Oczywiście, że to zajście nie przyczyniło się do polepszenia stosunków pomiędzy Mikołajem a Ercolem, pretendent też czyhał tylko na sposobną chwilę, aby wywrzeć swą zemstę i opanować Ferrarę.
Ufundowawszy panowanie wrócił Ercole myślą do swych lat młodzieńczych spędzonych w Neapolu i postanowił wybrać sobie za żonę córkę Ferranta Neapolitańskiego, Eleonorę Aragońską. Miał wtedy lat czterdzieści jeden. Eleonora była już poprzednio narzeczoną Sforzy, księcia Bari, brata Galeazza, księcia Mediolanu, ale papież Sykstus IV unieważnił te pakty osobną bullą w r. 1472. Ręka Eleonory była więc wolna, a związek z Aragonami oprócz wszelkich innych względów i z tego powodu był dla Ercola bardzo pożądanym, ponieważ wzmacniał Ferrarę wobec Wenecji, najniebezpieczniejszej sąsiadki. Alfonso zgodził się na oddanie córki Ercolowi i zapewnił jej 80.000 dukatów posagu.
Dwór neapolitański znany był ze swej pompy hiszpańskiej i wielkiego zbytku. Ercole lubił także się pokazać, więc poczynił na sprowadzenie narzeczonej najświetniejsze przygotowania, na jakie tylko Ferrarę stać było. Celem przywiezienia Eleonory wysłał on w czerwcu 1473 do Neapolu dwóch swych braci, Zygmunta i Alberta, a nadto Galeotta Pico delia Mirandola, Niccola da Correggio, Marka Pio z Carpi, poetę Marię Bojardo i Nina Contrari, a jako mówcę przy powitaniach i innych uroczystościach przeznaczył im Ludwika Carbona. Cały orszak składał się prócz służby z pięciuset jeźdźców. W Neapolu przyjmowano Ferraryjczyków jak można najświetniej, a do orszaku odjeżdżającej księżniczki przyłączył Alfonso jeszcze dwieście znakomitych osób z Neapolu, książąt, rycerstwa i dam dworskich.
Przejazd Eleonory przez Rzym do Ferrary stał się powodem festynów, które się liczą do najwspanialszych w czasach Odrodzenia. Urządzał je głównie młody kardynał S. Sisto, Pietro Riario, nepot Sykstusa IV, który z ubogiego mnicha stał się kościelnym magnatem i jednym z największych rozrzutników całej epoki. Był to typ dumnego, chciwego władzy i rozgłosu prałata, który z pomocą papieża zagarniał najbogatsze prebendy. Dochody jego przenosiły półtrzecia miliona dzisiejszych franków. Dostarczało ich arcybiskupstwo florentyńskie, patriarchat konstantynopolitański, opactwo św. Ambrożego i cały szereg rozmaitych biskupstw, którymi go stryj papież obdarzał.
Całe urządzenie pałacu kardynała, jego powozy, ubrania służby, wszystko kapało od złota i lśniło się od brokatów i aksamitów. Niedawny franciszkanin miał najpiękniejsze konie w Rzymie, służbę ubierał w szkarłaty, otaczał się całą zgrają pod niebo go podnoszących wierszopisów. Uprzywilejowaną swoją kortegianę, Tirezję, od stóp do głów obsypał pysznymi
perłami i klejnotami; urządzał turnieje, dawał bankiety, o jakich papieski Rzym jeszcze nie słyszał.
On to przyjmował Eleonorę.
Przyszła księżna Ferrary zbliżyła się 5 czerwca 1473 do bram, wiecznego miasta. Wyjechali naprzeciw niej kardynałowie Caraffa i Amxias de Podio z wieloma innymi prałatami i towarzyszyli jej do Lateranu, gdzie było urządzone śniadanie. Tam oczekiwali ją obydwaj papiescy nepoci: kardynałowie Riario i Giuliano delia Rovere, późniejszy Juliusz II. W ich otoczeniu udała się Eleonora do S. Sisto. Ponieważ jednak pałac kardynała był za szczupły na pomieszczenie ferraryjskich i neapolitańskich gości, więc Riario kazał na placu przed kościołem zbudować przepyszny gmach z drzewa, do którego przytykały otwarte atria. Z jednej zaś strony placu urządzono scenę, przeznaczoną na publiczne przedstawienia. Przed pałacem biła fontanna, do której woda spływała z cysterny ustawionej na dachu bazyliki. Cały pałac robił na zewnątrz wrażenie kamiennej budowy, ściany zaś, sufity i posadzki rozległych pokoi pokryte były złotem tkanymi tapetami i flamandzkimi kobiercami. Pomiędzy tymi ostatnimi zwracał szczególnie uwagę przepyszny kobierzec przedstawiający stworzenie świata, sporządzony na zamówienie Mikołaja V. Utrzymywano, że w całym chrześcijaństwie nie ma piękniejszego arrasu, i niepowetowana szkoda, że skarb ten przepadł w powodzi czasu i wieść o nim zaginęła. Zbytek w urządzeniu okolicznościowych komnat był tak wielki, że współcześni nawet, przyzwyczajeni do pompy książąt Kościoła, gorszyli się tym roztrwanianiem funduszów. Nad ochładzaniem mieszkania Eleonory pracowały trzy duże miechy tak umieszczone, że ich widać nie było.
