w r. 1481, brakowało nieraz chleba samemu dworowi, a lud z głodu umierał.
W owych czasach wystąpiły z całą grozą błędy administracyjne, wspólne ówczesnym państwom tyrańskim, których urządzenia zmierzały więcej do umocnienia panującego rodu aniżeli do stworzenia całemu ludowi znośnej przynajmniej egzystencji.
Wojna z Wenecją o tyle zmieniła gospodarstwo ferraryjskiego dworu, że następcy. Ercola utworzyli na złą chwilę znaczny skarb wojenny, który jednak, jak zobaczymy, najczęściej musiał być wydawany na pożyczki papieżom.
III
W latach 1487, 1490 i 1491 wydawał Ercole za mąż trzy córki i żenił syna, sprawiał aż cztery wyprawy, więc dość było sposobności, aby rozwinąć cały splendor dworski. Pierwsza wychodziła z domu Lukrecja i jako córka nieślubna stosunkowo najskromniejszy otrzymała posag, tylko 10.000 dukatów; najmniej też świetnymi festynami obchodzono jej wesele. Opowiadano sobie jednak dużo o przepysznych srebrach stołowych i złotych zastawach, które służyły do ślubnego bankietu, robił je bowiem słynny Francia, który wówczas jeszcze więcej trudnił się złotnictwem aniżeli malarstwem. Głośniejsze były przygotowania do wesela Izabeli, która nie mając jeszcze lat szesnastu zaślubioną została Franciszkowi Gonzadze, synowi panującego markiza Mantui, dwudziestojednoletniemu młodzieńcowi. Małżeństwo to zbliżyło na długi szereg lat dynastie dwóch sąsiednich państewek i niezbyt dobrze widziane było w Wenecji.
Jeszcze w r. 1480 wysłał był Federico Gonzaga swego dworzanina, Beltramina Cusastro, do Ferrary, prosząc o rękę sześcioletniej wówczas Izabeli dla swego dwunastoletniego syna. Cusastro donosił wówczas swemu panu, że mała Izabela okazuje nadzwyczajną inteligencję, że pełen jest dla niej podziwu. Zarazem posłał do Mantui portret małej narzeczonej pędzla Cosima Tury, który niestety nie doszedł do naszych czasów. Wyborne to wrażenie, jakie odniósł Cusastro, potwierdził później inny poseł mantuański, który widział madonnę Izabelę tańczącą z nauczycielem tańca, messer Ambrogiem, Żydem, będącym w służbie księcia Urbino. Nie mógł on się nachwalić zgrabności jej ruchów.
O rękę Izabeli prosiła także księżna Bona Sforza z Mediolanu, dla Ludwika Sforzy, ponieważ jednak wówczas Izabela już była zaręczoną, więc Ercole ofiarował Ludwikowi rękę młodszej swej córki, Beatrice,
wychowującej się na dworze dziadka w Neapolu z dziećmi Hipolity Sforzy, księżnej Kalabrii, jednej z najwykształceńszych ówczesnych kobiet. W r. 1479 przybył do Neapolu Ludovico Sforza, zwany il Moro, a król neapolitański, którego życzeniem było także za niego wydać swą wnuczkę, nadał mu wówczas księstwo Bari, opróżnione po śmierci starszego Sforzy. Dwudziestego ósmego maja r. 1483 zostały ogłoszone zaręczyny obydwu księżniczek, Izabeli i Beatrice, w Ferrarze, na placu przed Castello.
Następnej wiosny przybył markiz mantuański ze swym synem Franciszkiem na uroczystości św. Jerzego w odwiedziny na dwór ferraryjski. Markiz przypłynął okrętami Padem w sześćset ludzi, a Ercole przyjmował go przez cztery dni z wystawnością, na jaką tylko stać było dwór w Ferrarze. Narzeczeni się zapoznali, zbliżyli się do siebie, i odtąd Izabela często pisywała do Franciszka, posyłała mu nawet rozmaite podarunki i wiersze, które na jego cześć pisali dworscy poeci.
Ślub Izabeli naznaczono na wiosnę r. 1490, cały zastęp malarzy, rzeźbiarzy, złotników, tudzież ferraryjskich i hiszpańskich hafciarzy zajęty był przygotowaniem wyprawy. Eleonora wysłała słynnego artystę Ercola Roberti do Wenecji po rozmaite zakupy, w Wenecji też pozamawiano po większej części tapicerskie roboty, a u słynnego złotnika w Mediolanie, fra Rocca, nabyto przenośny srebrny ołtarzyk wartości sześciuset dukatów i oprawy książek do modlenia. Posagu w gotówce dostała Izabela 25.000 dukatów, wyprawa miała wartość dwóch tysięcy, a klejnoty trzech tysięcy dukatów. Nie był to posag zbyt wysoki, Eleonora bowiem przywiozła Ercolowi ośmdziesiąt tysięcy czerwonych złotych.
