do papieża Innocentego VIII, aż wreszcie już w późnym wieku, w siedmdziesiątym szóstym roku życia, został prezesem dwunastu Sowich. Oprócz wspomnień młodości wiązały Tita z Borsem i Ercolem i wspólne upodobania. Był on również jak obydwaj książęta namiętnym myśliwym. Lasy około Racano, gdzie Tito często w lecie mieszkał, pełne były jeleni, dzików, zajęcy i różnorodnego ptactwa. Miał on słynne psy do polowania, które aż z Tracji sprowadzał, a sokoły i jastrzębie sam umiał wybornie wprawiać do łowów. Jednego sokoła, Bagarina, kazał wymalować Cosimowi Turze i napisał do ulubionego ptaka wiersz łaciński. Tito rozkoszował się sielanką, oprócz Racana miał jeszcze trzy wille na wsi, z których dwie Borso mu darował. W willi Quartisano gromadził bibliotekę. Syn Tita, Ercole Strozzi, także poeta, opisywał wierszem, jak ojciec w tych willach czas przepędza, jak o konie i bydło się troszczy, jak się gospodarstwem zajmuje, a przy tym czyta grube księgi i poezje pisze.
Sub lucemque toro exurgit, dumque aspera mollit
Pectora, nunc libros versat, nunc carmina condit,
Nec sinit in cessum labi irrevocabile tempus.
Tito był chyba najznakomitszym łacińskim poetą owych czasów, a gdyby był pisał po włosku, byłby się stał jednym z pierwszorzędnych poetów Odrodzenia. Łacina jego trochę blednie wobec łaciny Pontana i Poliziana, którzy władali prawie tak łacińskim językiem jak żyjącą mową. Łacina i dworactwo zabiły jego talent. Nie brak mu było bowiem wielkiego poczucia piękności przyrody, nie brak zmysłu spostrzegawczego w oddawaniu współczesnych wypadków, a przede wszystkim miał wiele poetycznego zapału, przebijającego się nawet w epigramach, które pisał jako ośmdziesięcioletni starzec do Lukrecji Borgii.
Po śmierci Guarina stał on na czele humanistów w Ferrarze, był zagorzałym przeciwnikiem wprowadzania do literatury włoskiego języka, a nawet historie swoich amorów spisywał tylko po łacinie. Poezje jego po większej części erotyczne, ale ta erotyka przeznaczona była na wywołanie poklasku podobnych mu humanistów, a nie na to, aby ją rozumiały kobiety, w których się kochał. Nie szczera spowiedź gorących uczuć, ale miłość na pokaz.
Na wyścigach w Ferrarze, na wiosnę 1441 r., poznał on, dziewiętnastoletni wówczas młodzieniec, prześliczną dziewczynę o złotawych włosach, którą Anthią nazywa. Do niej napisał cały cykl elegij, które wyszły pod tytułem Erotica i należały do jego najznakomitszych utworów. Wiersze jednak pisać o kochance, tak jak czuł i myślał, uważał uczeń
Guarina poniżej swojej godności, więc pożyczył, co się tylko dało, obrazów i zwrotów z jakiegoś greckiego romansu Ksenofonta z Ephesos, a nawet swej Ferraryjce, której zapewne było na imię Maria albo Bettina, dał nazwę starożytnej bohaterki. W Anthii, Bettinie, musiał się jednak kochać jeszcze ktoś inny, potężniejszy od Strozziego, komu młodzieniaszek był nie na rękę, kazano więc zakochanemu łacinnikowi wyjechać z Ferrary. Zdaje się, że i Anthia przeniosła się do Florencji, więc Tito mógł po niejakim czasie znowu do Ferrary powrócić. Owocem młodzieńczej miłości były tylko elegie, Anthia nie odwdzięczała się wzajemnością Strozziemu za łacińskie wiersze, których zapewne nie rozumiała. Łacina osłaniała tam zresztą bardzo zmysłowe i nieprzyzwoite ustępy. Zbiór tych poezyj wydał później Strozzi w książce, którą poświęcił Lukrecji Borgii, co mógł uczynić bez obrażenia uczuć przyzwoitości księżnej, gdyż Lukrecja także po łacinie nie rozumiała.