Po południu w niedzielę Zielonych Świąt odegrano Historią Zuzanny na placu przed pałacem, a w poniedziałek urządził kardynał tak wspaniałą ucztę, jakiej chyba Rzym nie widział od czasów cesarstwa. Przy odgłosie trąb i piszczałek wchodzili goście do sali. W jedwabne liberie ubrana służba zapowiadała przepych obiadu. Do głównego stołu zasiadło oprócz księżniczki tylko dziesięć osób, a mianowicie ośm z jej otoczenia i sam gospodarz, kardynał Riario. Powszechną uwagę zwracał wspaniały bufet z arcydziełami kucharskiego kunsztu, ozdobiony dwunastoma zastawami olbrzymiej wartości. Najprzód roznoszono rozmaite słodycze, kandyzowane pomarańcze z małmazją i podawano różaną wodę do mycia rąk. Następnie rozpoczął się właściwy obiad. Dań było czterdzieści i cztery, a pomiędzy nimi całe pieczone jelenie, sarny, zające, cielęta; ptactwo zaś: żurawie, pawie, bażanty wyglądały jakby żywe w swym upierzeniu. Najciekawszym jednak „daniem" był niedźwiedź wraz ze skórą, z kijem w paszczy, „aby nie ukąsił". Ryby podawano na srebrnej łusce, chleb był pozłacany, a torty,
ciasta i rozmaite słodycze, których przynoszono bez liku, miały najrozmaitsze kunsztowne kształty. Do arcydzieł cukiernictwa należały grupy przedstawiające Herkulesa w naturalnej prawie wielkości, jak się pora z potworami, tudzież długi wąż wijący się na cukrowej górze i rozdziawiający swą paszczę ku gościom. Wniesiono także zamczysko z konfektów zdobne w sztandary, a następnie wtoczono do sali dziesięć sporych okrętów napełnionych cukrową żołędzią, niby owocem Roverów, mających dąb w herbie. Za okrętami wjeżdżała Wenera na wspaniałym wozie, który ciągnęły wypchane łabędzie, a wreszcie ukazała się we drzwiach góra porosła drzewiną, z której wyszedł żywy gnom i wierszami wyraził swoje zdziwienie, że się niespodziewanie znalazł w tak dostojnym towarzystwie. Jednostajność uczty trwającej sześć godzin przerywały rozmaite alegoTyczne postacie, które deklamowały okolicznościowe poezje albo śpiewem uprzyjemniały bankiet. Pomiędzy innymi wszedł młodzian o pięknym głosie i śpiewał wiersz łaciński, w którym przekonywał gości, że wśród tych wspaniałości nie powinni nawet bogom zazdrościć ich uczt na Olimpie, tym bardziej że sam Jowisz zasiadł pomiędzy nimi.
Kto miał być tym Jowiszem? Czy sam gospodarz, kardynał franciszkanin?
Ucztę zakończył balet. Na scenie tańczyli starożytni bohaterowie ze swymi kochankami. Lubieżny taniec przerwały im wszakże centaury, które chciały uwieść piękne baletniczki, ale Herkules stanął w ich obronie i rozpędził dzikich siłaczy. Po balecie nastąpiły jeszcze inne sceniczne przedstawienia, których treść czerpano z mitologicznych podań.
W zabawach Odrodzenia nie było miary, uciechy musiały się przelewać przez brzegi kielicha, dopóki uczestnicy festynów nie upadali niemal ze zmęczenia.
Księżniczka bawiła pięć dni w Rzymie i wątpić się godzi, aby wśród tych przyjęć mogła była odpocząć po trudach podróży. Pociechą w zmęczeniu mogły być bogate podarunki, którymi ją obsypali Sykstus IV i kardynałowie.
W Ferrarze tymczasem ogromne czyniono przygotowania na przyjęcie księżnej. Nad osobnym Carroccio, dla niej przeznaczonym, pracowało pięciu najznakomitszych malarzy i rzeźbiarzy, na Padzie zrobiono most z łodzi, a cały szereg artystów przyozdabiał miasto.