Ślub odbył się w Ferrarze 11 lutego 1490 w zamkowej kaplicy, po czym panna młoda, otoczona licznym orszakiem, konno objechała miasto mając na głowie pyszną koronę. Po prawej stronie towarzyszył jej książę Urbino, po lewej poseł neapolitański. Wieczorem zasiadło towarzystwo weselne do uczty w wielkiej sali w Castello, przybranej flamandzkimi kobiercami, które Eleonora jeszcze z Neapolu przywiozła. Srebrna zastawa stołu była wielkiej piękności, robił ją złotnik wenecki, Giorgio da Ragusa, według rysunków samego Cosima Tury. Do ubrania stołu służyło także dwieście pięćdziesiąt chorągiewek, które malował Giovanni Bianchini, zwany Torello. Co artysta na tych chorągiewkach przedstawił, nie wiemy.
Nazajutrz po ślubie odpłynęła panna młoda Padem wraz z rodzicami i trzema braćmi, Alfonsem, Ferrantem i Hipolitem, do przyszłej swej stolicy, gdzie pomimo że to było w zimie, piętnastego lutego, przybrano ulice świeżymi kwiatami i umajono kamienice girlandami. Markiza Elżbieta Gonzaga, otoczona kołem sąsiadów i krewnych, przyjmowała swoją synową. Witano ją wspaniałymi podarunkami, szczególnie zaś zwracały
uwagę gobeliny przedstawiające wojnę trojańską, które przywiózł książę Urbino. Uroczystości i festyny trwały aż do końca karnawału, a Izabela, pomimo swej młodości, była zapewne szczęśliwą, gdy się spokojnie mogła rozejrzeć w przyszłej swej stolicy, gdzie długie i w ogóle szczęśliwe przepędziła lata.
Ślub Beatrice miał się odbyć równocześnie ze ślubem Izabeli, ale Sforza odwlekał go pod różnymi pozorami, a przede wszystkim usprawiedliwił się politycznymi względami na senat wenecki, który był przeciwny niebezpiecznemu dla rzeczpospolitej połączeniu się domu Estów z Sforzami. Właściwym powodem wszakże postępowania Mora był jego stosunek miłosny z piękną Cecylią Galleralni, która niezawodnie wszelkimi sposobami starała się o to, aby małżeństwo jej kochanka nie przyszło do skutku. Zdawało się nawet, że zerwanie stosunków z domem Estów stanie się nieuniknionym. Wreszcie jednak namyślił się Moro i w sierpniu r. 1490 przysłał do Ferrary Franciszka da Casate, swego dworzanina, z przepysznymi podarunkami dla narzeczonej, z naszyjnikiem z dużych pereł i stylizowanych kwiatów misternej roboty, tudzież kolczykami z rubinów, pereł i szmaragdów. Ślub został naznaczony na 16 stycznia 1491 r. w pawijskim Castello. Przed samym jeszcze wyjazdem narzeczonej z rodzicielskiego domu przybył z rozkazu Mora do Ferrary młody rzeźbiarz, Christoforo Romano, w celu zrobienia jej popiersia z marmuru. Romano był nadzwyczaj zdolnym artystą, a przy tym gładkim dworzaninem, ulubieńcem Mora i książęcych rodów w Mantui i Urbino. Kardynał Ascanio Sforza poznał go w Rzymie i posłał do Mediolanu. Popiersie Beatrice, które artysta wówczas wykonał, znajduje się teraz w Luwrze i tak wybornym jest dziełem, że przez długi czas uchodziło za pracę Leonarda da Vinci.
Beatrice nie była pięknością, równie jak Izabela, ale żywa, hoża, umiała się podobać. Lubiła namiętnie polowanie, jazdę konną, zwierzęta. Dumna i ambitna nie cierpiała wobec siebie współzawodnictwa, a stąd wyrobiła się w niej zazdrość, do której aż nadto miała powodów.
Ślubnej wyprawie nie sprzyjała pora. Zima z roku 1490 na 1491 była niezwykle surowa, na Boże Narodzenie leżał śnieg gruby na trzy stopy na ulicach Ferrary. Pad zamarzł, a lody stajały dopiero z końcem lutego, tak że orszak ślubny musiał lądem jechać do Pawii. Pannę młodą odprowadziła matka, messer Sigismondo, kardynał Hipolit i jej brat Alfonso. Moro kazał po drodze porobić przygotowania, aby goście ferraryjscy mieli dobre kwatery i potrzebną żywność. Przybyli oni dwudziestego dziewiątego grudnia do Mediolanu, skąd dopiero wyruszono do Pawii. Z powodu złych dróg panie jechały powozami, mężczyźni konno aż do Brescello, gdzie Pad już nie był zamarznięty. Tam wsiadło towarzystwo na statki,
w Piacenzy trochę odpoczęło i dopiero następnego dnia, o wpół do czwartej po południu, przybyło do Pawii. Ludovico jechał inną drogą wzdłuż Ticinu i dopiero w Piacenzy połączył się z orszakiem narzeczonej. Na drogę z Mediolanu do Pawii, którą się dzisiaj odbywa w niespełna godzinę, potrzebowano wówczas prawie trzy dni.
