Rzymie czyniono, jakiś frate Timoteo z Modeny, chcąc zrobić księciu niespodziankę, na własną rękę postanowił wykraść siostrę Łucję z Viterbo, sądząc, że jej spowiednik dopomoże mu do przeprowadzenia tego zamiaru. Zamiast ułatwić sprawę, zakonnik jeszcze
 
rzecz zepsuł, gdyż spowiednik nie chciał się więcej mieszać do niebezpiecznego przedsięwzięcia, a nowy zamach księcia Ferrary się rozgłosił. Dlatego też Ercole I kazał z pomocą inkwizytora ferraryjskiego uwięzić brata Timotea, jak tylko powrócił do Ferrary, z powodu że przedsięwziął kroki imieniem księcia, do których nie był upoważniony.
Tymczasem siostra Łucja się niecierpliwiła, chciała w życiu jakiejś odmiany, opuściła więc z czterema przyjaznymi jej zakonnicami klasztor i zamieszkała w domu swoich krewnych w mieście oświadczając, że pod żadnym warunkiem nie zostanie w Viterbo, gdzie jej tyle przykrości sprawiają, i że raczej da się zabić, aniżeli powróci do dotychczasowego klasztoru; matce zaś i wujowi poleciła, aby zapewnili księcia, że trwa w swym zamiarze pojechania do Ferrary, a nawet w jednym liście, bardzo niepoprawnie pisanym, tłumaczyła się Ercolowi, że dotąd wprawdzie zmuszoną była bawić w Viterbo, ale że najgorętszym jej życzeniem jest rozstać się z tym ciemnym ludem, separarsi questo populo ignorante. Starszyzna w Viterbo natomiast oświadczyła, że raczej zamorduje upartą zakonnicę aniżeli ją wypuści z miasta. Fiorano nie tracił jednak w Rzymie nadziei, że spełni wolę księcia, i drażnił prałatów, że nie mają dość powagi i siły w posiadłościach Kościoła, do których Viterbo należało, aby zapanować nad jedną marną kobietą, ad avere una femminuccia. Sprawa stała jednak nie najlepiej, gdyż papież znudzony tą wojną o zakonnicę oświadczył, że nie chce siłą zmuszać ludu z Viterbo do jej wydania.
Niespodziewanie jednak książę pozyskał w samym Viterbo bardzo pozytecznego i silnego sprzymierzeńca. Tamtejszy podesta, niejaki Antonio, kazał potajemnie oświadczyć Ercolowi, że jeżeli książę przyrzeknie zamianować go podestą Ferrary, to on gotów rzecz tak przeprowadzić, że siostra Łucja wydobędzie się niebawem z Viterbo. Przezorny dygnitarz prosił jednak, aby mu Ercole naprzód przysłał dekret nominacji, w którym by powyższy warunek był wyrażony. Książę przystał na to i kazał mu wręczyć odpowiednie pismo. Odtąd intryga szybko się rozwijała, wuj z Narni miał w jakiejś winnicy schadzkę z Łucją i ułożył się z nią, że na trzynastego kwietnia wszystko przygotuje, aby ją z miasta niepostrzeżenie wykraść. Całym spiskiem kierował sekretarz papieski, Felino Sandei, który nawet sam pojechał do Viterbo i tam w porozumieniu z podestą ucieczkę siostry Łucji przygotował. Plan też udał się wybornie, zakonnicę włożono niepostrzeżenie do kosza przykrytego jarzynami i bielizną, kosz przywiązano na mulicę i powierzono ją przekupionemu poganiaczowi, który cenny ów skarb z miasta wyprowadził i szczęśliwie do Narni, do domu matki zakonnicy dostawił. Książę uwiadomiony o tym, że siostra Łucja jest już w Narni, wysłał natychmiast po nią zbrojną eskortę
 