Eleonora wjeżdżała konno pod baldachimem, w sukni ze złocistego brokatu, pokrytej drogimi kamieniami, na głowie zaś miała przepyszną koronę. Ulice ubrane były zielenią i kwiatami, a barwne materie poprzeciągano na sznurach, tak że księżna zdawała się jechać pod namiotami nie mającymi końca. Po drodze były wzniesione łuki triumfalne, muzyki
przygrywały na estradach i grupy tancerzy się popisywały. Nazajutrz kardynał Bartolomeo Roverella pobłogosławił w katedrze książęcej parze, a następnie przez ośm dni trwały rozmaite festyny. Korporacje miejskie ofiarowały Eleonorze rozmaite przedmioty, których wartość obliczano na 28.444 lir, a oprócz tego każdy ród znakomity i każdy większy funkcjonariusz państwa składał jak mógł najpiękniejsze dary.
Eleonora była niepospolitą kobietą, wielkich zasług i wielkiej energii. Lubiła nadzwyczaj muzykę, grywała na harfie, dużo czytała, od najznakomitszych ówczesnych malarzy zakupywała obrazy. W zbiorach swych miała dzieła Mantegni i Belliniego, w podręcznej jej bibliotece znajdowały się Komentarze Cezara, tłumaczone na język włoski, Pliniusz, franciszkańskie Fioretti, sporo hiszpańskich powieści, a pomiędzy innymi bardzo wówczas czytany romans Il Carcer d'Amore.
W trudnych czasach okazała Eleonora bardzo wiele odwagi i przytomno ści umysłu, a przede wszystkim, gdy Niccolo, chcąc się zemścić za ową przysposobioną dlań truciznę, wpadł do Ferrary, aby rządy opanować. Ercole bawił w Belriguardo, a Niccolo uznał chwilę za sposobną, aby śmiałym zamachem zdobyć Ferrarę, gdzie sama Eleonora z małymi dziećmi pozostała. Za namową markiza mantuańskiego i Giovanna Marii, księcia Mediolanu, ukrył pretendent siedmiuset zbrojnych ludzi na łodziach wiozących słomę i z nimi podpłynął Padem aż pod samą Ferrarę. Nim się dowiedziano w Castello o zamachu, Niccolo przebiegał już ze swymi towarzyszami ulice Ferrary z okrzykiem: vela! vela! Hasło to wszakże i tym razem nie znalazło echa u ludności, a Eleonora w porozumieniu z braćmi Ercola, Zygmuntem, Albertem i Rinaldem, szybko zebrała silny oddział wojska, który wyparł Niccola z miasta, zapędził wraz z jego ludźmi na bagna i tam go schwytał. Ercole oddał głowę Niccola pod topór, dwudziestu z jego stronników kazał powiesić dla postrachu na oknach Palazzo delia Ragione, pięciu na murach Castel Vecchio, a innym życie darował pod warunkiem, że mu złożą przysięgę wierności. Wszyscy się na to zgodzili, jeden tylko stary kucharz, Lucca, nie chciał się zaprzeć swego pana, a gdy mu powiedziano, by krzyczał diamante, a wolność odzyska, zaczął na przekor wolać vela! i oczywiście przypłacił życiem swoje przywiązanie do Niccola.
Eleonora miała w dwóch pierwszych latach małżeństwa dwie córki: Izabelę, urodzoną 18 maja 1474, i Beatrice, urodzoną 29 czerwca 1475, później przybyło czterech synów, z których najstarszy, Don Alfonso, nastąpił jako Alfons I po ojcu na tronie Ferrary, a Hippolito został później kardynałem.
Małżeństwo Ercola z Eleonorą było wzorowym na czasy Odrodzenia,
książę uchodził za wiernego małżonka i raz tylko, aby się nie sprzeciwić zupełnie tradycji rodu, wykroczył przeciw ślubom małżeńskim. Gdy bowiem Eleonora wyjechała w maju roku 1477 na kilka miesięcy do Neapolu odwiedzić rodziców, osamotniony Ercole zawiązał stosunek z damą dworu, Izabelą Arduino, która mu w marcu 1478 powiła syna Giulia. W trzy miesiące później Izabela wyszła za mąż za jakiegoś Jacoma Mainente z Ferrary, a chwilowe zboczenie Ercola z prawej drogi małżeńskiej nie zakłóciło na później dobrych jego stosunków z Eleonorą. W tej mierze zresztą były ówczesne panie bardzo wyrozumiałe. Gdy np. margrabia Gonzaga Mantuański, mąż Izabeli, córki Ercola, wybierał się na dłuższą wojenną wyprawę, troskliwa małżonka sama wyszukała piękną i zdrową Mantuankę, aby mu towarzyszyła do obozu.
Przed ślubem swym z Eleonorą miał także Ercole z Ludwiką Condolmieri córkę Lukrecję d'Este, która później (1487) wyszła za mąż za hrabiego Hannibala Bentivoglia, syna tyrana Bolonii, bardzo niepospolitą kobietę.