Ślub odbył się z wielką pompą w Pawii siedmnastego stycznia 1491 roku, po czym całe towarzystwo przeniosło się dwudziestego drugiego stycznia do Mediolanu, na wesele Alfonsa d'Este z Anną Sforzą. Alfons, urodzony w pałacu Schifanoi 21 lipca 1477, miał wtedy lat czternaście, ale już w rok po urodzeniu postanowione było jego małżeństwo z mediolańską księżniczką. Kontrakt ślubny ratyfikowano w Ferrarze w przytomności dzieciaka, którego do tej ceremonii przyniósł na rękach Manuelle Bollaią.
Przybycie Anny Sforzy do Ferrary dało powód do wielkich festynów. Sam już wjazd małżonki następcy tronu był nadzwyczaj wspaniały. Ercole z liczną świtą oczekiwał ją nad brzegiem Padu, księżniczka przypłynęła bowiem bucentaurem, dla którego wyrąbano kanał w rzece pokrytej lodem, aby młodej kobiety nie narażać na podobnie uciążliwą drogę, jaką niedawno przebyła Eleonora z Beatrice. Dwunastego lutego wjeżdżała Anna do miasta konno pod baldachimem, a na jej przyjęcie postawiono cztery łuki triumfalne według rysunku architekty Biagia Rosetti. Na łuku zbudowanym w pobliżu Schifanoi jaśniał Apollo na wozie zaprzężonym przepysznie zrobioną parą koni. Zjazd w Ferrarze był ogromny; przybyli posłowie Florencji, Lukki i Neapolu, aby powinszować młodej parze. Weneccy ambasadorowie mieli ze sobą orszak pięćdziesięciu konnych; całe rycerstwo ziem ferraryjskich zgromadziło się w stolicy, tak że kuchnia dworska spotrzebowała w kilku dniach weselnych czterdzieści pięć tysięcy sto jedenaście funtów mięsa.
Księżna matka przyjęła synową we drzwiach zamku i zaprowadziła ją do przeznaczonych dla niej komnat. Nazajutrz z rana biskup ferraryjski odprawił nabożeństwo w prywatnej kaplicy zamkowej, a wieczorem wydał Ercole na cześć Anny Sforzy wielki bal, po którym nastąpiło przedstawienie Menaechmi Plauta w przerobieniu włoskim. Dekoracje do komedii malował Nicoletto del Cogo, tak przezwany, ponieważ był synem dworskiego kucharza. W następne dwa wieczory grano dwie komedie Plauta, a w antraktach przedstawiono moreski, nie mające żadnego związku z treścią sztuk powyższych. W jednej z moresk wpadło na scenę wśród odgłosu sielankowej muzyki kilkunastu młodzieńców ze splotami bluszczu w rękach i tańczyło, tworząc z tych girland rodzaj altan i ganków. Następnie okazał się Apollo wśród Muz, uderzył w struny liry i zaśpiewał odę pochwalną na cześć młodej pary, na chwałę domu Estów i znakomitych gości. Gdy
opiewał zasługi i cnoty Ercola, książę lekkim poruszeniem ręki uchylał się niejako od słuchania pochlebstw. Inne intermezzo tworzyła scena wiejska z baletem, w której przebrani wieśniacy naśladowali w tańcu gospodarskie zajęcia i uprawę roli, siew zboża i żniwo. Następnie przyszła kolej na mitologiczną scenę z chórami starożytnych bogów. Juno, Wenus, Apollo, Bakchus z całym swym otoczeniem śpiewali liryczne pienia z akompaniamentem muzyki. Było jeszcze wiele innych moresk, ale opisywanie wszystkich stałoby się zbyt nużącym.