Strozzi należał do typu dworzan noszących się zawsze z kadzielnicą. Każda sposobność była mu pożądaną, aby pisać wiersze z pochlebstwami dla księcia i książęcej rodziny. Zaślubiny Alfonsa z Anną Sforzą, śmierć Eleonory, przybycie Lukrecji Borgii do Ferrary, nawet rzadkie w r. 1443 zjawisko zamarznięcia Padu dawały mu do tego pożądany powód. Na powitanie Borsa pisał raz, że gdy książę przyjeżdża, niebo się rozjaśnia, burze się uspokajają i ziemia okrywa się świeżą zielenią; do niego udawano się po wszelkie możliwe okolicznościowe wiersze, nawet po napisy na budowlach, które książęta stawiali. Oczywiście, że pochlebstwo przybiera w jego wierszach często dość dziwaczne porównania i obrazy. Lew afrykański, którego Borso ma w swym zwierzyńcu, naśladuje zawsze swego pana, gdyż nie rzuca się nigdy na słabsze od siebie stworzenia, na psa albo zająca, ale mierzy swą siłę z bawołem, niedźwiedziem albo dzikiem. Niestety jednak lew niebawem zaprzeczył twierdzeniom poety, rozdarł bowiem małą córeczkę ogrodowego strażnika, która mu jeść dawała. Na cześć Ercola nazwał Tito swego pierworodnego syna także Ercolem, ale jak zobaczymy, książęca rodzina wywdzięczyła mu się za to pochlebstwo W podobny sposób jak lew córce strażnika.
Tito ożenił się dopiero w czterdziestym piątym roku życia, miał więc czasu pod dostatkiem, aby oprócz do Anthii pisać jeszcze wiersze do innej blondynki, której także dał greckie imię, Phylloroe. Strozzi bardzo był zakochany w tej Ferraryjce, mieszkającej w jakieś willi nad brzegami Padu, którą opisał w poetyczny sposób. Właściwie był to, według wiersza Tita, stary, bluszczem opleciony domek, z freskami świętych, zwietrzałymi od deszczów. Krył on się wśród drzew, obok stała kaplica poszarpana u dołu wylewami Padu, a w pobliżu orał miejscowy kapelan swe chude
pole wypożyczonymi końmi. Phylloroe żyła niedługo, padła ofiarą panującej w Ferrarze zarazy, a poeta szczerze odczuł jej stratę.
Oprócz erotycznych poezyj zaczął Tito pisać poemat na cześć Borsa, którego wszakże nie dokończył, gdyż po śmierci tego protektora czuł się w obowiązku układać wiersze na cześć jego następcy.
Publiczne urzędy piastował Tito dopiero w późniejszym wieku. Jako namiestnik Polesiny nabawił się uporczywej febry, a nie mogąc się wyleczyć, podyktował swemu służącemu wiersz błagalny do św. Bellina, patrona diecezji AdriaRovigo, aby go od tej ciężkiej choroby uwolnił. Po wyzdrowieniu umieścił przez wdzięczność dla świętego biskupa pamiątkową tablicę na jego grobie. Naczelnikiem Savich został w najtrudniejszych czasach, w r. 1497, kiedy weneckie żołdactwo pustoszyło ziemie ferraryjskie, kiedy powtarzające się trzęsienie ziemi rzucało postrach na ludność, a morowa zaraza w straszny grasowała sposób. Jak tylko klęski ustały, książę, pomimo powszechnej biedy, wydawał pieniądze na zbytkowne budowle, na świetne festyny i polowania. Celem załagodzenia ran, które wojna krajowi zadała, nic się pod względem ekonomicznym nie robiło, gdyż stary już książę spuszczał się na opatrzność i tylko urządzał nabożeństwa na pomyślność ludu, a w r. 1500, w czasie obawy tureckiego napadu, zamiast ubezpieczać ujścia Padu, kazał codziennie procesjom przechodzić ulicami i modlić się o odwrócenie grożących nieszczęść. Ludność tak była wyniszczoną podatkami i ciągłymi przechodami wojsk francuskich, że nowych ciężarów znosić już nie mogła, więc nienawiść zwracała się przeciw rządowi. Strozzi jako najwyższy urzędnik państwa, więcej dbający o księcia i o dwór aniżeli o kraj cały, stał się jedną z najbardziej znienawidzonych osobistości. Zwano go „ludożercą", mówiono, że messer Tito gorszy od samego diabła „e peggio voluto dal Popolo, che non e il Diavolo". Być może, że przyczyną tej nienawiści było i przekonanie, że Tito głównie namówił Ercola do założenia nowej części miasta, Terra nuova, Addizione Ercolea, która niesłychane sumy pochłaniała.
Tito wyrobił sobie u księcia, że tenże mianował jego młodego jeszcze syna, Ercola, w r. 1498 pomocnikiem sędziego de' dodici Savi, a nawet niebawem zastępcą ojca. Ludność Ferrary bardzo tą protekcją się gorszyła, wskutek której najważniejszy urząd w państwie stawał się prawie dziedzicznym.