Eleonora była nadzwyczaj dobrą matką i z wielką starannością wychowywała swe dzieci. Battista Guarino, syn starego szkolarza z Werony, uczył dziewczynki po łacinie, a' po nim Jacopo Gallino, który tak umiał uprzyjemniać młodym księżniczkom oschłe studia, że Izabela już później, jako markiza mantuańska, przypominała sobie z przyjemnością owe czasy, kiedy się uczyła gramatyki Chrysolorasa i recytowała na pamięć eklogi Wirgiliusza i listy Cycerona albo deklamowała Eneidą. Ulubionym jej nauczycielem był także Maria Equicola d'Alveto, autor wydanej w r. 1521 w Ferrarze Historii Mamtui i rozprawy Delia natura d'amore. Młodsza Beatrice, nie bardzo pojętna, nie lubiła nauk i wolała jeździć na kucyku albo karmić w parku zwierzęta.Za to Izabela uchodziła za cudowne dziecko, deliziosa creatura, i od dzieciństwa szczególnie się nią zajmowano.;
Muzyka stanowiła ważną część nauk. Książę sprowadził aż z Konstancji niemieckiego księdza, Don Giovanniego Martina, sławnego muzyka, aby uczył dzieci, a przy tym kształcił śpiewaków do książęcej kaplicy. Izabela miała wyborny głos i sama sobie do śpiewu akompaniowała na lutni. Panny uczyły się także grać na klawikordzie i tak były muzykalne, że Trissino, jeden z dworskich poetów, porównywał głos Izabeli do śpiewu syren i sądził, że księżniczka zdołałaby, jak ongi Orfeusz, głosem swym ułaskawić dzikie zwierzęta. Także Baltazar Castiglione unosił się nad jej talentem. Wobec obcych nawet gości popisywali się księstwo śpiewem swej córki, a podczas festynu, danego dla ambasadora Ludwika XII, zachwycała Izabela grą na lutni całe towarzystwo.
W wykształceniu ferraryjskich księżniczek nie zaniedbywano także fizycznych ćwiczeń, a mianowicie jazdy konnej i tańca, tudzież ręcznych robót, pomiędzy którymi najważniejszymi były hafty złotą i jedwabną nicią.
II
Burckhardt powiada, że Ferrara była pierwszym państwem nowożytnym; zdanie to trzeba by zmienić w ten sposób, że Ferrara daje nam najwyraźniej szy przykład, jak państwa czasów Odrodzenia były urządzone. Zasady administracyjne w ówczesnych państwach despotycznych były wszędzie na półwyspie mniej więcej te same, w Ferrarze występują one wyraźniej, ponieważ jedna dynastia trzy wieki tam panowała. Wszelkiej polityczne urządzenia były więc stalsze w Ferrarze i powoli krystalizowały; się w bardzo wyraźne formy.
Wszędzie, czy to w Ferrarze, czy w Mantui, czy w Bolonii lub Weronie, podstawą administracji i sądownictwa były dawne statuty gminne. Komuna żyła dalej, ale żyła pod mieczem panującego księcia czy kondotiera, Który jej pozostawiał tyle z dawnej autonomii, ile to ze względu na Jego finanse i inne cele państwowe było potrzebnym. Książę zazwyczaj nie zmieniał instytucji gminnych, ale je kontrolował i swą władzą ich czynności ograniczał. W Ferrarze, jeszcze w XIII wieku, rządziło dwunastu „mądrych ludzi", Savi, na czele których stał „najmądrzejszy", Giudice de'Savi, naczelnik, prezydent rady miejskiej i pierwszy zastępca ludu. Statut miejski nazywa go Pater moderatorque patriae et praefectus universitatis. Giudice de'Savi zajął miejsce dawnych konsulów, którzy rzecząpospolitą ferraryjską rządzili jeszcze za czasów Fryderyka I. Z początku piastował ten urząd zawsze obcy prawnik, od XV i w XVI wieku członek jednego z arystokratycznych rodów ferraryjskich. Dwunastu Savich wybierano spośród obywateli miasta bez różnicy stanu, a dopomagali im w pracy urzędnicy, aggiunti. Naczelnika Savich mianował i oddalał książę według swej woli, pomimo że on był najwyższym urzędnikiem w państwie, powierzał wstępującemu na tron nowemu księciu buławę dowódcy milicji i oddawał panowanie nad ludem.
Do kolegium Savich należała administracja cywilna, ekonomiczna i finansowa komuny, tudzież sądownictwo w sprawach cywilnych i karnych, o ile takowe władzą podesty nie było ograniczone. Savi wydawali ustawy, oczywiście, jeżeli je książę potwierdził, nakładali podatki miejskie, czuwali nad bezpieczeństwem publicznym, utrzymywaniem dróg, kanałów i