Sforza przywiozła ze sobą mnóstwo klejnotów i bogatych sprzętów w kufrach, zdobnych w złocenia i malowania pachnącymi farbami, i w szkatułach ze słoniowej kości i drzewa cyprysowego. Małżeństwo zapowiadało się szczęśliwe, ale Anna była chorowitą, a Don Alfonso za młody, żądny miłosnych stosunków i zanadto jeszcze niesforny, aby spokojne prowadzić życie. Szczęścia więc nie było, zwłaszcza że Anna nie miała dzieci, a po sześciu latach pożycia swego z Alfonsem w r. 1497 umarła. Z mężem musiała bolesne przechodzić chwile, na kilka miesięcy bowiem przed jej śmiercią zapisał słynny wenecki kronikarz M. Sanuto w swym dzienniku wiadomość, że Don Alfonso pozwolił sobie w Ferrarze na bardzo śmiały wyskok młodzieńczej fantazji i jednego dnia ukazał się na ulicach Ferrary prawie zupełnie nagi, otoczony kilkoma towarzyszami rozpusty. Wiemy zresztą z jego rachunków, że były tam skrzętnie zapisywane wydatki per Venere lasciva, a w swym Studio porozwieszał obrazy Cosima Tury, przedstawiające nagie kobiece postacie, drażniące zmysły. Nie wykraczał on zresztą w tej mierze od zwyczajów innych swych książęcych rówieśników, których życie płynęło wśród bujnych wad Renesansu.
We dwa lata po ślubie swego syna z Anną Sforzą umarła w roku 1493 Eleonora Aragońska, a nagła jej śmierć dała powód do rozmaitych niepodobnych do prawdy pogłosek, że Ercole ją otruł, tudzież że ona chciała męża poprzednio pozbawić życia w podobny sposób. Otrucia w książęcych rodach były wówczas czymś tak zwykłym, że publiczność w każdym prawie nagłym wypadku śmierci wietrzyła zbrodnię. Historia dworu w Ferrarze nie przekazała nam jednak żadnych poszlak, które by kazały wierzyć w owe wieści o otruciu Eleonory, owszem, księżna żyła w szczęśliwym jak na owe czasy małżeństwie i powszechnie była szanowaną. Cnoty jej opiewało sporo literatów, a pomiędzy poezjami, które dworscy rymotwórcy wydali na cześć zmarłej, na największą jeszcze uwagę zasługuje wiersz Tita Strozziego, z którego przebija szczery żal za księżną.
IV
Ercole nie był wprawdzie tak wykształconym jak Leonello, ale bez porównania więcej zajmował go ruch literacki aniżeli Borsa, który tylko myślał o swych tytułach, o koniach i o polowaniu. Już to wiązało Ercola z literatami, że namiętnie lubił teatr i muzykę i na swym dworze chciał mieć najświetniejszą scenę w całych Włoszech. W późnym już wieku, schorowany, cierpiący, kazał sobie przygrywać Wincentemu z Modeny, słynnemu muzykowi, na klawicymbale. Eleonora więcej niż Ercole była zamiłowaną w literaturze, a nadto wyniosła z Neapolu tradycję uświetniania książęcego dworu kołem artystów i poetów. Za panowania też Ercola I i Eleonory dwór ferraryjski należał do najgłośniejszych ognisk literackich we Włoszech i bezsprzecznie wywarł wielki wpływ na rozwój idei, późniejszych czasów Odrodzenia.
Około ferraryjskiego dworu grupowały się też bardzo zajmujące osobistości. Przede wszystkim Tito Vespasiano Strozzi (1422—1505), któregośmy już jako młodzieńca spotkali w otoczeniu Leonella. Borso także bardzo go lubił i cenił, i ożenił z Domicellą, bogatą sierotą po jeneralnym kapitanie wojsk swoich, hrabi Gwidonie Rangone, i wyszczególniał przy każdej sposobności. W r. 1470 ofiarował mu złotą szpadę rycerską, w r. 1471 wziął go ze sobą do Rzymu, gdzie kolegium kardynałów, chcąc się przypodobać nowemu księciu, uwieńczyło poetę wawrzynem. Estowie, podobnie jak inni tyrani Odrodzenia, starali się przywiązywać do siebie emigranckie rody, które z wdzięczności za dany przytułek wierniej im służyły aniżeli rody miejscowe. Strozzowie wyszczególniali się zresztą niepospolitymi zdolnościami, a dość powiedzieć, że w r. 1422 było aż trzech członków tego rodu posłami rozmaitych państw przy weneckiej Signorii: Palia Strozzi reprezentował tam rzeczpospolitą florentyńską, Uberta wysłał margrabia mantuański, a Giovanniego, ojca Tytusa Wespazjana, margrabia Ferrary.
Z Borsem i Ercolem łączyły zresztą Tytusa wspomnienia młodości, mieli oni tego samego nauczyciela, Guarina, Tito był tylko dziewięć lat starszy od Ercola, więc jeszcze „zielone" z nim przepędzał lata. Zwracając się w jednym ze swych wierszy do księcia, mówi Strozzi:
Cujus ego tecum viridi nutritus in aevo.
Ercole, również jak Borso, wysoko cenił Strozziego i używał go także do służby publicznej. W r. 1473 należał Tito do orszaku, który wyruszył do Neapolu po Eleonorę, później zaś został gubernatorem Rovigo i całej Polesiny, a w wojnie z Wenecją zajmował ważne stanowisko. Posłował także