Tito przeżył Ercola I, umarł w pół roku po księciu, 30 sierpnia 1505, wskutek morowej zarazy. Jeszcze dwudziestego stycznia tegoż roku przybył ze swej posiadłości Rocano do Ferrary, aby spełnić powinność swego urzędu, być przy łożu śmierci Ercola, oddać buławę książęcą i miecz Alfonsowi i ogłosić go prawym następcą tronu.
Portretu Tita nie mamy, w mediolańskiej Brerze przechował się tylko medal z napisem Titus Strozius, przedstawiający popiersie silnego mężczyzny w berecie na głowie o rysach dość twardych i pospolitych.
Strozzi należał na dworze esteńskim do literatów in floribus, ale oczywiście więcej było poetów in herbis, którzy musieli się zadowalniać daleko skromniejszym, a często bardzo smutnym losem. Wymienić pomiędzy tymi ostatnimi wypada Pandolfa Collenuccia (1449—1504), który żywił się jak mógł po różnych dworach: w Bolonii, w Pesaro, we Florencji, ale najdłużej w Ferrarze. Dla Ercola I tłumaczył on Amfitriona, przedstawionego w r. 1487 w Ferrarze, i jemu poświęcił słynną swą obronę Pliniusza przeciw brutalnym zarzutom Niccola Leonicena, lektora matematyki i filozofii w ferraryjskim Studio. Książę używał go też jako posła do cesarza Maksymiliana i do papieża Aleksandra VI. I inni książęta włoscy powierzali mu jako człowiekowi gładkiemu rozmaite dyplomatyczne misje, ale chudy poeta nie zawsze dobrze wychodził na tych poleceniach. W r. 1488 wtrącił go Sforza z Pesaro za jakieś polityczne przewinienie na piętnaście miesięcy do więzienia, a następnie skazał na wygnanie. W roku 1504 pozwolił mu tyran powrócić wprawdzie do Pesaro, ale tylko po to, aby go na nowo uwięzić i z powodów sympatii do księcia Valentina zamordować.
Collenuccio pisał rozmaite dzieła, między innymi religijną komedię Commedia de Jacob et de Joseph, tudzież książkę historyczną Compendio delia storia del regno di Napóli. Ale najznakomitszym jego utworem była Canzone alla morte, która wyraża głęboki smutek człowieka poniewierającego się po dworach, nie znajdującego nigdzie spokoju i widzącego w śmierci jedyną ucieczkę przed prześladującym go losem. Wiersz ten zawiera dużo poetycznej siły, dużo zbolałego uczucia, a rzecz szczególna, że poeta nie widzi powodów swych smutków w zepsuciu społeczeństwa, ale w samej naturze, która człowieka chyba na to stworzyła, aby go nękać od kolebki do grobu.
Questa acerba matrigna
Natura, in tanti mai questo soi bene
Pose per pace, libertade e porto:
A' piu savi diporto,
Che 'I fine attendon delie mortai nene.
V
Wielce charakterystyczną postacią, uzupełniającą niejako życie dworskie za czasów Ercola I, był jego syn, kardynał Hipolit d'Este, w całym tego słowa znaczeniu renesansowy magnat kościelny, otoczony licznym orszakiem dworzan i uczonych, do którego literackiej „służby" przez jakiś czas i Ariost należał.
Hipolit urodził się 20 lutego 1479 jako trzeci syn Ercola I i Eleonory Aragońskiej, a ojciec przeznaczył go od dziecka na kardynała, jeżeli nie na papieża. Siedmioletni też malec otrzymał już tonsurę w Ferrarze i zaraz go ubrano w księżą sutannę, a rok jeszcze nie upłynął od tej uroczystości, jak dzieciak został już arcybiskupem Granu i prymasem Węgier. Ciotka jego bowiem, Beatrice Aragońska, wyszła za mąż za Macieja Korwina, króla węgierskiego, a stąd można protekcja. Papież Innocenty VIII trochę się opierał tej w dziejach Kościoła niesłychanej nominacji, ale mimo to po roku zatwierdził ją pod warunkiem, że chłopak dopiero później otrzyma konsekrację. Ośmioletni więc Hipolit d'Este wybrał się do Węgier w otoczeniu stu pięćdziesięciu dworzan i rycerzy, wioząc pomiędzy swoimi pakunkami także Eneidę Wirgiliusza, a jako nieodrodny Este i komedie Plauta.