i nareszcie miał ją w Ferrarze. Najbardziej uszczęśliwionym w wyniku całej sprawy był może frate Timoteo, którego książę uwolnił z więzienia, a w nagrodę przebytych tam niewygód wystawił mu świadectwo, że się w lochach sprawował, jak na dobrego zakonnika przystoi.
Siostra Łucja została przełożoną nowego klasztoru, tak jak jej Ercole przyobiecał, sprowadziła nawet do Ferrary swego spowiednika, Krzysztofa da Viterbo, ale szczęśliwą na swym nowym stanowisku nie była, a nawet pragnęła nieraz, jak zobaczymy, powrotu do swego dawnego klasztoru.
Ercolowi nie wystarczał jednak ów mistyczny blask, jaki nad Ferrarą miała roztaczać siostra Łucja, zapragnął on później jeszcze siostry Colomby, słynnej z tego, „że żyła tylko eucharystią, którą jej anioł z nieba przynosił", i także sprowadził ową „cudowną" niewiastę. Jednym z głównych zajęć Ercola stało się pomnażanie zakonów, a rachunki dworskie wykazują, jak znaczne sumy na ten cel wydawano. Z dworskiej spiżarni prajwie codziennie posyłano do klasztorów niezliczoną ilość ryb, jarzyn, wędlin, serów, ciast, cukrów i marynat. W czasie weselnych uroczystości Alfonsa z Anną Sforzą zwracali się Frati di Santo Spirito do zarządu dworskiego, aby i oni mogli mieć swój karnawał, ad ció possiamo etiam nui fare lo nostro carnevale.
Z tą hojnością wobec zakonów w rażącej sprzeczności stała bezwzględność, z jaką postępowano wobec prawdziwej nędzy pomiędzy ludem. Książęca kamera zabierała nawet łóżka i pościel za skarbowe należytości. W dzień ślubu Izabeli d'Este, z powodu powszechnej radości, uwolniono jakiegoś biedaka z więzienia, w którym był zamknięty za nie zapłacone podatki, i oddano mu zasekwestrowane łóżko, gdy jednak dni weselne minęły, łóżko wróciło do fiskalnych magazynów.
Ercole z pewną zabobonną bojaźnią spoglądał na duchownych, a w szczególności na osoby, o których miał przekonanie, że są pod wpływem łask nadrzędnych, lub że są obdarzone proroczym duchem. Temu usposobieniu przypisać także należy przyjazne stosunki, jakie go łączyły z Savonarolą, który przecież jako młodzieniec wyszedł z zamku ferraryjskiego rzucając nań przekleństwa i powtarzając słowa: Heu fuge crudeles terras, fuge litus avarum. Wtedy to, w 1472 r., napisał on ową pamiętną kanconę De ruina mundi, która najlepiej wyrażała oburzenie, jakie panowało w jego duszy z powodu zepsucia panującego w kołach tamtejszego dworu. „Szczęśliwy, kto ze zdzierstwa żyje i kto się cudzą krwią karmi!" to był wynik jego poglądów na świat, który go otaczał:
Felice ormai chi vive di rapina
E chi dell' altrui sangue piu si pasce.
 
Wobec tych wspomnień, jakie młody Savonarola wyniósł z Ferrary, tym bardziej uderza nader przyjazny stosunek późniejszego wszechwładnego mnicha we Florencji z Ercolem. Ale książę Ferrary potrzebował niejednokrotnie politycznego poparcia Savonaroli, a nadto starał się o jego życzliwość z obawy przed człowiekiem wyższą łaską obdarzonym. Ercole skwapliwie czytywał każdą nową broszurę Savonaroli, a gdy się dowiedział, że groźny dominikanin napisał swoje Compendium revelationum, natychmiast starał się przez swego oratora o tę rozprawę w rękopisie, zanim będzie wydrukowaną. Z czasem stał książę do tego stopnia pod wpływem dominikanina, że w r. 1496 chciał Ferrarę zamienić na państwo religijne, urządzone według ideałów Savonaroli, i z wielką surowością narzucał ludności dwudniowe posty co tydzień, kazał odbywać procesje błagalne w sprawach politycznych kraju i uważał sobie za obowiązek zaprowadzić rozmaite religijne zwyczaje. Aby zaś wpływać na moralność ludu, ogłosił z balkonu pałacu delia Ragione edykt, iż surowo będą karane bluźnierstwa, sodomia, pożycie w związkach niemałżeńskich i inne przekroczenia przeciw dobrym obyczajom. Wobec Żydów zaostrzył dawne przepisy, przypomniał im obowiązek noszenia żółtego znaku na płaszczach, przymuszał ich nawet do słuchania kazań w katedrze i cieszył się, gdy po takiej kościelnej nauce jeden z nich prosił o przyjęcie na łono Kościoła, katolickiego.
Savonarola był też bardzo zadowolony z Ercola, a posyłając mu swoją książkę De simplicitate Christiannae Vitae, wyraził nadzieję, „że ze względu na wielkie cnoty księcia, nauki w niej zawarte przyniosą mu nieocenione duchowe korzyści". Wobec posła ferraryjskiego wyrażał się Savonarola, iż zawsze prosi Boga, aby użyczał księciu swej łaski. Ercole też wytrwał w swych przyjaznych uczuciach dla florentyńskiego mnicha nawet w chwilach, kiedy tegoż fortuna chyliła się już ku upadkowi i kiedy Rzym klątwę nań rzucił. Ujmował się gorąco za Savonarolą i skłonił swego krewnego, Gian Francesca delia Mirandola, do napisania jego obrony, która też wyszła z druku pod tytułem Joannis Francisci Pici Mirandole opusculum de sententia excomunicationis injusta pro Hieronymi Savonarolae viri prophetae innocentia.