Z lat siedm przebywał młody dygnitarz w Węgrzech, gdzie starsi duchowni sprawowali za niego obowiązki kościelne, on zaś ćwiczył się w polowaniu na dziki i jelenie, a w wolnych chwilach czytywał Eneidą i rycerskie romanse. To wszakże nie przeszkadzało, że szybko szedł po szczeblach rzymskiej hierarchii, gdyż papież Aleksander VI zamianował go w roku 1493, w czternastym roku życia, kardynałem.
Arcybiskupstwo w Granie przynosiło wprawdzie trzydzieści tysięcy dukatów dochodu, ale połowę tej sumy trzeba było oddawać na utrzymanie milicji biskupiej, a co więcej, musiał Hipolit jako prymas Węgier rezydować w przybranej ojczyźnie. Do tego oczywiście nie miał ochoty, gdyż tęsknił do Włoch ojczystych. Z radością też zamienił arybiskupią stolicę węgierską na arcybiskupstwo w Mediolanie, przynoszące pięć tysięcy dukatów dochodu, którym go Ludwik Moro obdarzył, i wrócił w r. 1496 do Włoch pozostając nadal tytularnym tylko biskupem Granu. Całe życie był wdzięczny Sforzy za umożliwienie mu powrotu do ojczyzny, jak to poświadcza Ariost w swym Orlandzie.
...Ora in pace a consiglio con lui siede,
Or armato con lui spiega i colubri;
E sempre par d'una medisma fede,
O ne' felici tempi o nei lugubri:
Nella fuga lo seque, lo conforta
Nell' aflizion, gli e nel periglio scorta.
Po śmierci Korwina Beatrice Aragońska musiała opuścić Węgry, przybyła do Ferrary, a Hipolit odprowadzał swą ciotkę i protektorkę do Neapolu. To wczesne zaprawianie się do piastowania wysokich godności i zajmowanie się sprawami publicznymi wyszło Hipolitowi na dobre, wyrobił się bowiem na znakomitego męża stanu, pomagał Ercolowi swą radą i książę używał go też później do rozmaitych dyplomatycznych misyj. On to stał na czele poselstwa, które jeździło do Rzymu po Lukrecję Borgię, on jej wręczał pyszne podarunki imieniem swego brata. Aleksander VI wywdzięczył mu się za owe uprzejmości i trudy, darował mu pałac w Rzymie i nadał arcybiskupstwo w Capui. Za Juliusza II, zawziętego nieprzyjaciela Estów, stanowisko jego jako kardynała było bardzo trudne, wrócił więc na jakiś czas do Węgier. Wtedy to chciał Ariosta zabrać ze sobą, ale poeta, jak zobaczymy, nie miał ochoty towarzyszyć kardynałowi. Z Węgier jeździł Hipolit na ślub Bony do Krakowa w r. 1518 ze wspaniałym orszakiem kanoników i dworzan w trzysta sześćdziesiąt siedm koni. Przybywał on wtedy do Polski jako legat papieski przywożąc dla króla Zygmunta brewe z życzeniami od Leona X. Wskutek jednak nieporozumień w kwestii ceremoniału z Prosperem Colonną, opiekunem i niejako ochmistrzem Bony w czasie jej podróży, nie wziął udziału w uroczystości koronacyjnej i z pewnym niezadowoleniem powrócił do Węgier po dwutygodniowym pobycie w Krakowie.
Castiglione pisze o kardynale, że należał do najbardziej zajmujących w jego czasach osobistości: w zachowaniu się, w mowie, w ruchach pełen szlachetności, mimo swych lat młodych tak się wydawał poważnym, że nawet pomiędzy najstarszymi prałatami zwracał na siebie uwagę. W obcowaniu z mężczyznami i z kobietami wszelkiego stanu, w uśmiechu, w grze nawet tak był ujmującym, że każdy, kto się do niego zbliżył, ulegał jego urokowi. Przy tym nie brak mu było osobistej dzielności i odwagi, a w interesach okazywał nadzwyczaj dużo zręczności. Hipolit lubił muzykę jak wszyscy Estowie, grywał na wioli, miał zawsze na swym dworze najznakomitszych artystów; literatów gromadził około siebie może więcej dla utrzymania splendoru domu aniżeli z osobistych sympatii, przynajmniej tak by się okazywało z jego stosunków do Ariosta, o których później pomówimy. Uchodził jednak za człowieka wykształconego, a że lubił czytać, świadczy o tym zwyczaj zabierania ze sobą mnóstwa książek, jak tylko się w podróż wybierał.